czwartek, 21 marzec 2019 10:30

Tylko w Stanach: ponad 61 milionów zabitych

O tym, jak zmienia się podejście do aborcji w Zachodniej Cywilizacji w 2019 r. z Jakubem Bartłoszewiczem, Sekretarzem Generalnym Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka ONE OF US, zrzeszającej 44 organizacje z ponad 20 krajów Europy rozmawia Dorota Niedźwiecka.

środa, 12 wrzesień 2018 14:18

Upadek oblężonej twierdzy

            Dwie wyspy leżące na krańcach Europy – Irlandia i Malta zamieszkiwane są od kilkunastu stuleci przez ludność katolicką. Mieszkańcom, jak to się u nas zwykło ostatnio mówić, Zielonej Wyspy wiarę katolicką przyniósł św. Patryka i towarzyszący mu mnisi; Maltę ewangelizował sam św. Paweł Apostoł.

Jeśli chodzi o Trumpa, chciałbym widzieć dekrety, które stwierdzą, że wszystkie gwałty, dokonane na sumieniu przez poprzednią administrację, są cofnięte i chciałbym następnie widzieć uchwalone prawo, które te dekrety zalegalizuje, gdyż dekret jednego prezydenta może być cofnięty dekretem innego.

czwartek, 23 marzec 2017 22:16

Odwojowanie kultury, albo powrót pogaństwa

W swoim artykule Postmarksizm, czyli świadomość określa byt Tomasz Gabiś ukazuje Zachód jako społeczeństwo, na którym zrealizowano główne postulaty socjalizmu. Według włoskiego filozofa Augusto Del Noce (1910-1989), na którego się powołuje autor, na Zachodzie:

Urzeczywistnione zostały wszystkie marksistowskie negacje odnoszące się do myśli kontemplacyjnej, religii i metafizyki; natomiast odrzucona została rewolucyjno-mesjanistyczna strona marksizmu. Zrezygnowała z niej sama marksistowska lewica, która pomogła wyzwolić się społeczeństwu burżuazyjnemu od wszystkich „reliktów”, od sentymentów religijnych i moralnych, łączących je jeszcze ze społeczeństwem tradycyjnym, tak aby mogło osiągnąć status na wskroś materialistyczny i laicki.

czwartek, 23 marzec 2017 21:49

Kto naprawdę wymyślił Holocaust?

Oskarżanie prawicowych środowisk, a szczególnie przypisywanie endecji rasistowskiej ideologii jest stałym punktem w programie środowisk lewicowych i lewackich. Ba, do stałego repertuaru tych środowisk skupionych wokół „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej” należy utożsamianie faszyzmu i nazizmu z ideologią konserwatywno-katolicką i prawicową. Środowiska te w swej nienawiści do wszystkiego co patriotyczne nie cofną się przed niczym. Świadkami tego byliśmy 11 listopada 2010 roku, gdy dla swojej chuligańskiej, łamiącej prawo w Polsce awantury potrafili zbrukać pamięć rzeczywistych ofiar Holocaustu, przebierając niedouczonych idiotów w obozowe pasiaki. Nie waham się użyć pojęcia „ idioci” w stosunku do tych osób, tylko bowiem człowiek płytki i niedouczony jest w stanie przyjąć głoszone przez lewaków brednie o prawicowości faszyzmu i nazizmu – choć przecież ojcami idei likwidacji całych ras i narodów byli twórcy naukowego socjalizmu, czyli Marks i Engels.

Z Aldoną Ciborowską, doktorem nauk prawnych i publicystką rozmawia Agnieszka Piwar.

W swojej publicznej działalności demaskuje pani współczesnych rewolucjonistów. To trochę jak walka Dawida z Goliatem. A jednak skądś czerpie pani siły, by postawić się nowej lewicy...
Moją publiczną działalność postrzegam jako misję, która w pierwszym rzędzie ma doprowadzić do myśli wypracowanej – na temat nowej lewicy – przez lata pracy badawczej, przez osobiście znane mi osoby, tj. ks. prof. Tadeusza Guza i Marguerite A. Peeters. Fakt, że je spotkałam, znam i rozumiem, uważam za opatrznościowy.

Moim pragnieniem, jako osoby, która doświadczyła odejścia od Boga i powrotu do Niego, jest to, by wyprowadzać ludzi z chaosu pojęciowego, intelektualnego – który był również moim udziałem. Dziś już wiem, że stało się to za sprawą oddziaływania ideologii, która rozbija rodziny, relatywizuje prawdę, zawłaszcza system edukacji, by rozchwiać człowieka jako osobę, która jest ciałem i duszą powołana do Miłości, Prawdy, Piękna, z ludźmi i Trójjedynym Bogiem.

sobota, 20 sierpień 2016 12:36

Przy pobieraniu narządów dawcy są żywi

W zachodnich środowiskach naukowych istnieje poważna i wciąż narastająca krytyka kryteriów „śmierci mózgowej” Wynika z niej, że dawca, któremu pobiera się nerki, serce lub wątrobę do przeszczepu, żyje. W Polsce do dyskusji się nie dopuszcza, a argumenty ucina grożeniem konsekwencjami prawnymi – mówi o. dr n. med. Jacek Maria Norkowski w rozmowie z Dorotą Niedźwiecką.

O. dr n. med. Jacek Maria Norkowski od ponad dziesięciu lat zajmuje się zagadnieniami śpiączek, stanów wegetatywnych i śmierci mózgowej. Napisał doktorat na temat problemów etycznych związanych z leczeniem chorych w śpiączce pourazowej, stanie wegetatywnym i innych stanach obniżonej świadomości pod kierunkiem znanego ze skuteczności wybudzania ze śpiączek i rehabilitacji chorych z urazem mózgu prof. Jana Talara. Jest autorem dwóch książek poruszających m.in. temat śmierci mózgowej: „Medycyna na krawędzi” i „Człowiek umiera tylko raz” oraz wielu artykułów w czasopismach naukowych.

Na co dzień w mediach słyszymy o „zwłokach”, co prawda, sprawiających wrażenie oddychających i z „bijącym sercem”, ale jednak zwłokach. Tymczasem na Zachodzie i w Japonii gros specjalistów z szanowanych uniwersytetów podaje przekonujące, oparte na badaniach argumenty, że człowiek, u którego zdiagnozowano śmierć mózgową, żyje.

Termin „zwłoki z bijącym sercem” czy „wentylowane zwłoki” to sofizmaty. Bardzo użyteczne z punktu widzenia prawa. Służą obrazowemu podkreśleniu, że jako pacjenci i obywatele te osoby nie mają żadnych praw. Mówi się o „zwłokach” – mimo że to pojęcie nie wytrzymuje krytyki medycznej. Nazywać zwłokami zintegrowany ludzki organizm – jest czymś, co nie odpowiada empirycznym danym, którymi dysponujemy.

Specjalistyczne badania i wnioski z pracy medycznej, poświadczające szkodliwość wprowadzenia terminu „śmierć mózgowa”, przedstawiają specjaliści takiej klasy jak dr Paul A. Byrne, ceniony pediatra i neonatolog, były prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy w Stanach Zjednoczonych AP, 40 lat zajmujący się tematem, dr Cicero Coimbra, wybitny neurolog z Federalnego Uniwersytetu w Sao Paolo, zaangażowany w prace Papieskiej Akademii Pro Vita, lekarz Jana Pawła II, dr Alan Shewmon – neurolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego, początkowo zwolennik kryteriów śmierci mózgowej, a od 10 lat – jej zdecydowany przeciwnik, znany z licznych publikacji na ten temat, dr Spaerman – od lat uczestniczący w pracach Akademii dla Życia i Papieskiej Akademii Nauk, podający w wątpliwość możliwość częściowej utraty życia i człowieczeństwa u chorych w śpiączce. Mówią i piszą o tym wybitni lekarze japońscy N. Hayashi (który jako pierwszy zastosował hipotermię u pacjentów z urazem mózgu), dr Yoshio Watanabe, dr T. Abe, dr Shinzo, dr. M. Morioka, dr T. Furukawa.

Lekarze ci podkreślają, że osoby z urazem mózgu, u których dochodzi do obrzęku mózgu, są rutynowo diagnozowane jako będące w śmierci mózgowej, czyli w efekcie uznawane za nieżyjące. To więcej niż ogromny błąd – zarówno od strony medycznej jak też etycznej – bo prowadzi do pozbawiania ludzi życia.

(...)

Perspektywa zwycięstwa zjednoczonej prawicy w podwójnych wyborach roku 2015 wywołała zdecydowany ruch w świecie opinii. Ten ruch i jego efekty okazały się czymś innym, niż mogliśmy się spodziewać. Zamiast ostatecznie rytualnej porażki sił skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza oglądaliśmy nie tylko mobilizację twardego elektoratu konserwatywnego i katolickiego, ale także bardziej zasadnicze przesunięcia czy pęknięcia w deklaracjach poparcia; szły one w poprzek utartym ścieżkom wyborczych uzasadnień.

Rozmaici ludzie lewicy społecznej, ale też światopoglądowej deklarowali oddanie głosu na centroprawicę. Nawet jeśli zachowywali pewien dystans wobec tego obozu jako całości ideowej. Ten jednak wydaje się czymś zwykłym, rozmaite bowiem „dystanse” występują wśród polityków i wyborców samej prawicy.

Równocześnie w obozie władzy, który ostatecznie przegrał, dało się dostrzec jakiś rodzaj popłochu charakteryzującego ludzi, którzy już nie widzą dla siebie pomocy, ponieważ niezależnie od wysiłków marketingowych zmiana klimatu wydmuchuje ich poza rewir rządów. Wydaje się, że w Polsce zaszła zmiana myślenia i oczekiwań, która okazała się społecznie bardziej znacząca niż postulaty przywilejów dla środowisk LGBT czy „dworu”, jaki uformował się przez lata rządów Platformy Obywatelskiej i objął dość znaczne kręgi społeczne.

Teraz, gdy jesteśmy widzami czasem gorszących obrazków z codzienności nowej władzy i nowej opozycji, dobrze jest pamiętać o uzasadnieniach, które stały się dominujące w debacie publicznej w zeszłym roku. Równocześnie możemy się zastanawiać, czy zeszłoroczna jesień nie przyniosła jakichś zmian wyłaniających się z bitewnego kurzu, czy też może powtarzamy szlak zawiedzionych nadziei dobrze znany z minionych lat III RP.

Pokolenia rozczarowanych

Nie wątpię, że społeczna zmiana jednak zaszła – jest to zmiana pokoleniowa, jest to też zmiana wywołana wypaleniem się dotychczasowego projektu politycznego, jakim było państwo polskie po roku 1989. To rozczarowanie stanem polskiego życia ma też głębszy wymiar, niż np. miało to miejsce po aferze Rywina, ponieważ teraz dotyczy całokształtu stosunków polskich – wewnętrznych i zewnętrznych.

Z całą pewnością erozja rozpoczęła się już wtedy, przed kilkunastoma laty, gdy poseł Jan Rokita na spółkę z posłem Zbigniewem Ziobro rozpracował i ujawnił istniejące za demokratyczną dekoracją rzeczywiste zmagania o władzę nad Polską i polskimi duszami. Wielu z nas, dziś trzydziestoparolatków, przebudzenie polityczne tamtego czasu uważa za wydarzenie pokoleniowe. Razem z aferą Rywina doszło do przebudzenia samoświadomości politycznej wielu młodych Polaków. Nieuchronnie połączyło się to z nadziejami na oczyszczenie państwa, a w konsekwencji uzdrowienie polityki. Zakończyło się jednak rozczarowaniem. Takie oczekiwania pamiętam – nie chęć ucieczki od polityki, ale wręcz przeciwnie, uczynienie jej taką, by stała się miejscem sensownego zaangażowania. Zobaczyliśmy wtedy, że polityka dzieje się nie tam, gdzie powinna, a to, co znamy pod hasłem „demokracja”, nie jest reprezentacją obywatelskich racji, ale sentymentalną sielanką – przedstawieniem pt. „Wolna polska na pokaz obywateli”. Oczywiście wielu ze starszych pokoleń rozpoznawało ten stan iluzji wcześniej, ale młodszym trudno mówić coś sensownego o czasie sprzed uzyskania samoświadomości.

Zatem przynajmniej od roku 2003 mamy do czynienia z formowaniem się pokoleń rozczarowanych. Historycznie proces rozczarowania zaczął się u samego zarania nowej Rzeczypospolitej, jednak ani po „okrągłym stole”, ani po upadku rządu Jana Olszewskiego nie miał takiej skali jak po aferze Rywina, gdy doszło do zasadniczego przetasowania sceny politycznej.

(...)

sobota, 28 maj 2016 19:05

Reforma pedagogiczna Polski

Zmaganie o nową Polskę – będącą sobą, ale w nowych okolicznościach – biegnie nie tylko przez Sejm, media i unijne instytucje. Nie wystarczy także dobrze funkcjonująca rodzina i odpowiednia formacja religijna. Wszystkie pokolenia przechodzą formację intelektualną i moralną także w szkole. Od tego trzeba rozpocząć budowanie niepodległej, dostatniej i pomagającej wszystkim w moralnym rozwoju IV Rzeczypospolitej.

Dopóki Polacy chcieli się uczyć, płacili podatki i modlili się, pisze Feliks Koneczny, nasza niepodległość była bezpieczna. Ale nasze chęci uczenia się nie zawsze znajdują pomoc ze strony rządzących, zainteresowanych raczej zaćmieniem umysłów rządzonych. W różny sposób ten cel jest realizowany.

Formacja polityczna, stołująca się na nasz koszt u „przyjaciół Sowy”, skupiła się na molestacji seksualnej dzieci i młodzieży – idąc za wzorami Nowosilcowa i Hansa Franka – wpuszczając do szkół kobietony (z „Pontonu” i po kursach „gender studies”, na polskich uniwersytetach, bo to przecież „nauka”, skoro z Ameryki sprowadzona). Ministrowe Tuska dumały zaś naukowo – pod kierunkiem namiestnika Rockefellerów na Polskę, profesora doktora habilitowanego Zbigniewa Lwa Starowicza, współczesnego świętego według wydawnictwa Znak 1) – w Polskiej Akademii Nauk nad sposobami prowadzenia „standardów edukacji seksualnej w Europie”, czyli metodycznej molestacji seksualnej nieletnich, przygotowanej przez niemieckie ministerstwo... dla nieletnich całej Europy, a zwłaszcza jej „rubieży wschodnich”. Zdaniem tych „miłośników dzieci” należy seksualnie „edukować” już czterolatki, bo przecież UE obiecała zaspokoić wszystkich, w ramach walki z seksualną „dyskryminacją”...

Za jeszcze wcześniejszych rządów bój o „polską” szkołę zorganizował minister Roman Giertych, aktualnie podskakujący w obronie „demokracji”, ale w płaszczu, chociaż formację „patriotyczną” uczniów rozpoczął od szkolnych mundurków, niczym nasi przodkowie w walącej się – pod ciosem cywilizacji turańskiej – Rzeczypospolitej szlacheckiej. Kiedy Mahomet IV opanował Kamieniec Podolski (1672), to polski Sejm zajęty był debatą o patriotycznym znaczeniu „polskiego” kontusza.

Dzisiaj zamierza się zreformować polską szkołę w „patriotycznym” kierunku, ale znów rękami zawodowych polityków, a nie zawodowych pedagogów, dobrze rozumiejących problemy tej nauki. Niektórzy uważają, że załatwi to „wychowanie patriotyczne” w ramach „wzmocnionych lekcji historii”, bo przecież to „nauczycielka życia” (Cyceron). Aby tak było, trzeba ludzkie dzieje nie tylko inwentaryzować, jak to czyni z zawodowego obowiązku (bo granty i ewaluacje...) wielu nawet patriotycznych historyków, ale wpierw je rozumieć, czyli przykładać do nich miarę naszego człowieczeństwa, a zatem dokonywać moralnej oceny. Jedne ludzkie czyny są na ludzkim poziomie, i te nazywamy moralnie dobrymi, a inne są moralnie złe, bo są poniżej ludzkiego poziomu. Historyk musi być zatem etykiem. Gdzie i kiedy ma się tego nauczyć? W zadomowionej u nas szkole marksistowskiej i postmarksistowskiej etyki?

Jako naród „mądry po szkodzie”, po tylu latach zaborów, okupacji, totalitaryzmu i eurocwaniactwa powinniśmy zatem rozeznawać, że jedyna droga odbudowy naszej Ojczyzny biegnie poprzez szkołę. Nad nią nasi wrogowie zawsze priorytetowo pracowali. Rozumiał to też Lenin, bo jego zdaniem „szkoła poza polityką jest kłamstwem”. Odbudowa Polski zawsze też wiodła poprzez reformę naszej szkoły. Rozumieli to nasi wybitni przodkowie, bo tą drogą – przez szkoły ks. Stanisława Konarskiego – przeszło pokolenie Konstytucji Trzeciego Maja. Wcześniej zaś, pod Grunwaldem i na Soborze w Konstancji, z całą Europą, dryfującą w stronę Lewantu zwyciężyło pokolenie Polaków uformowane przez Akademią Krakowską. Zwyciężyła jej personalistyczna etyka, nakazująca szacunek dla każdego człowieka jako istoty rozumnej. Istoty zatem zdolnej do przekonania, co wyklucza narzucanie jej jakichkolwiek poglądów siłą.

Nie inaczej trzeba myśleć dzisiaj. Ale na jakie trudności natrafi dzisiaj próba reformy polskiej szkoły?

  1. Mam nadzieję, że nie muszę tych faktów rozjaśniać czytelnikowi (?).

(...)

sobota, 28 maj 2016 12:16

Tak, jestem pro-life, bez wyjątków

Wczoraj, gdy tysiące działaczy pro-life demonstrowało w Waszyngtonie podczas największej tego typu manifestacji na świecie, ich rzekomi reprezentanci z Partii Republikańskiej znów ich zdradzili. Pod przywództwem tchórzy, takich jak reprezentantki Renee Ellmers z Północnej Karoliny i Jackie Walorski z Indiany, republikańskie błazny, które nie są nawet w stanie przegłosować niezwykle popularnej legislacji konserwatywnej w Kongresie kontrolowanym przez republikanów, porzucili inicjatywę zakazania aborcji po 20. tygodniu ciąży.

Właściwie nie dziwi to nawet przeciętnego obserwatora polityki. Partia Republikańska (GOP) jest zaludniona przez mięczaków i tumanów, i nie jest to obelga, lecz rodzaj obserwacji naukowej. Mięczaków – ponieważ nawet w najbardziej podstawowy sposób boją się stanąć w obronie nienarodzonych dzieci; i tumanów – ponieważ uważają, że bycie za bardzo za życiem odstraszy kobiety, choć większość z nich opowiada się za życiem. Dodatkowo, ruch pro-life, o czym świadczą uczestnicy Marszu dla Życia, jest zasadniczo ruchem młodzieżowym.

Pozwalają się przekonać liberalnym mediom do większego umiaru w kwestiach obyczajowych, podczas gdy demokraci pędzą coraz bardziej na lewo, dwukrotnie wybierając prezydenta, który uczestniczy w zbiórkach pieniędzy na rzecz Planned Parenthood, popiera dzieciobójstwo i narzuca obowiązkowe finansowanie środków antykoncepcyjnych. Ci republikanie bez charakteru myślą, że aborcja jest sprawą przegraną, ponieważ demokraci mówią im, że tak jest. Tymczasem ci sami demokraci korzystają z każdej okazji, aby włączyć aborcję i „prawa reprodukcyjne” do każdej debaty, wiedząc z góry, że wygrają, druga strona jest bowiem zbyt wystraszona, aby podjąć polemikę.

Było to szczególnie widoczne wczoraj, gdy republikanie sikali ze strachu przed możliwością bycia nawet trochę przeciwko mordowaniu niemowląt, a prezydent Barack Obama wydał radykalnie proaborcyjne oświadczenie, deklarując, że dzieciobójstwo jest podstawowym prawem konstytucyjnym. I znowu, gdy GOP gramoli się w poszukiwaniu złotego środka w debacie aborcyjnej, lewica daje wyraźnie do zrozumienia, że nie pójdzie na żadne ustępstwa. Chce, żeby wszystkie aborcje były legalne, bezpłatne i otrzymały nasze uznanie. Lewica będzie na to nalegać, jednocześnie wmawiając tym głupio uśmiechniętym i łatwowiernym republikanom, że muszą być w tej kwestii umiarkowani.

Dość tego! Poważnie, dość!

Liberałowie rozumieją, że aborcja jest kwestią o charakterze absolutnym. Albo jesteś za, albo przeciw. Albo akceptujesz argumentację jednej, albo drugiej strony. I po którejkolwiek stronie się opowiesz, jest zupełnie niemożliwe, aby opowiedzieć się za nią częściowo. Najwyższy czas, aby konserwatyści i ich rzekomi reprezentanci w Waszyngtonie poszli na całość. Jeśli jesteś pro-life, musisz być pro-life bezwyjątkowo. Kropka.

Wróćmy w tym miejscu do podstaw i pamiętajmy, że nie można wykorzenić drzewa i jednocześnie go uratować. W moim przypadku oznacza to, iż choć jestem zły, że zakaz aborcji po 20. tygodniu nie przeszedł, jestem jedynie zły z powodów, dla których nie przeszedł. Ostatecznie przecież ustawa pozwala na aborcje przed 20. tygodniem, w przypadkach gwałtu i kazirodztwa, i kiedy życie matki jest zagrożone. Może ktoś powie, cóż, lepsze to niż nic, ale proszę pamiętać, że ustawa i tak nie wejdzie w życie, bo Obama zapewne ją zawetuje. Więc ma tylko znaczenie symboliczne i jako symbol przyczynia się do większej dezorientacji, jeśli nie afirmuje wartości każdego nienarodzonego życia.

Stanowisko pro-life musi być takie, że nie dopuszcza żadnych wyjątków, bo inaczej nie będzie miało sensu. Legislacja chroniąca życie musi je chronić bezwarunkowo. W przeciwnym razie stanowi rodzaj autodestrukcyjnego argumentu.

Nie jest to trudne do zrozumienia. Jestem pro-life we wszystkich przypadkach, nawet gwałtu, nawet kazirodztwa i nawet w najbardziej trudnych scenariuszach, i mogę to uzasadnić. Ale żeby uzasadnić, musimy wrócić do podstaw, do korzeni.

(...)

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.