wtorek, 28 luty 2012 00:56

Amerykańskie głosowanie

Napisała

Amerykańska demokracja jest wyjątkowa, ale i wymagająca. Aby oddać głos w prezydenckich prawyborach z ramienia Partii Republikańskiej, trzeba niekiedy poświęcić cały wieczór. I przychodzą ci najbardziej zdeterminowani, choć wyniki tych wyborów czasem równają się sondażowi i nie są w żaden sposób wiążące.

 

Prezydenckie rundy w ramach prawyborów w formie primary i caucus rozpoczęły się w styczniu 2012 r. w Iowa i New Hampshire i potrwają do czerwca. Niektóre stany korzystają z obu typów głosowania, inne stosują tylko jeden. Bywa, że w prawyborach republikańskich mogą brać udział tylko osoby będące zarejestrowanymi członkami tej partii. W innych mogą głosować nawet demokraci czy niezrzeszeni, co pokazuje, jak skomplikowana może być interpretacja wyników. Demokraci mogą przecież się skrzyknąć żeby głosować na najsłabszego kandydata Republikanów i vice versa. Co ciekawe, w niektórych prawyborach nie ma na listach wszystkich kandydatów, bo niektórzy z nich nie dopełnili odpowiednich biurokratycznych procedur kwalifikujących.

Caucus i primary

Wróćmy jednak do samej istoty primary i caucus. To na caucusach głosowanie zajmuje dużo czasu, ale nie dlatego, że bywają na nim kolejki. Chodzi o to, że oprócz samego oddania głosu, czyli zaznaczenia kandydata na małej papierowej karteczce, trzeba wysłuchać przemówień sympatyków różnych kandydatów i przebrnąć przez republikańskie zebranie. Tak przynajmniej było w lutym w Minnesocie, gdzie głosowanie nie miało żadnego znaczenia, oprócz wykreowania pozytywnego szumu medialnego dla konkretnego kandydata. Taka forma głosowania, w odróżnieniu od primary, jest dużo bardziej czasochłonna. Primary jest dużo mniej skomplikowane, bo nie ma tam przemówień i zebrań. Na caucus trzeba się stawić o konkretnej godzinie w konkretnym miejscu. Na przykład w pobliskiej szkole czy bibliotece. Ludzie publicznie wyrażają na nim swoje poparcie dla kandydatów w trakcie swoich przemówień na rzecz danego kandydata. Później dzielą się na grupki odpowiadające ich dzielnicom zamieszkania, w których głosują i omawiają sprawy partyjne. Co ciekawe i znaczące, na republikańskim zabraniu nie było osoby, która zechciałaby publicznie mówić o swoim poparciu dla Mitta Romneya. Panuje przekonanie, że jest on lepszy od Obamy, jednak nie ma w nim nic, co mogłoby ludzi porwać do działań. Romney nie budzi entuzjazmu, jest niepewny ideologicznie i nudny jak flaki z olejem.

(?)

Wyświetlony 2471 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.