Jerzy Robert Nowak

Jerzy Robert Nowak

Historyk, publicysta, doktor habilitowany nauk politycznych[1], specjalizujący się w problematyce węgierskiej, tłumacz książek Radomíra Malego.

Szczególnie skandalicznym „wyczynem” prezydenta Andrzeja Dudy w sprawach polsko-żydowskich było uhonorowanie w styczniu 2017 r. najwyższym odznaczeniem polskim – Orderem Orła Białego skrajnego faryzeusza i roszczeniowca żydowskiego Szewacha Weissa. (Zob. na ten temat w internecie mocne teksty Grzegorza Brauna: „Kompletny odlot Orła Białego” i „Braun o odznaczeniu Szewacha Weissa: ignorancja lub lekceważenie polskiej racji stanu”).

sobota, 20 sierpień 2016 12:28

Przemilczane zbrodnie na Kresach (1939-1941)

W maju tego roku w wywiadzie z prof. Krzysztofem Jasiewiczem w książce Piotra Zychowicza „Żydzi” padło stwierdzenie w odniesieniu do stosunków polsko-żydowskich na Kresach w latach 1939-1941: „Jako historycy stajemy przed koniecznością ogromnych badań na temat tego, co się działo na Kresach, ale rozbijamy się o skałę. Nie ma bowiem chętnych do pisania na ten temat (podkr.– J.R.N.). W wielu wypadkach właśnie z obawy przed łatką antysemityzmu”.

Była to opinia absolutnie nieścisła. Od wielu lat istnieją już dwie syntetyczne książki na ten temat. Są to: wydana już w 1999 r. w Warszawie moja książka: „Przemilczane zbrodnie. Żydzi i Polacy na Kresach w latach 1939-1941” oraz wydana w 2001 roku w Warszawie książka prof. Marka Wierzbickiego „Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim (Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich II RP pod okupacją sowiecką (1939-1941)”. Obie książki były jednak niemal całkowicie przemilczane, jako „niepoprawne i niewygodne politycznie” w czasie, gdy starano się jednostronnie atakować polską historię. Wspomniane przemilczenie było tym szkodliwsze, że pokazując całą prawdę o dramatycznych stosunkach z Żydami na Kresach w latach 1939-1941, znaleźlibyśmy mocną odtrutkę na niektóre oszczerstwa Jana Tomasza Grossa. Dodajmy, że rzekomo całkowicie niepodejmowana tematyka stosunków polsko-żydowskich na Kresach była omawiana również w paru znaczących publikacjach autorów polonijnych, których pominął prof. Jasiewicz w swej bibliografii. Myślę tu o niemal całkowicie przemilczanej w Polsce książce Tadeusza Piotrowskiego „Poland’s Holocaust” i o ważnym, obszernym tekście Marka Paula „Jewish-Polish Relations in Sowiet-Occupied Poland 1939-1941”, zamieszczonym w książce: „The Story of Two Shtetls, Bransk and Ejszyszki”).

Jak mordowano Polaków

Nota bene w książce P. Zychowicza „Żydzi” w uwagach na temat antypolskich zachowań Żydów na Kresach od 17 września 1939 r. znajdujemy drastyczne wręcz pominięcia. Jako wyraz antypolskich zachowań autor podaje poprzez cytowanych autorów tylko stawianie bram triumfalnych na cześć Sowietów, całowanie przez Żydów sowieckich czołgów, tworzenie milicji i wyszydzanie klęski państwa polskiego, kuksańce i wyzwiska wobec Polaków prowadzonych do więzień.

Tylko półgębkiem w małym fragmencie jednego zdania Zychowicz pisze o atakach na żołnierzy WP. A przecież chodziło o przemilczaną przez Zychowicza i jego rozmówców bardzo dużą skalę zbrojnej dywersji zbolszewizowanych Żydów przeciw Wojsku Polskiemu we wrześniu 1939 r. i licznych przypadków mordowania Polaków przez Żydów w tym okresie.

(...)

Już kilka miesięcy temu (31 stycznia 2016 r. zacząłem podejmować na swym blogu, a później na łamach „Polityki Polskiej”, nr 2 z 2016 r.) próby całościowej analizy sytuacji w Polsce po objęciu rządów przez PiS. Przez te parę miesięcy, jakie upłynęły od moich pierwszych analiz całościowych sytuacji w kraju, zarówno tendencje polityki PiS-u, jak i zagrożenia, stały się dużo bardziej wyraziste. I dlatego właśnie w tym tekście chciałbym wyłącznie skupić się na zaniechaniach i zagrożeniach. Widzę już bowiem bardzo silne uzasadnienie dla alarmowania z powodu kierunków dotychczasowych zmian.

Polityka gabinetowa i skupianie się na odgórnych reformach

Dziś coraz wyraźniej widać, że rząd PiS-u skupia się głównie na polityce gabinetowej, na reformach odgórnych, których nie wspiera prawdziwie szeroki ruch oddolny na rzecz głębszych przemian w kraju. Jest to podstawowa różnica sytuacji Polski w porównaniu z rewolucyjnymi reformami Viktora Orbána na Węgrzech.

Premierowi Orbánowi, zanim doszedł do władzy w 2010 r., przez osiem lat walki z postkomunistami i liberałami (od 2002 r.) udało się zjednoczyć w swej wielonurtowej partii Fidesz przeważającą część środowisk węgierskiej prawicy, starając się o ich maksymalne pozyskanie i przezwyciężenie wcześniejszych urazów. Sprzyjało temu niezwykle dynamiczne tworzenie otwartych na wszystkich patriotów tzw. polgári körök (klubów obywatelskich), których w ciągu ośmiu lat powstało aż 12 tysięcy (z tego 2 tysiące wśród mniejszości węgierskich w krajach sąsiednich). U nas Kluby „Gazety Polskiej”, pod względem otwartości stanowiące swego rodzaju odpowiednik węgierskich Klubów Obywatelskich, jest zaledwie około 300. Orbán potrafił w ciągu ośmiu lat (2002-2010) przekształcić swą początkowo małą kadrową partię – Fidesz z jej 5 tysiącami członków w bardzo silną partię centroprawicową z około 40 tysiącami członków. (Porównując liczebność ludności obu krajów jest to tyle, co 160 tysięcy osób w Polsce). Na tym tle PiS, o wiele bardziej zamknięty na napływ nowych członków, liczy tylko ok. 30 tysięcy osób. Otwartość Orbána na rzecz pozyskiwania różnorakich środowisk prawicowych i centrowych zyskała mu większość konstytucyjną (ponad dwie trzecie głosów) w wyborach 2010 r., ponownie zdobytą w wyborach 2014 r.

PiS jest, jak wiadomo, pod tym względem w dużo gorszej sytuacji, choć wcześniej znacząco poprawił swe notowania dzięki otwarciu się na ziobrystów i gowinowców w 2014 r. Niestety, kierownictwo PiS-u nie zdobyło się na realizację dużo bardziej otwartej polityki wobec wszystkich środowisk patriotycznych w myśl zasady „wszystkie ręce na pokład”, do której tak mocno zachęcałem, choćby w wydanej w 2014 r. książce „Jak ratować Polskę”.

Wprawdzie przeprowadza się tak potrzebny audyt w ministerstwach, a ciągle nie przeprowadzono audytu w PiS-ie. Każdy widzi, że w terenie obok wielu znakomitych dynamicznych posłów PiS-u. nie brak ludzi pazernych, skrajnie interesownych, niemałej rzeszy osób „biernych,miernych, ale wiernych”, którzy zmiany chcą wykorzystać tylko dla usadowienia się na lepszych posadach. Część z nich, usatysfakcjonowana kolejnym wyborem i częstokroć uhonorowana stanowiskami, wyraźnie odwraca się od swego elektoratu, po prostu go lekceważy.

Ci sami dobrze prosperujący na posadach działacze PiS-u nic nie robią dla skutecznego przeciwdziałania umacnianiu się różnych ogniw neobolszewickiej antyPiSowskiej opozycji. Na Węgrzech Orbána ulice są wciąż zdominowane przez patriotyczny Fidesz, a u nas przez zgraje oderwanych od koryta KOD-owców. Ubolewam, że PiS wspólnie z „Solidarnością”, środowiskami radiomaryjnymi, klubami „Gazety Polskiej”, czy narodowcami nie zdecydował się ani w grudniu 2015 r., ani w następnych miesiącach, na tłumne wyjście na ulice, gdzie patrioci dosłownie przykryliby czapkami manifestacje KOD-u. Wszyscy czekają na inicjatywę PiS-u w tej sprawie, a gdy PiS jest bierny, manifestacji nie ma! W ten sposób stwarza się KOD-owcom niebywałą szansę lansowania się za granicą jako tych. którzy panują na ulicach i panują nad nastrojami Polaków. To wszystko zaś wzmacnia stanowiska przeciwników PiS-u za granicą, w UE i gdzie indziej. Przypomnę tu, że tak nieprzychylny nam pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Franc Timmermans już parę miesięcy temu powoływał się na znaczenie faktu, że na ulicach polskich są tak liczne manifestacje KOD-u. Obawiam się, że władze PiS-u i rząd ciągle nie doceniają dostatecznie niebezpieczeństw wynikłych z połączenia wewnętrznej dywersji w Polsce z naciskami czołowych państw Unii Europejskiej, zwłaszcza Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych.

(...)

piątek, 27 listopad 2015 20:52

Jak okradziono Węgry

W Polsce ciągle zbyt mało ekonomistów ma odwagę mówienia o rozmiarach rabunku Polski od 1989 r. Na dodatek są oni odpychani od mediów głównego nurtu, by nie mogli oddziaływać na poglądy społeczeństwa. Na Węgrzech jest dokładnie odwrotnie. Ogromna część wpływowych ekonomistów oskarżycielsko mówi bez osłonek o rozmiarach rabunku Węgier po 1989 r. i jego sprawcach. Nadzwyczaj ostro piętnują oni kapitał zachodni na czele z osławionym George Sorosem, Międzynarodowym Funduszem Walutowym i ich krajowymi wspólnikami w rozkradaniu Węgier: partiami postkomunistów i liberałów.

Powszechnie dominuje ocena, że Węgry zostały najmocniej obrabowane przez zachodni kapitał pośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W znakomitym oskarżycielskim trzyczęściowym filmie Istvána Jelenczkiego „Haború a nemzet ellen” (Wojna przeciw narodowi) padł wręcz zarzut, że obcy kapitał obrabował Węgry po 1989 r. na 270 miliardów dolarów.

Główny szkodnik – Międzynarodowy Fundusz Walutowy

Za czołowego sprawcę rabunku Węgier węgierscy ekonomiści uważają Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który usadowił się na Węgrzech już w 1982 r., na wiele lat przed Polską. Już w 1981 r. Węgry jako pierwszy kraj socjalistyczny zaczęły się ubiegać o przyjęcie do MFW. W czasie, gdy w Polsce wprowadzono stan wojenny, Węgry znajdowały się we wprost rozpaczliwej sytuacji gospodarczej. W pierwszym kwartale 1982 roku rezerwy walutowe Narodowego Banku Węgierskiego zmalały do 400 mln dolarów, co wystarczało zaledwie na pokrycie wartości miesięcznego importu.

W tej dramatycznej sytuacji Węgry liczyły, że wejście do MFW uratuje je przed kryzysem i da upragnioną chwilę oddechu w zmaganiu się z trudnościami. Niezwykle ciekawą informację na temat wyjątkowej roli MFW w zagrożonych upadkiem gospodarczym Węgrzech na początku lat 80. czytamy w stenogramie rozmowy z premierem Orbánem z okazji 25. rocznicy Pikniku Paneuropejskiego. Prowadzący rozmowę z Orbánem doradca Fideszu i kierownik jednego z programów telewizyjnych Philip Raday przypomniał szokujący fakt z 1981 r. Na życzenie prezesa Węgierskiego Banku Narodowego z Jánosem Kádárem spotkał się wówczas szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Szef MFW powiedział Kádárowi: „teraz bez nas Węgry zawalą się, będzie krach”. Na co Kádár bez zmrużenia oka – jak opowiadają to świadkowie – odpowiedział tylko tyle: „No cóż, zawsze służyliśmy potęgom, od teraz zaczynając, będziemy wam służyć” (podkr. – JRN). Nader minorowo oceniający stan gospodarczy kraju, komunistyczny rząd węgierski zgodził się na podyktowane mu ogromnie niekorzystne warunki swego członkostwa w MFW. Szeroko relacjonował to w dzienniku „Magyar Nemzet” z 7 lutego 2012 prawnik konstytucyjny Zoltán Lomnici junior w artykule pod wymownym tytułem „MFW stoi ponad węgierskimi prawami”. Według Lomniciego wydany w 1982 r. na Węgrzech dekret w sprawie funkcjonowania tam MFW faktycznie umieścił Fundusz ponad prawami węgierskimi. Na przykład w myśl tego dekretu żaden węgierski urząd nie mógł zobowiązać MFW do przedstawienia danych o jego działalności na Węgrzech. Zdaniem węgierskiego prawnika konstytucyjnego porozumienie z MFW zawierało „tak jednostronne i nieuczciwe warunki, że jeśli chodziłoby nie o MFW, a jakąś inną organizację, to sąd z pewnością doprowadziłby do ich unieważnienia”. Według Z. Lomniciego od czasów prawa rzymskiego tego typu warunki, korzystne tylko dla jednej strony, zwykło się nazywać „lwimi porozumieniami”.

Jak akcentował Lomnici, nie można podważyć reguł porozumienia przed krajowym Trybunałem Konstytucyjnym, ponieważ chodzi o międzynarodowe porozumienie, a Trybunał Międzynarodowy w Hadze zajmuje się wyłącznie spornymi sprawami między państwami. W tej sytuacji nie ma żadnych szans na poprawienie reguł prawnych tak jednostronnie korzystnych dla MFW. Jedynym wyjściem byłoby wystąpienie Węgier z Funduszu.

Według porozumienia MFW może między innymi wykupywać bez ograniczeń na Węgrzech wszelkiego typu nieruchomości, mieszkania, domy, przedsiębiorstwa, słowem wszystko, co może być wykupione i sprywatyzowane. Inny fragment porozumienia uwalniał Fundusz Walutowy od jakichkolwiek postępowań sądowych i śledztw na Węgrzech. Odnosiło się to do wszystkich kierowników i pracowników Funduszu. Cały majątek i dochody MFW były całkowicie zwolnione od jakichkolwiek podatków i ceł.

(...)

Od 2020 roku Węgry pod rządami Viktora Orbána stały się wzorem walki o umocnienie niezależności gospodarczej w imię interesów narodowych. Dzięki poparciu zdecydowanej większości Węgrów w 2014 r. Orbán uzyskał kolejne zwycięstwo wyborcze, ułatwiające mu stawianie oporu przeciw próbom narzucania z Zachodu dławiącej rozwój polityki gospodarczej.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.