czwartek, 23 marzec 2017 23:51

Powrót Ameryki na Kubę

Napisane przez Adam Gwiazda

Stosunki polityczno-gospodarcze Stanów Zjednoczonych z Kubą były przez minione pięćdziesiąt lat praktycznie „zamrożone”. Od czasu wprowadzenia w 1962 roku przez prezydenta Johna F. Kennedyego embarga na handel z Kubą kraj ten zdany był tylko na współpracę gospodarczą i polityczną z państwami socjalistycznymi. Jednak po upadku Związku Radzieckiego Kuba utraciła na początku lat 1990. swojego największego sponsora i partnera handlowego. Same dochody uzyskiwane z turystyki okazały się niewystarczające na utrzymanie systemu socjalistycznego i na pokrycie bieżących wydatków budżetowych. Władze Kuby starały się więc zachęcić zagranicznych inwestorów do lokowania w ich kraju kapitałów nie tylko w rozwój sektora turystycznego. Starania te nie przyniosły jednak spodziewanych efektów. Przyczyną tego stanu rzeczy było nie tylko utrzymywanie na Kubie skostniałego systemu socjalistycznego, lecz także uchwalonej w 1996 roku, za czasów prezydentury Billa Clintona, ustawy Helms-Burtona zakazującej wszystkim firmom zachodnim, nie tylko amerykańskim, handlu i innych form współpracy gospodarczej z Kubą. Wprawdzie Unia Europejska od razu oprotestowała tę ustawę, ale tylko nieliczne firmy europejskie zainwestowały swoje kapitały na Kubie. W sumie do tego kraju napłynęło w latach 1990. i pierwszych kilkunastu latach XXI wieku niewiele bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Poprawę tej trudnej sytuacji gospodarczej można by uzyskać poprzez gruntowną zmianę istniejącego na Kubie systemu socjalistycznego i normalizację stosunków polityczno-gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi. Ten ostatni proces zapoczątkował prezydent Barack Obama, który na początku swojej kadencji w 2009 roku wyraził nadzieję, że w najbliższej przyszłości dojdzie do „nowego otwarcia” w stosunkach politycznych i gospodarczych z Kubą. Szybko jednak do przełomu w tych relacjach nie doszło, mimo że w 2006 roku Fidel Castro z powodów zdrowotnych przekazał władzę swojemu bratu Raulowi Castro., który usiłował od 2008 roku nieco zliberalizować coraz gorzej funkcjonujący na Kubie system socjalistyczny i otworzyć swój kraj na świat zewnętrzny. Jest on jednak zwolennikiem bardzo powolnego reformowania systemu socjalistycznego i jeszcze wolniejszego normalizowania stosunków gospodarczo-politycznych ze Stanami Zjednoczonymi. Zmianom tego systemu stale przeciwstawiają się zarówno kubańscy komuniści, jak i ich przeciwnicy zamieszkali w USA. Motywacje tych pierwszych są zrozumiałe. Nie chcą oni bowiem utracić władzy zdobytej w 1959 roku po obaleniu dyktatury Fulgencia Batisty. Natomiast ci drudzy nie chcą, aby w najbliższym czasie doszło do stopniowego przejęcia władzy na Kubie przez miejscową, nieliczną i słabo zorganizowaną opozycję razem z obecną nomenklaturą, tak jak to było w kilku, europejskich krajach postsocjalistycznych. Ich celem jest całkowite odsunięcie komunistów od władzy.

Jest bardzo prawdopodobne, że śmierć 90-letniego Fidela Castro 2 grudnia 2016 r. przyspieszy proces przejmowania władzy przez jedną z tych grup. Jednym z przedstawicieli kilkuset tysięcy emigrantów kubańskich żyjących w USA jest Lincoln Diaz-Balart, były republikański kongresman z Miami, który w 2011 roku odszedł na emeryturę, ustępując pola młodszemu bratu. Diaz-Balart pomógł w przygotowaniu ustawy Helmsa-Burtona uchwalonej w 1996 roku, która zaostrzyła embargo na handel z Kubą nałożone przez administrację prezydenta Johna F. Kennedy’ego w 1962 roku.. Jego zdaniem, błędem byłoby zrezygnowanie z wywierania nacisku na Raula Castro właśnie teraz, kiedy ich „dobroczyńcy” z Wenezueli walczą bezskutecznie od kilku lat z kryzysem gospodarczym.

Identyczną opinię wyraża Mauricio Claver-Carone, który jest doradcą prezydenta Donalda Trumpa ds. Kuby. Faktem jednak jest, że administracja prezydenta Baracka Obamy nie wykorzystała trudnego położenia Kuby w 2014 roku, kiedy Wenezuela przestała dostarczać za bezcen na tę wyspę ropę naftową.

W utrzymywanych w tajemnicy negocjacjach z przedstawicielami rządu Kuby, które toczyły się 18 miesięcy od 2013 do grudnia 2014 roku w Kanadzie przedstawiciele Waszyngtonu nie uzyskali od prezydenta Raula Castro praktycznie żadnych ustępstw. Wskazują na to liczni eksperci, a przede wszystkim kubańscy emigranci polityczni najstarszego pokolenia mieszkający w USA, którzy proklamowane 17 grudnia 2014 roku przez prezydenta Barcka Obamę porozumienie w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych odbierają jako zdradę. Wskazują też na fakt, że zaraz po zwycięstwie rewolucji w 1959 roku z Kuby wyjechało do USA ponad 150 tys. wywłaszczonych posiadaczy firm, fabryk, farm, domów, mieszkań, którzy mogli ze swojego majątku zabrać tylko 5 dolarów i jedno ubranie.

Wartość przejętego przez komunistów majątku byłych obywateli Kuby szacuje się według obecnych cen na ok. 3 mld dolarów. Jeszcze większą wartość miało przejęte przez komunistyczne władze Kuby mienie amerykańskich korporacji, takich jak m.in. Coca-Coli, Exxona, Texaco, Woolwortha, Hiltona i First National Bank of Boston. Wartość znacjonalizowanych cukrowni, kopalń niklu, rafinerii, elektrowni, sieci telefonicznych, hoteli, domów towarowych w 1960 roku oceniano na 1,8 mld dolarów. Dziś byłyby warte ok. 7 mld dolarów. Taką wycenę przyjęła powołana w 1967 roku federalna komisja do spraw roszczeń zagranicznych przy Departamencie Sprawiedliwości (FCSC). Wnioski o zwrot zagrabionego mienia złożyło w niej ponad 6 tys. osób i firm.

 

[...]

Czytany 120 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.