czwartek, 23 marzec 2017 23:41

Wierzę w ducha, który obudzi się u naszych europejskich sąsiadów

Napisane przez Tatiana Festerling

Rozmowa z Tatianą Festerling, twórczynią i animatorką ruchu PEGIDA i działaczką partii Alternative für Deutschland.

Czy mogłabyś powiedzieć polskim czytelnikom parę słów o sobie, jaki był początek twojej aktywności politycznej?
Mam 52 lata, jestem matką dwóch dorastających dzieci, wcześniej nie interesowałam się za bardzo polityką, ale interesowałam się sprawami społecznymi. Już wcześniej chciałam, żeby powstało coś takiego jak pozaparlamentarna opozycja inteligencji niemieckiej. W 2013 r., kiedy powstało AfD, pomyślałam, że to jest ten moment, kiedy muszę się przyłączyć. I można powiedzieć, że w ten sposób stałam się aktywna politycznie.

A teraz z tego, co słyszymy, działalność polityczna stała się twoim życiem, ostatnio nawet zawiodła cię ona na granicę bułgarską.
Tak, to prawda. W końcowym okresie mojego zaangażowania w działalność partyjną doszło do chuligańskich ekscesów, które opisywałam jako świadek – chodzi o tę słynną demonstrację ugrupowania Hodgesa (skrót od nazwy Chuligani Przeciwko Salafitom) w Kolonii z 2014 roku. Wtedy przystąpiłam do organizacji PEGIDA, zaczęłam rozmawiać z ludźmi, wystartowałam w wyborach na stanowisko burmistrza w Dreźnie. Po czterech tygodniach walki wyborczej otrzymałam prawie 10% głosów, czego nikomu wcześniej nie udało się osiągnąć. Zachęciło mnie to do zaangażowania politycznego i właśnie jako aktywistka polityczna znalazłam się na granicy bułgarskiej. To jest nasza europejska, południowoeuropejska granica i było to niezwykłe doświadczenie: zobaczyć z tamtego miejsca, jak wygląda jej szczelność, o której zapewniali nas politycy w Niemczech.

Co sądzisz o swoim kraju?
Dzisiejsze Niemcy są krajem głęboko chorym. Jako naród staliśmy się wyjątkowo neurotyczni. Straciliśmy poczucie tożsamości, nie mamy pewności siebie, nie mamy też poczucia własnej narodowej wartości. To wszystko sprawia, że łatwo nami manipulować. Jesteśmy przez to pozbawieni możliwości odpowiedzialnego i wolnego podejmowania decyzji.

Jakie są tego powody?
Po pierwsze to, to co się stało podczas II wojny światowej, jej konsekwencje i ciągłe związane z tym poczucie winy. Kolejna generacja ludzi, ludzi, którzy dorośli, stara się o tym w ogóle nie rozmawiać. Niemcy, owszem, podwinęli rękawy, zabrali się za odbudowę kraju, potem przyszedł konsumpcjonizm, ale nigdy nie pogodziliśmy się z naszą przeszłością. Zwykle traumy leczy się terapiami. U nas nie było takiej terapii. Ciągle mamy w Niemczech do czynienia z tym poczuciem winy i ten kompleks odbiera nam siły witalne. Przykładowo, w naszym głównym magazynie informacyjnym – „Der Spiegel” przez sześć dni w tygodniu pojawiały się nagłówki związane z Hitlerem, a więc ciągle jesteśmy zmuszani do konfrontowania się z tym, co zaszło. I to oczywiście ma swoje znaczenie, ale chodzi tu przede wszystkim o to, żebyśmy byli posłuszni i podporządkowani.

Skoro już poruszyłaś temat mediów, jak wygląda w Niemczech ta sfera? Czy Niemcy to kraj wolności słowa?
Sytuacja jest i staje się coraz bardziej dramatyczna. Za to, co mówimy, jesteśmy stygmatyzowani, zastraszani, nasze wypowiedzi są cenzurowane (mówię teraz o mojej działalności w organizacjach PEGIDA czy Fortress Europe) – na przykład w ostatnim czasie moje konto na Facebooku zostało dwukrotnie zamknięte. Oni doskonale wiedzą, że komunikujemy się głównie za pomocą Facebooka. Przez 60 dni nie mogłam niczego pisać na profilu facebookowym. Powstała prywatna fundacja Amadeu Antonio Stiftung, finansowana przez Bertelsmanna, która zajmuje się tzw. mową nienawiści. Jest to oczywista forma cenzury, a żeby było zabawniej – fundacja kierowana jest przez Anette Kahane, która była szpiclem NRD-owskiej bezpieki, czyli STASI. Nie można tego skwitować inaczej, jak zaostrzająca się cenzura.
Ostatnio mieliśmy w Niemczech spory skandal. Wielka agencja reklamowa Scholz & Friends, która realizowała bardzo ogromną ilość zleceń dla rządu, dla ministerstw, rozpoczęła kampanię „Kein Geld mehr fuer Rechts” (Nie – dla pieniędzy dla prawicy). To oznaki odradzania się systemu totalitarnego i jego struktur. Jest to właśnie ów wytykany innym faszyzm.

A jakie są dzisiaj tematy tabu, o czym w Berlinie czy Monachium nie wolno dzisiaj mówić?
Przede wszystkim o tak zwanym kryzysie uchodźczym czy kryzysie migracyjnym. W rzeczywistości w ogóle nie można mówić o islamie – jest to karane. Nie można mówić o współczesnych lewicowych hybrydach ideologicznych: o genderyzacji, wczesnej seksualizacji dzieci. Nie można mówić również o białych ludziach, bo od razu jest to odbierane jako ultrafaszystowskie czy rasistowskie.

Kiedyś rozmawiałem w Berlinie z Astrid Proll, byłą terrorystką z RAF-u. Powiedziała: my wrócimy i jeszcze będziemy rządzić. Wydawało mi się to niemożliwe.
Muszę przyznać szczerze, że mam takie obawy, ponieważ nasi politycy i nasze media robią wszystko, żeby podział w naszym społeczeństwie się pogłębiał. Nie ma dialogu pomiędzy poszczególnymi grupami interesów, wszystko to zmierza w kierunku radykalizacji. W tym momencie mówimy o skrajnej lewicy, ale jest również obawa, że to wszystko może zmierzać w stronę radykalnej skrajnej prawicy.

 Ale przecież pokolenie roku 68, które jest przyczyną terroru lewackiego, już sprawuje władzę, jako następna generacja.
Tak. Kultura marksistowska, która została u nas zasiana i de facto wprowadzona w 1968 r., również podzieliła społeczeństwo. Można powiedzieć, że te idee przekształcają nasze społeczeństwo w strukturę, w której funkcjonują klany, tak jak na przykład w krajach arabskich czy afrykańskich. U nich klanowość zależy od urodzenia, pochodzenia, natomiast u nas są to grupy interesów. Dialog między różnymi grupami interesów poprzez tę ślepą wiarę w ideologię, poza tą swoją własną grupą, nie jest możliwy. Dodatkowo prowadzą oni wczesną rekrutację do swojego klanu poprzez indoktrynację: w szkołach, na uczelniach wyższych – tam nie ma miejsca na wolne myślenie, dyskusje, wszystko jest poddane ideologizacji. Praktycznie zaczyna się to już w przedszkolu, kiedy to małe dzieci na tym etapie rozwoju zostają poddane seksualizacji, co ma je uzależnić od tej pozornie wolnościowej ideologii. Tego nigdy nie powinno być.

Zostawmy na chwilę Niemcy. W całej Europie również występują opisane przez ciebie zjawiska. Czy uratowanie Europy z postępującego kryzysu, zwłaszcza w kontekście zalewających nas fal tzw. imigracji jest możliwe?
Całkiem szczerze uważam, że to, co się dzieje, jest nie do zatrzymania. Europa Zachodnia: Francja, Belgia, Holandia, tak jak właśnie i Niemcy (zwłaszcza zachodnie) uważam za kraje przegrane. Kiedy zauważamy, że w dużych zachodnioniemieckich miastach udział w strukturze społeczeństwa dzieci poniżej szóstego roku życia wynosi ponad 70%, to wiemy, że te dane nie odnoszą się do rdzennych Niemców.
Jedyną nadzieją dla Europy są państwa takie jak Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, które mają szczelne granice, ale istnieje dzisiaj również potrzeba budowania muru na zachodnich granicach tych państw i tylko w ten sposób tereny wschodnich Niemiec mają szanse na to, żeby zostać ochronione przed Zachodem, zislamizowanym Zachodem.

Czytany 346 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.