wtorek, 15 styczeń 2013 00:51

Bankowość made in China

Napisane przez

Tego dnia smutna pochmurna pogoda znakomicie ilustrowała konflikt targający moją psyche: z jednej strony radość ze zmiany aury, przyjemny, delikatny chłodek, pierwszy po wielu miesiącach dusznych upałów, z drugiej strony żal pieniędzy, które, tytułem miesięcznej opłaty za wynajem mieszkania, miałem wpłacić na konto właściciela. Wkraczam do lokalnej filii Bank of China (Zhongguo Yinhang), stoję tuż za progiem, rozglądam się.

Wizyta w oddziale Bank of China

Po prawej stronie ładna, metalowa, mobilna półka na parasolki oferuje się klientom, dalej półki z broszurami reklamowymi. Dużo ich, liczę, około 40 ? czyli 40 sposobów na powierzenie Bank of China swoich pieniędzy. Po lewej stronie najważniejszy sprzęt w całym banku ? maszyna do wydawania numerków, błogosławieństwo, które cywilizuje oczekiwanie na obsługę. Wykonuję prostą operację, wciskam odpowiednie przyciski oraz wprowadzam numer mojego telefonu komórkowego. Wszystko to odbywa się przy asyście bankowego ochroniarza. Odbieram wydrukowany numerek A80, wczytuję się w informację. Przede mną w kolejce oczekuje siedem osób. Mam szczęście, czasem może być ich nawet 20. Schodzą się z dwóch dużych okolicznych osiedli i robi się tłok.

Mam wolną chwilę, więc ruszam w kierunku półki z szufladkami, gdzie znajdują się formularze do wypełnienia. Spośród wielu wybieram ten właściwy, wypełniam. Lata praktyki pisania chińskich znaków okazują się dla mnie wybawieniem. Bez większych problemów wpisuję specjalnymi znakami (są drukowane na chińskich banknotach) tzw. daxie, liczby, które już zaraz wpłacę na konto właścicielki mieszkania. Wiem, że dla cudzoziemców niepotrafiących pisać znaków jest to duży problem, szczególnie że bank może się uprzeć, iż ze względów bezpieczeństwa klient własną ręką ma owe znaki wpisać w odpowiednią rubrykę, a de facto skopiować z karteczki przygotowanej przez pracowników banku.

Szybko kończę wypełnianie formularza, rozglądam się po banku. Obok mnie ochroniarz w ładnym uniformie pomaga parze wypełnić formularz, dalej ciężarna, młoda pracownica banku, ubrana w specjalną kamizelkę, siedząc za dużym czarnym biurkiem z dumnym komputerem wypełnia tabelki, oczekuje na pytania klientów. Patrzę w drugi koniec banku, dostrzegam dwa bankomaty do pobierania pieniędzy i dwa inne do depozytowania pieniędzy i wykonywania transferów. Ich ekrany rozświetlają kolorowe ikony oraz emitowane reklamy produktów finansowych sprzedawanych przez Bank Of China. Naprzeciw drzwi cztery okienka, za którymi pracują ubrani w służbowe garnitury-mundury pracownicy. Jest ich trzech. Kieruję wzrok w prawą stronę, w głąb banku ? tam znajduje się jego druga sekcja, ładniej umeblowana i udekorowana, z tłumiącą hałas, dużą, szarą wykładziną. To tzw. strefa dla VIP-ów, czyli klientów, którzy temu lokalnemu oddziałowi Bank of China powierzyli znaczną ilość gotówki. W teorii, by stać się VIP-em, należy zdeponować w tym banku 500 tysięcy RMB. To dużo pieniędzy, liczba VIP-ów jest więc ograniczona, toteż często ?vipowskie? okienko obsługuje zwykłych klientów.

Słyszę podwójne bip, bip ? właśnie otrzymałem wiadomość. Wyciągam telefon z kieszeni, to Bank Of China informuje mnie, że przede mną znajdują się tylko trzy osoby, żebym uważał i nie przegapił swojego numerku. Domyślam się, że już niedługo zostanę zasypany reklamami superatrakcyjnych produktów finansowych z Bank of China.

Mija moment i nadchodzi mój czas. Młody kasjer, zza którego pleców straszą wiszące na sufitowych wysięgnikach kamery, sprawdza mój paszport, liczy gotówkę, którą przygotowałem, następnie sprawdza kwotę dwukrotnie w maszynce do liczenia pieniędzy. Mija kilka chwil i wszystko jest załatwione, pieniądze już wpłynęły na konto chińskich właścicieli mieszkania (szybko, bo mają konto właśnie w tym oddziale).

Dobry dzień ? nie napotkałem przed sobą nikogo wpłacającego lub wybierającego dużą ilość gotówki. Kiedy taki klient zjawia się w banku, obsługa dramatycznie się wydłuża, a główną przyczyną jest brak banknotów o nominałach wyższych niż 100. W Hong Kongu w obiegu są banknoty 200-, 500-, 1000-dolarowe, natomiast w Chinach największy nominał to czerwona ?stówa? z przewodniczącym Mao (na marginesie ? każdy chiński banknot zdobi twarz przewodniczącego). W przypadku wpłacania 100 000 RMB pracownik banku wpierw usuwa biały papierek twardo spinający grubą cegiełkę pieniędzy. Z reguły każda cegiełka to 10 000 RMB, czyli 100 banknotów stuyuanowych. Druga czynność to umieszczenie wszystkich banknotów w maszynce do liczenia pieniędzy i wykrywania fałszywych banknotów, a następnie trzykrotne ich przeliczenie. Potem banknoty są z powrotem układane w cegiełkę, owijane białym papierkiem i na koniec pieczętowane znakiem Bank of China. Taki los spotyka każdą kolejną cegiełkę. Minuty mijają.

Wprowadzenie banknotów o większych nominałach z pewnością ułatwiłoby wszystkim życie, tak się jednak nie dzieje. Przyczyny nie znam, zgaduję, że może nią być strach przed fałszywymi banknotami lub fakt, że tylko stujuanowe banknoty wchodzą i wychodzą z bankomatów. Trzeba by więc zmieniać cały system. W Chinach każdego dnia zdarza się, że ludzie wyciągają fałszywe banknoty z bankomatów czy wręcz otrzymują je od pracowników banku z okienek ? zawsze kilka ?lewych stów? da się wcisnąć w grubą cegiełkę banknotów.

(...)

Wyświetlony 2416 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.