sobota, 28 styczeń 2012 22:22

Edward hrabia Raczyński (1891-1993)

Napisane przez

Nestor naszej ?drugiej Wielkiej Emigracji? polityczno-intelektualnej, tej powojennej, skupionej głównie w Wielkiej Brytanii, choć nad Tamizą pojawił się na stałe już w roku 1934, miał to szczęście, że dożył czasów III Rzeczypospolitej.

 

Był już zbyt słaby, aby osobiście przybyć do ojczyzny. Mocą swego testamentu spoczął wszak po zgonie w kaplicy w rodzinnym majątku pod Poznaniem. Edward Bernard hrabia Raczyński był potomkiem prastarego wielkopolskiego rodu ?panów na Rogalinie?, znanych mecenasów kultury i sztuki. Wytrawny dyplomata, przed wojną bliski współpracownik ministra Becka, ambasador RP przy rządzie JKM w latach 1934-45, w okresie 1979-86 piastował urząd prezydenta Polski na uchodźstwie. Był typem ?wielkiego pana? w jak najlepszym tego słowa znaczeniu, gruntownie wykształconym, obytym w salonach, z lekka kosmopolitycznym anglofilem. Znał świetnie język, tamtejsze stosunki i układy towarzyskie, i w angielskim środowisku czuł się jak ryba w wodzie. Zresztą najchętniej przebywał w Londynie lub w pobliżu na wsi.

Pod pewnego rodzaju pozorami angielskiej flegmy i ironicznego sceptycyzmu kryło się wszelako gorące, głęboko patriotyczne, na wskroś polskie serce. Reagował bardzo emocjonalnie, cały czas myślał o Kraju. Jako ostatnie przesłanie do rodaków przez zgonem - wyryte zresztą potem w ścianie obok sarkofagu w Rogalinie ? brzmiało przecież: ?nie zmarnujcie niepodległości!?.

Przyszedł na świat 19 grudnia 1891 r. w Zakopanem, do szkół chodził w Krakowie. Studia prawnicze odbył w Lipsku, politologiczne zaś w prestiżowej London School of Economics Sciences. Doktorat uzyskał na UJ w Krakowie. Zaraz po I wojnie światowej naturalną wówczas koleją rzeczy młody Edward wstąpił do dyplomacji. Na placówki kierowano w II Rzeczypospolitej po 1918 roku głównie arystokratów, bowiem przeważnie oni znali świetnie języki, znali realia zagraniczne oraz ? byli raczej niezależni finansowo.

Pierwszą placówką Edwarda Bernarda było poselstwo RP w Kopenhadze (1919), potem w Londynie oraz Genewie (1932-34), gdzie piastował funkcję przedstawiciela Polski przy Lidze Narodów. Krótko był też naczelnikiem Wydziału Wschodniego. Jak widzimy, był dość wszechstronny merytorycznie, bardzo inteligentny i mobilny. Cieszył się zaufaniem Augusta Zaleskiego i potem Becka. Trzymał się raczej z daleka od sporów i konfliktów wewnątrzkrajowych. Jak widać po jego dziennikach ? opublikowanych długo po wojnie ? miał nieco krytyczny stosunek do sanacji, aczkolwiek raczej w latach 30. tego nie ujawniał. Wysoki, ponad 180 cm, silny, przystojny, cieszył się zawsze, i to do późnych lat, powodzeniem u pań (trzykrotnie żonaty). Wydawał się przeto ?dzieckiem szczęścia?, urodzonym w przysłowiowym czepku. Był wszak w jego ponad stuletnim życiu jeden cień, mankament, jeden ? jak to się zwykło mówić ? ?krzyż?: bardzo słaby wzrok. Po czterdziestce widział coraz gorzej, a po pięćdziesiątce całkiem odkleiła mu się siatkówka oka. Oślepł definitywnie na długo przed swą śmiercią?

Jako ambasador RP był ? z nadania Becka ? sygnatariuszem polsko-brytyjskich układów sojuszniczych z kwietnia i sierpnia 1939 r. Jak wiadomo, alianci nie udzielili nam pomocy. Raczyński zawsze zdawał się tłumaczyć, jakoś usprawiedliwiać Brytyjczyków. Po klęsce wrześniowej szybko odciął się od sanacji i zaczął intensywną współpracę z gen. Sikorskim. Trudno ocenić, czy był to koniunkturalizm, czy wpływ nieżyczliwego piłsudczykom jego starszego brata Rogera (też w dyplomacji), czy po prostu przekonanie, że jako ?państwowiec? służy każdej kolejnej, polskiej, legalnej, demokratycznej i niepodległościowej władzy. W każdym razie zwłaszcza po przybyciu władz emigracyjnych do Anglii w czerwcu 1940 r. staje się Raczyński ważną personą w otoczeniu Sikorskiego. Dystansuje się od antysowieckiego ?jastrzębia? Augusta Zaleskiego, ale także od tak podejrzanego indywiduum jak filolewicowy awanturnik polityczny Józef Hieronim Retinger (także silny w teamie Sikorskiego).

Hrabia Raczyński zawsze lubił, bronił i usprawiedliwiał Sikorskiego. Twierdził w swoich interesujących i treściwych dziennikach (?W sojuszniczym Londynie?), że autorytet osobisty Generała wiele znaczył dla Brytyjczyków i Amerykanów, a utrzymany był znacznie powyżej tej estymy (czy raczej jej braku), jaką darzyli go sami rodacy. Raczyński popierał tedy generalną linię polityki zagranicznej Sikorskiego, a zatem godzenie się na pośrednictwo brytyjskie przy pertraktacjach z Sowietami, ustępliwość w kwestii granic wschodnich (tzw. pakt Sikorski-Majski z lipca 1941) czy też generalnie rzecz ujmując, uleganie dezyderatom wielkich mocarstw. Znamienny był w tym aspekcie stosunek Raczyńskiego do Churchilla. Ten ostatni miał rzekomo szczere chęci pomocy Polakom, acz? niewiele mógł, bo pod koniec wojny decydowały już USA i Rosja. Wydaje się, że Raczyński nie miał tu do końca racji, bo nie uwzględniał głębokiej pogardy Churchilla względem Polaków jako takich.

(...)

Wyświetlony 2589 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.