niedziela, 22 październik 2017 21:28

Fałszywe wspomnienia Holocaustu

Napisane przez

Mamy obecnie sytuację, w której Holocaust został mocno zideologizowany. Nie jest już opisem zdarzeń historycznych, lecz stał się zapisem obrazów, ciągle powtarzanych motywów, stereotypów. To gwarantuje zainteresowanie wydawców. Dla lewicy natomiast, która traktuje Holocaust instrumentalnie, stał się „punktem zwrotnym ludzkości”, który ma być jednocześnie „punktem wyjściowym nowej ideologii”. W wyobrażeniach lewicy „nowa sensowna ideologia” ma stać się początkiem „Europy kosmopolitycznej” i wyprzeć „Europę narodową”. Temu celowi służy też, a może przede wszystkim, „literatura Holocaustu”, która, co nietrudno zauważyć, funkcjonuje na specjalnych prawach. Podobnie na specjalnych prawach funkcjonują opracowania aspirujące do miana „zapisów prawdziwej historii” i ich autorzy, tacy jak Gross, Kosiński i inni. Takie traktowanie literatury Holocaustu i odejście od rzetelnej krytyki literackiej czy historycznej umożliwia błyskotliwe kariery. Co pocieszające, czasem kończą się te kariery spektakularnym upadkiem. Ale zanim taki upadek nastąpi, te dzieła wyrządzają w umysłach, przede wszystkim młodych ludzi, kolosalne szkody.

 

Do tego dochodzi coraz powszechniejsza zmiana pojęć. Niemców nie uznaje się już za sprawców Holocaustu – pojawia się ogólne pojęcie „naziści” czy – zamiennie, choć nieco rzadziej – „faszyści”. W tych relacjach, gdy zamiast „Niemców” stosuje się pojęcie „naziści”, faktyczni sprawcy gdzieś się rozpływają, bo trudno komuś tak ogólnie określonemu przypisać konkretną zbrodnię Holocaustu. Raul Hilberg stwierdził, że słuchając niemieckiego radia Deutsche Welle, dowiaduje się o zupełnie innych Niemcach, niż czytając „The New York Times”. Teraz Niemcy przedstawiani są jako… nacja, która „rozliczyła” się ze swojej przeszłości. Znika z przestrzeni publicznej „Niemiec” jako sprawca zbrodni, a pojawia się „nazista”. Trzeba dodać, że ten sam „The New York Times” w czasie wojny niemal całkowicie ignorował doniesienia o eksterminacji Żydów przez Niemców. Teraz media filosemickie „nazistom” przypisują coraz częściej wspólników, którzy – co ciekawe – są określeni narodowo. Zabieg ten, związany z przesunięciem winy z Niemców na „nazistów” i ich wspólników, pozwala przenieść punkt ciężkości z „winy Niemców” na „winę całej Europy”. Dla lewicy takie przesunięcie „winy” jest bardzo istotne, bo przecież od dawna wiemy, że celem lewicy jest uderzenie w tożsamości zbiorowe, takie jak „naród” i „religia”. Zdaniem lewicy przecież „wina Europy” składa się z „win lokalnych”. Z tych „win lokalnych” czyni się symbole. W przypadku „winy Polski” jest to obecnie Jedwabne. Natychmiast też pojawiły się stwierdzenia, że Polacy po Jedwabnem nie mogą już o sobie myśleć tak jak przed Jedwabnem. Zajmując głos w sprawie Jedwabnego, niemiecki korespondent „Süddeutsche Zeitung” w Polsce, red. Urban, z satysfakcją napisał: „Prysnął mit bohaterskich Polaków”. Stwierdzenia dotyczące „winy Polski” znajdujemy praktycznie we wszystkich żydowskich zapisach dotyczących Holocaustu, spisywanych „dla pokoleń”.

 

Czytając wspomnienia czy pamiętniki napisane w czasach Zagłady czy bezpośrednio po zakończeniu wojny, zauważamy powtarzalność czy wręcz sztampowość opisywanych zdarzeń. Są oczywiście getta, obozy koncentracyjne, komory gazowe, krematoria. Te wspomnienia są ważnym świadectwem tamtych czasów dla zbiorowej o nich pamięci. Musimy się jednak zgodzić z tym, że często te masowe wyobrażenia mijają się z prawdą historyczną. Z pewnością wie o tym J.T. Gross, który z naciskiem podkreśla, że „wobec źródeł żydowskich (przede wszystkim wspomnień – przyp. aut.) należy przyjmować postawę afirmującą”. To znaczy, że nie wolno i nie należy poddawać krytycznej ocenie tych źródeł, bo… pochodzą one od świadków żydowskich. Wiemy jednak, że wyobrażenia i pamięć, wobec których Gross każe nam przyjmować postawę afirmującą, często są bardzo odległe od prawdy historycznej. Z literaturą dotyczącą Holocaustu mamy jeszcze jeden problem. Jest nim literatura wspomnieniowa pochodząca z „drugiej ręki”. Fiodor Dostojewski napisał kiedyś, że pamięć ludzka trwa sto lat. Wraz z upływem czasu znikają w sposób naturalny bezpośredni świadkowie Zagłady, jednak nadal powstaje literatura wspomnieniowa dotycząca tamtych czasów. Bezpośrednio po wojnie wspomnienia świadków powstawały w bliskości czasowej od przeżytych doświadczeń, obecnie takie wspomnienia wyrastają pośród ogromnej ilości tekstów popkultury i są najczęściej bardzo zniekształcone, pisane są bowiem przez autorów, którzy znają tamte czasy z opowiadań czy też z lektury innych wspomnień. Krytyk i literat, p. Jacek Dehnel, stwierdził: Sądzę, że trzy największe zagrożenia dla współczesnych pisarzy zajmujących się Holocaustem to: przekłamanie, kicz i poprawność. Wszystkie one zresztą łączą się ze sobą i wzajemnie na siebie wpływają.

Holocaust wydaje się tematem tak znanym i tak bliskim czasowo, że wydaje się, iż przekłamania są niemożliwe. Jest przecież tyle innych świadectw, przede wszystkim tych pochodzących od byłych więźniów, którzy przeżyli. Są przecież w archiwach i muzeach dokumenty. Ale niestety, przekłamania zdarzają się, i to dość często. Najbardziej charakterystycznymi przekłamaniami są tendencje do koloryzowania i wpisywania się w dramatyczne wersje wydarzeń w charakterze jednego z głównych bohaterów. Jednocześnie mamy przy tym do czynienia z przemilczaniem lub wybielaniem własnych czynów.

(...)

 

Ireneusz T. Lisiak

Czytany 15 razy

Najnowsze od Ireneusz T. Lisiak

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.