środa, 28 wrzesień 2011 20:53

Polacy mają zniknąć z Litwy

Napisane przez

Z profesorem Zbigniewem Kurczem, socjologiem, rozmawia Petar Petrović

Problemy mniejszości polskiej na Litwie chyba już na stałe zagościły w polskich mediach. Nasi rodacy przekonują, że Wilno nie przestrzega zarówno traktatów bilateralnych z Warszawą, jak i prawa UE dotyczącego traktowania mniejszości narodowej. Polacy z Wileńszczyzny ogłaszają akcje protestacyjne, a politycy z obu krajów dyskutują m.in. o nowej ustawie dotyczącej oświaty, która ? zdaniem naszej mniejszości ? może doprowadzić do likwidacji polskiego szkolnictwa. Wcześniej wprowadzono obowiązek lituanizacji imion i nazwisk w dokumentach, a także zakazano polskich napisów w miejscach pracy i polskich nazw miast i ulic, w regionach gdzie mieszka duży procent naszych rodaków. Skąd ta niechęć Litwinów? Do niedawna wydawało się, że mamy z nimi udane relacje i że łączy nas o wiele więcej niż nas dzieli.

 

Działania władz litewskich są sprzeczne z ustawami europejskimi, taki stan rzeczy, jaki obecnie mamy w tym kraju, świadczy o niemocy Unii Europejskiej i w jeszcze większej mierze o kompletnej bezsilności Polski. Powoływanie jakichkolwiek zespołów, które mają badać zaistniałą sytuację, nie ma żadnego sensu, ponieważ ustawodawstwo europejskie reguluje sprawy narodowe i szkolnictwo. W tym wypadku należy tylko i wyłącznie egzekwować to, co się Polakom mieszkającym na Litwie należy.

Nowa ustawa dotycząca oświaty zakłada, że za dwa lata dojdzie do ujednolicenia egzaminu maturalnego z języka litewskiego w szkołach państwowych i w szkołach mniejszości narodowych. Tyle że program nauczania tego języka różni się w szkołach litewskich i nielitewskich, w tych pierwszych zakres literatury litewskiej jest szerszy. Kolejną zmianą jest wprowadzenie w szkołach mniejszości narodowych lekcji historii i geografii Litwy oraz wiedzy o świecie w części dotyczącej Litwy w języku litewskim. W tym języku będzie wykładany też przedmiot o nazwie Podstawy wychowania patriotycznego. Polacy na Wileńszczyźnie utrzymują, że jest to kolejny etap likwidowania szkolnictwa polskiego.

Niestety, mają całkowitą rację. Mniejszość polska w przekonaniu władz litewskich jest niepotrzebna, stanowi zagrożenie dla procesów asymilacyjnych prowadzonych od wielu lat na Litwie. Na pewno nie jest to kwestia jej integrowania. Problemy polskiej mniejszości w istocie wiążą się jednak z postawą władz w Warszawie. Ten wniosek wynika z moich doświadczeń związanych z pobytem na Litwie i badaniami położenia polskiej mniejszości. Szefowie polskich stowarzyszeń na Wileńszczyźnie mówili coś, co może dla nas brzmieć niewiarygodnie, ale, niestety, jest prawdziwe: im lepsze są stosunki pomiędzy władzami w Warszawie i Wilnie, tym gorzej dla naszej mniejszości w tym kraju. Tamtejsi Polacy uważają, że Warszawa dla dobrych relacji z Litwą poświęciła ich sprawę.

Nie po raz pierwszy polskie szkolnictwo jest atakowane przez litewską administrację. Przedstawiciele naszej mniejszości mówią wprost, że w kraju tym walczy się o uczniów i robi wszystko, by możliwie jak najbardziej osłabić polską edukację. Tym bardziej że na Litwie jest bardzo niski przyrost naturalny, a wielu Litwinów albo pracuje za granicą, albo wyjechało z kraju na zawsze. Czy licząca ok. 250 tys. mniejszość polska (7% społeczeństwa) jest postrzegana przez Litwinów jako czynnik, który miałby rozsadzić od środka ich kraj? Kiedyś oskarżało się ich o to, że dążą do połączenia Wileńszczyzny z Polską, a dziś?

Wydaje mi się, że takie nierozsądne myślenie ciągle jest w tym kraju obecne. Oni obawiają się naszej dominacji, czują się zagrożeni i zapewne z tego wynika ten agresywny nacjonalizm. W kraju tym, nawet w miejscowościach, w których mieszka zdecydowana większość Polaków, buduje się państwowe szkoły publiczne. Jaki jest tego powód? Chodzi mianowicie o ?przejęcie? polskich uczniów, których rodzice są zachęcani do zapisywania ich do szkół litewskich. Ta praktyka przynosi efekty. Z roku na rok coraz mniej polskich dzieci chodzi do polskich szkół. Państwowe szkoły mają o wiele większy budżet niż polskie i dlatego są od nich o wiele lepiej wyposażone. Niektórzy Polacy z Wileńszczyzny wybierają więc państwowe ośrodki, gdyż ich pociechy będą miały do dyspozycji baseny, boiska sportowe i nowoczesne sale komputerowe. W ten sposób chcą im zapewnić lepszą przyszłość. Nie muszą się obawiać, że ze względu na zbyt małą liczebność uczniów i klas szkoła państwowa zostanie zamknięta, dyrektorzy polskich ośrodków nie mogą zaś z tego powodu spać spokojnie.

Badał pan mniejszości narodowe w różnych krajach. Czy zauważył pan, żeby jakakolwiek mniejszość narodowa miała takie problemy? Czy Litwini mieszkający w naszym kraju na cokolwiek się uskarżają?

Sytuacja dyskryminacji w takim stopniu szkolnictwa mniejszościowego i samej mniejszości, nie jest mi znana w innych krajach UE. Polska zaś może być dla Litwy wzorem pod względem respektowania praw mniejszości narodowych.

Prezydent Litwy Dalia Grybauskaite zwróciła uwagę, że kłótnie Litwy z Polską grożą nielojalnością mniejszości polskiej. To nie pierwsze takie słowa polityków litewskich, wcześniej zdarzyło im się nazywać Polaków nawet ?piątą kolumną?. Wynika z tego, że dobry Polak to ten, który siedzi cicho, a najlepiej, żeby w ogóle zrezygnował ze swojej tożsamości narodowej i przyjął litewską. Wielu ekspertów mówi, że procesy lituanizacyjne mają doprowadzić do sytuacji, która dotyczyła dwustutysięcznej społeczności Polaków mieszkających w Kownie. Po wojnie zabroniono im otwierać polskie szkoły, w efekcie dziś w tym mieście i regionie prawie nikt już nie przyznaje się do polskości.

Chciałbym przestrzec Litwinów, ale i rząd w Warszawie, przed instrumentalizacją spraw mniejszości. Bardzo często działo się tak w pierwszej połowie XX w., że podchodzono do tych problemów w prymitywny sposób, na zasadzie ?wy nam tak, to my wam tak?. To są bardzo niedobre wzory. Twierdzenia strony litewskiej, że ustawa o języku ojczystym jest ważniejsza od rozstrzygnięć europejskich, są po prostu niepoważne.

Krytykuje pan władze polskie, ale one bronią się, że w takich sprawach nie można niczego wymuszać, że trzeba ważyć słowa, unikać kategorycznych żądań. Poza tym wielu przedstawicieli polskiej dyplomacji sugeruje, że Polakom nie jest tam tak źle, że otrzymują duże wsparcie z Warszawy.

Senat i inne organizacje rządowe w istotny sposób od lat 90. pomagają Polakom na Litwie, o czym świadczą znajdujące się tam Domy Polskie, stypendia i wsparcie finansowe. Ale to nie wystarczy, gdy obserwujemy, jak ostro są oni atakowani przez władze z Wilna. Polska zawiera traktaty, ale nie jest ich wstanie realizować. I to jest prawdziwy problem. Polacy na Wileńszczyźnie uważają, że władze w Warszawie są tak słabe, iż nie potrafią nic załatwić. Litwini kierują się następującym wyobrażeniem o nas: pokrzyczą, popłaczą, pohałasują kilka dni, może tygodni, ale później zabraknie im konsekwencji ? polski słomiany ogień. Z tego powodu Litwini czują, że nie muszą się z nikim liczyć przy podejmowaniu decyzji dotyczących mniejszości. Jeśli istnieją bilateralne porozumienia, prawodawstwo europejskie, to trzeba je egzekwować. Ale żeby to robić, trzeba potrafić. Widocznie naszej stronie brakuje tych umiejętności.

Polacy traktowani są na Litwie jako obywatele drugiej kategorii ? tak komentuje rzeczywistą sytuację mniejszości polskiej na Litwie wielu ekspertów. Nasi rodacy z Wileńszczyzny często zwracają uwagę, że nie doszło do pełnej reprywatyzacji polskich majątków ziemskich zagrabionych przez komunistów. A od tego czasu minęło już ponad dwadzieścia lat!

Celowo, metodami administracyjnymi dochodzi do rozbijania skupisk ludności polskiej poprzez przeprowadzanie reform, które zmniejszają udział Polaków w życiu politycznym. Pokazuje to, że mamy do czynienia z szeroką akcją antypolonijną. Co prawda, w prawodawstwie tego kraju nie odnajdziemy zapisów, które uniemożliwiałyby zwrot majątków obywatelom litewskim polskiego pochodzenia, nie przeszkadza to jednak urzędnikom utrudniać jak tylko można życia Polakom. Ich podania czekają na rozpatrzenie przez dziesięciolecia, twierdzi się, że spowodowane jest to zaginięciem dokumentów, proponuje się im ziemię w gorszym pod względem atrakcyjności miejscu. I Polacy, obywatele Litwy, którzy posiadali nieruchomości, a nie zostały im one zwrócone, są w porównaniu z Litwinami dyskryminowani, gdyż tym ostatnim oddano je w pierwszej kolejności. Niejednokrotnie dochodziło do tego, że ziemie stanowiące do II wojny światowej własność Polaków zostały przekazane Litwinom, i to często osobom zasłużonym dla niepodległości tego kraju.

(...)

Wyświetlony 2280 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.