Adrian Nikiel

Adrian Nikiel

czwartek, 18 luty 2010 22:34

Piękno Świętego Imperium

 19 kwietnia A.D. 2009, po trwającym osiem lat generalnym remoncie, udostępniony został do zwiedzania jeden z nielicznych ocalałych symboli monarchii we Wrocławiu ? dawny pałac królów pruskich.

czwartek, 18 luty 2010 22:23

Prawica czy prawice

Francuska myśl kontrrewolucyjna to niewyczerpane źródło inspiracji dla współczesnej prawicy w Polsce. Nazwiska m.in. de Maistre?a, Maurrasa czy de Chateaubrianda nieustannie przewijają się w dyskusjach, są ważnymi punktami odniesienia w publicystyce i publikacjach naukowych. Dlatego też książka z zakresu francuskiej politologii ? zwłaszcza gdy określana jest mianem ?perły? gatunku ? musi odbić się szerokim echem i skłonić do refleksji nad obecną kondycją prawicy galijskiej.

 
René Rémond, którego ostatnia wersja najgłośniejszego dzieła została niedawno przetłumaczona na język polski, to zmarły w 2007 r. politolog i historyk myśli politycznej. I choć był przyjacielem Polski, zwolennikiem polskich dążeń wolnościowych, amicus Plato, sed magis amica veritas, dlatego stwierdzić trzeba, że kanoniczna pozycja francuskiej politologii przynosi wiele interesujących informacji, lecz ma również liczne merytoryczne słabości, które sprawiają, że jej plusy nie mogą przesłonić minusów?
 
Z pewnością zasługą autora jest mocne podkreślenie, że prawica nie ma nic wspólnego z faszyzmem, że określenie ?faszyzm? w kontekście prawicy nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego, a jeżeli już się pojawia, to wyłącznie w charakterze obelgi i próby wypchnięcia myśli prawicowej poza obręb poglądów dopuszczanych do publicznej artykulacji. W rzeczywistości autentyczna prawica nie ma nic wspólnego z totalitaryzmem w jakiejkolwiek jego odmianie, jest awangardą oporu. Gorzej, że w ogóle jakakolwiek prawica na kartach pracy Rémonda jawi się osobliwie lewicowo? W jednym zdaniu można wywód autora streścić następująco: Prawica kontrrewolucyjna po 1945 r. stała się marginesem marginesu politycznego, natomiast to, co współcześnie uchodzi za prawicę, jest efektem przemieszczenia się na mapie politycznej Francji formacji lewicowych, rewolucyjnych, akceptujących trójkolorowy sztandar.
 
Przywoływanie nazw z przeszłości dla scharakteryzowania zjawisk współczesnych może być mylące. Rémond podzielił Prawicę na legitymistyczną, orleanistyczną i bonapartystowską, ale w praktyce podział ten nie miał żadnego odniesienia do sporów dynastycznych XIX wieku, kiedy to starsza linia Burbonów musiała przeciwstawić się uzurpacjom książąt Orleańskich i potomków korsykańskiego adwokata. Dla Rémonda legitymiści to po prostu stara prawica, która zniknęła z życia politycznego Francji, wyznaczanego przez kalendarz wyborczy, orleaniści ? demoliberałowie i chadecy, natomiast bonapartyści to gaulliści, zwolennicy etatyzmu i silnej władzy prezydenckiej. Co ciekawe, w skład formacji legitymistycznej zaliczona została również Akcja Francuska, o której każdy politolog wiedzieć powinien, że ta liga dokonała nacjonalistycznej reintepretacji praw fundamentalnych Francji i poparła właśnie rodzinę Orleańską. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że w książce prawica legitymistyczna wymiennie nazywana jest także ?kontrrewolucyjną?, a przez kilkadziesiąt lat Akcja Francuska postrzegana była jako najważniejsza część obozu kontrrewolucji. To usprawiedliwienie jest jednak warunkowe, gdy na str. 280 czytamy oczywistą dezinformację, że Karol Maurras odświeżył prawicę legitymistyczną poprzez zaszczepienie jej nacjonalizmu. Słuszniejsze byłoby stwierdzenie, że Maurras stał się twórcą oryginalnej koncepcji narodowego (neo)rojalizmu. W tym miejscu pozwolę sobie zauważyć, że uznalibyśmy za dziwne, gdyby dla nakreślenia współczesnej mapy politycznej Polski odwoływać się do nazw nieformalnych stronnictw z okresu np. Sejmu Wielkiego lub Wielkiej Emigracji? Analogiczny zabieg w odniesieniu do Francji wydaje się równie chybiony ? autor nie ukrywa jego umownego charakteru. Co dziwniejsze, na kartach książki, obok dziesiątków mniej lub bardziej znanych polityków ?głównego nurtu? nie pojawia się choćby najmniejsza wzmianka o królu Ludwiku XX (osobie, która jest przecież naturalnym ?sztandarem? legitymistów!). Natomiast zapewne najbardziej znany z jego poprzedników ? Henryk V ? w przypisie na str. 372 wspominany jest jako pretendent do tronu, co uznać należy za kolejny poważny błąd, gdyż następca tronu automatycznie staje się królem w momencie śmierci swojego poprzednika. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest w stanie realnie sprawować władzę. Król nigdy nie umiera i żadna siła nie jest w stanie pozbawić go korony.
 
Jako sedewakantysta nie rozumiem i nie akceptuję stwierdzenia, że Kościół katolicki złagodził swoje stanowisko wobec rewolucji, natomiast samą rewolucję legitymizował upływ czasu. Jeżeli trafne wydaje się spostrzeżenie, że Kościół zwany posoborowym rzeczywiście złagodził surowość swojego osądu, oznacza to ni mniej, ni więcej, że odrzuca on katolickie stanowisko w tej kwestii. Mogę złożyć to tylko na karb uproszczonego spojrzenia Rémonda na kwestię religijną we Francji lub też wyraz jego osobistych przekonań (str. 75). Kolejnym świadectwem uproszczeń użycie błędnego określenia tradycja judeochrześcijańska (str. 133). Szczególnym smaczkiem jest natomiast dowodzenie, że szkoła maurrasowska została potępiona przez Kościół za jej nacjonalizm. W tym miejscu wystarczy przypomnieć arcyważny artykuł p. prof. Jacka Bartyzela, opublikowany na łamach ?Opcji na Prawo? w maju 2007 r., w którym m.in. znalazły się słowa: AF zostaje potępiona przez Watykan, tyle że właściwie nie wiadomo... za co, bo akt kondemnacji nijak tego nie precyzował. Potępienie z 1926 r. było nie tylko tragedią dla Akcji, lecz ? w ostateczności ? dramatem Kościoła, przedsmakiem zwycięstwa modernistów w latach 1962-1965. Ponownie przywołam publikację p. Bartyzela: faktyczne motywy potępienia z 1926 r. były natury politycznej, a nie doktrynalnej. Szkoda, że Rémond tak istotną i zarazem delikatną kwestię uprościł do granic absurdu.
 
W efekcie tych wszystkich zabiegów większość książki poświęcona jest prawemu skrzydłu obozu rewolucyjnego. Sądzę, że dla polskiego czytelnika, którym będzie zapewne osoba sympatyzująca z prawicą, szczegółowe analizy rozgrywek partyjnych w czasach tzw. IV i V Republiki oraz dociekania, kto jest rzeczywistym spadkobiercą gen. de Gaulle?a, okażą się zwyczajnie nużące. Pewne poruszenie może jedynie wywołać informacja, że po II wojnie światowej chadecy akceptowali akty nacjonalizacji własności, czyli ? mówiąc wprost ? domniemani katolicy akceptowali kradzież. Analizy sporów, rozłamów i prób integracyjnych zastępują analizy programów. Być może dlatego tak wielką trudność zdaje się autorowi sprawiać prezentacja Frontu Narodowego. Fenomen Frontu łamie zaproponowany przez Rémonda trójpodział. Dla autora zapewne dodatkowym problemem jest niczym nieuzasadniona demonizacja tej partii, której świadkiem był przez trzy dekady, co uczciwego politologa zmusza do zakwestionowania ewidentnych bzdur głoszonych na jej temat, a z drugiej strony pozostaje jasne, że sam Rémond ma niechętny stosunek do tego zjawiska, jak również do bliskiego na różnych płaszczyznach frontowi ruchu na rzecz tradycji katolickiej.
 
Publikacja może być także odczytywana poprzez lokalne, polskie uwarunkowania i ruchy na scenie politycznej. Liczne wyrazy uznania, których autorem jest p. Kazimierz Michał Ujazdowski, twórca wstępu i opracowania, są o tyle charakterystyczne, że ten polityk wydaje się przedstawicielem formacji, która z patriotycznej lewicy przemieściła się ku centro-prawicy, lecz było to jedynie zmianą sytuacyjną, bez związku z jakimś ?przewartościowaniem wartości?? W tym kontekście sens ma ironiczne hasło ?Konserwatyzm ? tak, reakcjonizm ? nie!?. I właśnie w takim duchu ? konserwatyzmu bez trwałego programu, akceptującego demokrację i niechętnego kontrrewolucji ? jest utrzymane dzieło Renata Rémonda. Omawiana książka będzie zapewne interesującą lekturą dla oddanych miłośników Francji, ale trudno ją uznać za poważną propozycję programową dla prawicy polskiej, kiedy czyta się np. taki fragment na str. 343: (?) ekstremiści są właśnie nieprzejednani. Nieprzejednani w trwaniu przy
czwartek, 18 luty 2010 21:09

Niemcy pod okupacją

Druga wojna światowa doprowadziła do przesunięcia zachodniej granicy sowieckiej tyranii nad Łabę. Obszar Prus, Saksonii, Anhalt, Turyngii i Meklemburgii wszedł w skład strefy okupacyjnej, która na ponad cztery dekady miała stać się oknem wystawowym ?obozu pokoju?, terenem nieustannej propagandowej rywalizacji z ?reakcyjnymi? i ?kapitalistycznymi? Niemcami Zachodnimi.

czwartek, 18 luty 2010 21:06

Karą za grzech jest śmierć

Marzec 1932 roku zapisał się w historii Szwecji zbrodnią, której motywów nigdy nie wyjaśniono: konserwatywny polityk Hjalmar von Sydow został zamordowany przez własnego syna Fryderyka w mieszkaniu przy Norr Mälarstrand 24 w Sztokholmie, ofiarami morderstwa stały się też pokojówka i kucharka. Mord ? dokonany żelaznym prętem ? miał tragiczny ciąg dalszy w Uppsali, gdzie w trakcie ucieczki zagrożony aresztowaniem Fryderyk zastrzelił pomagającą mu w zacieraniu śladów żonę, a następnie popełnił samobójstwo. To przestępstwo okrzyknięto najgłośniejszym skandalem kryminalnym w dziejach Szwecji do czasu zamachu na Olofa Palmego.

poniedziałek, 15 luty 2010 21:59

Ślady Starego Ładu

Po raz kolejny mam problem z recenzją publikacji wydawnictwa Arkady. Znów muszę wystąpić w niewdzięcznej roli tropiciela najzupełniej elementarnych błędów, psujących przepiękny album. Są one tym bardziej przykre, że ta bardzo ważna publikacja mogłaby odegrać znaczącą rolę edukacyjną, a tymczasem czytelnicy nie mogą być pewni rzetelności części opisowej.
sobota, 13 luty 2010 21:23

Umarłe miasto

 

Stara legenda mówi, że Wrocław spotka kiedyś zagłada i po ludnym, bogatym mieście zostanie tylko pagórek, który podróżni będą z ciekawością oglądać. W 1945 roku taki koniec był bardzo blisko.
Beata Maciejewska
sobota, 13 luty 2010 21:20

O Soborze i masonerii

Ks. Michał Poradowski był jedną z najważniejszych, wręcz legendarnych, postaci polskiej prawicy. Jego dorobek naukowy ukształtował przynajmniej dwa pokolenia konserwatystów. Sześć lat po śmierci księdza profesora można tylko żałować, że nie pozostawił intelektualnych następców, którzy mogliby kontynuować dzieło i wypełnić pustkę w krajowym życiu umysłowym. Na szczęście pozostały książki i broszury, wznawiane m.in. przez wrocławskie wydawnictwo Nortom. Jedną z nich są Problemy II Soboru Watykańskiego. Publikacja zwięzła i cenna, gdyż napisana językiem zrozumiałym nie tylko dla teologów, dlatego dostępna wszystkim wiernym pragnącym zrozumieć naturę rewolucji niszczącej nasz Kościół.

sobota, 13 luty 2010 19:50

Bez szczęśliwego zakończenia

Wielki przyjaciel naszego narodu, papież Pius IX, stwierdził, że Polacy nie mają Polski, gdyż nie szukają najpierw Królestwa Bożego. Współczesny papieżowi ksiądz Hieronim Kajsiewicz CR (1812-1873), wybitny kaznodzieja i duszpasterz Wielkiej Emigracji, współtwórca polskiego ultramontanizmu, w swoich kazaniach i artykułach rozwijał identyczną myśl i nieustannie przypominał obowiązki polskie w obliczu Boga. Głosił to w ponurych czasach, gdy upadek moralny, głębokie podziały i radykalizm polityczny emigrantów stawiały pod znakiem zapytania sens pracy na rzecz niepodległości, a wszystkim Polakom dorabiały wśród władców i narodów Europy niezasłużenie złą sławę burzycieli porządku publicznego, zawsze obecnych tam, gdzie dowolni opętańcy w imię fantasmagorii wznosili sztandar anarchii. Pragnienie niepodległości było uzasadnione, lecz sposoby, jakimi posługiwali się ci, przeciw którym głos wznosił ks. Kajsiewicz, zamknąć można w Mickiewiczowskim Z Bogiem, a choćby mimo Boga. Wśród iście sekciarskich podziałów abstrakcyjnie pojęta niepodległość stawała się celem samym w sobie, na rzecz którego można było poświęcić nawet katolicki charakter bytu narodowego, prawa i obowiązki z niego wynikające.

poniedziałek, 01 luty 2010 14:37

Po rewolucji... czas uzurpatorów

Książka p. Piotra Napierały, doktoranta w Instytucie Historii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, jest równocześnie interesująca i irytująca. Interesująca, gdyż prezentuje mniej znany polskim czytelnikom okres historii Wysp Brytyjskich i kładzie przy tym nacisk na polityczną biografię męża stanu tak znaczącego, iż okrzykniętego pierwszym (jeszcze nieformalnym) premierem nowego państwa zaistniałego w konsekwencji drugiej rewolucji antyangielskiej. Atutem książki są niewątpliwie obszerne tłumaczenia osiemnastowiecznych dokumentów źródłowych. Autor udanie przełamał barierę powszechnej wiedzy i świadomości, którą można by wyrazić słowami: Thatcher, Churchill i długo, długo nic...

poniedziałek, 01 luty 2010 14:28

Potomkowie morskiej bestii

Zaryzykuję stwierdzenie, że w Polsce wiedza o państwach sukcesyjnych, powstałych w wyniku upadku Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie, i wczesnym Średniowieczu nie jest zbyt bogata. Niestety, sądząc po ilości tytułów dostępnych w języku polskim, dla większości są to wciąż najdosłowniej Ciemne Wieki. Nie inaczej jest ze znajomością dynastii Merowingów, ostatnio zapewne kojarzonej z popkulturowymi apokryfami, lecz zwykle przywoływanej na okoliczność dwóch wydarzeń: chrztu państwa Franków i przejęcia władzy przez majordomów z dynastii Karolingów. Tym cenniejsza jest najnowsza publikacja Wydawnictwa Naukowego PWN (podobno już bestsellerowa) w prestiżowej serii ?Korzenie Europy?. 

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.