sobota, 28 maj 2016 19:05

Reforma pedagogiczna Polski

Napisał

Zmaganie o nową Polskę – będącą sobą, ale w nowych okolicznościach – biegnie nie tylko przez Sejm, media i unijne instytucje. Nie wystarczy także dobrze funkcjonująca rodzina i odpowiednia formacja religijna. Wszystkie pokolenia przechodzą formację intelektualną i moralną także w szkole. Od tego trzeba rozpocząć budowanie niepodległej, dostatniej i pomagającej wszystkim w moralnym rozwoju IV Rzeczypospolitej.

Dopóki Polacy chcieli się uczyć, płacili podatki i modlili się, pisze Feliks Koneczny, nasza niepodległość była bezpieczna. Ale nasze chęci uczenia się nie zawsze znajdują pomoc ze strony rządzących, zainteresowanych raczej zaćmieniem umysłów rządzonych. W różny sposób ten cel jest realizowany.

Formacja polityczna, stołująca się na nasz koszt u „przyjaciół Sowy”, skupiła się na molestacji seksualnej dzieci i młodzieży – idąc za wzorami Nowosilcowa i Hansa Franka – wpuszczając do szkół kobietony (z „Pontonu” i po kursach „gender studies”, na polskich uniwersytetach, bo to przecież „nauka”, skoro z Ameryki sprowadzona). Ministrowe Tuska dumały zaś naukowo – pod kierunkiem namiestnika Rockefellerów na Polskę, profesora doktora habilitowanego Zbigniewa Lwa Starowicza, współczesnego świętego według wydawnictwa Znak 1) – w Polskiej Akademii Nauk nad sposobami prowadzenia „standardów edukacji seksualnej w Europie”, czyli metodycznej molestacji seksualnej nieletnich, przygotowanej przez niemieckie ministerstwo... dla nieletnich całej Europy, a zwłaszcza jej „rubieży wschodnich”. Zdaniem tych „miłośników dzieci” należy seksualnie „edukować” już czterolatki, bo przecież UE obiecała zaspokoić wszystkich, w ramach walki z seksualną „dyskryminacją”...

Za jeszcze wcześniejszych rządów bój o „polską” szkołę zorganizował minister Roman Giertych, aktualnie podskakujący w obronie „demokracji”, ale w płaszczu, chociaż formację „patriotyczną” uczniów rozpoczął od szkolnych mundurków, niczym nasi przodkowie w walącej się – pod ciosem cywilizacji turańskiej – Rzeczypospolitej szlacheckiej. Kiedy Mahomet IV opanował Kamieniec Podolski (1672), to polski Sejm zajęty był debatą o patriotycznym znaczeniu „polskiego” kontusza.

Dzisiaj zamierza się zreformować polską szkołę w „patriotycznym” kierunku, ale znów rękami zawodowych polityków, a nie zawodowych pedagogów, dobrze rozumiejących problemy tej nauki. Niektórzy uważają, że załatwi to „wychowanie patriotyczne” w ramach „wzmocnionych lekcji historii”, bo przecież to „nauczycielka życia” (Cyceron). Aby tak było, trzeba ludzkie dzieje nie tylko inwentaryzować, jak to czyni z zawodowego obowiązku (bo granty i ewaluacje...) wielu nawet patriotycznych historyków, ale wpierw je rozumieć, czyli przykładać do nich miarę naszego człowieczeństwa, a zatem dokonywać moralnej oceny. Jedne ludzkie czyny są na ludzkim poziomie, i te nazywamy moralnie dobrymi, a inne są moralnie złe, bo są poniżej ludzkiego poziomu. Historyk musi być zatem etykiem. Gdzie i kiedy ma się tego nauczyć? W zadomowionej u nas szkole marksistowskiej i postmarksistowskiej etyki?

Jako naród „mądry po szkodzie”, po tylu latach zaborów, okupacji, totalitaryzmu i eurocwaniactwa powinniśmy zatem rozeznawać, że jedyna droga odbudowy naszej Ojczyzny biegnie poprzez szkołę. Nad nią nasi wrogowie zawsze priorytetowo pracowali. Rozumiał to też Lenin, bo jego zdaniem „szkoła poza polityką jest kłamstwem”. Odbudowa Polski zawsze też wiodła poprzez reformę naszej szkoły. Rozumieli to nasi wybitni przodkowie, bo tą drogą – przez szkoły ks. Stanisława Konarskiego – przeszło pokolenie Konstytucji Trzeciego Maja. Wcześniej zaś, pod Grunwaldem i na Soborze w Konstancji, z całą Europą, dryfującą w stronę Lewantu zwyciężyło pokolenie Polaków uformowane przez Akademią Krakowską. Zwyciężyła jej personalistyczna etyka, nakazująca szacunek dla każdego człowieka jako istoty rozumnej. Istoty zatem zdolnej do przekonania, co wyklucza narzucanie jej jakichkolwiek poglądów siłą.

Nie inaczej trzeba myśleć dzisiaj. Ale na jakie trudności natrafi dzisiaj próba reformy polskiej szkoły?

  1. Mam nadzieję, że nie muszę tych faktów rozjaśniać czytelnikowi (?).

(...)

Wyświetlony 3427 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.