poniedziałek, 27 luty 2012 19:48

Naród na kolanach

Napisane przez

Rozbiła się nad Polską bania z referendami i słowo ?referendum? pojawia się dzisiaj w mediach nawet może częściej niż tragedia malutkiej Magdy z Sosnowca.

 

Do referendum w sprawie wieku emerytalnego przygotowuje się NSZZ ?Solidarność? pod wodzą p. Piotra Dudy, który już jakiś czas temu ogłosił, że Związek zebrał ponad milion podpisów pod odpowiednim wnioskiem. Do podobnej akcji nawołuje Leszek Miller, już prawie milion internautów podpisało się z żądaniem referendum o ?ACTA?, pod referendum ma pójść sprawa leków refundowanych. ?Referendum, referendum? rozlega się od Bałtyku do Karpat. Tą samą drogą chcieliby też pójść i niektórzy zwolennicy zmiany ordynacji do Sejmu i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Budzą się z letargu Polacy i chcą skorzystać ze swoich uprawnień suwerena, zapisanych w Konstytucji, i narzucić panującej władzy rozstrzygnięcia, które jej się z różnych powodów nie podobają.

Wszystkie te akcje obywatelskie bardzo by mi się podobały i chętnie bym się w nie włączył, gdyby nie świadomość pewnej przykrej okoliczności z nimi związanej. Przykrość ta polega na tym, że w odróżnieniu od krajów, w których demokracja nie jest tylko hasłem wypisywanym na sztandarach, wbrew konstytucyjnym zapisom, Polacy nie mają de facto prawa do przeprowadzenia referendum bez uprzejmej zgody klasy panującej, posiadającej swoich plenipotentów w Sejmie, który się nazywa Sejmem Rzeczypospolitej. Obywatele polscy, bez względu na to ile by milionów podpisów pod swoimi wnioskami referendalnymi zebrali, mają prawo jedynie przedstawić je pod rozwagę zasiadającym w Sejmie łaskawcom, a ci, w zależności od swojego humoru, mogą się zgodzić albo nie. I od tego nie ma odwołania, a jeśli się nie zgodzą, to wszystkie te podpisy nadają się wyłącznie na palenisko albo do przepuszczenia przez wspaniałą sejmową niszczarkę o wielkiej wydajności. Inaczej mówiąc, po wykonaniu wielkiej pracy, jaką niewątpliwie jest zebranie co najmniej pół miliona ważnych podpisów, mogą jedynie BŁAGAĆ sejmowych karbowych, żeby zechcieli się z tym materiałem zapoznać i, ewentualnie, ogłosić referendum.

Dobitny przykład tego, gdzie łaskawcy mają swój naród, otrzymaliśmy wszyscy w roku 2005, gdy po akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum ?4 razy TAK? ? którą to akcję Donald Tusk określił jako ?największą akcję polityczną w Polsce od roku 1989? ? zebrane podpisy, bez jakiejkolwiek dyskusji w Sejmie, zostały zniszczone, co pięknie udokumentował Tomasz Sekielski w filmie ?Władcy marionetek?. Nikt nie może mieć wątpliwości, że zdaniem reżysera, ?marionetki? to my wszyscy, Polacy, a którzy to są nasi ?władcy?, to dokładnie nie wiadomo i pozostawione jest domyślności widzów. Dziennikarz tygodnika ?Nie?, pisząc o tej sprawie, zatytułował swój tekst brutalnie, ale adekwatnie: ?Osrali prawie milion Polaków?. Nie godząc się ze sprowadzeniem obywateli do roli marionetek, Stowarzyszenie na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego ?JOW? złożyło w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a ponadto złożyło w Prokuraturze Generalnej RP powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez nieustalonych bliżej ?łaskawców sejmowych?. Niestety, wszystkie te europejskie trybunały, prokuratury i sądy nie zostały utworzone, żeby bronić i przestrzegać praw obywateli, tylko przywilejów władzy. Europejski Trybunał skargę odrzucił bez uzasadnienia, podobnie postąpił Prokurator Generalny, a w ślad za nim ?niezawisły Sąd Rzeczypospolitej?, który nie dopatrzył się niczego niewłaściwego w postępowaniu naszych jaśniepanów.

(?)

Wyświetlony 2088 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.