czwartek, 23 marzec 2017 23:36

Nadchodzi katastrofa

Napisał

Obecnie wydajemy się nie dostrzegać, że szykuje się nam światowy krach ekonomiczny.

Układ sił

Z jednej strony mamy do czynienia z niepokornym Viktorem Orbánem, prowadzącym na dwie strony bardzo dobrą rozgrywkę kartą węgierską, szantażującym Unię Europejską swoją otwartością na państwa BRIKS-u. Z drugiej strony widzimy wyraźną zmianę kursu przez Turcję. Nieudany pucz w tym kraju uświadomił prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoğanowi, że należy odejść od polityki proeuropejskiej i proamerykańskiej.

Cały układ na szachownicy krajów zachodnich również ulega wielkim zmianom. Kluczem jest tu oczywiście gra interesów. Nawiasem mówiąc, wielu polskich polityków i komentatorów musi się dopiero tego nauczyć, że polityka to gra interesów. Nie wierzmy w to, że np. Anglicy ot tak sobie zrobili nagle referendum i potem, niby przypadkiem, wybrali w tym referendum wyjście z Unii. Wszystko to było już wcześniej dobrze kalkulowane. Cameron musiał doskonale zdawać sobie sprawę, że istnieje konieczność podjęcia takiego kroku. Dlaczego? Ano dlatego, że Niemcy stały się za silne w europejskim układzie geopolitycznym. Europejska polityka Wielkiej Brytanii od zawsze polegała na odpowiednio markowanej kontroli Niemiec, czyli eliminowaniu konkurencji. Niemiecki marsz po samodzielność i wzrost potencjału stał tak za Brexitem, jak i na pewno częściowo za wyborem Trumpa.

Międzymorze atlantyckie

Według George’a Friedmana – dyrektora generalnego prywatnej agencji wywiadu Stratfor, która doradza czołowym amerykańskim dowódcom wojskowym – Polska musi prowadzić politykę tzw. międzymorza. Polega ona na tym, żebyśmy ciągle oddzielali Niemcy od Rosji, bo Amerykanie nie mogą dopuścić do tego, żeby Rosja podjęła szerszą współpracę z Niemcami. Jeśli to nastąpi, amerykańskie interesy mogą zejść na drugi plan, do czego ani USA, ani Wielka Brytania nie mogą dopuścić. Niestety, w tej strategii jesteśmy wystawieni jako mięso armatnie do wszelkich ewentualnych konfliktów, tymczasem polscy patrioci cieszą się, że realizują pomysł Piłsudskiego. Stwarza to sytuację jak z roku 1939, która dla wielu jest pretekstem do rojeń o jakimś bliżej nieokreślonym jeszcze bohaterstwie i martyrologii. Nie interesuje nas gospodarka i realna polityka mająca zaprowadzić kraj do potęgi i dobrobytu, chroniąca naszą narodową tkankę przed zagrożeniami.

Tworząc politykę proamerykańską – polegającą na stworzeniu razem z Ukrainą wyżej wspomnianego „międzymorza”, musimy liczyć się z tym, że tacy choćby Czesi czy Słowacy już niekoniecznie chcą się w to angażować. Rumunia, Bułgaria też ma inną wizję. Zostaniemy sami, z towarzyszami z Ukrainy.

Zresztą właśnie w wyniku tych właśnie amerykańskich politycznych dążeń upadły na Ukrainie polskie biznesy i interesy. Byliśmy trzecim eksporterem do tego państwa (obejmowało to chyba sto tysięcy firm). Do tej pory odzyskaliśmy zaledwie 25% tego rynku sprzed Majdanu. Upadło dużo drobnych polskich przedsiębiorstw. Przynosi to ogromne straty państwu polskiemu. Ale i Ukraina na tym ucierpiała. Eksport tego kraju do Rosji wynosił nawet ponad 19 mld. dolarów, po Majdanie spadł natychmiast do niecałych 5 mld dolarów, za to obecnie Ukraina eksportuje bodaj 300 mln do USA. Z jednej strony nasz wschodni sąsiad jest wielkim bankrutem, z drugiej – państwem, które wkrótce zarzuci nas – zwłaszcza jeśli będziemy cały czas prowadzić taką jak dotychczas nieudolną politykę – bardzo tanimi produktami rolnymi. Niestety przy tym mamy eskalacje wrogich nastrojów w związku z nieustępliwością Ukraińców w sferze polityki historycznej. Może być tak, że hodujemy swojego prawdziwego wroga. Już teraz pojawiają się zaskakujące żądania zwrotu Przemyśla, roszczenia wobec Bieszczad itd.

Sami sobie tworzymy problemy.

Plaga rozłamu

Tymczasem Europie grozi ogromny kryzys. Jeśli założymy że w Holandii wygra np. przywódca Partii na rzecz Wolności (PVV) Geert Wilders, stworzy to precedens. Holandia może jako pierwsza dać sygnał do odejścia od polityki proeuropejskiej. Druga będzie, być może, Francja i Marine Le Pen, a potem inne kraje. Układanka się posypie. Zniszczone zostanie euro, wskutek czego państwa europejskie, które kupiły obligacje w tej walucie, zostaną bankrutami. Nikt im nie będzie w stanie zwrócić ich wkładu.

Jeden z doradców Sorosa wysypał się właśnie, że coś może się wydarzyć w połowie marca, czyli po ewentualnej wygranej Wildersa. Nie wiemy jeszcze, czy tak się stanie, zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień o dziwnej aferze z ochroniarzami z jego kręgów i nie mniej dziwnym chwilowym zawieszeniu publicznej działalności przez tego polityka. W każdym razie zagrożenie takim efektem domina właśnie zaistniało i prędzej czy później musi się wydarzyć. Nasi politycy wyglądają jednak na niepoinformowanych i co gorsza – niezainteresowanych.

Jeśli w Europie dojdzie do opisanego przeze mnie scenariusza, obligacje europejskie zostaną wystrzelone w powietrze, będzie mnóstwo bankrutów, i to nie tylko wśród przedsiębiorców, ale bankrutów państwowych. Obecnie Niemcy odebrały całe swoje złoto ze Stanów Zjednoczonych, na co nikt u nas nie zwraca uwagi. Całą swoją dawną walutę też mają pochowaną gdzieś w sejfach. Jednego dnia będą w stanie wymienić euro z powrotem na markę, oprzeć ją o złoto, co w tych niepewnych czasach wywinduje ją jako bardzo poważną światową walutę. W tym momencie na sto procent dojdzie do zacieśnienia ich relacji z Rosją, a my znajdziemy w albo w bardzo niekorzystnych kleszczach geopolityczno-gospodarczych, albo, co gorsza, będziemy zmuszeni ponosić fizyczne ofiary, płacząc znów nad swoją kolejną niedolą, czyli rozbiorem.

Stan opłakany

Już teraz jest nad czym płakać, a nikt nie interesuje się tym, jak to naprawić. Jesteśmy, jak to już wiele razy zaznaczałem w swoich artykułach, państwem kolonialnym. W związku z prowadzonymi przedsięwzięciami zmuszony byłem zapoznać się z kolejną nową dyrektywą unijną dotyczącą maszyn. Dokument zawiera sto stron maszynopisu. Jego ostatni punkt poświęcono aspektom prawnym jej niedopełnienia. Znamienne, że zapis dyktujący Polsce sposób karania jest tak ogólny, że mieszczący w swojej treści dokładnie wszystko, co człowiek może sobie tylko pomyśleć, bo kara ma być: odstraszająca. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to łamanie kołem, ale ponieważ mówimy o państwie, które potrzebuje wpływów do budżetu – najprawdopodobniej tą odstraszającą konsekwencją prawną niewielkich nawet uchybień mogą być ogromne kary finansowe, do konfiskaty całego mienia włącznie – dlaczego nie? W ten sposób można będzie zamknąć każdą polską firmę. Jest to przykład tego, na co się zgadzamy już teraz, i co pokazuje całą niekompetencję polskich władz. Czy te władze poradzą sobie w chwili opisywanego wyżej krachu?

Okręt ma dziury, a nadchodzi sztorm

Co w sytuacji zbiorowego bankructwa stanie się z frankowiczami? Wszyscy oni chyba w jednym momencie pójdą się powiesić. Frank w takiej sytuacji skoczy do góry, jako jedna z nielicznych mocnych walut, oparta cząstkowo o złoto. Milion frankowiczów znajdzie się w sytuacji bez żadnych szans na przeżycie. Już obecnie polski rząd stoi po stronie korporacji. Nie interesują go również polscy przedsiębiorcy, na których obecnie padł blady strach. Zapowiada się kontrole, wzmacnia rolę państwa. Niszczy się kolejnych polskich przedsiębiorców, ściąga się z nich kolejne podatki, ogranicza ulgi itp., a z danych statystycznych wynika, że kwoty wielkości 5% budżetu, są transferowane na Zachód przez korporacje. Jesteśmy według światowych danych jednym z najbardziej wyzyskiwanych państw w Unii Europejskiej. Mimo zapowiedzi PiS jak dotąd nie zrobił nic, by uderzyć w korporacje. Dzieje się tak być może z powodu obserwowanej w tej partii indolencji, ale jest też bardzo prawdopodobne, że stoją za tym naciski amerykańskich tzw. sojuszników. Kulisów nie znamy. Koniec końców – takie działania nie zaistniały, więc pieniędzy szuka się w kieszeniach podatników. Wyjściem dla naszych przedsiębiorstw i ogólnie gospodarki byłoby natychmiastowe otwarcie się na Wschód. Oparcie na tym odbudowy polskich przedsiębiorstw i korporacji, polskiego przemysłu. Konieczna jest jasno zdefiniowana strategia gospodarcza. Zamiast tego służymy Amerykanom jako ratlerek do szczekania na wszystkich. Nawet lekkie kopnięcie takiego psa spowodować może to, że poleci on aż pod sufit.

Okręt tonie, załadować kolejne tony ciężarów!

Następna sprawa. Według danych 56% wyborców PiS-u jest przeciwko CETA, a partia ta zasadniczo w całości zagłosowała za podpisaniem tej umowy. Trzeba zdać sobie sprawę, że z chwilą zarysowujących się szans na podpisanie CETA Amerykanie wycofali się ze swoich propozycji umowy TPP. W tym momencie Amerykanom wystarczy zameldowanie swoich korporacji w Kanadzie, by stamtąd mogły transferować do Europy każdy towar, jaki się tylko wymarzy. Odwrotna relacja, eksportu z Europy do USA, pozostaje utrudniona.

Korwin nie zna się na gospodarce!

Tego zagrożenia oprócz polityków PiS nie widzi także Janusz Korwin-Mikke. Powiem tak: bardzo go szanuję, ale najzwyczajniej w świecie (co może niektórych zadziwić) nie zna się on na gospodarce! Dawny przywódca UPR zna się dobrze na teorii i idei, wiele dobrego robi, ale jeśli chodzi o praktykę, to jak większość polityków niewiele miał z tym do czynienia. Może dlatego tak łatwo przyswoił sobie poglądy XIX- i XX-wiecznych liberałów i idealistów, jak Adam Smith, Frédéric Bastiat, Ludwig von Mises, Friedrich Hayek czy Milton Friedman. Nijak nie przystają te teorie do rzeczywistości, a przynajmniej do tej w obecnym kształcie, gdzie funkcjonują potężne prywatne molochy, dyktujące światu warunki konkurencji, dążące do coraz większego monopolu.

Chiny to wyjście!

Jak to słusznie zauważył na spotkaniu w Polsce Song Hongbing, chiński ekonomista i autor wydanej przez „Wektory” Wojny o pieniądz, mamy obecnie dwa wyjścia. Pierwsze to podpisanie w takiej czy innej formie (TTIP, TPP, CETA) drapieżnej umowy z Zachodem, skutkiem czego będziemy rządzeni przez wielkie korporacje i wtedy nie mamy żadnych szans w ekonomicznym jednobiegunowym globie, którego system się domyka. Obserwujemy na każdym kroku, jak coraz bardziej maleje swoboda drobnych pracodawców i szanse wejścia na rynek w strefy gospodarczo zakazane, których zakres z roku na rok rośnie. Trudno sobie wyobrazić, jak w tym nowym – wcale nie państwowym – socjalizmie będą funkcjonowały nasze dzieci i wnuki. W alternatywie mamy, zwłaszcza jako Polska, możliwość podpisania umowy Nowego Jedwabnego Szlaku i na przykład rozwinąć polskie rolnictwo, gdy z drugiego końca torów mamy około 2 mld. konsumentów. Nie chodzi przecież tylko o Chiny, ale i inne kraje Dalekiego Wschodu, jak Indie, Pakistan. Jest to ogromna alternatywa dla maleńkich rynków Europy, która na okrągło nas blokuje, wykorzystuje, zabrania. Innym rynkiem, nieco bliższym jest oczywiście wielki rynek rosyjski.

Powiedział, co wiedział

Ostatnio niejaki prof. Stanisław Gomułka (kolejny teoretyk ekonomii) orzekł, że Polska nie ma żadnego interesu w handlu z Rosją. Ciekawe dlaczego, kiedy my nałożyliśmy na ten kraj razem z innymi krajami embargo, natychmiast u drzwi Kremla zameldowały się inne, nieco mądrzejsze kraje. Egipt, Brazylia, Argentyna. Może pan profesor pojechałby do Buenos Aires powiedzieć, że głupio robią. Oni weszli w nasze miejsce i skorzystali, a my w ramach chorobliwej, rodzimej idée fixe tracimy kolejne rynki. Rosjanie też w zasadzie za to nam podziękowali, zmusiło ich to do postawienia na rozwój własnego rolnictwa, a także swoich fabryk. Może stać się tak, wbrew kraczącym u nas komentatorom, że ten ogromny kraj stanie się samowystarczalny. My natomiast, po odmówieniu Jedwabnego Szlaku, do którego podpisania, znów w wyniku nacisków amerykańskich, nasz rząd się nie pali, zostaniemy z naszymi produktami bez rynków zbytu, co spowoduje dalszy demontaż naszego rolnictwa.

[...]

Czytany 494 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.