poniedziałek, 10 lipiec 2017 19:49

Polska, Europa i Cywilizacja Zachodnia - Ted Malloch

Napisał

Dzień dobry. Chciałbym przywitać wszystkich państwa zgromadzonych tutaj na terenie organu ustawodawczego, w Sejmie, który był już świadkiem gorszych dni. Pamiętam takie dni, gdy Jan Paweł I został zabity i utorowano drogę dla Jana Pawła II, pierwszego niewłoskiego reprezentanta Chrystusa na Ziemi od wieków. Pamiętam te dni, gdy Ronald Reagan ignorował zastrzeżenia swoich współpracowników i zażądał, aby pan Gorbaczow „zburzył ten mur”.

To były ciemne dni dla Polski, gdy Sejm był pełen komunistycznych sykofantów, cynicznie wykonujących agendę ucisku własnego narodu dla własnej korzyści. Dzisiaj jest „poranek w Polsce”, gdzie podczas ostatnich wyborów ani jeden socjalista nie został wybrany do tego zgromadzenia ustawodawczego. Pozwolę sobie pogratulować Polsce, że jest najroztropniejszym krajem w Europie, jeśli nie na całym świecie.

Polska obecnie znajduje się na rozdrożu, wokół niej zmieniający się świat ze skłonnością do relatywistycznej moralności, która wkracza do tego, jak i do innych krajów. A jednak ten kraj zawsze znał różnicę między dobrem a złem, między prawdą a fałszem, między postawami moralnymi a negocjacyjnymi wahaniami. Wyprzedzając czasy, Polacy odrzucili nazizm i komunizm. Wyprzedzając czasy, Polacy zdołali przywrócić siłę rynku w swoim kraju. Wyprzedzając czasy, Polska uznała, że XXI. wiek będzie zdominowany przez państwa narodowe, a nie przez chwalone tak często regionalne integracje i globalizację. Polska rozumie czym jest suwerenność.

Istnieje tendencja na tym kontynencie do pisania historii na nowo, do której chciałbym się odnieść. To, co przekształciło się w Unię Europejską, zaczyna domagać się uznania za utrzymanie powojennego pokoju. Pokoju, którego podstawą było NATO, amerykańskie bazy rozsiane po Niemczech i broń jądrowa, którą umieściliśmy w Turcji i w Holandii. Pax Americana nie jest wynikiem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Te instytucje były częścią infrastruktury pokojowej, lecz nie jej gwarantem i przyczyną. To amerykański wysiłek i nasz udział we krwi i potędze zapewił Europie wolność.

Oczywiście Polska, będąca ofiarą pod rządami komunistycznymi, wkrótce po nazizmie, może słusznie spytać o jakim pokoju mówimy? Dekady ucisku dały początek bohaterom antykomunistycznego ruchu Solidarność i św. Jana Pawła II Wielkiego, który dziś uśmiecha się z Nieba do nas tu zgromadzonych. Ci, którzy wierzyli, że ich naród może mieć lepsze życie i mieli odwagę, odmienili historię. Czy Unia Europejska też chciałaby przypisać sobie ich odwagę?

Tyle w temacie przeszłości. Jesteśmy tutaj po to, aby mówić o przyszłości. Polska rozkwitła, wyzwoliła swój naród i swoją gospodarkę. W ramach kapitalistycznego, wolnorynkowego systemu, który wygrał zimną wojnę, Polacy są dziś bardziej zamożni niż kiedykolwiek wcześniej. Polska stała się integralnym partnerem w dziedzinie bezpieczeństwa i drogim przyjacielem Stanów Zjednoczonych, będąc jednym z nielicznych krajów, który wydaje odpowiednie środki na swoje bezpieczeństwo i któremu zależy na tożsamości i kulturze własnego narodu.

Polska jest naprawdę niezawodna w niestabilnym regionie. Polska stała się wschodzącycm liderem w Unii Europejskiej, otoczona sojusznikami z Grupy Wyszehradzkiej i Międzymorza. Słyszałem nawet, że pewnego dnia Polacy chcą polecieć znów w kosmos.

Ameryka z uznaniem patrzy na to wszystko, ale przede wszystkim jesteśmy dumni z tego, że Polska podjęła wyzwanie związane z przywództwem, a ta duma jest podzielana przez miliony Amerykanów polskiego. Ci dumni i dobrzy ludzie liczący około dziesięć milionów są wyróżniającymi się Amerykanami i bastionem naszej republiki. Dorastając w Filadelfii, kolebce wolności i dosłownie „mieście braterskiej miłości”, mogę potwierdzić, że polski wkład w rozwój Ameryki jest monumentalny i jesteśmy wdzięczni za to. Widzicie, mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa to Franciszek Ołdyński, którego rodzinę i jego samego dobrze pamiętam. Nie muszę przypominać, że Kazimierz Pułaski, po udziale w przegranej wojnie domowej, uciekł przed wyrokiem śmierci do Ameryki. Tam służył jako generał brygady w Armii Kontynentalnej i dowodził kawalerią. Uratował armię Jerzego Waszyngtona w bitwie pod Brandywine i zginął dowodząc szarżą kawalerii podczas oblężenia Savannah, mając 31 lat. Pułaski później stał się znany jako „ojciec amerykańskiej kawalerii”.

Podobnie jak wówczas, obecnie Polska i Stany Zjednoczone stają przed wieloma wyzwaniami, ale jesteśmy pewni, że Polska będzie nadal wyprzedzała swoje czasy, wiedząc którą drogę obrać, a której unikać. Na dobre i na złe, inne narody europejskie pozostają pogrążone w historycznych sporach z przeszłości, niektóre z nich są tak stare, jak i same narody. Wielkim pytaniem obecnej doby w Europie jest to, czy stworzyć podmiot federalny, podporządkowujący państwa narodowego większemu związkowi. Na papierze istnieje wiele powodów przemawiających za tą ideą. Niestety, niektóre lepiej pozostawić tylko na papierze.

Do tej organizacji należą jedne z największych narodów świata. Tożsamości, które tworzą te miejsca zostały wykute w ogniu i płomieniach tysięcy lat historii i cywilizacji. Próba włączenia ich do jednej większej i jednorodnej tożsamości europejskiej jest fantazją. Zmuszanie ich do przejścia przez homogenizującą maszynkę do mięsa jest poważnym przestępstwem.

Nawet Ameryka, z historią znacznie krótszą niż prawie każdego kraju europejskiego, złożona całkowicie z wyrzutków i pionierów, którzy zdecydowali się na amerykański eksperyment, miała kłopoty z uformowaniem spójnej całości. Kiedy brat wystąpił przeciwko bratu w wojnie domowej w 1865 roku, generał Lee, który dowodził siłami rebelianckimi południowych secesjonistów, dał uzasadnienie swojego odejścia od Unii, mówiąc „Nie mogę wyciągnąć szabli przeciwko swoim rodakom z Wirginii”. Jego lojalność wobec rodzimego stanu wyprzedzała lojalność wobec Unii, a skoro Wirginia ogłosiła secesję, on również do niej przystąpił. Zapytajcie się teraz: czy mógłbyś wyciągnąć szablę przeciwko swoim rodakom w imię Brukseli?

Europa nigdy nie może mieć unii tak mocno związanej jak Ameryka. Różne okoliczności wymagają różnych środków i różnych celów. Jednoczenie 27 lub więcej kultur, państw narodowych, historii, z których każda ma tysiące lat za sobą, jest niemożliwością, bez względu na to, jak piękna teoretycznie wydaje się idea. Istnieje powód, dla którego nikt dziś w Europie nie mówi językiem esperanto. My, dzieci Zachodu, mamy wiele wspólnego i zawsze będziemy mieli: chrześcijaństwo, prawo rzymskie, język łaciński i poszanowanie wolności jednostki do postępowania zgodnie z własnym sumieniem. Tylko tutaj musimy się zgadzać, wszystko inne jest naturalną koleją rzeczy.

W kontekście dzisiejszej dyskusji powinniśmy pamiętać, że suwerenność i globalizm mają różne punkty odniesienia, gdy idzie o główny podmiot działalności politycznej. Suwerenność wskazuje na państwo narodowe jako główny podmiot w działaniu geopolitycznym, podczas gdy wizja globalistyczna widzi ten podmiot na poziomie ponadnarodowym, czy to w Unii Europejskiej lub ONZ, lub w jeszcze innych mglistych realiach, takich jak tzw. „globalna wspólnota” lub „społeczeństwo międzynarodowe”.

To są z konieczności dwa konkurencyjne światopoglądy, ponieważ jedno musi mieć pierwszeństwo nad drugim, gdy dochodzi bo zderzenia. Powinniśmy najpierw przyjrzeć się temu napięciu w kontekście niedawnych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, które przynajmniej częściowo można uznać za zwycięstwo światopoglądu nacjonalistycznego lub suwerenności nad podejściem globalistycznym. Następnie przedstawię kilka krótkich refleksji nad podobieństwami występującym obecnie w Europie.

Ta debata wspiera się na istotnej zasadzie filozofii społecznej, która pozwala na bardziej zniuansowane podejście. Ta zasada była tłem dla niedawnych dyskusji, mimo, że jej nazwa nie została wyraźnie przywołana. Chodzi o pojęcie subsydiarności, pojęcie dobrze wam znane w Polsce. Zasada ta jest często mylnie pojmowana jako zwykłe udzielanie pomocy (lub „subsydiów”) potrzebującym. W rzeczywistości jego znaczenia jest inne. Subsydiarność to zasada, która ogranicza działalność rządu do tego, co jest bezwzględnie konieczne, sprzyjając tym samym odpowiedzialności niższych poziomów społeczeństwa. Chociaż pojęcie „subsydiarności” weszło do naszego słownictwa politycznego dopiero w ubiegłym stuleciu, sama idea ma za sobą intelektualną historię tak starą, jak europejska myśl polityczna. Jej początki można dostrzec już w starożytnej Grecji, a następnie podejmowana była przez Akwinatę i średniowiecznych scholastyków. Johannes Althusius rozwinął zasadę w powiązaniu ze swoją teorią o świeckim państwie federalnym w XVII stuleciu, a później jej odbicie można znaleźć w myśli takich aktorów politycznych i teoretyków jak Monteskiusz, Locke, Tocqueville, Lincoln i Proudhon.

To pojęcie łacińskie pochodzi wywodzi się z systemu wojskowego legionów Imperium Rzymskiego. Subsydium była część wojsk utrzymywanych w rezerwie, aby móc wesprzeć frontowe linie, gdy zaszłaby taka potrzeba, lecz również oznaczało w sensie bardziej ogólnym „wsparcie”, „pomoc” lub „ochronę”.

Kościół rzymskokatolicki, który obecnie jest częściej kojarzony z globalizmem, był głównym zwolennikiem tej podstawowej zasady. Jak napisał papież Pius XI w 1931 roku: jak jednostkom ludzkim nie wolno odejmować i przekazywać społeczności tego, co jednostki te z własnej inicjatywy i własną mogą wytworzyć pracą, tak samo jest z naruszeniem sprawiedliwości, gdy się to, co mniejsze i niższe społeczności wykonać i dokonać mogą, przydzielić większym i wyższym władzom społecznym; poza tym wyrządza to szkodę wielką i podrywa porządek społeczny. Wszelka czynność społeczna bowiem powinna w pojęciu i istocie swojej wspomagać członki ciała społecznego, nigdy zaś ich nie rozbijać, ani nie wchłaniać.

W Stanach Zjednocznych widoczne są zastosowania tej zasady. Rząd federalny powinien wziąć odpowiedzialność tylko za te sfery, którymi można zarządzać tylko na szczeblu federalnym, takie jak obrona narodowa, polityka pieniężna i fiskalna, autostrady międzystanowe itp. Podstawową zasadą subsydiarności jest to, że jeśli jednostka, rodzina, społeczność lokalna lub niższy poziom społeczeństwa może sobie radzić z danym zadaniem, powinni mieć do tego prawo. Jest to zasada ukierunkowana na ograniczanie rządowego, federalnego lub podnarodowego nadmiaru, promująca lokalną i indywidualną inicjatywę oraz kreatywność.

Rewolucja Trumpa – bo tylko tak ją można określić – jest bezpośrednim wynikiem ludzkiej instynktownej tęsknoty za możliwością kształtowania warunów w jakich żyją, pracują i wychowują swoje dzieci. Jest to przywołanie zasady subsydiarności. Ludzie wyrazili to na różne sposoby, często jako negatywna reakcja na nadmierną regulację, rządowe nadużycia i inwazyjne prawa, które dyktują jak należy prowadzić nawet najbardziej podstawowe działania ludzkie. Ta reakcja rozciąga się jeszcze dalej, dotykając często niepisanych, lecz mocno egzekwowanych reguł politycznej poprawności, które wpływają na wolność myśli, mowy i pisma.

Te nadmierne kompetencje, hiperregulacja i mikrozarządzanie są ogólnie i prawidłowo postrzegane jako owoc pychy elity wobec prostego człowieka, klasy wyższej wobec klas niższych i establishmentu nad obywatelami. Są postrzegane jako wyraz poczucia wyższości, która chce instruować i dostosować masy zgodnie ze swoim „oświeconym” zrozumieniem sposobu w jakim powinien funkcjonować świat, co ludzie powinni myśleć i jak się zachowywać.

Ta rewolucja nie tylko pozostawiła w tyle liberałów, lecz również dużą część konserwatystów, którzy nie potrafili jej zrozumieć, ani do niej przylgnąć. Odwaga, gniewność, wściekłość i brutalnośc Donalda Trumpa, choć szokujące i skandaliczne dla prawicowego establishmentu, zaintrygowały i ożywiły zapomnianych wyborców, przekonując ich, że polityczna poprawność może jednak nie ma ostatniego słowa i że wolna, niezależna myśl i ekspresja mogą być nadal możliwe.

Pomimo ciągłych peanów dla różnorodności, uczelniane i społeczne elity w rzeczywistości próbowały narzucić nową jednorodność. Doceniają spójność, regularność i jednolitość nad wolnością, inicjatywnością i prawdziwą kreatywnością.

Jednak świat, w którym wszystko już zostało odkryte i z góry ustalone, jest ostatecznie nudnym i klaustrofobicznym światem; światem, który tłumi i niszczy kreatywność ludzkiego ducha. Rewolucja Trumpa jest w ostateczności reakcją na tę kontrolę.

W ubiegłym roku, podczas wyborów prezydenkich w Stanach Zjednoczonych, brytyjski historyk Paul Johnson napisał niezwykle znaczący esej dla magazynu Forbes na temat popularności Donalda Trumpa. Zaczął od konstatacji, że „choroba psychiczna znana jako ‘polityczna poprawność’ jest jednym z najbardziej niebezpiecznych schorzeń intelektualnych, które kiedykolwiek zaatakowały ludzkość”. Następnie wskazał, że najlepszym lekarstwem na polityczną poprawność, która zainfekowała Amerykę jest Donald Trump oraz, że to ona jest równocześnie przyczyną ogromnej popularności Trumpa. To dobrze, że Donald Trump czyni takie postępy w amerykańskich prawyborach, napisał Johnson. Jest wulgarny, obraźliwy, paskudny, niegrzeczny, schlebiający sobie i oburzający. Mówi też, co myśli i, co ważniejsze, uczy Amerykanów, aby znów zaczęli za siebie myśleć.

Kontynuował: Za Obamy, zdecydowanie najbogatszy i najbardziej wydajny naród na Ziemi, został przechytrzony, wymanewrowany i sprawił wrażenie bycia potęgą drugiej klasy przez Rosję Władimira Putina. Ameryka stała się ofiarą politycznej i gospodarczej choroby Alzheimera, narodowej słabości i geopolitycznego upadku.

I Johnson słusznie zauważył, że „żaden z republikańskich kandydatów wlokących się za Trumpem nie ma odwagi, aby odwrócić ten godny pożałowania upadek”. Johnson miał rację, a rezultatem było listopadowe zwycięstwo Trumpa.

Spójrzmy teraz na Europę, a zwłaszcza na relacje między UE a poszczególnymi państwami członkowskimi, w tym Polską. Na podstawie własnej konstytucji, Unia Europejska uznaje zasadę subsydiarności w odniesieniu do poszczególnych państw. Przynajmniej teoretycznie nakłada ona na siebie obowiązek ograniczenia interwencji w niższych formach organizacji społecznej i do wykonywania tylko takich zadań, które niższe podmioty nie są w stanie osiągnąć bez pomocy.

Zasada subsydiarności jest zdefiniowana w artykule 5 Traktatu o Unii Europejskiej: Zgodnie z zasadą subsydiarności, w dziedzinach, które nie należą do jej wyłącznej kompetencji, Unia podejmuje działania tylko wówczas i tylko w takim zakresie, w jakim cele zamierzonego działania nie mogą zostać osiągnięte w sposób wystarczający przez Państwa Członkowskie, zarówno na poziomie centralnym, jak i regionalnym oraz lokalnym, i jeśli ze względu na rozmiary lub skutki proponowanego działania możliwe jest lepsze ich osiągnięcie na poziomie Unii.

Zgodnie z glosariuszem UE, zasada subsydiarności ma na celu zapewnienie, że decyzje podejmowane są możliwie jak najbliżej obywatela oraz że prowadzi się stałą kontrolę w celu sprawdzenia, czy działanie na szczeblu UE jest uzasadnione w świetle możliwości dostępnych na szczeblu krajowym, regionalnym lub lokalnym.

Przestrzeganie zasady subsydiarności sprawia, że możliwe jest istnienie prawdziwie różnorodnego społeczeństwa, które jest zjednoczeniem mniejszych społeczności, z których każda utrzymuje własną tożsamość, funkcje i suwerenność. Jeśli mniejsze podmioty zostaną zredukowane do zwykłych ekspozytur wyższych podmiotów, wynikiem jest monolityczne państwo, które jest wyrazem istoty społecznego totalitaryzmu, tj. redukcją wszystkich społeczności w jedno wszechwładne społeczeństwo.

W Europie ta prawdziwa różnorodność przejawia się w odrębnej indywidualności państw, które ją stanowią, co prowadzi do autentycznego zbioru kultur. Kultura włoska nie może zostać zredukowana do ogólnej „europejskiej” kultury, ani francuska, niemiecka, czy polska. Próby takiego ujednolicenia europejskich norm i regulacji, aby wszystkie państwa członkowskie wyglądały i działały tak samo, są wyrazem przemocy wobec bogatej historii i indywidualności każdego narodu i kultury. Pozbawiają Europię i świat kreatwyności, która znajduje się w tych dynamicznych tradycjach.

Wydaje mi się czymś oczywistym, że niedawny wzrost popularności ruchów oddolnych w całej Europie jest bezpośrednim wynikiem instynktowanego zrozumienia, że podstawowa zasada subsydiarności przestaje być respektowana lub doceniana. Odgórne podejście do sprawowania władzy, gdzie mniejsze jest wchłaniane do lub zastępowane przez większe, jest de facto czymś opresyjnym i nie do utrzymania na dłuższą metę.

Moi przyjaciele, mój nowy prezydent USA złożył obietnicę uczynienia Ameryki wielką znów. Polska wyprzedziła nawet to: pokolenie po 1989 roku już uczyniło Polskę wielką znów. Czyni to pozostając Polakami. Nadszedł czas, aby ten kraj wzniósł się do swojej naturalnej roli dumnego przywódcy i jestem wdzięczny, że mogę być świadkiem rozpoczęcia tego przedsięwzięcia.

Czytany 106 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.