czwartek, 23 marzec 2017 23:59

Na przekór wszystkiemu

Napisane przez Izrael Szamir

– To koniec Trumpa – krzyczą hejterzy jak i niesforni fani. – Został pokonany, złamany, nigdy ponownie nie wstanie. Wkrótce spotka go impeachment. Na czworakach wróci do swojego złotego legowiska, zostawiając Biały Dom lepszym od siebie, albo jeszcze lepiej, ucieknie do swojego kumpla Władimira Putina.

Nie, moi przyjaciele i czytelnicy, Trump walczy, a nie ucieka, ale wszystko wymaga czasu. Zmiana paradygmatu nie przychodzi łatwo, a Trump miał pod górkę od samego początku. Mimo to dotarł tam, gdzie jest, i będzie parł do przodu. Uparty z niego facet, wytrwały. Skorumpowani sędziowie zakładają mu kajdany na ręce; CIA i NSA ujawniają jego ruchy „New York Times’owi”, CNN, NBC. Lecz on podnosi się, gotowy poprowadzić walkę z wrogami jego i narodu amerykańskiego.

Istnieją sprinterzy, którzy chcieliby widzieć natychmiastowe zwycięstwo, a rozpaczają przy pierwszym niepowodzeniu. Upojony swą władzą sędzia otwiera wrota Ameryki dla wojsk ISIS, anulując bardzo umiarkowany i rozsądny dekret, a sprinterzy załamują ręce. Straszne, ale co miał Trump zrobić? Miał nie robić nic, przewidując porażkę? Musiał spróbować, aby ludzie widzieli i mogli osądzić sędziów. Ustawić sędziów pod mur (na meksykańskiej granicy) o świcie? Nie może tego jeszcze zrobić, choć miałoby to sens.

Flynn musiał odejść, a oni wołają, że wszystko jest stracone. Byłoby faktycznie źle, gdyby Trump pokornie przyjął to do wiadomości, ale tego nie zrobił. Podczas konferencji prasowej z premierem Netanjahu Trump powiedział: Michael Flynn, generał Flynn jest wspaniałym człowiekiem. Myślę, że został potraktowany bardzo, ale to bardzo niesprawiedliwie przez media, fałszywe media, jak ja je nazywam. To bardzo, bardzo niesprawiedliwe, co stało się z generałem Flynnem, sposób, w jaki został potraktowany, i te dokumenty i papiery, które nielegalnie – podkreślam to – nielegalnie wyciekły. Bardzo, bardzo niesprawiedliwe.

To są słowa człowieka, który przegrał bitwę lub potyczkę, ale wciąż walczy na wojnie. Może byłoby lepiej, gdy zatrzymał Flynna, ale polityka jest sztuką osiągania tego, co możliwe. Słowa wsparcia Trumpa dla zwolnionego generała i tak już odbiegały od normy.

Gdy Trump spotkał się z Netanjahu, ludzie słabego serca narzekali na kapitulację amerykańskiego prezydenta przed nikczemnym lobby. Odwrotnie. To ADL [Anti-Defamation League], napastliwa żydowska ekipa, zaatakowała go za odmowę wypowiedzenia ich ulubionego słowa „antysemityzm”. „Haaretz” zadeklarował: Tak, Trump jest antysemitą, „New York Times” opisał, dlaczego Trump nie potępił słowa na A, tak jak tego oczekiwano. Rabini nazwali jego słowa „przerażającymi” i „antysyjonistycznymi”, gdyż Trump odmówił recytowania pochwał „rozwiązania w postaci dwóch państw”. Nawiasem mówiąc, Palestyńczycy popierają rozwiązanie jednopaństwowe, o którym wspomniał Trump, i nie wierzą w mityczne dwa państwa, czyli bliskowschodni odpowiednik kwadratury koła. Trump zgrabnie wykorzystał swoją doborową broń, mianowicie poparcie Bibi Netanjahu. Z tą bronią w ręku Trump był w stanie odeprzeć ataki swoich wrogów.

Lepiej byłoby zapomnieć całkowicie o Żydach, ale nie można tego zrobić, póki sprawują kontrolę nad fałszywymi mediami i sercami zwykłych Amerykanów.

Po tym wyjaśnieniu przyznajmy, że pierwszy miesiąc Trumpa był żmudną drogą pod górkę. Mieliśmy nadzieję, że pokonane siły będą rozsądne i umożliwią nowemu prezydentowi działanie, ale prowadziły dalej swoją walkę. Zadanie stojące przed prezydentem jest ogromne: chce pogrzebać globalizujący kapitalizm, zanim on pogrzebie europejskich amerykańskich robotników. Bez Trumpa, Ameryka i Europa byłyby zalane milionami bezdomnych z powodu wojen R2P[i]. Bez Trumpa, robotnicy amerykańscy i europejscy pracowaliby w lokalach hamburgerowych, podczas gdy finansjera żerowałaby na ich krwi i pocie. Taki zwrot o 180 stopni nie mógł się odbyć bez sprzeciwu.

Spójrzmy na ludzi, którzy w przeszłości osiągnęli radykalne zmiany o podobnych rozmiarach. Nie będę wymieniał nazwisk, abyście się nie przestraszyli. Żaden z nich nie miał specjalnie miłej osobowości, ale mieli charyzmę, żelazną wolę, dobrą pamięć, wizję i wytrwałość. Byli mistrzami taktyki, tj. wiedzieli, kiedy się cofnąć, a kiedy nacierać. Może Trump ma te cechy. Ale poza tym, zwykle mieli za sobą lojalną i wspierającą ich partię albo przynajmniej tajne służby lub wojsko do dyspozycji. Trump tego nie ma.

Te dodatkowe narzędzia są niezbędne do przezwyciężenia niedemokratycznych i niepochodzących z wyborów elementów władzy. W Stanach Zjednoczonych, sądownictwo i media, dwie władze spośród czterech, są głęboko niedemokratyczne lub nawet antydemokratyczne. Media są własnością szczególnej grupy ludzi, zwykle bogatych Żydów, i promują ich agendę. Sędziowie są instynktownie antydemokratyczni. Gardzą demokracją i opinią publiczną.

W sądownictwie jest również sporo Żydów. Trzech spośród dziewięciu sędziów Sądu Najwyższego jest Żydami. Prezydent Obama próbował zainstalować dodatkowego żydowskiego sędziego, a prożydowskie elementy będą walczyć, aby nie-Żyd nie „ukradł” jego miejsca. Jest tylu żydowskich prawników i żydowskich profesorów prawa, że nakłada to swoiste imprimatur na cały zawód. Żadne radykalne zmiany nie mogą być rozpatrywane i realizowane, dopóki te uprawnienia nie zostaną ograniczone.

Trump nie ma po swojej stronie lojalnej partii, brakuje mu wiarygodnych i lojalnych tajnych służb. Amerykański wywiad jest przeciwko niemu, szpieguje go i dostarcza informacje jego wrogom. Partia Republikańska jest podejrzliwa wobec Trumpa. Zbyt wielu republikanów, począwszy od tego starego zdrajcy, Johna McCaina, ostrzy na niego swoje noże. Republikańscy senatorowie i członkowie Izby mają ogromny dług wobec swoich (w duże mierze) żydowskich donatorów. Potrzebują wsparcia mediów, aby zostać ponownie wybranymi.

Trump powinien przejąć kontrolę nad swą partią, umieszczając w aparacie partyjnym, w Senacie i Izbie osoby lojalne i usuwając przeciwników. Radziłbym mu złamać, upokorzyć i zdetronizować prominentnego i wrogiego republikańskiego senatora, nawet jeśli jego miejsce miałby zająć demokrata. Nie jest to niemożliwe. To zaszczepiłoby nieco strachu w sercach w sercach ludzi potulnych.

Przejęcie kontroli nad służbami jest stosunkowo proste. Należy zacząć od polowania na zdrajców, którzy spowodowali wyciek treści tajnych rozmów telefonicznych do mediów. To jest zdrada stanu. Wiele osób o wątpliwej lojalności może zostać odwołanych, jeśli podejrzenia się potwierdzą. Bilet w jedną stronę do Guantanamo może załatwić sprawę potencjalnych zdrajców. Powinni być potraktowani tak ostro, jak biedny Bradley Manning. A tak w ogóle tajne służby są przerośnięte. Stany Zjednoczone nie są w stanie utrzymać miliona szpiegów. Osiemdziesiąt procent należy zwolnić. Powinni wejść na rynek pracy i stać się użytecznymi. Reszta pozostanie lojalna.

Tak więc zadanie prezydenta Trumpa jest olbrzymie, ale nie nierealne: zmniejszyć służby do wielkości powiedzmy brytyjskich lub francuskich. Pamiętajmy, że po pierwszej wojnie światowej, Stany Zjednoczone nie miały żadnych tajnych służb i jakoś prosperowały. Należy sterroryzować medialnych lordów i pewnego republikańskiego senatora. Ujawnić korupcję sędziów okręgowych. Otworzyć Puszkę Pandory w fundacji Clintonów. Osądzić kilku neokonserwatystów za okłamywanie Kongresu. Naprawić relacje z Bernie Sandersem. Wezwać zwolenników, aby zapisali się do Partii Republikańskiej i zdobywali dominację w prawyborach.

 

[...]

 


[i]               R2P, czyli Responsibility to Protect. Jest to nazwa politycznego zobowiązania przyjętego przez państwa ONZ w 2005 roku w celu zabiopiegania ludobójstwu, zbrodniom wojennym, czystkom etnicznym i zbrodniom przeciwko ludzkości. Służy jako częste uzasadnienie dla liberalnych interwencji militarnych, takich jak atak na Libię w 2011 roku.

Czytany 139 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.