środa, 31 sierpień 2011 18:08

Katastrofa z 23 lipca

Napisane przez

Pan Yi Heng wyglądał przez szybę swojej sterowni. Na zewnątrz szalała burza, deszcz niczym gigantyczny, wściekły prysznic obmywał długie ciało pociągu. Pan Yi Heng nie był zadowolony, gdyż zła pogoda doprowadziła już do opóźnień. Od prawie 10 minut stał bezczynnie na bocznicy stacji Yongjia. Do celu podróży, Fuzhou, nie było daleko.

 

Oczekiwała go żona, syn i matka. Dumny owoc chińskiej myśli technicznej, szesnaście wagonów high speed train D301 relacji Pekin-Fuzhou stało bezużytecznie, bezbronne wobec siły natury. To tylko deszcz, trochę błyskawic, myślał Pan Yi Heng, jakkolwiek pozostawał w bardzo dobrym nastroju, nie musiał bowiem opuszczać przyjemnego, suchego, klimatyzowanego kokpitu pociągu. Wreszcie otrzymał polecenie, droga wolna. Uradowany odetchnął, spojrzał na zegarek: była 20:24, czas zakończyć tę długą podróż z Pekinu, pomyślał.

Ponownie sprawdził czas: 20:30 jeszcze tylko godzina, dasz radę ? uspokajał go wewnętrzny głos. Niespodziewanie, zaraz po tym, jak wjechał na wiadukt Shuangyu, jego oczom ukazał się przerażający obraz. Dokładnie na wprost, znienacka wyłonił się długi, pozostający niemal w bezruchu kształt. To inny pociąg! Pan Yi Heng uzmysłowił sobie okrutną prawdę. Jak to możliwe? Dlaczego nie zadziałał system automatycznego hamowania? Przecież lampki na pulpicie nie pokazywały nic nadzwyczajnego. Przeszkoda niczym mur znajdowała się dokładnie na tym samym torze. Gdyby jechał ciężarówką, mógłby spróbować ją wyminąć; niestety, pociąg z natury swej musi podążać po torach. Pan Yi Heng wiedział, że już za kilkadziesiąt sekund nastąpi potężne uderzenie. Czemu nikt go nie poinformował? Spojrzał na lampki, świeciły się na zielono. Nie miał czasu na dalsze myślenie. Wcisnął hamulec. Siła grawitacji gwałtownie rzuciła nim do przodu. Nie miał już szans na ucieczkę, biegł o życie jak najdalej do tyłu pociągu. D301 uderzył w stojący przed nim pociąg D3115. Potężnie zatrzęsło, elektryczność przestała działać, zapanowała ciemność.

Szef pociągu wyciągnął krótkofalówkę, zaczął wywoływać Pan Yi Henga. Odpowiadało mu milczenie. Ruszył do przodu. Zdeterminowany pragnął zobaczyć, co się stało, w co uderzył pociąg. Zastanawiał się. Poczuł na policzkach wiatr, rozwarła się przestrzeń. Poświecił latarką, jego oczom ukazał się przerażający widok. Szumiał wiatr, deszcz bębnił po stalowym dachu. Nie wierzył, spojrzał na numer wagonu, w którym się znajdował ? wagon numer 5! Wagony 1-4 zniknęły, nie było ich tam, gdzie być powinny. Szef pociągu spojrzał dalej przed siebie. Ujrzał dwa wykolejone wagony. Następnie, zorientowawszy się, że przebywa na wiadukcie, wyskoczył z pociągu, podszedł do krawędzi i wzrok skierował w dół, w trzydziestometrową przepaść. Żołądek podszedł mu do gardła, poczuł ból, z czoła otarł zimny pot. W dole leżały porozrzucane niczym zapałki cztery wagony jego pociągu. Przerażająco wyglądał wagon numer cztery: podparty przez wagon nr 3 stał pionowo, łącząc prostopadłą linią ziemię z wiaduktem. Szef pociągu zrozumiał: zginęły dziesiątki ludzi, a pośród nich najprawdopodobniej Pan Yi Heng.

(...)

Wyświetlony 1409 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.