piątek, 24 marzec 2017 00:06

Biały Dom kontra Watykan

Napisane przez

To co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się nieprawdopodobne, zaczęło stawać się faktem, wprawiając w panikę liberalne elity. Amerykanie wybrali Donalda Trumpa na kolejnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego wygrana została odczytana jako kolejne, po Brexicie, zwycięstwo nad światem wielkich banków, korporacji, agencji ratingowych i liberalnych mediów. Dodało to wiatru w żagle tym siłom politycznym w Europie, które podnoszą te same hasła i postulaty, co kandydat Grand Old Party.

Co więcej, zaraz po zaprzysiężeniu, które tradycyjnie odbyło się przed Kapitolem, Trump energicznie przystąpił do realizacji swojego programu wyborczego, w tym jego sztandarowych punktów związanych z walką z nielegalną imigracją – budową muru na granicy z Meksykiem, deportacji imigrantów czy zakazu zjazdu dla obywateli niektórych państw muzułmańskich.

Stosunek Trumpa do nielegalnej imigracji i związanego z nią islamskiego terroryzmu niewątpliwe łączy go z takimi politykami, jak Nigel Farage, Marine Le Pen czy nawet Władimir Putin. Łączy go z nimi także zupełnie inna wizja ładu międzynarodowego – świata wielobiegunowego, w którym państwa i narody same urządzają własne sprawy, zgodnie z własnym interesem, tradycją, religią i w obrębie własnych granic. Świata, jak powiedziała niedawno Marine Le Pen, państw narodowych, które chciała zniszczyć globalizacja.

Jednak wizja Trumpa równie silnie różni go nie tylko od wizji międzynarodowych globalistów, waszyngtońskich i brukselskich elit czy polityków takich jak Angela Merkel. Przede wszystkim różni go od wizji świata obecnego biskupa Rzymu.

Jeszcze zanim Trump stał się oficjalnie kandydatem Partii Republikańskiej, papież Franciszek jednoznacznie odniósł się do jego antyimigracyjnych haseł. Osoba, która myśli tylko o budowaniu murów, wszędzie, gdzie tylko można, a nie buduje mostów, nie jest chrześcijaninem – powiedział Franciszek reporterom na pokładzie swojego samolotu w czasie powrotu z Meksyku do Rzymu w lutym 2016 roku. Donald Trump szybko zareagował stwierdzając, że jeśli kiedyś Watykan zostanie zaatakowany przez ISIS, a jak wszyscy wiedzą Watykan jest ostatecznym celem ISIS, jestem pewien, że papież będzie sobie życzył i modlił się, aby Donald Trump był prezydentem, za którego by do tego nie doszło. Określił także wypowiedzi papieża mianem haniebnych. Kandydatka Demokratów, Hillary Clinton, otwarcie opowiadająca się za dopuszczalnością aborcji do dziewiątego miesiąca ciąży podobnej „anatemy” i wykluczenia z grona chrześcijan od papieża Franciszka się nie doczekała.

Tuż po zwycięstwie Trumpa papież udzielił wywiadu lewicowej „La Repubblice”. Zastrzegając, że nie wydaje sądów na temat osób i polityków, wyraźnie nawiązał do programu nowo wybranego prezydenta. Stwierdził bowiem: – Musimy obalić mury, które dzielą, próbować powiększać dobrobyt i szerzyć go, ale aby osiągnąć ten rezultat, musimy obalić mury i budować mosty, które pozwolą zmniejszyć nierówności oraz sprawią, że wzrastać będą wolność i prawa.

Na najdalej idące oceny papież pozwolił sobie jednak w niedawnym wywiadzie dla hiszpańskiego „El Pais”, sugerując, że Trumpa do urzędu prezydenckiego wyniosły podobne emocje, które do urzędu kanclerskiego wyniosły Adolfa Hitlera. Z drugiej strony rozporządzenie Trumpa, którym cofnął on federalne dotacje dla podmiotów zajmujących się promowaniem aborcji, komentarza ze strony biskupa Rzymu się nie doczekało, a przynajmniej mnie nic o takich nie wiadomo.

Pod koniec stycznia, jakby w odpowiedzi na, moim zdaniem, skandaliczne wypowiedzi papieża, grupa katolickich publicystów ze Stanów Zjednoczonych (m.in. Christofer Ferrara czy redaktor naczelny magazynu „The Remnant” Michael J. Matt ) napisała list otwarty do prezydenta Trumpa, w którym prosi go o wyjaśnienie, czy amerykańskie służby na polecenie Baracka Obamy i ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton nie doprowadziły do abdykacji papieża Benedykta XVI oraz czy nie miały wpływu na konklawe AD 2013. Z materiałów ujawnionych przez WikiLeaks wynikało bowiem, że mniej więcej na rok przed abdykacją papieża Benedykta Clinton prowadziła mailową dyskusję, w której rozważała plan przeprowadzenia „katolickiej wiosny” podobnej do „arabskiej wiosny”, za którą stały przecież amerykańskie i zachodnioeuropejskie służby. Autorzy listu stwierdzają w nim także, że papież jest tak naładowany ideologicznie, że jego zadaniem wydaje się być raczej agendą radykalnej lewicy niż przewodzenie Kościołowi, a także przytaczają ocenę wypowiedzianą na łamach „The Wall Street Jurnal”, która po zwycięstwie Trumpa nazwała papieża Bergoglio nowym przywódcą światowej lewicy. List nie umknął uwagi także polskich mediów i był komentowany między innymi przez „Rzeczpospolitą”.

 

[...]

Czytany 196 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.