czwartek, 23 marzec 2017 23:13

Turcja ? pożegnanie liberalnej demokracji

Napisane przez

Turcja jest dobrym przykładem, by zrozumieć istotę najważniejszego dzisiaj trendu w światowej polityce – odwrotu od globalizacji i zwrócenia się ku suwerennym interesom narodowym. Zachód podporządkował sobie Turcję, narzucając jej swoje reguły gry i instytucje państwowe. Jednak charyzmatyczny przywódca Recep Erdo?an, w niezwykle skomplikowanej sytuacji geopolitycznej i wewnętrznej podejmuje wyzwanie i uwalnia państwo z tych więzów. Przyjrzyjmy się temu fascynującemu epizodowi tureckiej historii.

Późnym wieczorem 15 lipca 2016 r. nad Ankarą wzbiły się w niebo tureckie myśliwce, a czołgi opanowały mosty na Bosforze. Wojsko próbowało przejąć kluczowe ośrodki władzy, jednak nie udało mu się aresztować prezydenta Erdo?ana, który przez internet i media wezwał społeczeństwo do masowych protestów i oporu wobec zamachu stanu. W 80 tysiącach meczetów w całym kraju powtórzono ten apel. I choć zbuntowani wojskowi strzelali do manifestujących, bombardowali instytucje państwowe, a nawet parlament w Ankarze, opór społeczny był zdecydowany, manifestacje masowe, a bezbronni ludzie tak zdeterminowani, że stawali na drodze czołgów i… wygrali. Pierwszy raz w historii Turcji zamach skończył się porażką ze względu na determinację społeczeństwa, które masowo poparło swego prezydenta. Przy ponad 200 ofiarach śmiertelnych i dwóch tysiącach rannych – pucz został zdławiony.

Wojskowy zamach jest mocnym akordem w historii, która toczy się już 15 lat, a której korzenie tkwią w historii współczesnej Turcji.

Nowoczesna Turcja

Dzisiejszą Turcję stworzył „ojciec narodu” – Kemal Atatürk w 1923 r. Liberalną, świecką, zwróconą w kierunku Europy i odwróconą od islamu. Dominowało w niej wojsko, które przez ponad 50 lat rządziło autorytarnie, by później stopniowo demokratyzować państwo. Interweniowało jednak później wielokrotnie w obronie laickości, uważanej za fundament republiki. Jednak świeckie państwo to trudny projekt w kraju muzułmańskim, gdy 99 procent 80-milionowego narodu wyznaje islam. Od roku 1960, gdy wprowadzono wolne wybory, dopuszczając lud do głosu, wojsko wielokrotnie wkraczało na scenę polityczną, obalało demokratycznie wybrane władze i przejmowało na jakiś czas władzę. Był to podstawowy mechanizm korygowania demokracji, wspomagany łagodniejszym środkiem – delegalizacją partii odwołujących się do islamu. Od ustanowienia republiki zdelegalizowano 24 partie, w tym cztery od 1980 r., wszystkie działania prowadzono po wyborach. Trybunał dobrze współpracował z wojskiem, po zamachu stanu w 1997 r. zdelegalizował Islamską Partię Dobrobytu, a jej działacze otrzymali zakaz sprawowania funkcji publicznych. W ten sposób korygowano głos ludu, nie pozwalając, by miał zbyt wiele do powiedzenia.

Brat Erdo?an od Czarnych Turków

W końcu lat 90. pojawił się na scenie politycznej charyzmatyczny przywódca – Tayyip Recep Erdo?an. Dzisiaj ma 63 lata, a już jako 40-latek został burmistrzem Stambułu. W 1999 r. został skazany za „podżeganie do nienawiści na tle wyznaniowym”, za rzecz błahą, ale wskazującą, jak rugowany był islam z życia politycznego Turcji. Otóż na wiecu odczytał fragment wiersza, który zawierał taki opis islamu: Świątynie są naszymi koszarami, ich kopuły naszymi hełmami, minarety – bagnetami, a wierni – naszymi żołnierzami.

Odsiedział cztery miesiące w więzieniu, odebrano mu prawa wyborcze, ale po delegalizacji Islamskiej Partii Dobrobytu w 2001 r. utworzył Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkinma Partisi – AKP), która prezentowała się jako prozachodnia, dążąca do integracji z UE i dobrych relacji z USA. AKP odniosła błyskawiczny sukces – rok później wygrała wybory parlamentarne, zdobywając większość rządową, którą utrzymuje do dzisiaj. Żeby jej przewodniczący mógł wejść do parlamentu, zmieniono prawo i umożliwiono mu to w wyborach uzupełniających. W 2003 r. Erdo?an został premierem rządu.

Erdo?an nie jest islamistą, nie chce zamienić Turcji w państwo wyznaniowe, odcina się od radykalizmu, mówiąc: jestem muzułmaninem, ale państwo musi być świeckie, chwali model świeckiego państwa w krajach muzułmańskich, za co ściąga na siebie krytykę radykałów. Jednak model radykalnego usuwania z życia publicznego islamu i głęboka ingerencja Zachodu w sprawny wewnętrzne, łącznie z decydowaniem o konkretnych rozwiązaniach prawnych, ustrojowych, instytucjonalnych – jest dla niego nie do przyjęcia.

Stanął wobec tego samego wyzwania, co Orbán na Węgrzech, Putin w Rosji, a dzisiaj Trump w USA. Jeśli międzynarodówka liberalna ma rządzić, z tych państw nie pozostanie kamień na kamieniu, zostaną poświęcone na globalnym ołtarzu liberalnej demokracji i praw człowieka. W tym modelu nie ma bowiem miejsca dla państw narodowych. Naród jest wrogiem liberalnej demokracji.

Wojna elit

Świeckie rządy zdecydowanie eliminowały islam i jego wyznawców z przestrzeni publicznej, ale gdy AKP przejęła władzę, najmocniejszym żądaniem było: niech się nic nie zmienia, nie wolno przecież naruszać świeckich wartości, a przede wszystkim stanu posiadania tureckich elit.

Konflikty w ostatnich latach w Turcji wiążą się bowiem z faktem, że AKP reprezentuje tę „populistyczną” część tureckiej polityki. Jej bazą nie są prozachodnie elity Stambułu – wojsko, urzędnicy, mieszkańcy wielkich miast, ale wyrasta ze środowisk „zapomnianych”. Biedni z miast i mieszkańcy wsi, a także klasa średnia i prowincjonalni przedsiębiorcy, religijni i konserwatywni – to źródło i korzenie tej partii. I jest to partia potężna – ma prawie 10 milionów członków. Między tymi dwiema grupami toczyła się wojna kulturowa, którą Erdo?an określił tak: W naszym kraju jest segregacja na Czarnych i Białych Turków. Wasz brat Erdo?an należy do Czarnych Turków.

Dojście do władzy ugrupowania spoza establishmentu politycznego wywołało standardową reakcję w demokracji skonstruowanej na wzór zachodni – kilkuletnią obstrukcję rządu poprzez instytucje, opanowane przez „Białych Turków”. Główną rolę odgrywały liberalne elity tureckie, które już czuły się obywatelami Zachodu, a Turcja była jedynie miejscem do wprowadzenia zachodnich wartości. Najsilniejszy był tandem wojska i wymiaru sprawiedliwości.

Gdy w 2007 r. AKP obsadziła stanowisko prezydenta, doszło do próby jej delegalizacji. Trybunał Konstytucyjny, w którym panowali sekularyści (8 na 11 sędziów), oskarżył ją o zamiar wprowadzenia prawa koranicznego. Zabrakło jednego głosu do delegalizacji AKP, ukarano ją więc jedynie cofnięciem dotacji państwowych za „naruszanie świeckości państwa”. Chodziło o zniesienie zakazu noszenia przez kobiety chust (hidżab). Dopiero w 2013 r. udało się to prawo zmienić, a Trybunał, po zmianach struktury i sędziów, uznał że jest to element wolności religijnej, a nie demonstracja polityczna.

Największym zagrożeniem dla tureckiego państwa jest aktywność wielu nieformalnych grup, tworzących tzw. głębokie państwo – tajne organizacje, siatki wpływów zewnętrznych, które od dziesięcioleci działają w jego strukturach. Są one źródłem spisków, prowokacji, nękających od wewnątrz rząd AKP, doprowadzając do kryzysów na coraz większą skalę.

Już w 2007 r. toczyły się pierwsze procesy tajnych struktur w rządzie, które podsłuchiwały, szpiegowały, upubliczniały nagrania rozmów Erdo?ana i jego ministrów. W „spisku Ergenekon” z 2007 r. aresztowano 600 osób, w tym wielu wojskowych, którzy planowali obalenie rządu. W tej sprawie i w kolejnej – Balyoz – wielu dziennikarzy, generałów, działaczy organizacji pozarządowych było zatrzymywanych, sądzonych za spiskowanie i próby zamachu stanu. Erdo?an osłabiał w ten sposób siłę polityczną armii – strażnika liberalnej transformacji. Poprzez procesy, aresztowania wysokich szarż wojskowych i zmiany prawa – podporządkowywał armię władzy cywilnej i odsuwał ją od wpływów w państwie.

Najsilniejszą siatkę wyznawców zbudował Fetullah Gülen, duchowny islamski, który od 1999 r. przebywa na emigracji w USA. Sięga ona głęboko w struktury państwa (prokuratura, sądownictwo), ma ogromne wpływy w wojsku, mediach i szkolnictwie. Gülen swoją siłę opiera na fundowanych przez swoich wyznawców szkołach publicznych (ponad sto takich działa w USA i setki w krajach islamskich). Ma wsparcie światowych mediów, udzielał wywiadów takim szacownym redakcjom, jak „Wall Street Journal” czy BBC. Jak ogromną siłę miała ta siatka, Erdo?an przekonał się, gdy był w sojuszu z Gülenem podczas obrony przed delegalizacją AKP i próbami przewrotu wojskowego.

Gülenowskie „głębokie państwo” wypowiedziało Erdo?anowi otwartą wojnę w 2013 r., gdy prokuratorzy próbowali przeprowadzić „zamach korupcyjny”, aresztując 17 grudnia wiele osób związanych z premierem i ministrami. Podsłuchane rozmowy wyciekły do internetu, co Erdo?an określił jako „brudny spisek”, zaprzeczył autentyczności nagrań rozmów ze swoim synem, dotyczących ukrywania dochodów. Wydarzenia te jeszcze bardziej zdeterminowały władzę do walki z „głębokim państwem”, wprowadzono też ostrzejsze przepisy dotyczące blokowania witryn, czego ofiarą padły serwisy społecznościowe Twitter czy YouTube. Skazano również oficerów policji, którzy pod pretekstem walki z terroryzmem podsłuchiwali i nagrywali polityków AKP.

 

[...]

Czytany 553 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.