wtorek, 21 grudzień 2010 13:51

Odzyskać państwo

Napisał

Gdyby zapytać Polaków, czy dzisiaj, trzynaście lat po "okrągłym stole", zadowoleni są ze stanu spraw publicznych, przytłaczająca większość odpowiedziałaby negatywnie.

Zarówno sposób działania władz różnych szczebli, jak i funkcjonowanie poszczególnych polityków budzi ogólny niesmak i zniechęcenie. W istocie niepodległe, wolne państwo, marzenie pokoleń Polaków, ideał, za który wielu oddawało życie - jest obecnie dla większości czymś godnym pogardy! I choć to obserwacja nader smutna, trudno się dziwić niechęci biednych ludzi, którymi politycy interesują się jedynie jako źródłem kolejnych podatków. Niechęć zaś pogłębia brak nadziei i powszechne - na ogół słuszne przekonanie o egoizmie i trywialnej chęci zysku jako głównych motywach kierujących elitami politycznymi.
Paradoksalnie, trzynaście lat życia w wolności zniechęciło do niej większość Polaków. Na ogół jednak ta sama większość zapomina, że smak wolności zależy od sposobu jej zagospodarowania, jest ona bowiem jedynie swobodą podejmowania decyzji, nie zaś receptą na wszystko.
Narzucony nam wszystkim przy "okrągłym stole" kształt demokracji rzuca długi, ponury cień na większość spraw publicznych w naszym kraju. Chora, wadliwa demokracja, promująca przeciętniaków i utrwalająca partyjne rządy o charakterze mafijnym, powoduje, że daje się przerwać zaklętego koła niemożności. Do władzy dochodzą jedynie ci, "którzy powinni", nie ma większych szans dla osób spoza partyjnych koterii. Nie ma przy tym faktycznie znaczenia taka czy inna afiliacja ideologiczna - wszystko pozostaje "w rodzinie". Kolejne wybory nie przynoszą istotnej zmiany - zmieniają jedynie proporcje w ramach tej samej elity władzy. Kooptacja doń nowych ludzi jest możliwa wyłącznie pod warunkiem akceptacji przez nich reguł gry (ostatnio - casus "Samoobrony"). Dyskurs publiczny toczy się z reguły wokół spraw drugo- i trzeciorzędnych, nie dotyczy rzeczy najważniejszych.
Charakterystyczne, że mimo braku cenzury i mimo rozmaitych form własności, polska prasa przypomina gazetki w jakimś grajdole. Jeśli mowa, na przykład, o Harrym Potterze, to na pierwszych stronach piszą o tym wszystkie czasopisma. Jeśli o Adamie Małyszu - dzieje się tak samo, bez względu na to czy jest to gazeta sportowa, czy polityczna. Nie mam nic przeciwko obu sympatycznym bohaterom, ale doprawdy trudno wytrzymać pod jednolitym, zmasowanym naciskiem propagandowym w tych mało w istocie ważnych sprawach. Piszą o nich i "kolorowe" czytadła, i dzienniki, i uchodzące za poważne pisma opiniotwórcze. Czy żyjemy w jakiejś pipidówie, czy w dużym kraju europejskim? Równocześnie cała prasa zgodnie przemilcza najważniejsze kwestie ustrojowe, traktując politykę jako źródło mniej lub bardziej smakowitych plotek. Ot, ktoś spotkał się z kimś i coś powiedział, ktoś kogoś obraził, ktoś się upił... Polityka zagraniczna zaś w tym ujęciu to obecnie thriller wokół wysokości unijnych datków dla polskich chłopów. Żadnej refleksji, żadnej wizji, żadnego szerszego spojrzenia. Zdumiewająco śmiesznie polska prasa, z ochoczym współudziałem polityków, entuzjazmowała się niedawno europejskością rosyjskiego prezydenta i jego gestami dobrej woli. Zachwyty nad tym zimnym i wyrachowanym wychowankiem KGB czytałem w gazetach od lewa do prawa, jakbym studiował tę samą prowincjonalną gazetkę.
Żyjemy w zastałym bajorku, w którym nawet szczupaki cierpią na anemię. Gdzieś tam inni płyną z wartkim nurtem rzek i strumieni, u nas natomiast nikt nie wydaje się zainteresowany zmianami. Owszem, wszyscy narzekają, ale podjęcie rzeczywistych działań na rzecz zmian przekracza wyobraźnię ogółu. Dominuje przekonanie, że jakoś to będzie, a gdy już wejdziemy do Unii Europejskiej, wszelkie problemy automatycznie znikną. Nie będzie dziur w jezdni i dziury budżetowej, a przy tym - to już rachuba nielicznych - obecni rządzący nami promotorzy szybkiego zjednoczenia zachowają przywileje, zyskując przy tym znacznie większe pole do działania. Program etatowych przeciwników wstąpienia do Unii jest jeszcze skromniejszy: proste NIE i na tym koniec. Wszystko ma pozostać bez zmian.
Polska naszych marzeń jednak powstanie - trzeba tylko dać jej szansę, a stworzyć ją może wprowadzenie prawdziwie demokratycznego systemu, takiego jaki od wieków funkcjonuje w krajach przodujących na świecie. Polacy nie są głupsi ani gorsi od innych narodów i nie istnieje żaden racjonalny powód, by nie mogli wybierać swoich władz, jak czynią to inni. Musi upaść pozorujący demokrację oligarchiczny system trzymający nasz kraj w kręgu ułudy, nie pozwalający na rozwój i rzeczywiste konkurowanie z innymi narodami. Niewielka zmiana - wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, a więc wybieranie w każdym okręgu tylko jednego posła spośród dwóch, trzech dobrze znanych kandydatów (zamiast kilkudziesięciu nieznanych) - spowoduje diametralną przemianę w życiu publicznym i otworzy nowe drogi, dotychczas przed nami zamknięte. Obywatele-wyborcy będą partnerami polityka, ważnymi nie tylko w okresie wyborczym i to oni będą rozstrzygać o kształcie przyszłości kraju. Ta mała zmiana poruszy stojące wody naszego bajora i zerwie stawidła. Oby nadeszła jak najszybciej.
Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 12073 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.