niedziela, 29 styczeń 2012 19:54

O kryzysie, antypolonizmie i nowej lewicy

Napisane przez

Ze Stanisławem Michalkiewiczem rozmawia Józef Kowalski

Kryzys trwa już od pewnego czasu, jednak namiestnicy Polski nie chcieli go zauważyć i o ile za rządów PiS naciskali, aby budżet był robiony na wiosnę, tak teraz sami, prawie do końca 2011 roku, tego nie zrobili. Czy rządzący nie wiedzą, co się dzieje?

 

Myślę, że mają świadomość powagi sytuacji. Kryzys strefy euro przeniósł się tu z USA, a jego pierwszym sygnałem było bankructwo nowojorskiego banku Lehman Brothers. Z USA kryzys bardzo szybko przerzucił się do strefy euro. W Polsce zresztą też istnieją wszelkie ku temu warunki i prędzej czy później, a raczej prędzej niż później, ostre objawy kryzysu wystąpią u nas ze wszystkimi tego konsekwencjami. Bo łagodne występują już w tej chwili. Myślę, że, jak to pan mówi, namiestnicy Polski z tą ewentualnością się liczą i na wszelki wypadek nie próbują tworzyć budżetu. Bo nie za bardzo wiedzą, na ile sytuacja w przyszłym roku jest dzisiaj przewidywalna. Myślę, że tutaj akurat mają rację. Co więcej, powiem panu, że nie wykluczam takiej możliwości, że wiedzą na ten temat więcej niż opinia publiczna, a prawdziwe zadłużenie Polski jest być może większe, niż chcą się do tego przyznać. Przesłanką, która mnie do takiego wniosku skłania, jest to, że prezes greckiego głównego urzędu statystycznego został ostrzeżony, że jeżeli poda prawdziwy stan zadłużenia Grecji, to zostanie skazany dożywotnie więzienie. Więc prawdopodobnie jest, że wszystkie państwa ukrywają prawdziwy stan rzeczy i nasze nie jest wyjątkiem. Pan minister Rostowski, znany jest z kreatywnej księgowości, a więc nie wiem, czy zna prawdziwy stan rzeczy. Uprzejmie zakładam, że zna, i dlatego właśnie przypuszczam, że z ostrożności przesuwa moment ogłoszenia budżetu jak najdłużej. Dlatego, że im później to zrobi, tym bardziej prawdopodobne będą prognozy.

Gdzie leżą przyczyny tego światowego kryzysu?

Mówiąc najkrócej, przyczyna kryzysu światowego bierze swój początek w dniu 15 sierpnia 1971 roku, kiedy to prezydent Nixon ogłosił, że Stany Zjednoczone odstępują od porozumienia z Bretton Woods. To ta decyzja sprawiła, że świat odszedł od standardu złota i znikła ostatnia bariera hamująca żywiołową produkcję pieniądza. I to, moim zdaniem, jest najgłębszą przyczyną kryzysu. Dodam, że prawdą również jest, iż przyczyną kryzysu jest życie ponad stan. Ale prawdą także jest to, że państwa czy ludzie żyli ponad stan, bo mogli, a złudzenie takiej możliwości stwarza właśnie nieograniczona produkcja pieniądza. No i trzy lata temu objawiły się skutki tej nadprodukcji. A teraz trzeba coś z tym zrobić i nikt nie wie, co. Taki jest, w moim przekonaniu, w największym skrócie i w wielkim uproszczeniu, mechanizm kryzysu finansowego, który się przekłada w tej chwili na naszych oczach na kryzys gospodarczy.

W takim razie dlaczego rządzący uparli się wprowadzić nas do strefy euro?

Strefa euro od samego początku była pomyślana przede wszystkim jako narzędzie integracji politycznej. Nie jest specjalnie ważne dla gospodarki, jaką walutą posługujemy się, chyba że mamy sytuację specjalną, na przykład hiperinflację. Unia walutowa była od samego początku pomyślana jako element unii politycznej i środek do stworzenia imperium europejskiego czy, jak ja to nazywam, Czwartej Rzeszy. Polska, która zgłosiła w traktacie akcesyjnym wolę przystąpienia do unii walutowej, nie poczyniła takich zastrzeżeń, jak Wielka Brytania czy Szwecja, a różnica była tylko taka, że niepodany został termin wejścia do unii walutowej. Ale poza tym akces jest bezwarunkowy, chociaż u nas wymagałoby to zmiany konstytucji, zwłaszcza przepisów o NBP. Bo rzeczywiście jest nie do pogodzenia wejście Polski do strefy euro bez zmiany konstytucji. Byłoby to prawnie kłopotliwe, chociaż nie ma rzeczy nie do przezwyciężenia. Kiedy uczestniczyłem w panelu na Uniwersytecie Warszawskim poświęconym właśnie uwarunkowaniom wejścia Polski do unii walutowej, pani sędzia Małgorzata Jungnikiel, powiedziała wprost, że sądy w Polsce będą stosowały prawo unijne nawet w sytuacji jego sprzeczności z polską Konstytucją. Więc nie ma takiej rzeczy, której by nie można było zrobić, gdy jest polityczna wola.

Natomiast to, co dzisiaj się dzieje, zwłaszcza po deklaracji berlińskiej pana ministra Sikorskiego, to są tylko skutki. Uważam, że od pewnego przynajmniej czasu kryzys finansowy jest już traktowany jako instrument osiągania pewnego celu politycznego. Dlaczego tak myślę? Otóż dla każdego, kto się tymi sprawami chociaż trochę interesował, było oczywiste już dwa lata temu, a może nawet wcześniej, że ani Grecja, ani Hiszpania, ani Portugalia, ani nawet Włochy nie są w stanie sprostać zaciągniętym zobowiązaniom. Zatem wszyscy o tym wiedzieli, oprócz prezesów dwóch największych banków europejskich, którzy sprawiali wrażenie, jakby nie zdawali sobie z tego sprawy. Takie przypuszczenie, że nie wiedzieli tego, co wszyscy wiedzą, byłoby niegrzeczne, w związku z tym odrzucam taką możliwość. Przeciwnie, doskonale musieli sobie zdawać z tego sprawę, a skoro mimo to pożyczali pieniądze, jak gdyby nigdy nic, to działo się tak dlatego, że zapewne od własnych rządów otrzymali takie polecenie: nic się nie martwcie, my was w razie czego wybawimy z kłopotów. Natomiast teraz pani Aniela Merkel powiada nam: słuchajcie, może być tak, że my wam pomagamy, wyciągamy was z opresji, ale nie mamy wpływu na to, co wy robicie, jednak ten wpływ wmusimy mieć. Macie nas słuchać, bo inaczej to wszystko nie ma sensu.

Nie sposób odmówić logiki takiemu rozumowaniu, ale to oznacza wykorzystanie kryzysu finansowego jako jednego z instrumentów budowy Czwartej Rzeszy drogą pokojową, która zresztą okazała się mimo wszystko tańsza i nieobciążona takim ryzykiem, jak budowanie imperium środkami militarnymi. Przypomnę, że wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler próbował budować takie imperium europejskie środkami militarnymi, ale, po pierwsze, udało mu się to na krótki czas, dosłownie na niecały rok. Po drugie, poza tym ogromnym kosztem ? gdyż Europa została zdewastowana ? metody te wzbudziły nienawiść do państwa niemieckiego wielu narodów europejskich. Tymczasem teraz tego nie ma. Europa nie jest zdewastowana, przynajmniej nie tak, jak była, żadnych ruin nie ma ? poza ruiną finansów publicznych. No, ale na tym właśnie polega ten kryzys. Jakieś koszty muszą być. Tyle tylko że są one znacznie mniejsze i nie ma tych skutków ubocznych w postaci nienawiści do Niemiec. Przeciwnie, część opinii publicznej, również w Polsce, zaczyna widzieć wzmocnienie państwa niemieckiego w stosunku do pozostałych fragmentów UE jako jedyne wyjście w tej sytuacji. I to właśnie powiedział pan minister Sikorski w Berlinie.

(...)

Wyświetlony 2386 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.