czwartek, 13 grudzień 2018 18:34

Wycieczka do podległości

Napisał

Analizując współczesne atrybuty niepodległości kraju o potencjale takim jak nasz, środowiska patriotyczne i prawicowe w Polsce popełniają kardynalne błędy, wypływające z romantycznego braku zainteresowania realiami.

Wpisujący się w nasz etos przesadny pęd do wybudowania Polski utopijnej, pełniącej misję mesjasza pośród narodów, rzutuje na odrzucenie wszelkiego rodzaju rozsądku. W religii narodowo-mesjanistycznej wykuwanej z mozołem w ostatnich stuleciach, historia, której zadaniem była (tylko i aż) wiedza i pamięć, urosła do roli rytualnej. Stan ten powoduje, że nasi obecnie rządzący politycy, kompletnie tracą orientację w zderzeniu z nowoczesnym, brutalnym, globalizującym się światem. Zapatrzeni w przeszłość, nie tylko nie rozumieją współczesnych zagrożeń i wyzwań, ale także kierują się dawno nieaktualnymi schematami myślowymi. Wielu prawicowców zarzuca komunizmowi, że zasiał w umysłach Polaków propagandę marksizmu – owo heglowskie ukąszenie, rzadko dostrzega się jednak inny aspekt Żelaznej Kurtyny. Wychodząca z kazamatów opozycja straciła orientację, co do procesów politycznych, które mają miejsce w Europie i Stanach Zjednoczonych. Skoncentrowana na działaniach przeciwko marksizmowi, pozbawiona została nie tylko krytycznego, ale i analitycznego myślenia o Zachodzie i ideologii liberalnej.

Globalizm z założenia przeciwko ukochanemu modelowi państwa

Myśląc o ojczyźnie suwerennej, przeciętny Kowalski, afiszujący się orzełkiem w klapie, wyobraża sobie model wielkiej Polski, regionalnego, silnego politycznie i moralnie mocarstwa od morza do morza, niezależnego od Niemiec, Rosji i jakiegokolwiek innego państwa.

Pomijając utopijność wizji całkowitej autarkii, wyobrażenie takie posiada jedną drobną skazę. Polega ona na tym, że obecnie nie ma już świata, w którym byt taki mógłby zaistnieć a potem się utrzymać, nie posiadając przy tym politycznego i gospodarczego potencjału na skalę imperialną, nie dysponując też odpowiednią ilością wyrzutni atomowych.

Świat obecnie przekształca się w coraz bardziej zależną od głównych graczy wioskę. Porozumienia międzynarodowe, na które całkowicie dobrowolnie (za wejściem Polski do Unii Europejskiej opowiedziało 74 procent obywateli) zgadzają się coraz liczniej narody ziemi, powodują coraz większą erozję idei państwowości. Narody roztapiają się w multikulturowych blokach, nie zauważając tego drobnego szczegółu, że stają się podległe odpowiednim centralom.

Po upadku ZSRR wydawało się jakiś czas, że centrala będzie jedna dla wszystkich i będzie nią Waszyngton. Imperium amerykańskie, szczycące się osiągnięciem stanu demokracji absolutnej, pod pozorem połączenia wszystkich ziemian w jedno państwo, miało powtórzyć sukces swojej brytyjskiej matki, krainy, nad którą nie zachodziło słońce. Niestety, szybko pojawiła się konkurencja i to, być może, stwarza pewne wątłe możliwości polityczne dla krajów takich, jak Polska.

Ale o tym później.

 

Proces multi-kulti, na który nie ma mocnych

Zachodnia globalizacja to zjawisko kompleksowe. Nie mamy do czynienia jedynie z procesem politycznym, podpisaniem odpowiednich umów międzynarodowych w dziedzinie gospodarki czy traktatami znoszącymi cła i otwierającymi granice. Siła ideologii, indoktrynacji, ale także przeznaczonych na ten cel środków i odpowiednich rozwiązań systemowych, jest porażająca. Coraz nachalniej wtłacza się do głów unifikujących się Europejczyków konieczność dziejową nie tylko zrównania wszystkich ze wszystkimi, ale także etnicznego, kulturowego, słowem fizycznego, przemieszania wszystkich ludów ziemi, stworzenia jednego superglobalnego narodu.

Nie są to tylko frazesy, idą za tym konkretne przedsięwzięcia i pieniądze. Od pewnego czasu gotowanie tej wielorasowej zupy przeprowadza się w maleńkim laboratorium, jakim jest kontynent europejski. Sprzyjają temu niby przypadkowe kryzysy i rewolucje, wybuchające raz po raz w różnych znękanych krajach. Efektem ubocznym wywołanych z dużym udziałem zachodniego lobby rewolucji na bliskim Wschodzie i w Afryce, stał się tzw. kryzys imigracyjny. Pytanie: na ile ubocznym?

Napływ imigrantów jest dziwnie koherentny z zapotrzebowaniem na ręce do pracy, które coraz mocniej zgłaszają kraje Zachodnie. Malejące wskaźniki demograficzne, które są wczesnym owocem ideologii liberalnej Zachodu nie wróżą nic dobrego. Kapitalistycznej, białej (w coraz mniejszym stopniu) społeczności potrzebni są pracownicy, którzy mogą zastąpić tych wyabortowanych lub nieurodzonych z powodu wyzwolonego z prokreacji seksu. Polska, która została z woli swoich obywateli przyspawana do całego układu, znalazła się również w jego trybach i jako kraj usytuowany nisko w jego hierarchii jest ich zębami mielona.

Tuż przed rozmontowaniem w Polsce postkomunizmu (tak należy nazwać okres późnego PRL, niekoniecznie zaś czas po 1989 roku), nasze podziemne elity (zarówno te lewicowe, jak i prawicowe), szykujące się do przejęcia władzy, tresowane były przez zachodnie służby działające pod szyldami organizacji szerzących demokrację i dbałość o prawa człowieka. Ludzie ci stal się wyuczonymi na przyspieszonych kursach felczerami, którym powierzono zadanie zaaplikowania wszystkim pozostałym obywatelom kulturowej kuracji, w postaci bombardowania liberalnym światopoglądem. Większość ich pacjentów, umęczona socjalistyczną ascezą i izolacją, zareagowała entuzjastycznie na dawkę papki przybierającej postać neutralnej światopoglądowo. Pomogła im w tym medialna pielęgniarka – „Gazeta Wyborcza” i cała menażeria wtórujących jej mediów (również tych mniej lewicowych niż gazeta Michnika).

 Efektem tej ciężkiej psychoterapii są nieodwracalne zmiany mentalne. Na każdą krytykę obecnej formy demokratycznych aksjomatów „uzdrowiony” w ten sposób obywatel reaguje jak pies Pawłowa – wewnętrznym odruchem wstrętu. Na każdy najgłupszy komunał lub sofizmat podparty frazami o prawach człowieka – aprobatą. Niektórzy mądrzejsi analitycy do dzisiaj główkują, jak udało się wpoić tym wszystkim zasobom ludzkim stanowiącym przedmiot eksperymentu przekonanie o tym, że da się pogodzić kosmicznych rozmiarów miłość do wszystkich orientacji i ras, z ideą wroga ludu. Fakt, faktem, efekt jest piorunujący – nierzadko spotyka się kaznodziei otwartości, którzy toczą niemal fizyczną pianę z ust na choćby szept krytyki, i nie dostrzegają w tym żadnego dysonansu.

Od pierwszych chwil tak zwanej wolności atak poszedł przede wszystkim na Kościół katolicki. Wartości, w których byliśmy wychowywani, z dnia na dzień stały się obskuranckie i zapyziałe. Polityków je reprezentujących przedstawiano jako troglodytów i przygłupów. Właściwie do tego ostatniego trudno się przyczepić – nasza wychodząca z konspiracji klasa polityczna, nie mająca pojęcia o świecie, a tym bardziej o polityce, często zasługiwała na podobne epitety – gdyby nie to, że obraz był wybiórczy. Oświeceni i wykształceni liberałowie, kontra menażeria. Był to stary propagandowy schemat, wypracowany jeszcze w XVIII wieku przez środowisko Encyklopedystów, ale nieważne, że stary, kolejny raz okazał się skuteczny.

W takich to warunkach właśnie – mówiąc symbolicznie – podpisaliśmy naszą najnowszą deklarację niepodległości, a mówiąc ściślej – cyrograf. Wraz z niepodległością, tj. uniezależnieniem od radzieckiej Rosji i układu Bloku Wschodniego, obiecano Polakom zdobycie przemożnych bogactw poprzez pracę w... zachodnich korpo, które coraz obficiej zaczęły pojawiać się w naszych miastach i strefach biznesu, co było, jak to już dzisiaj widać ekonomicznym podbojem obliczonym na eliminację rodzimej konkurencji, ale ten akurat artykuł nie jest poświęcony gospodarce.

Podbój nie ogranicza się do ekonomii. Zachodnie inwestycje i wakaty zaoferowane Polakom przez zachodnie przedsiębiorstwa owszem nieco podniosły (przynajmniej niektórym) jakość życia, ale wkrótce stało się jasne, że zaprzęgnięto ich we właściwy zachodowi wyścig szczurów. Zjawisko to polega na tym, że w przeciwieństwie do eksperymentalnych gryzoni, nie pozostawiono ich ludzkim odpowiednikom zbyt wiele czasu na założenie rodziny, a tym bardziej na posiadanie tego, zgodnego z liberalnymi normami, „jednego dziecka”. Wkrótce więc i u nas ruszyła seryjna produkcja singli na licencji amerykańskiej.

Zwrócenie się ku zachodniemu stylowi życia stworzyło pokusę, która w parze z liberalnym praniem mózgów z coraz większą mocą odciąga Polaków od Kościoła, odpowiedzialności, więzów rodzinnych i związanego z tym rodzenia dzieci.

Demografia w Polsce to katastrofa i żadna klasa polityczna nic przeciwko temu nie zaradzi, nie pomoże tu ani 500+, ani inne złote środki, gdyż powód jest fundamentalny i ustrojowy. W istocie, żeby wyjść z zapaści musielibyśmy dokonać nie tylko całkowitej zmiany politycznego kursu, ale również dokonać zbiorowej ekspiacji. Taki scenariusz niestety brzmi jednak jak utopia.

Demografia to dzisiaj większe zagrożenie dla tkanki narodu niż napaść sąsiedniego państwa, które to pojęcie w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, gdy z własnej woli oddajemy tu i tam swoją suwerenność dla tzw., wyższych celów, mocno się zdewaluowało.

Dziś Polska, tak jak wiele innych krajów, podbijana jest bez wystrzału, nie przy pomocy wojska, ale siłą ideologii i gospodarki. Jeden z najważniejszych czynników, które Polacy uznali za korzyść płynącą z przystąpienia do Unii Europejskiej – możliwość nieobjętego limitem zatrudnienia na Zachodzie – stał się kolejnym gwoździem do polskiej trumny. Zagrożeniem nie tylko dla naszej suwerenności ale także dla najogólniej pojętego bytu. Przy spadającej dzietności, która wynosi obecnie 1,31 dziecka przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym, rocznie ubywa w Polsce 50 tysięcy obywateli, z czego podobno znaczny procent (ok. 10 tysięcy) stanowi migracja. Choć tego drugiego zjawiska tak naprawdę nikt dokładnie nie policzył.

Jak podają różne źródła – pod koniec 2017 r. w samej tylko Wielkiej Brytanii przebywało ponad milion naszych obywateli.

Nie powstrzymały procesu ubywania Polaków (mimo chwilowego wahnięcia – przedwcześnie nazwanego efektem 500+) działania rządu PiS, takie jak wspomniany program 500+, którego jednym z zamierzeń była zachęta dla najuboższych rodzin do pozostania w naszym kraju. Prognozy podają, że w 2020 roku współczynnik rocznej zmiany wynosić będzie -66. tysięcy Polaków, przy założeniu, że czynnik imigracyjny wynosić będzie owe 10 tysiecy i nie ulegnie zwiększeniu. Niestety, według ankiet przeprowadzonych w styczniu tego roku 1,5 miliona Polaków planuje w najbliższym czasie opuścić nasz kraj, z czego aż ok. od 14 do17 procent (jak podają różne źródła) myśli o stałym zamieszkaniu poza granicami Polski.

Natura nie znosi próżni i mechanizm jest dokładnie taki, jak na Zachodzie. Polscy robotnicy uciekają z kraju jak z tonącego okrętu, dzieci się nie rodzą, przedsiębiorca i emeryt zgłaszają wspólne zapotrzebowanie na pracowników. Rząd, który deklarował, że nie wpuści do Polski ani jednego niekontrolowanego imigranta, sprowadza ponad milion przybyszów zarobkowych z bałaganiarskiej i ogarniętej wojną ale uznanej przez tę samą władzę za strategicznego sojusznika – Ukrainy. Możemy tylko wróżyć czy część z nich zostanie tu na stałe. Słyszymy już o planach sprowadzenia do Polski przybyszów z Dalekiego Wschodu. Niektórzy uważają, nie bez słuszności, że to jedyne wyjście, w sytuacji gdy w Polsce zaczyna brakować rąk do pracy. Patrząc jednak długofalowo, nie możemy nie zwracać uwagi na to, jak to zjawisko wpłynie w całkiem niedalekiej przyszłości na strukturę naszego narodu, państwa, na zarządzanie tym tworem, który z niego wyewoluuje. Tak czy siak, bez całkowitej zmiany kursu, lub chociaż częściowego rozluźnienia więzów z Zachodem i mądrego otworzenia się również na alternatywną geopolitykę, każdy, mniej fundamentalny sposób poradzenia sobie ze zjawiskami tej miary, co wędrówka ludów, czy niż demograficzny musi spalić na panewce.

 

(...)

Wojciech Trojanowski

Wyświetlony 1222 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.