wtorek, 24 październik 2017 19:46

Korea i wojna nuklearna

Napisane przez

Telewizje całego świata podsycają strach, bez końca pokazując wybuchy nuklearne, tory lotów rakiet na Japonią czy nawet nad Stanami Zjednoczonymi. Natężenie histerii przekracza granice topnienia metali, więc włączenie telewizora grozi zawałem. Przyjrzyjmy się spokojnie, co się dzieje.

Oś zła

Korea Północna to dzisiaj najgorętsze miejsce światowej polityki, gorące jak reakcja termonuklearna, gdyż ten mały kraj, prowadząc agresywną strategię zbudowania własnej broni nuklearnej, rzucił wyzwanie światowemu hegemonowi.

Te gorące punkty przesuwają się ostatnio wzdłuż tak zwanej „osi zła” („Axis of evil”), do której George W. Bush w 2002 roku zaliczył Iran, Irak i Koreę Północną. John Bolton, ówczesny ambasador USA przy ONZ, uzupełnił je o Kubę, Libię i Syrię, a Condoleezza Rice dodała jeszcze najbardziej represyjne „placówki tyranii” – Białoruś, Zimbabwe i Mjanma. Losy kilku z tych państw są nie do pozazdroszczenia – Irak w nędzy i chaosie, rozdarty wojną domową z Państwem Islamskim, kawałkowany przez Kurdów. Libia podzielona na kawałki, nękana walkami zwalczających się grup, band i wojsk. Syria uciekła spod noża, jednak kosztem prawie siedmiu lat wojny ze wspieranymi przez zachód zbrojnymi grupami „demokratycznej opozycji” i fundamentalistami islamskimi.

O ile tamte państwa były poddane bezpośredniej agresji, atakowi militarnemu największych potęg świata, o tyle z Koreą Północną rzecz ma się inaczej. Kosztem ogromnych wyrzeczeń ludności, przygotowała sobie najlepszą obronę suwerenności. Zbudowała własną broń nuklearną, największe zagrożenie dla agresora. Nie bez powodu na pierwszym miejscu strategii bezpieczeństwa USA znajduje się „nierozprzestrzenianie broni jądrowej”. Od początku odkrycia i przetestowania na Japończykach bomb atomowych – główne zadanie amerykańskiej polityki. Jednak tak sojusznicy (Francja, Wielka Brytania), jak i wrogowie – Związek Radziecki – również opanowali technologie nuklearne. W ten sposób ukształtowała się najważniejsza struktura militarna na globie – dwie super-potęgi – USA i Rosja, posiadające po siedem tysięcy głowic nuklearnych i trzy znacznie mniejsze potęgi – Francja, Chiny i Wielka Brytania – z których każda posiada od 200 do 300 głowic. Państwa te w 1970 roku stworzyły „gang pięciu”, zawiązując „Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej” (NPT). Jest to najważniejszy układ militarny, dzielący świat na tych, którzy mają broń nuklearną, i tych, którzy jej nie mają. Jednak przez zasieki zbudowane przez posiadaczy tej broni udało się przedrzeć trzem krajom: Indiom, Pakistanowi i Izraelowi. Wszystkie one zdobyły broń atomową przez ominięcie przepisów i zostały otwarcie lub po cichu (jak Izrael) zaakceptowane.

Dzisiaj do tego elitarnego klubu wdziera się Korea Północna. Dzieje się to z niezłym hukiem, ale sprawa jest ważna, jest to pierwsze państwo, otwarcie wrogie wobec USA, które zdobyło tak potężne zabezpieczenie swojej suwerenności. Przypomnieć bowiem warto, że próbował także Irak, Iran, Syria czy Libia. Jednak wszyscy zmuszeni zostali do rezygnacji z programów nuklearnych. Nie ma więc wątpliwości, że konflikt jest strategicznie najważniejszy, dlatego ma tak potężną globalna osłonę propagandową.

A Korea Północna pod rządami śmiesznie wyglądającego młodego człowieka z hipsterską fryzurą robi zamieszanie w światowym porządku. Mierzy wysoko, lekceważąc wielkie amerykańskie mocarstwo. W ramach rozzłoszczenia amerykańskiego hegemona, a jednocześnie postraszenia znacznie bliższych sąsiadów – Korei Południowej i Japonii, wojska rakietowe Pjongjangu wysyłają rakiety dalekiego zasięgu coraz wyżej i dalej. Ostatnie przeleciały nad Japonią. Z drugiej strony koreańscy naukowcy atomiści doprowadzili do takiego poziomu technologię produkcji bomb nuklearnych, że ostatnie wrześniowe wybuchy podziemne oceniono jako bombę wodorową. To oznacza jedno – Korea Północna albo już jest mocarstwem nuklearnym, albo za chwilę takim się stanie.

Zakłamany obraz medialny

Media, czy raczej światowy holding informacyjny, przedstawiają od lat całkowicie zakłamany obraz tego konfliktu. Jeszcze przed epoką „fake-newsów”, którą ogłosił Donald Trump, relacje z Korei Północnej miały ten dzisiaj już rytualny charakter powtarzanych bez końca kłamstw.

Przede wszystkim – przez lata powtarza się hasła „głód”, a nawet „ludożerstwo”. Te trudne do zweryfikowania sensacje są wtłaczane powszechnie odbiorcom medialnego przekazu na całym świecie. Skojarzenie już bardzo mocne – „Korea Północna = głód”. I choć jedyne wiarygodne relacje pochodzą sprzed prawie dwudziestu lat, do dzisiaj w masowych mediach często spotyka się tytuły straszące głodem. Rok temu „Gazeta Wyborcza” pisała: Korea Północna przygotowuje się do klęski głodu. W lecie tego roku ta sama gazeta: Tysiącom ludzi grozi śmierć głodowa. Takiej suszy nie było w Korei.. A TVN24 donosi: Korea Płd. ostrzega przed nową klęską głodu w Korei Płn. Jest to rutynowa produkcja „fałszywych informacji”, budujących obraz wroga, gdzie zły reżim głodzi swoich obywateli. Takie informacje w latach 90. mogły być prawdziwe, gdyż KRLD boleśnie przeżywała upadek ZSRR i brak pomocy gospodarczej ze strony wielkiego sąsiada, jednak dzisiaj jest to zwietrzały relikt.

Medialne relacje z Korei Północnej mają na swoim koncie potężne wpadki. Informacje takie choćby jak rozstrzelanie przez pluton egzekucyjny przyjaciółki Wielkiego Wodza Kim Dzong Una, ucieczka biochemika do Finlandii czy też rozstrzelanie dowódcy wojska za korupcję były przez wiele dni powielane na całym świecie, by potem okazać się fałszem, a uśmierconych w mediach ludzi można było zobaczyć żywych. Jednak nawet to nie zmienia medialnej praktyki, wręcz zaostrza konflikt.

Od wielu lat trwa rutynowo powtarzany spektakl, gdzie bez końca pokazywane są wybuchy nuklearne, mapy z torami lotów rakiet balistycznych i obrazki z północnokoreańskiej telewizji. Widzimy wielkiego wodza, maszerujące wojska, toczące się na transporterach rakiety i tłumy histerycznie czczące swojego przywódcę. Obrazy jakby żywcem wyjęte z „Roku 1984’’ Orwella. Dwie Minuty Nienawiści, obowiązkowe seanse podkręcania adrenaliny członkom Partii Zewnętrznej, za pomocą wyświetlanych filmów z Emmanuelem Goldsteinem, przywódcą tajemniczej organizacji.

Problem z tym przekazem jest podstawowy. Z jednej strony szerzenie histerii i strachu, od lat, rytmiczne, powtarzalne straszenie konfliktem jądrowym. Ci z pamięcią dłuższą niż kilkudniowa, mają poczucie déjà vu – „to już było, i to wiele razy…”. Jednak na przeciętnego konsumenta medialnego przekazu – taka powtarzalna propaganda działa dość skutecznie. Jak widać, wiele razy można straszyć ludzi tym samym zagrożeniem.

Problem jest też inny – medialne przekazy przedstawiają tylko połowę prawdy. Północnokoreańskie manewry, próby nuklearne, parady i wystrzały rakiet balistycznych są odpowiedzią na manewry wojskowe, które USA ze swoim sojusznikiem – Koreą Południową przeprowadzają regularnie wiosną i jesienią u granic północnej części podzielonego od 1945 roku państwa. O ogromnych ćwiczeniach wojskowych żołnierzy i marynarzy amerykańskich media milczą lub informują półgębkiem po północy, natomiast północnokoreańską ripostę na te prowokacyjne manewry – bardzo mocno nagłaśniają. Od początku 2016 roku intensywność tych manewrów zwiększyła się. Ćwiczono także niszczenie instalacji jądrowych Pjongjangu, trudno się dziwić, że znacząco wzrosło też natężenie medialnego „nuklearnego festiwalu”. Globalne media, milcząc o przyczynach, sprowadzają konflikt do kreowania obrazu szaleńca wymachującego atomowym tomahawkiem.

(...)

Andrzej Szcześniak

Czytany 46 razy
Więcej w tej kategorii: « Strach przed Rosją Korniki do lamusa »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.