sobota, 12 wrzesień 2015 14:15

Uczynili z Polski kraj frontowy - rozmowa z Dmytrijem Babichem

Napisał

Za kilka miesięcy minie druga rocznica wybuchu protestów na kijowskim Majdanie. Reakcja Rosji została określona w kategoriach dążenia do imperializmu, nie do zwyczajnej obrony interesów narodowych – najpierw gospodarczych, gdy trwały negocjacje ws. umowy stowarzyszeniowej, a następnie bezpieczeństwa, gdy zaczęły się protesty na Krymie. Jak pan ocenia tamte wydarzenia i ich następstwa?

Wydarzenia i ostateczne zwycięstwo tzw. rewolucji Majdanu były przegraną dla wszystkich zaangażowanych stron. Pierwszym przegranym była Ukraina, ale również wśród przegranych była też Rosja i Unia Europejska (która rozpoczęła bardzo kosztowną wojnę na sankcje), a nawet Stany Zjednoczone (prędzej czy później będą musiały dzielić ciężar utrzymania rozpadającej się gospodarki Ukrainy; Waszyngton już udziela kredytów przez MFW). Nawet obecni „personalni zwycięzcy”, tacy jak Petro Poroszenko, Arsenij Jaceniuk, Andrij Parubyj i inni ukraińscy nacjonaliści, którzy zostali wyniesieni do władzy przez Majdan, nawet oni prędzej czy później, staną się przegranymi, gdyż ich polityka gospodarcza i zagraniczna są katastrofalne, zatem historia osądzi ich bardzo surowo.

Po pierwsze, dlaczego uważam, że Majdan był porażką dla Ukrainy? Cóż, Ukraina przegrała niemalże na każdym froncie, w tym i perspektywę włączenia tego kraju do struktur europejskich. W latach 2014-2015 ukraińscy statystycy odnotowali 30-procentowy spadek w ukraińskim eksporcie do Unii Europejskiej w porównaniu z czasami „antyeuropejskiego” Janukowycza. To nie jest „kremlowska propaganda” – to są dane podawane w kontrolowanych przez rząd stacjach telewizyjnych Ukrainy. Tymczasem celem Majdanu była promocja ukraińskiego akcesu do Unii Europejskiej poprzez wyrugowanie „antyeuropejskiego” Janukowycza. W rzeczywistości, Janukowycz nie był wcale antyeuropejski, to media krajów UE, szczególnie polska prasa, przykleiły mu łatkę „prorosyjskiego” prezydenta. Janukowycz miał dobre powody, aby chwilowo zawiesić umowę stowarzyszeniową między Ukrainą i UE; istotnie, nowy prezydent Petro Poroszenko, wyniesiony do władzy przez Majdan, również musiał odroczyć gospodarczą implementację stowarzyszenia o przynajmniej rok. Ale z radykalnie rusofobicznym Poroszenką u władzy UE nie poparła żadnych protestów prounijnych entuzjastów przeciwko tej decyzji prezydenta, mimo że była dokładną repliką działań Janukowycza.

Więc Majdan był oparty na kłamstwach (o jednym właśnie wspomniałem) i na nienawiści (wystarczy obejrzeć filmy ukazujące „pokojowo protestujących” podpalających policjantów koktajlami Mołotowa lub przeczytać ich „pokojowe” slogany). Nie było jeszcze przykładu z historii, gdy protesty oparte na kłamstwach i nienawiści przyniosły dobre owoce. Majdan nie był wyjątkiem.

Natychmiastowe następstwa rewolucji Majdanu były tragiczne dla Ukrainy: wojna domowa na Wschodzie kraju, poważny podział ukraińskiego społeczeństwa na grupy „za” i „przeciw” Majdanowi. Temu podziałowi towarzyszyła coraz bardziej kurcząca się przestrzeń opinii wyrażanych na łamach ukraińskiej prasy.

Mała dygresja. Zanim przejdę do innych negatywnych konsekwencji Majdanu, pozwolę sobie przedstawić moje zdanie nt. wolności słowa na Ukrainie. Gdy idzie o pluralizm mediów, czytałem regularnie ukraińską prasę między 1989 r. a 2014 r. i wówczas faktycznie rożne opinie znalazły swoją ekspresję na różne tematy, w tym nt. relacji z Rosją. Obecnie można zaobserwować tylko małe fluktuacje wokół punktu widzenia panów Poroszenki i Jaceniuka, dwóch osób dzierżących najwyższą władzę. I ich poglądy stały się agresywnie antyrosyjskie, bardzo nietolerancyjne wobec innych punktów widzenia. Zaiste oficjalna ideologia „nowej Ukrainy” odzwierciedla opinie mniejszości Ukraińców, ale mało kto ma odwagę, aby ją obecnie podważyć (i władzę państwową!), gdy się widzi bilbordy zachęcające ludzi do zgłaszania „separatystów” wśród swoich znajomych. Można dumnie umieszczane zdjęcia tych licznych bilbordów obejrzeć na stronach ukraińskiej prasy. Jest to kolejny dowód mówiący o wiele więcej o naturze nowego ukraińskiego reżimu niż jakakolwiek „rosyjska propaganda” z zewnątrz Ukrainy (http://vesti-ukr.com/strana/95856-v-ukraine-objavlena-ohota-na-bytovyh-separatistov).

Materialne negatywne konsekwencje Majdanu obejmują spowolnienie gospodarcze, które odnotowują również entuzjaści Majdanu. Nowy gubernator Odessy, Michaił Saakaszwili, twierdzi, że Ukraina będzie potrzebowała kilkunastu lat, zanim powróci do wyników gospodarczych z czasów Janukowycza, a gdy słyszymy to z ust zazwyczaj hiperoptymistycznie nastawionego Saakaszwiliego, ma to szczególne znaczenie.

Rzecz jasna, wszystkie te negatywne konsekwencje są niczym w porównaniu z główną tragedią, wojną domową, która nie rozpoczęła się w Donbasie wiosną 2014 r., lecz wcześniej w Kijowie u schyłku 2013 roku, gdy ukraińscy obywatele zaczęli okaleczać i zabijać się nawzajem z powodów politycznych (zob. zdjęcia i statystyki obejmujące okres grudzień 2013-lipiec 2014 – to już jest wojna domowa, z Rosją ciągle zaabsorbowaną Olimpiadą w Soczi i liczącą na kompromis między walczącymi stronami na Ukrainie).

Skąd mogą przyjść zmiany? Jestem optymistą, ale po pierwsze realistą. Zmiany mogą przyjść tylko ze źródeł, które są przyczyną tragedii na Ukrainie, czyli z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Zmiany mogą nastąpić wówczas, gdy wszyscy uzmysłowią sobie, jak wielkie zagrożenia czyhają na Bliskim Wschodzie i w innych częściach świata, które UE i USA zdestabilizowały (Libia, Irak, Państwo Islamskie, Kosowo, które może się stać bazą ISIS w Europie). Bez zmiany polityki ze strony UE i USA wojna domowa na Ukrainie będzie dalej się toczyć. Poroszenko potrzebuje tej wojny, ponieważ jest jedynym usprawiedliwieniem dla jego ponurych wyników gospodarczych. Nie powstrzyma ofensywy przeciwko Donbasowi i innym regionom, gdzie zdecydowana większość ludzi na niego nie głosowała i nigdy na niego nie zagłosuje.


Czy podział Ukrainy jest nieuchronny? Co musi zrobić rząd w Kijowie, żeby doprowadzić do rozsądnego i trwałego kompromisu?

Dopóki ludzie z takimi poglądami jak Poroszenko, Jaceniuk, Parubyj i Jarosz mają władzę w Kijowie, Ukraina nie stanie się zjednoczonym krajem. Pozbycie się ich (najlepiej umieścić w więzieniu) byłoby początkiem szukania kompromisu między zachodnimi i wschodnimi Ukraińcami. Taki kompromis jest nadal możliwy.


W ramach trwającej wojny informatycznej prezydent Władimir Putin był i jest prezentowany w mediach głównego nurtu na Zachodzie, jak również często w Polsce, jako wręcz „wcielone zło”, jako „były czekista dążący do restauracji ZSRR”. Niektórzy nawet porównują go do Adolfa Hitlera. Skąd pana zdaniem taka surowa ocena rosyjskiego przywódcy?

Demonizacja Putina zaczęła się, jeszcze zanim objął władzę w roku 2000. Jej początki mają taki sam charakter jak początki „dehumanizacji” w zachodniej prasie „Iraku Saddama” lub „Jugosławii Miloševića”. Demonizacja zagranicznych przywódców we współczesnej prasie zachodniej stanowi zazwyczaj preludium do wojny (np. Husajn w Iraku) albo mniej lub bardziej gwałtownej zmiany władzy (jak Janukowycz na Ukrainie). Ale może też być oznaką ukrytej kampanii politycznej przeciwko przywódcy, który zszedł z kursu całkowitej uległości wobec Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych (obecne kampanie medialne przeciwko Wiktorowi Orbánowi na Węgrzech lub Władimirowi Mečiarowi na Słowacji w latach dziewięćdziesiątych, albo przeciwko malezyjskiemu przywódcy Mahathirowi ben Mahamadowi w Malezji we wczesnych latach dwutysięcznych). Putin znosi tę kampanię bardzo cierpliwie. Większość podżegaczy tej kampanii bez problemów udaje się do Rosji i nawet są zatrudniani w rosyjskich mediach i na uniwersytetach. W ostatnich 20 latach myślący Rosjanie nauczyli się podchodzić do tych kampanii ze sporą dozą ironii. Gdyby UE była tak wspaniała, nie byłoby kryzysu w Grecji i jeśli Mahathir ben Mahamad w Malezji był tak zły, Malezja nie byłaby obecnie zamożnym państwem. Proroków oceniajmy po owocach.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 920 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.