niedziela, 22 październik 2017 20:18

Zbrodnicza operacja polska

Napisał

W pierwszych latach po 1989 roku polityków znad Wisły tak bardzo pochłaniały sprawy bieżące, w znacznej części wynikające z mętnych początków III Rzeczypospolitej, że przegapiono najdogodniejszą porę dla wyjaśnienia wielu dramatycznych wydarzeń, w jakie obfitowały dwudziestowieczne
relacje polsko-rosyjskie. Pozostają one wciąż pełne białych plam czy raczej krwawych piętn – wołających o pamięć śladów rozlanej krwi naszych rodaków.

 

W pierwszych latach po 1989 roku polityków znad Wisły tak bardzo pochłaniały sprawy bieżące, w znacznej części wynikające z mętnych początków III Rzeczypospolitej, że przegapiono najdogodniejszą porę dla wyjaśnienia wielu dramatycznych wydarzeń, w jakie obfitowały dwudziestowieczne relacje polsko-rosyjskie. Pozostają one wciąż pełne białych plam czy raczej krwawych piętn – wołających o pamięć śladów rozlanej krwi naszych rodaków. Zaspali także polscy historycy – dostęp do posowieckich archiwów był wówczas relatywnie łatwy, tymczasem w praktyce zadowolono się niewielką częścią tomów akt katyńskich, łaskawie przekazaną Lechowi Wałęsie przez Borysa Jelcyna. Zmarnowano szansę co najmniej wydajnego wzbogacenia naszych wiadomości o losach Polaków wywiezionych w głąb ZSRS po wrześniu 1939 roku, o polskich dzieciach umieszczanych w bolszewickich przytułkach, o ofiarach obławy augustowskiej czy tragedii górnośląskiej z 1945 roku itd. A także o przebiegu operacji polskiej przeprowadzonej przez NKWD w latach 1937-1938.

Golgota niepoliczalna

Niestety, wraz ze względnym stabilizowaniem się sytuacji w Rosji po formalnym rozpadzie Związku Sowieckiego drzwi rosyjskich archiwów zaczęły się ponownie zamykać, a istotna część zasobów dotyczących służb specjalnych stała się niedostępna dla badaczy bez nadzwyczajnych pełnomocnictw. Już paręnaście lat temu w zwyczajnej „cywilnej” bibliotece przy administracji krajowej w pewnym mieście syberyjskim, pomimo poparcia lokalnego notabla, zakazano mi sporządzania notatek z przeglądanych źródeł. Wychodziłem więc co kwadrans na papierosa (nie palę) i na korytarzu spisywałem zapamiętane dane.

Jednak pomimo przeoczonej okazji zapełnienia istotnej (i wyjątkowo zawstydzającej) luki w wiedzy o męczeństwie naszych współbraci na Wschodzie w latach tuż przed wybuchem II wojny światowej, informacje dotyczące tych tragicznych wydarzeń coraz silniej przebijają się do świadomości współczesnych Polaków. Wielka w tym zasługa pionierów badań sowieckiego polokaustu: profesora Mikołaja Iwanowa, autora pracy Pierwszy naród ukarany: Polacy w Związku Radzieckim w latach 1921-1939 (wydanej jeszcze w 1991 roku!) oraz doktora Tomasza Sommera, prowadzącego kwerendy m.in. w archiwach kijowskich, który opublikował monografię Operacja antypolska NKWD 1937-1938. Geneza i przebieg ludobójstwa popełnionego na Polakach w Związku Sowieckim i twórcy filmu dokumentalnego na temat tej zbrodni. W rezultacie nagłaśniania martyrologii Polaków w ZSRS Sejm dwukrotnie przyjął uchwały upamiętniające ofiary operacji polskiej NKWD, a osiemdziesiątą rocznicę początku tych tragicznych wydarzeń przypomniały niektóre polskie media.

Tragedia oddzielona od naszych czasów dekadami, które normalnie wypełniają całe ludzkie życie, z wolna pozyskuje należne jej miejsce w złożonym procesie dziejowym kształtującym tożsamość naszej wspólnoty. Ogrom cierpienia pozostaje niepojęty dla tych, którzy jego nie zaznali, lecz pamięć o tej zbrodni to obowiązek bliźnich i następców, spoiwo więzi trudnej do przeceniania. Powinni tę oczywistość zrozumieć również suzereni naszego kraju, docenić wartości trwające wysoko ponad podziałami i nie unikać z powodów koniunkturalnych przypominania o ludobójstwie dokonanym na własnych rodakach, jak to ciągle jeszcze zdarza się choćby w przypadku pomordowanych w rzezi wołyńskiej.

Zbrodniczą operację polską – ludobójczy charakter tej czystki etnicznej nie podlega dyskusji – zainicjował rozkaz nr 00485 wydany 11 sierpnia 1937 roku przez Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRS Mikołaja Jeżowa. Według dostępnych obecnie materiałów NKWD w jej toku aresztowano 143 810 obywateli Związku Sowieckiego narodowości polskiej lub posiadających inne związki z Polską; z tej liczby 139 835 osób skazano, w tym 111 091 na karę śmierci przez rozstrzelanie (wyroki zwykle wykonywano niezwłocznie), reszta trafiła do łagrów. Kto w związku ze „sprawą polską” trafił do czekistowskiej katowni, miał zatem jedną szansę do czterech na to, że ujdzie z łap oprawców z życiem. W akcjach bolszewickich służb specjalnych wymierzonych przeciwko Grekom, Finom i Estończykom zamieszkałym na terytorium ZSRS odsetek zamordowanych był jeszcze wyższy, ale nie jest to przecież żadna pociecha. Tym bardziej że operacja polska była spośród akcji skierowanych przeciwko narodom (w ramach wielkiego terroru) zakrojona na największą skalę.

Poza skazanymi nie mniej niż 100 tysięcy Polaków mieszkających na dawnych wschodnich kresach Polski przedrozbiorowej deportowano na wschód. Niemożliwe jest wszak policzenie wszystkich krzywd, jakich doznali znajdujący w ZSRS Polacy w wyniku operacji przeciwko nim wymierzonej. Jej echa powracają praktycznie do dziś – niektórzy z naszych rodaków w Rosji niezbyt chętnie przyznają się do swojego pochodzenia, bowiem jeszcze niedawno mogło wiązać się to tu i ówdzie jeśli nie z utratą pracy, to przynajmniej ze wstrzymaniem awansu czy kłopotami dziecka z dostaniem się na studia. Dla wielu Rosjan, których światopoglądy kształtowało sowieckie wychowanie, Polacy wciąż pozostają nacją podejrzaną.

(...)

Wojciech Grzelak

Czytany 135 razy
Więcej w tej kategorii: Fałszywe wspomnienia Holocaustu »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.