sobota, 12 wrzesień 2015 10:10

Polska a BRICS

Napisane przez

Pytanie o relacje Polski z BRICS, choć faktycznie stawiane coraz częściej w literaturze przedmiotu, analizach naukowych, jak i publicystyce politycznej – wciąż pozostaje bez realnej odpowiedzi, za to wśród niedomówień, nieporozumień, niekiedy zaś zwykłego chciejstwa.


 

Sama konstatacja, że mówimy o odniesieniu się do pięciu gospodarek, obejmujących 40 proc. ogólnej liczby ludności zamieszkującej Ziemię, 27 proc. powierzchni lądów i wytwarzających 16 proc. światowego PKB, którym prognozowane jest czy to wspólnie, czy pojedynczo uzyskanie decydującej roli w globalnej ekonomii najdalej do roku 2050, a więc rozważamy kwestie, wydawałoby się, oczywiste w swej wadze dla Polski – nie równoważy problemu równie, a w zasadzie nawet bardziej istotnego: nie czy Polsce potrzebne jest zacieśnianie (a właściwie – odtworzenie) kontaktów z BRICS, ale czy Polska, z całą swą peryferyjnością, niesamodzielnością ekonomiczną i polityczną, słabością wewnętrzną (zwłaszcza gospodarczą) jest w ogóle komukolwiek, w tym Nowej Piątce, do czegokolwiek potrzebna?


Czym BRICS nie jest

Pierwszym i zasadniczym w swej banalności spostrzeżeniem musi być, że do BRICS żadną miarą (przynajmniej na razie) nie można „wstąpić” – mówimy bowiem wciąż o pewnej rzeczywistości międzynarodowej, realizującej się w ramach cyklicznych spotkań głów pięciu państw, nie zaś o organizacji czy nawet jasno dookreślonym bloku geopolitycznym. Fakt, że stopniowo termin pochodzący stricte z analizy i prognostyki ekonomicznej – faktycznie nabiera realności, obrastając także w kolejne gremia, a nawet podmioty (jak głośny ostatnio New Development Bank), każe jednak spodziewać się, że – podobnie jak w przypadku integracji eurazjatyckiej – coś, co zdaniem obserwatorów powinno, a w każdym razie może się zdarzyć (jak przekształcanie BRICS w heterogoniczny, ale jednak zorganizowany i koordynowany organizm gospodarczy), z czasem faktycznie zacznie się urzeczywistniać. Przy tym nie ma większego znaczenia, czy analitycy trafnie rozpoznają intencje decydentów państwowych, czy też to oni śledząc oczekiwania teoretyków – postarają się je spełnić.

Sam fakt, że państwa BRICS zacieśniają współpracę, umiejętnie rozwiązują kwestie sporne i podejmują wspólne przedsięwzięcia, a jednocześnie podnoszą kwestie realnie integrujące ich ekonomie, jak interpretowany mocno na wyrost postulat „wspólnej waluty”, a równocześnie szeroko dyskutowane są różne warianty rozszerzenia BRICS – wszystko to razem każe widzieć w całym tym pojęciu coś więcej, niż tylko zgrabne zebranie kilku spośród „gospodarek wschodzących” czy „odtwarzających się”, jak kto woli. Przełomem w tym zakresie było bez wątpienie rozszerzenie zakresu zainteresowania – oddziaływania dotychczasowych państw BRIC o Południową Afrykę w 2011 r. Co najmniej w tym momencie liderzy Brazylii, Rosji, Indii i Chin postawili kwestię, czym w istocie ma być ich porozumienie – i udzieli wstępnej odpowiedzi o charakterze politycznym, decydując się na współpracę z państwem mocno przecież odstającym niemal na wszystkich polach (potencjału, oddziaływania gospodarczego, wyników ekonomicznych) od pozostałych. Skoro bowiem częścią BRICS stało się RPA, jako reprezentant Afryki, kontynentu kluczowego dla ścieżki rozwojowej i polityki finansowo-inwestycyjnej przynajmniej części państw porozumienia – to istotnie otwartą stała się kwestia czy, kiedy i kto będzie następny. I choć analitycy dopatrują się nowych „literek” (mocno psujących zgrabny akronim) w gronie MINT, czy szerzej Next-11 – to przecież pojawiają się pomysły wprost z drugiego końca listy, jak choćby... Grecja (a dla równowagi inni spiskolodzy widzieliby w BRICS również... Niemcy). Niezależnie od przyjętego klucza – Polska raczej nie ma szans (pomijając już, że i chęci w kręgach establishmentowych), by na takich prognozowanych listach rozszerzenia awansować – jednak warto przyglądać się, kiedy wśród państw BRICS pojawi pierwsze państwo niemające statusu regionalnego mocarstwa, kiedy w tym gronie znajdzie się pierwszy kraj stricte europejski i kiedy na taki krok, w poprzek istniejących i kształtujących się bloków geopolitycznych zdecyduje się pierwszy członek NATO.

 

Błędne założenie statyczności

Oczywiście obserwacje te będą miały charakter czysto teoretyczny, a nawet wręcz akademicki, o ile nie określimy jasno celów polityki polskiej – nie tylko w odniesieniu do BRICS, ale w ogóle naszych celów geopolitycznych. Truizmem jest stwierdzenie, że trwałym obciążeniem polskiej polityki zagranicznej, datującym się w sumie już z czasów I Rzeczypospolitej, jest założenie niezmienności środowiska międzynarodowego. I chociaż nikt już chyba (poza elitami III RP) nie wierzy w „koniec historii”1, to planowanie strategiczne (jeśli w ogóle w Polsce takie występuje) dotyczy co najwyżej dywagowania na temat ewentualnej przynależności naszego kraju do strefy euro, a nie spraw fundamentalnych: jak mamy postępować w realiach postępującej erozji globalnego systemu finansowego? Jak zwiększyć tempo rozwoju, w szczególności po roku 2020 i skąd pozyskiwać po tym terminie środki inwestycyjne, których nasza własna gospodarka i sektor finansowy nie są w stanie wygenerować (i czym nie wydają się w ogóle być zainteresowane)? Podobnie rzecz się ma z kwestiami z zakresu bezpieczeństwa państwa i ładu międzynarodowego, w których również obowiązującą w Warszawie doktryną jest „trwać!”, choćby nawet okoliczności zewnętrzne wskazywały, że obecny stan nie ma bynajmniej cech trwałości, a przeciwnie – uparte trzymanie się wizji umacniającego ładu jednobiegunowego może doprowadzić do jednego z dwóch tylko scenariuszy, a mianowicie pełnowymiarowej wojny światowej lub wojny kapitałowej na niespotykaną dotąd skalę. Oba te rozwiązania (?) nieuchronnie zmieniłyby znany nam obraz świata, unicestwiając wiele jego aspektów i elementów mniej istotnych dla funkcjonowania całości. W przypadku Polski zagadnienie jest tym ważniejsze – że to właśnie my moglibyśmy być jednym z tych akceptowalnych ogólnie kosztów całego przeobrażenia.

Problem jednak polega na tym, że poza stawianiem pytań stosunkowo niewiele więcej możemy zrobić, pozbawiwszy się w ciągu ostatnich 25 lat zarówno samodzielności geopolitycznej (którą dziwnym zakrętem historii przejściowo uzyskaliśmy, rzecz rzadko spotykana w przypadku państwa naszego rozmiaru i znaczenia), jak i instrumentów oddziaływania gospodarczego. Właśnie na kanwie rozważań na temat BRICS można zauważyć, że wyjątkowość państw-uczestników w dużej mierze wynika nie tyle z posiadanych przez nie zasobów, ale z radykalnie odmiennej od polskiej ścieżki rozwojowej, przyjętej w przypadku niektórych z nich już w latach 70. (jak uczyniły Chiny), u innych jednak zupełnie nam współcześnie, wręcz w ostatniej dekadzie (w przypadku Brazylii pod rządami prezydenta Luiza Lula da Silvy i do pewnego stopnia RPA kierowanej przez Jacoba Zumę). W dużym uproszczeniu różnice te można sprowadzić do spowalniania i niwelowania negatywnych skutków obiektywnie globalizującej się ekonomii dla rynków wewnętrznych, utrzymywania i rozbudowy sektora przemysłowego, wytwórczego i rolnictwa, rozwoju własnych technologii, zaplecza naukowo-badawczego i edukacyjnego, a w sferze praktycznej – m.in. znaczącej (bądź nawet decydującej) kontroli nad własnymi sektorami bankowymi poszczególnych państw.

Nie trudno zauważyć, że decydenci III RP zdecydowali się (?) na realizację scenariusza dokładnie przeciwnego, przy czym w obecnym stanie rzeczy polska gospodarka jest nie tylko niesamodzielna i peryferyjna, ale także nieatrakcyjna dla potencjalnych partnerów ze względu na oczywistą słabość rynku wewnętrznego. Paradoksalnie – elementarną użyteczność dla potencjalnych partnerów zachowujemy bynajmniej nie ze względu np. na osławioną „taniość siły roboczej”, trwale na razie wpychającą nas w pułapkę średniego rozwoju, ale właśnie na pewną kapitałochłonność. Słowem – na razie nie tylko dla krajów BRICS moglibyśmy jawić się raczej jako beneficjent wsparcia z ich strony, nie zaś partner w rozwoju. To zaś oznacza, że w zasadzie w obecnych realiach nie jesteśmy atrakcyjni niemal w ogóle, nawet bowiem pod kątem BIZ ich zasadniczy dawca w ramach BRICS, czyli Chiny (samodzielnie bądź wspólnie z Indiami), nie tylko woli Afrykę, ale i w Europie aktywniejsze są m.in. w Hiszpanii, praktycznie nie zauważając III RP.

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 788 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.