środa, 31 sierpień 2011 12:02

Andrzej Lepper ? polityk, który nie włanczał

Napisane przez

Andrzej Lepper jest dzisiaj chowany z honorami państwowymi, trochę też przycichł medialny szum wokół jego niespodziewanej śmierci i mogę sobie pozwolić na dorzucenie kilku osobistych spostrzeżeń na temat tej nietuzinkowej postaci politycznej III RP.

Wiosną 1995 r., na przełomie marca i kwietnia, Andrzej Lepper przyjechał do Wrocławia, aby porozmawiać ze mną na temat ordynacji wyborczej i perspektyw, jakie otwiera zajęcie się tą sprawą. Nasza rozmowa była długa, a w jej rezultacie lider ?Samoobrony? zaprosił mnie na Walny Zjazd do Warszawy w dniu 5 maja. Poprosił mnie też o napisanie wstępniaka ? artykułu programowego na temat jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu (JOW), który miał się ukazać na czołówce nowego pisma, jakie ?Samoobrona? zamierzała wydawać.

Artykuł, zgodnie z zamówieniem napisałem, nazywał się chyba Ordynacja jak Niepodległość, na zjazd przyjechałem. W wielkiej sali Związku Nauczycielstwa Polskiego wygłosiłem przemówienie, które zostało wręcz entuzjastycznie przyjęte, a postulat JOW zaakceptowany, jako zasadniczy postulat programowy ?Samoobrony?.

Niestety, jak to w polityce, mój artykuł w druku się nie pojawił, nowe pismo też chyba się nie ukazało. Przy okazji, będąc w lipcu w Warszawie, postanowiłem zajrzeć na Długą, do siedziby ?Samoobrony? i zasięgnąć języka. Trafiłem na zjazd wielkiego zarządu ?S? (dobrze ponad 100 osób) i popis niejakiego Gerarda Abramczyka, który był wówczas przedstawiany w prasie jako treser prezydentów. I nie bez kozery, bo sam p. Abramczyk, posługując się uroczym polsko-amerykańskim wolapikiem, przedstawiał się tam jako gość, który potrafi konia wytresować na senatora czy prezydenta, co podobno wielokrotnie już mu się w Ameryce udało. I po takim dictum przechodził spokojnie do: Ja tu w Polska szukać prawdziwy patryjot i to się udać, kiedy ja spotkać Andrzej Lepper, i tak dalej w tym duchu. Twarze zgromadzonych na sali chłopów i bab były oszołomione, ale najbardziej przejęty był potencjalny kandydat na Prezydenta RP, bo zaczynała się właśnie kolejna kampania o fotel prezydencki.

Odbyliśmy długą rozmowę, w której próbowałem odwieść Andrzeja Leppera od kandydowania, gdyż byłem przekonany, że jego szanse są zerowe i nie pomoże nawet geniusz treserski Abramczyka. Podsunąłem mu natomiast inny pomysł: we Wrocławiu akurat pojawił się wakat na fotelu senatora, ponieważ umarł prof. Rot. Uważałem, że gdyby postawił na ulicach Wrocławia wszystkie te chętne do pracy baby i chłopów, to miałby wielką szansę zdobyć mandat w wyborach uzupełniających. Etat senatora otworzyłby przed nim szerzej drzwi do prezydentury. Gdyby jednak takie przedsięwzięcie się nie udało, to byłby czysty zysk, gdyż pokazałby mu, że nie ma czego szukać w walce o prezydenturę.

Niestety, moja perswazja na nic się nie przydała. Szef ?Samoobrony? był już zafascynowany perspektywami, jakie roztaczał przed nim Abramczyk. Z niesmakiem odrzucił propozycję kandydowania na senatora i zaproponował to mnie! Odpowiedziałem, że kandydatem na senatora z ramienia ?Samoobrony? powinien być autentyczny chłop (albo baba), a nie jakiś akademicki inteligencik, i moje wystąpienie w takiej roli byłoby całkiem niestosowne.

(...)

Wyświetlony 2056 razy
Więcej w tej kategorii: « Niespełnione obietnice PO Po co? »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.