poniedziałek, 11 sierpień 2014 10:38

Ukraina w gęstej mgle dezinformacji

Napisał

W tym roku, w sierpniu będziemy mieli niechlubne stulecie wybuchu pierwszej wojny światowej. Przyczyną jakoby miał być zamach na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie. Dzisiaj mądrzy historycy i stratedzy nie mogą się zgodzić, co tę wojnę spowodowało i kogo za nią winić. Dziesiątki milionów ludzi zginęły na tej wojnie, a mocarstwa, które tę wojnę spowodowały, same legły w gruzach. Na gruzach Imperium Rosyjskiego powstał Związek Radziecki, Austria rozpadła się na kawałki, a Cesarstwo Pruskie Wilhelma II zastąpione zostało niemiecką republiką weimarską, która dała początek, krótkotrwałej, aczkolwiek niezwykle morderczej władzy Adolfa Hitlera.

Na zgliszczach pierwszej wojny światowej powstały nowe państwa, między innymi Polska. 20 lat później nowa, druga wojna światowa pochłonęła jeszcze więcej istnień ludzkich niż pierwsza. Dzisiaj Polska i Polacy mogą się cieszyć pokojem przez sześćdziesiąt lat, jeśli się odliczy kilka pierwszych lat komunistycznej władzy, która nie była z polskiego wyboru, ale nie mordowała ludzi na podobną skalę, jak działo się to w czasie wojen.

Pokój w Europie to przypadłość świerzbiąca

Paradoksalnie, tak długi okres pokoju w Europie daje powody do niepokoju.

Pierwsza wojna światowa nie mogłaby zaistnieć, gdyby rządy i sztaby wojskowe uczestników nie miały od dawna przygotowanych jej planów. Mam tu na myśli Imperium Niemieckie Wilhelma II Hohenzollerna, które od dłuższego czasu planowało wojnę z Rosją. Potrzeba było zapalnika, aby ta wojna wybuchła. Był nim zamach na następcę tronu austriackiego w Sarajewie. Trudno sobie wyobrazić, aby jeden zamachowiec, który spowodował śmierć następcy tronu i jego żony, wywołał wojnę na taką skalę. W sumie 30 milionów ludzi zginęło jako żołnierze lub od chorób będących konsekwencją tej wojny.

Druga wojna światowa była w gruncie rzeczy kontynuacją pierwszej. W ciągu jej trwania zginęły 72 miliony ludzi, z tego 47 milionów cywilów.

Od tego czasu mieliśmy wiele wojen mniejszego kalibru, ale nie było konfliktu tej miary, na skalę światową.

Może powinniśmy kochać bomby atomowe?

Zaryzykowałbym twierdzenie, że trzecia wojna światowa dotychczas nie wybuchła z powodu parytetu nuklearnego między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim (Rosją). Bomby atomowe po obydwu stronach żelaznej kurtyny oznaczały, że po takiej wojnie nie będzie ani zwycięzców, ani zwyciężonych. Nie będzie także generałów, prezydentów i doradców, gdyż jej ofiarami będą nie tylko prości żołnierze, ale całe naczalstwo, które taką wojnę wywołało.

Dzisiaj, po blisko 70 latach od momentu zrzucenia bomy atomowej na Hiroszimę, mamy już trzy generacje ludzi, którzy w Europie nie zaznali wojny. Tacy ludzie są bardziej podatni na manipulacje polityków i generałów, którzy sami nie widzieli wojny.

Parytet atomowy między USA i dzisiejszą Rosją także zaczyna mieć inne, raczej symboliczne znaczenie. Nikt nie wierzy, że jedna ze stron zdecyduje się na użycie broni jądrowej. Być może politycy i wojskowi rozpatrują możliwość wojny konwencjonalnej, nawet z krajem wyposażonym w broń jądrową. Rozszerzyłoby to sferę ich wpływów i spowodowało poddaństwo krajów zasobnych w strategiczne materiały, np. ropę czy gaz.

Od momentu upadku imperium sowieckiego kraje jemu podlegle w Europie Wschodniej i Środkowej w obawie przed powrotem imperializmu, tym razem rosyjskiego, zapisały się do NATO. Organizacja ta ostatnio zaczęła mieć apetyt na dotychczas zależne od Rosji nowe kraje, między innymi Ukrainę, może i samą Rosję, w której rządy Putina utrudniały życie niepokornym oligarchom finansowym.

Jelcyn pewnie zdawał sobie sprawę, że nie ma siły ni zdrowia do zapobieżenia powszechnej grabieży mienia postsowieckiego i oddał władzę w ręce Putina. Ten z kolei przegonił byłych komsomolców, którzy w ciągu kilku lat z bosonogich komunistów stali się miliarderami, głównie olejowymi i bankowymi. Ci, kiedy Putin zaczął dobierać się im do skóry, albo skończyli w więzieniach jak Chodorkowski, albo uciekli do Londynu jak Berezowski. Konflikt z Rosją pasuje jak ulał tym, co planują i korzystają z konfliktów zbrojnych, zakładając, że nikt w takim konflikcie nie odważy się użyć broni jądrowej.

(...)

Wyświetlony 2599 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.