sobota, 10 maj 2014 04:21

ABC polskiej polityki zagranicznej A.D. 2014

Napisane przez

Skoro polska inteligencja jest w większości przekonana, że pieniądze same biorą się z mitycznego ?budżetu? ? i że się jej zwyczajnie należą ? nie dziwota zatem, że najczęściej nie myśli ona w ogóle o stosunkach międzynarodowych w kategoriach dobrych lub złych interesów.

ABSTRAKCJONIZM ? historyczny, geopolityczny i ekonomiczny ? pozostaje główną doktryną obowiązującą w polskiej polityce zagranicznej. Niezależnie bowiem od tego, kto za MSZ akurat odpowiada (?Nasi?, czy ?Nienasi?) ? warszawska władza dość konsekwentnie abstrahuje od zasadniczych realiów przeszłości i dnia dzisiejszego. Ponieważ najważniejsze z dotkliwych lekcji ostatnich stuleci pozostają przeważnie nieodrobione (zwłaszcza wątki insurekcyjno-prowokatorskie oraz wątki fiskalno-kredytowe, co zresztą często na jedno wychodzi), polscy politycy mają poważne problemy z rozeznawaniem rzeczywistych szans i zagrożeń także w świecie współczesnym. Skoro najważniejszymi i często jedynymi korepetytorami dziejów pozostają dla polskich elit Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz i ew. Łysiak, tedy nie ma się co dziwić, że pozostają one (owe elity) organicznie niezdolne do rozróżniania swoich autentycznych wrogów i fałszywych przyjaciół. Stąd pokutujące u nas dotąd np. napoleońskie sentymenty ? z jednoczesną ignorancją faktu, że w ostatnich trzech stuleciach wśród przywódców europejskich polska państwowość nie miała zapewne lepszych przyjaciół od trójki braci Romanowów: Aleksandra, Konstantego i Mikołaja (sic!). Nie powiadam, że byli to przyjaciele idealni ? stwierdzam tylko niezbity fakt: wśród ówczesnych rodzin panujących i mężów stanu w świecie nie było bardziej zdeterminowanych zwolenników przetrwania projektu politycznego z Polską w nazwie. Tymczasem cała trójka ma za sprawą masonerii możliwie najgorszą prasę ? a szczególną rolę w tym czarnym pi-arze odegrało parę arcydzieł literackich, z których wykształceni Polacy do dziś czerpią, jak się zdaje, gros informacji o tamtej epoce. A wszak zła historia jest matką złej polityki ? jak stwierdzał Wacław Szujski (nb. chętnie cytowany przez Bronisława Geremka ? sic!). Dalej, co do ekonomii: skoro polska inteligencja jest w większości przekonana, że pieniądze same biorą się z mitycznego ?budżetu? ? i że się jej zwyczajnie należą ? nie dziwota zatem, że najczęściej nie myśli ona w ogóle o stosunkach międzynarodowych w kategoriach dobrych lub złych interesów. To dlatego zapewne wszelakie media u nas ? i te zależne od Adama Michnika, i od Adama Lipińskiego ? zgodnie uznają świeżą katastrofę polskiej przedsiębiorczości na Wschodzie za zaniedbywalny, nieistotny szczegół w ?walce o demokrację? na Ukrainie.

BIAŁORUŚ jest kluczem do pomyślnego rozwiązania kwestii polskiej na arenie międzynarodowej ? kluczem zagubionym, lekceważonym, ale w istocie pierwszorzędnym i nieodzownym. Dla polskiej racji stanu to jest ostatnie nie do końca jeszcze przymknięte okno możliwości (może już tylko lufcik). Elity państwowe w Mińsku jakie są, każdy widzi ? ale przecież nie wykorzystują systematycznie antypolskich resentymentów do celów wewnętrznej integracji (jak to bywa w Moskwie, Kijowie czy Wilnie) ani do okresowej poprawy narodowego samopoczucia (jak w Berlinie czy w Pradze). Notabene: unormowanie stosunków na linii Warszawa-Mińsk miałoby szybki, piorunujący, ozdrowieńczy wpływ na nasze relacje z wszystkimi ww. stolicami. I to właśnie dziś, w miesiącach kontrolowanego kryzysu ukraińskiego ? gdyby w Warszawie była jakaś polska władza ? trwałyby na tej linii szczególnie ożywione kontakty. Białoruś jest wszak jedynym sąsiadującym z Polską państwem, w którym władza sięga od czasu do czasu do legendy Wielkiego Księstwa Litewskiego (a więc pośrednio Rzeczypospolitej); jedynym naszym sąsiadem, z którym nie mamy zaległych rachunków z przeszłości ? żadnej ?kosy?, jak to mówią między kibicami ? nie byliśmy nigdy ofiarą białoruskiego najazdu ani żadnych rzezi. Tamtejszy prezydent, owszem, z moskiewskiego, kagiebowskiego nadania ? ale ?przez zasiedzenie? prowadzi dziś politykę ewidentnie bardziej suwerenną niż aktualne władze post-PRL-u. Co ujawniło się dobitnie, kiedy przed paru laty z Mińska przyszła do Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych w Warszawie propozycja wydelegowania pełnomocnika do spraw prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw ? co dawałoby tam Polakom ewidentnie lepszy start ? wówczas to ponoć z al. Szucha odpowiedziano, że nie ma u nas takiej pozycji w budżecie (sic!). Nie był to zresztą jedyny gest otwarcia wykonany przez prez. Łukaszenkę w stronę Warszawy ? bez echa, niestety. Cóż, interesy, których za Bugiem nie zrobimy my, zrobią za nas Niemcy.

(...)

Wyświetlony 3272 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.