piątek, 24 marzec 2017 00:03

Trump jako syjonista

Napisane przez Kevin McDonald

Biorąc pod uwagę historię chłodnych stosunków z premierem Benjaminem Netanjahu, pożegnalny strzał w Izrael nie dziwi. Po latach obrony Izraela w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Stany Zjednoczone wstrzymały się od głosowania nad uchwałą, która, między innymi, potwierdza, że ustanowienie przez Izrael osiedli na terytoriach palestyńskich okupowanych od 1967 roku, w tym Wschodniej Jerozolimy, nie ma mocy prawnej i stanowi rażące naruszenie prawa międzynarodowego według prawa międzynarodowego i jest główną przeszkodą w osiągnięciu rozwiązania dwupaństwowego oraz sprawiedliwego, trwałego i wszechstronnego pokoju.

Rezolucja była rozumiana przez Stany Zjednoczone jako mająca na celu ocalenie resztek nadziei na rozwiązanie dwupaństwowe w sytuacji, w której, jak zauważyła ambasador USA w ONZ Samantha Power w swoim wystąpieniu po głosowaniu, 590 tys. Izraelczyków zamieszkuje Zachodni Brzeg Jordanu. Zauważyła również, że twierdzenie Netanjahu o tym, iż nadal chce realizować rozwiązanie dwupaństwowe, zaprzecza jego formalnej polityce bycia najbardziej proosiedleńczym rządem w historii Izraela.

Jako twardy lewicowiec, Obama, podobnie jak inni wojownicy o sprawiedliwość społeczną, nie mógł z czystym sumieniem w żadnej mierze wspierać izraelskich czystek etnicznych, apartheidu i ucisku Palestyńczyków. To samo stało się z innymi partiami lewicowymi, zwłaszcza z Partią Pracy w Wielkiej Brytanii. Taka postawa Obamy jest sprzeczna z preferencjami głównie żydowskiej klasy donatorów Partii Demokratycznej, jak również licznych polityków tej partii, którzy potępili rezolucję, prawdopodobnie zakładając, że muszą mieć do czynienia z AIPAC [American Israel Public Affairs Committee], jeśli chcą być ponownie wybierani. Mało prawdopodobne jest jednak, że decyzja Obamy zostanie potępiona przez znaczący odsetek wyborców Partii Demokratycznej. Tylko nieznaczna większość demokratów sprzyja Izraelowi (53%), w porównaniu z 23% popierających Palestyńczyków. Fakt, że Obama zrobił to dopiero miesiąc przed opuszczeniem Białego Domu jest potężnym świadectwem mocy lobby izraelskiego i proizraelskich nastrojów w amerykańskiej polityce. Byłoby samobójstwem, gdyby zrobił to przed wyborami prezydenckimi w 2012 roku.

Położenie Donald Trumpa jest zupełnie inne. Po głosowaniu w ONZ, Trump napisał na Twitterze: Odnośnie do ONZ, sprawy będą inaczej się miały po 20 stycznia.

Czy to stanowisko powinno niepokoić tych z nas na alt-prawicy [prawicy alternatywnej], którzy widzą Trumpa jako prezydenta, który sformułowałby politykę zagraniczną w duchu America First!, odwróciłby natarcie imigrantów i prowadził nacjonalistyczną politykę handlową? Uważam, że nie, z następujących powodów.

Podczas kampanii Trump zrobił kilka rzeczy, które w ogóle nie przypadły do gustu lobby izraelskiemu, w tym jego oświadczenie wobec Republikańskiej Koalicji Żydowskiej, że nie był zależny od ich darowizn, oraz jego oświadczenie, że będzie neutralny w sporze między Izraelczykami i Palestyńczykami. Jednak Trump pogodził się z tym środowiskiem w swoim dobrze ocenianym przemówieniu na zgromadzeniu AIPAC-u, choć nigdy nie był w stanie zaspokoić neokonserwatystów spod znaku #NeverTrump, którzy nadal piętnowali go za pośrednictwem konserwatywnych mediów głównego nurtu.

Niemniej jednak od czasu wygrania wyborów Trump zasygnalizował silne poparcie dla Izraela, mianując Davida Friedmana, bezkompromisowego zwolennika budowania osiedli i przeciwnika rozwiązania dwupaństwowego, jako ambasadora w Izraelu. Trump obiecał również przenieść ambasadę amerykańską do Jerozolimy – gest od dawna pożądany przez izraelskich twardogłowych. Wcześniej zasygnalizował, że izraelskie osiedla nie są przeszkodą dla pokoju.

Trump nie jest w tym samym położeniu co Obama. Jako prezydent, musi rządzić we współpracy z Partią Republikańską głównego nurtu i jej reprezentantami w Kongresie. W tym samym sondażu, przytoczonym powyżej, republikanie popierali Izrael stosunkiem 79% : 7%, co oznacza, że wystąpienie przeciwko Izraelowi zraziłoby znaczną większość elektoratu republikańskiego na samym początku prezydentury. Proizraelska polityka zagraniczna jest stałym elementem programu Partii Republikańskiej. Po głosowaniu, rezolucja była potępiana przez chór republikańskich polityków i byłych polityków, w tym spikera Izby Paula Ryana, przez senatorów Toma Cottona i Lindsaya Grahama, Newta Gingricha i Mike’a Huckabee, bez głosów przeciwnych.

 

[...]

Czytany 42 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.