czwartek, 23 marzec 2017 23:23

Wojna o świat wielobiegunowy według Song Hongbinga

Napisał

Upłynęło zaledwie ćwierć wieku praktycznego wdrażania doktryny świata jednobiegunowego pod kuratelą atlantyckiego strażnika demokracji, a już projekt ten grozi spektakularnym zawaleniem. Wiele narodów poczuło się nabitymi w butelkę, bo owo „pilnowanie demokracji”, podobnie jak równie wiele obiecujące hasło „wolnego rynku”, okazało się kryptonimem nowej kolonizacji przeprowadzanej przez wielkie zachodnie korporacje i budowania ich potęg. W przyrodzie jednak, jak się powiada, nic nie ginie. Pokusa łatwego zysku, nieograniczona praktycznie niczym, a już najmniej granicami państw, skłoniła zachodnich inwestorów do skorzystania z tanich zasobów ludzkich, a w rezultacie – do wyprowadzenia środków produkcji z imperium niepodzielnie panującego nad lądami i oceanami. Tym samym przyczyniła się do zainwestowania w rozwój gospodarek znajdujących się daleko poza peletonem. Kraje te, a wśród nich zwłaszcza Chiny, szybko skorzystały z nadarzającej się szansy i w stosunkowo krótkim czasie zaczęły doganiać, niedoścignioną dotąd Amerykę. Pościg ten wydawał się tym łatwiejszy, im bardziej została ona, niezbyt roztropnie, pozbawiona części swojego potencjału wytwórczego.

Napięcie między Chinami i USA wzrastało w postępie geometrycznym podczas rządów byłego już prezydenta Obamy. Im bardziej malał ekonomiczny dystans między hegemonami, tym większą powodował nerwowość w Stanach Zjednoczonych, pogrążających się w coraz większym kryzysie. Amerykanie coraz drapieżniej bronią swojej pozycji, a marzeniem Chińczyków, którzy poczuli smak – majaczącej na horyzoncie – niezależności, jest zrzucenie kurateli, a zwłaszcza „pilnowania demokracji” przez władającego nad morzami hegemona w rejonie zachodnich wybrzeży Pacyfiku. Coraz odważniej, często ocierając się o prowokacje, Chiny manifestują swoją obecność u wybrzeży Azji oraz eksponują swoje prawa do terenów spornych w tym rejonie. Idea świata jednobiegunowego może skończyła się więc dzisiaj bardzo dramatycznie, konfliktem, którego skalę trudno przewidzieć. Dlatego tym bardziej ważne wydaje się znalezienie odpowiedniej alternatywnej formuły na pokojowego współistnienia.

W ostatnich latach nasilał się wyścig o wpływy geopolityczne i gospodarcze. Wzrastało tempo chińskich inwestycji i rywalizacja z USA w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. W 2000 roku miało swój początek Forum Współpracy Chiny-Afryka (FOCAC). W 2006 roku powstał nowy plan chińskiej współpracy z Czarnym Lądem (China African Policy) i od tego czasu wschodnie mocarstwo, jak podaje wiele źródeł, stało się krajem największego w świecie wsparcia dla Afryki. Wsparcie to dotyczyło głównie krajów obfitujących w złoża naturalne i przynosiło obu stronom ogromne korzyści. Chińskie przedsiębiorstwa naftowe zdobyły monopol w dziedzinie poszukiwania nowych zasobów naturalnych w wielu państwach afrykańskich i coraz bardziej doganiają pod tym względem zachodnie koncerny.

Wielkiego rozmachu nabiera współpraca Chin z Ameryką Łacińską, która stała się dla Chińczyków głównym dostawcą produktów rolnych i surowców. Strategiczne partnerstwo z Brazylią to handel produktami rolnymi, współpraca w dziedzinie elektroniki, a także przemysł zbrojeniowy. Ta ostatnia dziedzina dotyczy wielu innych krajów tego regionu. Jej rozwój odnotowany został również w Azji. Umowy, które w ostatnim czasie zawierają władze Państwa Środka z takim choćby sąsiednim Pakistanem, to kontrakty dotyczące uzbrojenia, ale też gigantyczne projekty infrastrukturalne, obejmujące m.in. budowę superautostrady łączącej Xinjiang z pakistańskim wybrzeżem. Oprócz tego Chiny wybudują w Pakistanie elektrownie, parki przemysłowe oraz nitkę rurociągu do przesyłu ropy naftowej, wchodzącego w skład wielkiego projektu ogólnego korytarza transportowego, który przyczynić się ma do stworzenia nawet 700 tys. miejsc pracy w tym państwie.

Na hojnych i czynionych z rozmachem inwestycjach chińskich zyskuje wiele państw. Wiele poważnych rządów zastanawia się, jak mogłoby uszczknąć z tego tortu. Na przeszkodzie temu stoi rozpadający się obecnie system globalizacji oraz idea świata jednobiegunowego.

Pod koniec ubiegłego roku na zaproszenie wydawnictwa Wektory oraz redakcji „Opcji na Prawo” przyjechał do Polski Song Hongbing, autor popularnej książki Wojna o pieniądz. Wizyta ta zbiegła się z wydaniem trzeciego tomu tej finansowej epopei: Czas walczących królestw. 29 listopada autor – znany analityk i krytyk procesów finansowych rządzących zachodnimi gospodarkami – na zaproszenie posła Jacka Wilka wystąpił w Sali Kolumnowej Sejmu. W wykładzie „Wojna walut a światowy kryzys. Przyczyny, następstwa, co dalej” autor Wojny o pieniądz odpowiedzialnością za obecne kryzysy gospodarcze oraz ich powszechność obarczył obowiązujący system finansowy i dyktat dolara.

Po kryzysie 2008 roku Rezerwa Federalna prowadziła politykę gorącego dolara – mówił chiński gość(…) w ramach tak zwanego Quantitative Easing (poluzowanie polityki pieniężnej – red.) i to wymusiło na innych państwach, by masowo zaczęły wykupować dolara, który nagle stał się o wiele droższy. Na wszystkich nowo powstałych, wschodzących rynkach, jak i na rynkach potężnych, takich właśnie jak rynek chiński, widzieliśmy niemal eksplozję systemu. Drukowano coraz więcej pieniędzy. Pojawiło się zniekształcenie na rynku, jak również nadprodukcja, która ewidentnie nie służyła tym gospodarkom. (…) Pojawiły się problemy z płynnością.

Ale prawdziwy krach miał, według autora, dopiero nadejść:

Kiedy nastąpiło to zasadnicze odwrócenie odpływu dolarowego? W 2014 roku, gdy FED przestał drukować dolary. Automatycznie rozpadła się cała (budowana od 2008 roku) piramida.

Rzućmy okiem na to, co wydarzyło się w lipcu 2014 roku. Jest to sytuacja krytyczna, wręcz przełomowa dla wszystkich krajów i rynków na świecie. Od lipca 2014 roku odnotowano spadek w globalnych rezerwach. Można powiedzieć, że ten przypływ dolara odwrócił się. Możemy zauważyć, jaki nastąpił spadek w rezerwach chińskich, właśnie w tym samym czasie w 2014 roku. Chińczycy posiadają obecnie 4 biliony amerykańskich dolarów. Widzimy też ogromny wzrost w indeksie dolarowym w lipcu 2014 roku. Widzimy ogromne załamanie cen ropy, również w lipcu 2014 roku, a także – znaczący spadek na rynku towarowym. Kolejny przykład: spadek wartości ogólnej globalnego handlu – w 2014 roku. Zaczęło się jednak wtedy znacznie obniżać zadłużenie zagranicznych rynków w wymiarze dolarowym. Następowała ogromna wyprzedaż kapitałowa w ramach konkurencji o amerykańskiego dolara, która niejako z automatu wzmocniła tę walutę. Ten wzmacniający się, poprzez opisane procesy, dolar nie ma nic wspólnego z witalnością amerykańskiej gospodarki jako takiej. Wynika to po prostu z konstrukcji globalnego systemu monetarnego. Teraz dojdzie do tego, że ten dolar będzie się wzmacniał, wzmacniał, ale w pewnym momencie – prędzej czy później – nastąpi jakiś poważny krach w wielu krajach.

Autor wskazał też na to, że zawirowanie gospodarcze świata zglobalizowanego na model amerykański, miało przeogromny wpływ na rozpad z mozołem budowanego modelu politycznego.

Spójrzmy z tej perspektywy. Nagle powstają na świecie różne ogniska zapalne, pojawiają się kryzysy. W tym kontekście ma to wymiar geopolityczny. Jak się okazuje, rok 2014 jest również przełomowy. Właśnie w tym roku widzieliśmy eskalację ukraińskiego kryzysu do rozmiarów wojny domowej, jak również powstanie Pastwa Islamskiego w Iraku i w Syrii. Pojawiły się pęknięcia na wszystkich globalnych rynkach, co doprowadziło do kryzysów politycznych. Globalizacja zaczęła pękać pod swoim własnym naporem. Brexit, wybór Donalda Trumpa i być może antyglobalistyczny wybór Francuzów w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Gdy ludzie mówią o globalizacji, umyka ich uwadze, że zasadza się ona przede wszystkim na wspólnym pojmowaniu i podporządkowywaniu się istniejącej na świecie danej konstrukcji finansowej. Jeśli pojawiają się pęknięcia w systemie monetarnym, momentalnie pojawią się pęknięcia w systemie politycznym.

W dalszej swojej krytyce obecnego modelu globalizacji Song przypomniał, że jeden procent mieszkańców globu, elity finansowe, bogacze, są tymi, którzy najbardziej zyskują na obecnym systemie monetarnym. (…) jeżeli jest duże rozwarstwienie społeczne, ogromna różnica w dochodach, dochodzi do kryzysów i mamy na to liczne przykłady w historii. (…) jeżeli niewielki procent ludzi w danym kraju posiada mniej więcej 50% całego bogactwa, to na pewno prowadzi to do jakichś konwulsji. Pierwsze takie pęknięcie nastąpiło już w 1927 roku w USA, aby zaledwie dwa lata później rozejść się na cały świat i to samo widzimy w 2008 roku, 10 % Amerykanów kontroluje 50% amerykańskiego bogactwa. Od 1942 do 1982 roku istniała pewna równowaga. (…) Oczywiście elity są predestynowane do tego, by kontrolować większą ilość bogactwa, bo posiadają większe talenty, większy kapitał itd., natomiast jeśli przekracza to poziom 50% – zdecydowanie mamy do czynienia z sytuacją niezdrową.

[...]

Czytany 367 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.