sobota, 12 wrzesień 2015 13:39

Manipulacja stałym elementem demokracji - rozmowa z dr. Tomaszem Słupikiem

Napisał

W Polsce manipulacja nie przybiera takich karykaturalnych, łukaszenkowskich czy putinowskich standardów, ale daleko nam do standardów brytyjskich, skandynawskich czy nawet niemieckich

Jakie są formy/sposoby manipulacji opinią publiczną?

Jednym z rodzajów manipulacji jest świadome wprowadzanie w błąd. To chyba jeden z najbardziej rozpowszechnionych sposobów manipulowania. Bardzo częste jest także manipulowanie danymi. Wygląda to w ten sposób, że stara się wyeksponować pozytywne informacje, a przemilcza negatywne albo odwrotnie.

Niedawno natknąłem się właśnie na taki przykład. Otóż jedna z dużych organizacji międzynarodowych przygotowała raport na temat liczby firm na 1000 mieszkańców, a sprawa dotyczy Bytomia. Podano informację, że w raporcie wygląda to dość dobrze i nawet Bytom jest najlepszy w Polsce. Jeśli jednak przyjrzeć się dokładnie danym z raportu i innym zmiennym, to okazuje się, że wydział promocji i marketingu urzędu miejskiego tak sprytnie tę kwestię wyeksponował, że ukryto fakt, iż według raportu Bytom był… jednym z najgorszych miejsc pod tym względem w Polsce. Trzeba było sięgnąć głębiej do raportu, żeby wykryć manipulacje urzędników.

W jakimś stopniu sondaże wyborcze i w ogóle sondaże opinii publicznej to także rodzaj manipulacji. To już się zaczyna na etapie samej publikacji danych, ale potem również w zakresie interpretacji i wykorzystywania ich na różne sposoby, choć kryteria, narzędzia naukowe czy warsztatowe są przez te poważne firmy przestrzegane i robione lege artis. I jest to bardzo skuteczne narzędzie, bo jednak ludzie przywiązują wagę do sondaży.

Inny rodzaj manipulacji – to, z czym teraz mamy do czynienia zarówno w Polsce, jak i na świecie – to różnego rodzaju przecieki, działalność służb specjalnych, które Bogiem a prawdą – jak twierdzą ludzie, którzy się na tym znają – nie informują, tylko właściwie dezinformują. Tak zwana afera taśmowa pokazuje, że przez rok można temat skutecznie eksploatować i on jest niewyczerpany – od publikacji „Wprost” [w czerwcu 2014 roku na stronie internetowej tygodnika „Wprost” zostały opublikowane fragmenty nagrań dwóch podsłuchanych rozmów polityków – przyp. TC] do aktualnego stanu [w maju 2015 roku dziennikarz Cezary Gmyz z tygodnika „Do Rzeczy” ujawnił fragmenty rozmowy polityków, a w czerwcu 2015 roku przedsiębiorca Zbigniew Stonoga opublikował na Facebooku ponad 3 tysiące fotokopii akt z postępowania prokuratorskiego w tej sprawie – przyp. TC], a wiemy, że są jeszcze jakieś nieupublicznione taśmy. Nawet Andrzej Seremet [prokurator generalny – przyp. TC] twierdzi, że nie wszystko znalazło światło dzienne. To jest taka skuteczna broń w rękach czy to dziennikarzy, czy polityków, którzy – nazwijmy to – wejdą w posiadanie tego typu nagrań i mogą swoich konkurentów politycznych bardzo skutecznie wyeliminować. Także służby specjalne bardzo chętnie tym grają. Również eksperci naukowi – choć uderzam w tej chwili w moje podwórko – też czasami próbują manipulować w prosty sposób selekcją danych, ale nie wiem, na ile to jest świadome, a na ile mniej świadome. Na przykład odnośnie do dyskusji o JOW-ach. Zwolennik będzie pokazywał całą gamę argumentów, że to jest takie dobre rozwiązanie, starając się przemilczeć te negatywne strony i odwrotnie – przeciwnik za wszelką cenę będzie się starł pokazać, że to jest złe rozwiązanie, a nie będzie mówił o pozytywnych elementach czy skutkach.

 

Czy można jakoś zgeneralizować cele manipulacji?

Patrząc od strony politycznej, celem jest skuteczność. Robi to ktoś – organizacja, grupa ludzi czy partia – po to, żeby sięgnąć po władzę, wzmocnić własną pozycję polityczną czy ewentualnie osłabić swojego przeciwnika. Jednak nie da się chyba sformułować jednego schematu interpretacyjnego manipulacji; to częstokroć zależy też od kontekstu. Na przykład, wracając do tej afery taśmowej, inny był jej kontekst rok temu, kiedy premierowi Donaldowi Tuskowi udało się powiedzieć, że on nie będzie działał pod wpływem szantażu i nielegalnie nagranych swoich ministrów i nie będzie kogokolwiek zwalniał, a inny później, kiedy premier Ewa Kopacz robi zupełnie co innego [w czerwcu 2015 roku doszło do dymisji sześciu ministrów i wiceministrów – przyp. TC], czyli pod wpływem tych samych informacji postępuje zupełnie inaczej. Tak więc to zależy w dużej mierze od kontekstu.

Może być taki ogólny schemat manipulacji – ktoś manipuluje, żeby wykorzystać to dla swoich celów czy osiągnąć jakąś konkretną korzyść, ale za każdym razem inny jest kontekst. Przypomina mi się sprawa Andrzej Milczanowski [minister spraw wewnętrznych w latach 1992-95 – przyp. TC] kontra Józef Oleksy [premier w latach 1995-96 z SLD – przyp. TC] i ujawnienie agenturalnej przeszłości Oleksego. Nie wnikam w kwestie merytoryczne, bo nie o nie chodzi (ostatecznie Oleksego oczyszczono z zarzutów, co pewnie budzi spore wątpliwości, ale ja nie chcę wypowiadać się na ten temat, bo sprawa jest skomplikowana), ale to był klasyczny przypadek manipulacji z obu stron – zarówno broniącego się, Oleksego, jak i atakującego, Milczanowskiego. Czasami manipulacja to jednocześnie dyskredytacja – to, co nazywany czarnym pijarem. Uderza się w kogoś skutecznie, często kłamiąc, a potem nikt się nie przejmuje, gdy po ośmiu latach opublikuje się gdzieś informacje, że ten ktoś jest niewinny, bo sąd oczyścił go z zarzutów. Nikt już wtedy o tym nie pamięta, a manipulacja okazała się skuteczna, bo jej autor osiągnął swój cel.

W jakim stopniu te różne formy manipulacji są skuteczne?

W polityce, jak i poza polityką, kryterium skuteczności jest fakt osiągnięcia celu. Przypominam przykład eliminacji Włodzimierza Cimoszewicza z wyścigu prezydenckiego w 2005 roku, kiedy jego asystentka Anna Jarucka opublikowała niekorzystne dla niego rzeczy [chodziło o rzekome fałszowanie oświadczenia majątkowego – przyp. TC], a potem okazało się, że za tym prawdopodobnie stał Konstanty Miodowicz z Platformy Obywatelskiej i służby specjalne. Tłumaczenie Cimoszewicza po dwóch czy trzech miesiącach, że to była nieprawda i manipulacja, już nie miało znaczenia. Tak więc ta manipulacja była skuteczna i generalnie manipulacje bywają skuteczne, choć nie zawsze. Czasami te nieczyste intencje mogą zostać odkryte czy też ktoś może zostać zdemaskowany. Wtedy jest to broń obosieczna, czyli de facto ten, kto jest autorem manipulacji, może mocno stracić na wiarygodności, ale wiele technik manipulacyjnych, szczególnie w polityce, jest bardzo skutecznych i politycy, ale także na przykład dziennikarze, chętnie po nie sięgają. Przypomnę też słynne taśmy Beger [w 2006 roku ujawniono nagranie rozmowy między Renatą Beger, posłanką Samoobrony, a politykami rządzącego PiS, o jej poparciu i korzyściach, jakie w zamian za to mogłaby otrzymać – przyp. TC] – czy to była prowokacja dziennikarska, czy manipulacja? Nie jest łatwo rozstrzygnąć i precyzyjnie zdefiniować. PiS będzie krzyczało, że to manipulacja i przekroczenie etyki dziennikarskiej, a Andrzej Morozowski [dziennikarz TVN, który ujawnił taśmy – przyp. TC] będzie się bronił, że to był rodzaj prowokacji mającej pokazać pewne mechanizmy, które przeciętnemu Kowalskiemu były nieznane.

 

Czy polskie media manipulują opinią publiczną? Jeśli tak to w jaki sposób?

Tak, oczywiście, że manipulują. Przekaz jest odpowiednio sformatowany. Wystarczy podać z jednej strony TVN24 i „Fakty”, a z drugiej – Telewizję Republika. Po pierwsze, unika się pewnych negatywnych informacji na temat własnych pieszczochów. W pierwszym przypadku będzie to Platforma, a w drugim – PiS i Jarosław Kaczyński. Eksponuje się odpowiedni zestaw ekspertów czy gości, którzy raczej są „za” niż przeciw. Choć wiadomo, że dla zobiektywizowania obrazu zaprosi się do studia kogoś, kto jest umiarkowanie krytyczny. Z manipulacją mamy do czynienia w doborze informacji i w strukturze serwisu. Na przykład robi się w ten sposób, że puszcza się neutralne i pozytywne informacje na temat obozu rządzącego, a potem wrzuca się informacje niekorzystne albo ośmieszające opozycję. Aczkolwiek w mediach i jednych, i drugich widać „przełożenie wajchy” – kiedy druga strona zaczyna osiągać większe znaczenie, to ogranicza się praktyki dyskredytacyjne. Czasami gość może się zagalopować w ocenie PiS-u i niebezpieczeństwa, które niesie jego dojście do władzy, ale teraz nie ma już jakiegoś frontalnego ataku na PiS, Kaczyńskiego czy Macierewicza, jakichś złośliwych felietonów o konferencjach smoleńskich, co pół roku czy rok temu było zwykłą praktyką. Druga strona robi podobnie. Kiedy Jan Pospieszalski zaprasza gości do swojego programu, to też ma bardzo specyficzny dobór ekspertów, bardzo mocno wyeksponowaną tezę i w gruncie rzeczy jest najczęściej jedna osoba, która gdzieś nieśmiało falsyfikuje tę tezę albo stara się argumentować przeciwko.

Czy we współczesnej polityce można mówić o planowej i celowej manipulacji?

Tak, najlepszym przykładem jest wspomniany wyżej przykład Jaruckiej, żeby wyeliminować Cimoszewicza, który był zagrożeniem dla Donalda Tuska, mimo że Tusk ostatecznie przegrał z Kaczyńskim, ale Cimoszewicz by mu na pewno odbierał głosy, więc wyeliminowanie Cimoszewicza już na etapie wstępnej kampanii wyborczej dla Platformy okazało się korzystne i na pewno była to planowana ze strony Platformy manipulacja. Dużo na to wskazuje, że mózgiem operacji był Konstanty Miodowicz, że wykorzystywał służby czy też swoją wiedzę na temat służb i że wykorzystano asystentkę Cimoszewicza, żeby go skompromitować w oczach opinii publicznej. Przynajmniej na tym etapie.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 3347 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.