niedziela, 29 maj 2011 23:11

Ameryka w głębokim kryzysie

Napisał

Kiedy trzy lata temu, dokładnie w lutym 2008 r., napisałem artykuł o zagrożeniach dla amerykańskiej polityki i ekonomii, nie spodziewałem się, że zostanę prorokiem. Pisząc, że katastrofa będzie ?pojutrze?, miałem na myśli kilka lat. Nie spodziewałem się, że kryzys bankowy, zapoczątkowany przez rozdmuchany sektor domów jednorodzinnych kupowanych za pożyczki bez pokrycia, czyhał za rogiem i stał się rzeczywistością już w miesiąc po opublikowaniu mojego artykułu. To był jedynie wierzchołek góry lodowej. Większy kryzys trwa i czyha na Stany Zjednoczone w ciągu najbliższych dekad, jeśli rząd Stanów Zjednoczonych nie zadba, aby zwolnić tempo ześlizgiwania się w przeciętność.

 

Minęły już trzy lata pod początku wielkiego kryzysu bankowego, którego końca nie widać. Miejsce prezydenta G. W. Busha, domniemanego konserwatysty, tego którego obwinialiśmy za kosztowne wojny i kryzys ekonomiczny, zajął domniemany progresywny prezydent Barack Obama, który szykuje się do wyborów na następną kadencję. Czy w czasie jego pierwszej kadencji nastąpiły jakieś zmiany w naszej polityce i ekonomii? Bynajmniej. Dwie, zasadniczo przegrane wojny w Iraku i Afganistanie, zapoczątkowane przez G.W. Busha, trwają. Nowy prezydent wykorzystuje tych samych doradców ekonomicznych i wojskowych co poprzednia administracja, a także z administracji prezydenta Billa Clintona. Pomijając więc grę pozorów, zastanawiam się, jak wygląda sytuacja ekonomiczna i wojskowa Stanów Zjednoczonych na najbliższą przyszłość, niezależnie od tego, kto wygra najbliższe wybory prezydenckie.

Stawiam te pytania, bo zależy mi na tym, aby Stany Zjednoczone były potęgą ? nie tylko w czasie mego życia, ale życia moich dzieci i wnuków. Opinie przedstawione tutaj są wynikiem własnych przemyśleń na podstawie powszechnie dostępnej prasy amerykańskiej i informacji rządowej, powszechnie dostępnej na internetowych blogach.

Oczywiście, pisząc słowo ?potęga?, nie mam na myśli przemijającej siły militarnej, ale przede wszystkim siłę ekonomiczną, z której wszystkie inne siły się wywodzą.

Zacznijmy więc od ostatniej nowości, czyli zabicia bin Ladena

Doszło do tego o dziesięć lat za późno, przez ten czas bin Laden odgrywał w Afganistanie poważną rolę. Al-Kaida nie stanowi obecnie wielkiego niebezpieczeństwa. Zabicie zaś bin Ladena pozwoli jej się zaktywizować. Wedle dyrektora CIA, Leona Panetta, Al-Kaida ma jedynie 50 do 100 członków operujących w Afganistanie. Bardziej niebezpieczny jest fakt, że zamach na jej przywódcę odbył się na terenie Pakistanu i bez wiedzy jego wywiadu. Wniosek: USA nie ufa swym pakistańskim sojusznikom. Zamach podważył stosunki między Pakistanem i USA, szczególnie w środowisku głęboko wierzących muzułmanów. Zapomnieliśmy, że naszym największym wrogiem jest dzisiaj nie Al-Kaida, ale Taliban, od którego kul i bomb ginie większość amerykańskich i natowskich żołnierzy. Ilość aktywnych bojowników Talibanu jest określana na 25 tysięcy. USA i NATO, nie licząc służb miejscowych, zaprzyjaźnionych Afgańczyków, mają 130 tysięcy.

Z wypowiedzi amerykańskich generałów wynika, że popierali oni zabicie bin Ladena, jak i ataki bezzałogowych samolotów na terrorystów w Pakistanie, w czasie których ginie wielu niewinnych wieśniaków. Postronne ofiary powodują z kolei masowy nabór do szeregów Talibanu. Wygląda na to, że przestaliśmy liczyć na Pakistan jako na kraj sojuszniczy i robimy wszystko, aby stał się on dla nas wrogi. Ostatnie wypadki przyspieszają ten proces. Być może śmierć bin Ladena będzie przyczyną wycofania się z tej, od dawna przegranej wojny w Afganistanie, w myśl zasady ?Misja skończyła się sukcesem! Czas się wynosić?.

Upadek dolara jako waluty rezerwowej

15 sierpnia 1971 r. Prezydent Nixon zlikwidował parytet złota w stosunku do dolara. Stało się to na skutek cichego ?druku? dolarów przez USA dla pokrycia długów wynikających z wojny w Wietnamie. Wiele krajów zaczęło domagać się złota za podejrzanej wartości papierowe dolary. Rezerwy złota w USA zaczęły topnieć. Jednym z krajów, który nalegał na wymianę dolarów na złoto, była Francja. Od tamtego czasu jest ona postrzegana w USA jako kraj o wątpliwej przyjaźni. Inni nieufni papierowemu dolarowi to ówczesne Niemcy Zachodnie i Szwajcaria.

Sytuacja Stanów Zjednoczonych w latach 70. była jednak dużo lepsza niż dzisiaj. Mieliśmy ciągle dynamiczny przemysł, którego w ciągu następnych dekad stopniowo żeśmy się pozbyli. O tym jednak będę mówił dalej.

W październiku 1973 r. na skutek pomocy amerykańskiej dla Izraela w czasie wojny Yom Kipur kraje arabskie ogłosiły embargo na eksport ropy do Stanów Zjednoczonych i innych krajów sprzyjających Izraelowi. Kiedy w styczniu 1974 r. Henry Kissinger wynegocjował układ pokojowy miedzy Izraelem, Egiptem i Syrią, embargo zostało zniesione. Częścią tej umowy było, że kraje arabskie, głównie Arabia Saudyjska, Kuwejt i Emiraty, będą wyceniały ropę w dolarach. Inni producenci nie mieli dużego wyboru i tak to złoto, po cichu, zostało zastąpione ropą. Przypuszczam, że wedle tej umowy nadwyżki dolarowe producenci ropy naftowej będą lokować w amerykańskich obligacjach państwowych. W ten sposób przez ponad 30 lat funkcjonował system ?twardego? dolara, wymienialnego na ropę naftową. Umożliwiło to swobodne drukowanie dolarów dla pokrycia ciągle wzrastającego deficytu budżetowego i deficytu w handlu zagranicznym. Pod naciskiem społeczeństwa rząd domagał się utrzymania wysokiej stopy życiowej i niskiego bezrobocia. Ponieważ przemysł cywilny w pogoni za większymi zyskami zaczął przenosić się do krajów o niskiej płacy, jak Chiny i Meksyk, budowa domów jednorodzinnych została jednym z podstawowych przemysłów, których nie można łatwo ?eksportować?. Na dodatek, także za sprawą ropy i dolarów, USA zostało uwikłane w dwie kosztowne wojny, w Iraku i Afganistanie. Podobno każdy dolar wydany na te wojny jest pokrywany, przynajmniej w 43 centach z pożyczek, czyli z dolarów drukowanych bez pokrycia.

Kryzys pożyczek na domy jednorodzinne, zapoczątkowany w roku 2008, uzmysłowił nam starą prawdę, że nie daje się żyć nad stan za pożyczone pieniądze.

(...)

Wyświetlony 2152 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.