poniedziałek, 10 lipiec 2017 21:32

Nowy dystrybutyzm przeciw korporacjom

Napisał

Korporacje nie są efektem nieuchronnego procesu kumulacji kapitału. Nic takiego nie istnieje, ponieważ ekonomia nie jest teorią małego lub średniego zasięgu z zakresu nauk ścisłych. Z kolei teorie o dużym zasięgu są znacznie bardziej „niezdeterminowane”, niż się powszechnie zdaje. Korporacje zaś to owoc pewnej specyficznej ścieżki zmiany, na jaką weszła kultura zachodnia, kwestionując sensowność cywilizacji chrześcijańskiej. Oczywiście, mamy też korporacje na Dalekim Wschodzie, gdzie niezwykle skutecznie wpasowały się one np. w wysoki kontekst kultury japońskiej, ale nie powinno to dziwić. Korporacje stanowią efekt specyficznej „autorytaryzacji” mentalności obecnej w różnych kulturach. W kulturze europejskiej proces ten dokonywał się najpierw w czasach kryzysu Christianitas, a potem umocnił razem z pogłębianiem procesu instrumentalizacji rozumu i człowieka, a co za tym idzie – dehumanizacji i mechanizacji stosunków społecznych. Niezależnie jednak od miejsca kultura korporacyjna przynosi dramatyczną dezintegrację społeczeństw. Indywidualizm staje się swoistym społecznym autyzmem czy solipsyzmem. W przywołanej Japonii z dekady na dekadę ubywa milionów obywateli, ponieważ nie rodzą się nowi, kobiety i mężczyźni nie wiążą się ze sobą, za to pracują bez wytchnienia. W Europie sytuacja nie jest wiele lepsza, choć ma inny kontekst.

Miałem niedawno okazję słuchać podczas konferencji „Christendom mainstreaming” wykładu Michaela Schlutera, brytyjskiego ekonomisty związanego religijnie z anglikanizmem, a politycznie z European Christian Political Movement, autora książek, z których ostatnia, wydana w 2013 roku, zatytułowana jest After Capitalism. Już sam tytuł tej pozycji pozwala się domyśleć, że Schluter jest krytykiem współczesnego kształtu życia ekonomicznego i tego, jakie dynamiki dominują w dzisiejszej światowej gospodarce, tzw. globalnej cywilizacji. Schluter doktoryzował się z ekonomii rolnictwa – agronomii – czyli dziedziny zajmującej się optymalizacją produkcji i dystrybucji żywności. Jest on jednak nie tylko ekonomistą, ale także myślicielem ekonomicznym poszukującym własnej drogi, w ramach której rozwija ideę określaną mianem ekonomii relacyjnej. Można tę koncepcję w skrócie opisać jako wizję ekonomii osadzonej w kulturze. To znaczy, że kształt życia gospodarczego – w perspektywie Schlutera – w znacznej mierze jest uzależniony od formacji kulturowej, w jakiej zostaje osadzony, a także, że znaczenie mają właśnie zasady relacji międzyludzkich, a nie tylko kapitał i zysk, ponieważ tak zredukowany system gospodarczy niszczy społeczeństwa.

Przekonanie Schlutera o znaczeniu kultury w życiu ekonomicznym znajdowało wyraz w zaangażowaniu społecznym tego autora. Choćby za rządów Margaret Thatcher był przez lata aktywny w działaniach przeciwko deregulacji wolnych niedziel. Z tej to aktywności jest głównie znany szerszej brytyjskiej publiczności. Jak wiadomo, niestety ostatecznie wspomniana deregulacja nastąpiła, dopuszczając w Anglii sześciogodzinny niedzielny handel w sklepach wielkopowierzchniowych i nieograniczoną możliwość handlu dla mniejszych sklepów, co w oczywisty sposób zniszczyło świąteczny charakter niedzieli. W Szkocji zaś niedziela nie różni się niczym od innych dni roboczych.

Myślenie Schlutera pozycjonuje się gdzieś pomiędzy kulturalizmem i funkcjonalizmem, a jednocześnie uważa on, że zasady i wartości dobrej, ludzkiej ekonomii zawarte są w Biblii. Wydaje się jednak, że nie potrzebujemy odwoływać się bezpośrednio do tekstu biblijnego i opisywanych tam społeczeństw dla zrozumienia, że mamy dzisiaj w całym świecie do czynienia ze zorganizowaną kulturą niesprawiedliwości czy też strukturami grzechu ogarniającymi cały świat. Do kwestii ekonomii w cywilizacji chrześcijańskiej trzeba będzie wrócić przy końcu tego szkicu. Istotna wydaje się dla nas obecnie zdolność do zrozumienia, jakiego rodzaju cywilizacja, a co za tym idzie – ekonomia, byłaby efektem realizacji praktycznego postulatu budowania cywilizacji chrześcijańskiej na różnych poziomach życia społecznego – rodziny, wspólnoty lokalnej, państwa, struktur ponadpaństwowych. Zobaczymy wtedy, jakiego rodzaju zastrzeżenia budzi religijny funkcjonalizm. Trzeba też spróbować zrozumieć, jaką cywilizację zbudowaliśmy w ostatnich stuleciach, odchodząc od zasad Christianitas.

W czasie wykładu 24 maja w gmachu Sejmu Schluter, mówiąc o wpływie kultury na ekonomię, trafnie wskazywał, w jaki sposób indywidualistyczna edukacja dominująca w Europie, czy szerzej świecie zachodnim, kształtuje później wiernych niewolników korporacji, ale także określony model egoistycznego konsumenta. Jakie cele życiowe określa szkoła skupiająca się jedynie na nauczaniu nauk ścisłych i języków obcych, a jednocześnie w praktyce stosująca w odniesieniu do humanistyki kryteria ponowoczesne?

Ponowoczesne traktowanie humanistyki sprowadza się przecież do relatywizowania ludzkiego myślenia o samym sobie i wykluczeniu istnienia relacji ze światem i innymi ludźmi o charakterze prawdziwościowym. Mówiąc jeszcze inaczej – w ideologii ponowoczesnej są tylko różne sposoby ludzkiego życia, myślenia, mówienia i działania, ale nie są one bliższe lub dalsze urzeczywistnieniu ludzkiej natury, ponieważ ta jest czymś doskonale plastycznym. Jedyne, co istnieje, to tożsamości domagające się uznania i samorealizacji. Uznanie tożsamości sprowadza się zaś – w kulturze relatywizmu i konsumpcji – po prostu do realizacji tego czego chce „ja”. Jeśli za jedynie „twarde” procesy uważa się procesy materialne i ekonomiczne, a lekceważy się istnienie prawdy o człowieku otwiera się także drogę do dehumanizacji i różnych form nieludzkiego traktowania bliźnich. By to zrozumieć, nie trzeba odwoływać się do historii systemów totalitarnych wieku XX, które właściwie nie ukrywały swoich intencji. Wystarczy przyjrzeć się dzisiejszej korporacyjnej mentalności – która przenika także do świata polityki, choćby gdy przedmiotowo mówi się o „zasobach ludzkich”.

Cywilizacja chrześcijańska wychodzi od czegoś zupełnie innego – od rozpoznawania Boga także przez wspólnoty, a co za tym idzie, obowiązek ustanawiania sprawiedliwych stosunków chroniących wspólnoty niższego rzędu, ale i osoby. Chodzi o formę życia dążącą do zachowania całości – i kultu Bożego, i ludzkiej godności. Schluter tak daleko w swoich rozważaniach w czasie wspomnianego wykładu się nie posunął, nie rozpatrywał natury „cywilizacji chrześcijańskiej”, być może dlatego, że w pewnej mierze traktuje religię jako narzędzie relacyjne dobrych porządków społecznych. Można jednak bezpiecznie uczynić tego typu uzupełnienie, wobec jego intuicji wypowiedzianej w jednym z wywiadów, że „nasza sytuacja ekonomiczna wpływa na nasze stosunki z Bogiem”. To bardzo dużo w ustach kogoś kto funkcjonuje na styku z polityką europejską. Można to zrozumieć w taki sposób, że decyzja o przyjęciu orędzia chrześcijańskiego musi oznaczać także przyjęcie określonych form życia społecznego, a te znów ułatwiają nam życie religijne, ale przy okazji uzdrawiają relacje gospodarcze całej społeczności.

Odwołanie do „wartości biblijnych” może wydawać się zaskakujące, czy nawet odrzucające dla kogoś mającego perspektywę (często krytykowaną, ale jednak przyjmowaną) ekonomii jako nauki niemal ścisłej, w której jedyną wartością jest moneta[RL1] . Dzisiaj właściwie każdy kontekst religijny pojawiający się w obszarze „realnego świata”, jego władzy i mechanizmów zaraz nabiera smaku fundamentalistycznego. Czym jednak jest rzekomo ścisłe, kapitalistyczne ujęcie ekonomii jak nie opisem mechanizmu zindywidualizowanego (w szerokim sensie rozumienia indywiduum jako osoby fizycznej czy prawnej – przedsiębiorstwa czy korporacji) maksymalizowania dochodu? Nie jest to wcale wyabstrahowana od kultury „sama istota ekonomii”, ale właśnie spuścizna pewnej kultury, w której kapitalizm, a potem kultura ekonomii korporacyjnej się rozwinęły. W dużym skrócie możemy ją określić jako kulturę protestancką czy postprotestancką. Nie chodzi tu zresztą o piętnowanie samych protestantów, ale o ramowe określenie procesów jakie doprowadziły do petryfikacji dzisiejszych problemów.

To w kulturze protoprotestanckiej, a potem protestanckiej pojawiło się zwątpienie w pośrednicze i reprezentacyjne (reprezentujące Boga) znaczenie Kościoła. Ten ruch rozczarowania – wynikający z błędnego rozpoznawania ich obietnic i celu dotknął potem także innych instytucji, a przez to i w znacznym stopniu cnót, obyczaju, prawa oraz ich publicznego wymiaru, jako dobrych elementów natury. Nowoczesność jest zatem długim szlakiem porzucania osiągnięć społecznych cywilizacji chrześcijańskiej będących efektem poszukiwania natury ludzkiej. Nowoczesność to traktowanie ich jako zepsutych, ponieważ ujawniły elementy praktycznej niedoskonałości.


 [RL1]Było „mineta”! To jednak pojęcie mocno nieekonomiczne. J

[...]

Tomasz Rowiński

Czytany 363 razy
Tomasz Rowiński

Historyk idei, redaktor pisma ?Christianitas?

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.