czwartek, 23 marzec 2017 23:16

Kontrrewolucja Orbána

Napisane przez

Narzucony ustrój

Węgry, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej, zostały przejęte przez zachodnie demokracje po upadku Związku Radzieckiego, gdy ten przegrał 45-letnią zimną wojnę. Zachód był zainteresowany nowymi rynkami zbytu, jak też młodą i wykształconą siłą roboczą. Aby na trwałe włączyć te tereny w struktury zachodniej „wspólnoty wartości i interesów”, poddał je procesowi podwójnej transformacji – demokratyzacji ustroju politycznego i liberalizacji gospodarki. Narzucono ostre reguły ustrojowe, opracowując na początku lat 90. model „kopenhaski” (przyjęty na szczycie unijnym w Kopenhadze w 1993 r.), do którego kontroli powołano Komisję Wenecką. Stworzono ustrój nieefektywny, wewnętrznie skonfliktowany, pozbawiający państwo kontroli nad fundamentalnymi narzędziami władzy, takimi jak kreacja pieniądza czy system sądowniczy.

Jednak na wschodnich peryferiach Europy nie tylko ustrój polityczny konstruowano na nowo. Nie bez powodu w literaturze fachowej mówi się o transformacji kierowanej przez UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To właśnie Fundusz ustanowił reguły systemów finansowych i gospodarki dla naszego regionu, budując „przyjazny klimat biznesowy” dla zagranicznych inwestorów, sprzyjający ekspansji zachodniego kapitału. Wprowadzano je metodą „warunkowości” – udzielano kredytów za uchwalenie oczekiwanych zmian prawa. Gdy zaś państwo stało na krawędzi bankructwa, narzucano rozwiązania najtrudniejsze do zaakceptowania, szantażując odcięciem kredytów.

Początki procesu transformacji lat 90. wyglądały obiecująco, Węgry były prymusem prywatyzacji, liberalizacji i wprowadzania zaleceń MFW, zajmowały pierwsze miejsca w rankingach. Otwarcie rynku, sprzedaż podstawowych gałęzi gospodarki (np. branży samochodowej, telekomunikacji, bankowości) uznawano za wzorcowe. W efekcie Węgry zostały pozbawione własnego przemysłu i stały się najbardziej zadłużonym krajem w środkowej Europie. Przy czym społeczeństwo nie odczuwało zmian na lepsze – przeważająca większość Węgrów (72%) uważała, że żyje im się gorzej niż za komunizmu. Nic dziwnego – system tak skonstruowano, że wypracowaną gospodarczą wartość dodaną wywiewało za granicę.

Staczanie się kraju w niebyt zostało powstrzymane w 2010 r. – wygrana Fideszu w wyborach była absolutna – zdobył 53% głosów i otrzymał 68% mandatów w parlamencie, co umożliwiło konstytucyjne zmiany ustrojowe. Dar od Boga, którego zmarnować nie wolno. Viktor Orbán nazwał to „rewolucją przy wyborczych urnach”, która przekształciła się później w „walkę o wolność” tak państwową, jak i finansową. Przyjrzyjmy się tym dwóm aspektom kontrrewolucji wobec globalnego liberalnego porządku, którą pozwalam sobie nazwać „kontrrewolucją Orbána”.

Ideowa baza

Dla budowy wspólnoty, trwania narodu i funkcjonowania państwa potrzebna jest idea spajająca całość. Liberalizm narzuca zestaw wartości, aspirujących do uniwersalizmu: demokrację, tolerancję dla mniejszości, prawa człowieka, wolność jednostki. Piękne hasła, ale ich wdrożenie w życie przyczynia się do rozpadu wspólnoty, atomizując społeczności i niszcząc państwo. Dlatego liberalizm został odrzucony – Orbán deklarował, że buduje nieliberalne państwo na narodowych fundamentach, gdyż liberalizm doprowadził do bankructwa Węgier. Orbán oparł państwo na idei narodowo-chrześcijańskiej, stąd twierdzenie: Europę budujemy na rodzinie, nie na imigrantach. Bronimy życia od jego poczęcia. Węgrzy postawili więc własne wartości jako filary społeczeństwa: pracę, dom, rodzinę, zdrowie i porządek.

Rodzina jest instytucją wspieraną przez państwo we wszystkich dziedzinach, od promocji pozytywnego obrazu wielodzietnych rodzin, przez wspieranie budowy mieszkań i domów, aż po znaczące i progresywne ulgi podatkowe na dzieci. To podstawowa komórka społeczeństwa, w którym dominuje klasa średnia. Żeby ją zbudować, trzeba odrzucić model łatwej konsumpcji, opartej na zadłużeniu. Viktor Orbán twierdzi, że gospodarka oparta na zadłużeniu państwa może budować tylko scenografię dobrobytu z papier-mâché, którą pierwsze poważniejsze uderzenie wiatru zdmuchnie i obróci w ruinę.

Społeczeństwo i gospodarka muszą być oparte na pracy, więc podstawowym zadaniem rządu jest tworzenie miejsc pracy, nawet poprzez roboty publiczne, byle tylko wciągnąć zmarginalizowane grupy społeczne do aktywnego życia gospodarczego. Z drugiej jednak strony, gdy już była praca, to jej warunki były twarde: krótki okres zasiłkowy, elastyczny czas pracy, minimalna rola związków zawodowych. Społeczeństwo zdegradowane po przejściu do gospodarki kapitalistycznej musi się otrząsnąć, wziąć do pracy, odbudować majątek. Jak mówił Orbán: Węgry uczynimy krajem, w którym powodzi się tym, którzy wstają rano i pracują na swoje potrzeby.

Aby zmienić system wartości, potrzebna była zmiana konstytucji, więc w niecały rok po przejęciu władzy w kwietniu 2011 r. uchwalono nową, której inwokacja jasno wskazywała system wartości: Boże, błogosław Węgrów!. Buduje ona solidny fundament ideowy nowych Węgier, oddając hołd Świętej Koronie, chroniąc życie od momentu poczęcia, broniąc instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, uznając rodzinę za podstawę trwania narodu. Do standardowych wartości, preferowanych przez Zachód (demokracja, prawa człowieka itd.) dodaje rozwój narodu, ochronę rodziny, pracy i porządku, a także wierność, wiarę i miłość.

Podstawowym zadaniem państwa w węgierskim wydaniu jest realizacja interesu narodowego. Wszystkie inne cele, także realizacja wartości, takich jak demokracja i prawa człowieka, mają być pochodną, nie mogą dominować. Fundamentem dla realizacji interesów narodowych jest suwerenność państwa, stąd kilkuletnia walka Węgier pod hasłami: nie będziemy kolonią!, nie będziemy niewolnikami Europy, banków czy korporacji!.

To fundamenty budowy silnego, zjednoczonego narodu, który ma się opierać na „systemie narodowej współpracy” – ideologicznej kontrze wobec liberalnego modelu społeczeństwa. Zdaniem Viktora Orbána sukces odniosą te kraje, które szanują same siebie, własne rządy, mają mocne przywództwo oraz stabilne struktury gospodarcze.

Odbudowa zbałkanizowanego państwa

Po wygranych wyborach Fidesz rozpoczął odbudowę państwa, wcześniej prowizorycznie skleconego po upadku komunizmu, słabego i toczonego wieloma chorobami. Głównym problemem był system równowagi i kontroli władz, zamontowany na wzór amerykańskiego „checks and balances”. System ten, co dzisiaj widać już nawet w Ameryce, mnoży konflikty, czyni proces rządzenia nieskutecznym, „bałkanizuje” państwo. Jest też niedostosowany do otoczenia – poziomu rozwoju kultury politycznej, stabilności i wydajności struktur i instytucji, a przede wszystkim do charakteru narodowego Węgrów i ostrych podziałów w społeczeństwie.

Struktury przebudowano, wprowadzając system kanclerski, skupiający władzę w rękach premiera. Skonsolidowano administrację, podporządkowując ją interesom państwa. Aby uniknąć blokady reform ze strony biurokracji, błyskawiczne zwolniono dużą część urzędników i dziennikarzy mediów publicznych. Politycy Fideszu doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nie mogą liczyć na lojalność elit poprzedniego systemu władzy, które bardziej identyfikowały się z Brukselą niż z interesami Węgier. Stworzono stabilniejszy system zarządzania państwem i uodporniono je na zewnętrzne naciski i wpływy.

Wzmocniono system wyborczy, zwiększając udział parlamentarzystów wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych, a zmniejszając ich ogólną liczbę. W efekcie w wyniku wyborów powstawała większość parlamentarna mogąca skutecznie rządzić krajem.

Podstawą dla rządu jest możliwość komunikowania się ze społeczeństwem. Jednak tutaj władzy państwowej narzucono obowiązkowego pośrednika, niezależne media, które w naszym regionie zazwyczaj mają zagranicznych właścicieli i nie są związane z interesami kraju, w którym działają. Pierwszym krokiem Orbána w całkowicie wrogim otoczeniu medialnym było zobowiązanie mediów do szacunku dla narodu węgierskiego, osoby ludzkiej, jej godności i wiary, a także narzucenie zasady „zrównoważonego relacjonowania”, blokującej brutalne ataki polityczne. I żeby nie były to tylko martwe przepisy, wprowadzono ostre kary wobec mediów nieprzestrzegających tych zasad. Temu celowi służy Narodowy Urząd ds. Mediów, który egzekwuje choćby odpowiedzialność dziennikarzy za powielanie fałszywych informacji, naruszanie norm moralnych czy agitację polityczną.

Państwo zreorganizowało też media publiczne, integrując je w silną instytucję, wzorowaną na BBC, narzucającą standardy komunikacji społecznej. Prywatny rynek mediów, odwołujący się często do najmniej wybrednego odbiorcy, jest powoli „hungaryzowany”. Węgierski kapitał, związany interesami z krajem, zdobywa coraz większe udziały w rynku, dzięki czemu następuje pluralizacja rynku medialnego, a coraz mniej jest otwartej wrogości wobec rządu.

Orbán stworzył również własne kanały komunikacji ze społeczeństwem, omijając media i bezpośrednio docierając do obywateli poprzez pocztową wysyłkę informacji, akcje bilboardowe, referenda, w których działacze partii docierali bezpośrednio do elektoratu, czy konsultacje listowne w tak kluczowych sprawach jak zmiana konstytucji. Na długo przed zwycięstwem wyborczym w 2010 r. zorganizował potężny, masowy ruch społeczny – Forum Obywatelskiej Solidarności (Civil Összefogás Fórum). Okazało się to konieczne w sytuacji zmasowanych ataków opozycji i organizacji pozarządowych poprzez uliczne manifestacje. CÖF potrafił dowieść, że poparcie dla polityki Orbána jest rzeczywiście masowe, mobilizując wielokrotnie potężniejsze demonstracje poparcia dla rządu.

Była to odpowiedź na strategię Zachodu, który posługiwał się organizacjami pozarządowymi, finansowanymi przez zachodnie rządy, powiązane z nimi fundacje, a także przez miliarderów, takich jak George Soros. Ten miliarder, Żyd węgierskiego pochodzenia, był szczególnie aktywny w kraju swojego urodzenia, wręcz zaprzysiągł sobie obalenie Orbána. Ten przyjął wyzwanie z podniesioną przyłbicą, otwarcie krytykując obce grupy interesów za zagraniczne finansowanie i wrogość wobec polityki państwa w czasie kryzysu imigracyjnego. Dzisiaj parlament węgierski uchwala przepisy, które będą ograniczać ten sposób ingerencji zewnętrznej w sprawy kraju, choć już wcześniej ograniczono możliwości działania politycznego przez fundacje, które pobierały pieniądze od zachodnich rządów. László Kövér, przewodniczący parlamentu nazywał ich działaczami opłacanymi przez zagranicę i przypomniał, że niektórzy, tak jak w latach 1919-1920 czy w 1944 roku zapominają, że ich obowiązkiem jest reprezentować interesy Węgier za granicą, a nie interesy zagranicy na Węgrzech.

 

[...]

Czytany 192 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.