środa, 24 styczeń 2018 22:38

Likwidacja płci Ideologia gender jako narzędzie konstrukcji nowego modelu człowieka – wykorzenionego, podatnego na manipulację

Napisane przez Gabriele Kuby

Minister Rodziny Manuela Schwesing przedłożyła projekt ustawy dotyczący nowego uregulowania kwestii ochrony macierzyństwa. Czytamy w nim: „W myśl ustawy kobietą jest każda osoba, która jest w ciąży lub urodziła dziecko lub karmi piersią, niezależnie od płci wpisanej w akcie urodzenia”.

Niezmiernie ciekawa definicja – nie, w zasadzie nie jest to żadna definicja, lecz przekroczenie granic rozsądku. To czy ktoś jest kobietą, powinno być niezależne od stwierdzonej u niego płci biologicznej, która została podana w metryce. Czy istnieją osoby, które są w ciąży, urodziły dziecko, lub karmią piersią, które nie są kobietami? Czy kobiety mogą być mężczyznami, a mężczyźni kobietami?

Gdy Judith Butler w 1990 roku opublikowała swoją książkę Gender Trouble – Subversion of Identity, mówiąc w tytule otwarcie, co zamierza zrobić, a mianowicie dokonać subwersji (wywrotu) tożsamości człowieka, niemalże nikt wówczas nie podejrzewał, że 25 lat później uchwalane będą prawa, które spowodują, że określanie płci wynikać będzie z subiektywnej decyzji, opartej o odczucia danej osoby. Takie żądania pojawiły się w zasadach z Yogyakarty (patrz „Globalna rewolucja seksualna. Zniszczenie wolności w imię wolności”, rozdz. xx) i tak też stało się poprzez decyzję parlamentu norweskiego z 6 czerwca 2016 roku, która wprowadziła do Danii, Irlandii i na Maltę zasadę gender-samostanowienia, która głosi, że osoby, które ukończyły 16. rok życia, mogą bez żadnych medycznych ingerencji zdecydować o tym, czy ktoś chce być kobietą czy mężczyzną. Pod uwagę jest brana wyłącznie samowolna decyzja danej osoby.

Ale czy to rzeczywiście nas zaskakuje? Od lat dziewięćdziesiątych w dokumentach UE i ONZ odnoszących się do żądań nowych praw dla homoseksualistów widzieliśmy literki LGBT, czyli lesbijki, geje, biseksualiści i transseksualiści. Wyglądało na to, że walka toczy się o homoseksualizm. I tak stopniowo został on zdepenalizowany, „zdepsychiatryzowany” (APA 1973), po czym zalegalizowane zostały związki partnerskie, przyznano homoseksualistom prawo do adopcji dzieci, następnie do sztucznego zapłodnienia z zakupem nasienia, komórki jajowej i wynajęciem matek-surogatek. Ostateczny – zdawałoby się tryumf to legalizacja „homo-małżeństw” przez Sąd Najwyższy USA 26 czerwca 2015. Jednakże zawsze we wspominanym pakiecie obecne były również kolejne litery B i T. Wszystkie prawa wywalczone dla homoseksualistów miały również od samego początku zostać przyznane ludziom, którzy odczuwają pociąg seksualny do obu płci, z czego wynika jasno, że nie są w stanie stworzyć stabilnych związków ani założyć rodziny. W tym celu pojęcie rodziny zostało pozbawione sensu i zdywersyfikowane, tak samo jak traktuje się komórki jajowe do genetycznych manipulacji. Mianowicie wszystkim ma przysługiwać „prawo człowieka” do małżeństwa i posiadania dzieci, zupełnie niezależnie od tego, czy są zdolni do jego zawarcia i do spłodzenia dzieci.

Teraz nadszedł czas na wielki społeczny przełom wobec litery T. Proszę jednak nie myśleć, że do tej pory T było zupełnie bezczynne. Trybunał Konstytucyjny już w 2008 roku zajmował się taką kwestią jak – co zrobić w przypadku, gdy małżonek odkryje nagle, że jest kobietą, zmieni imię, ubranie, a nawet być może rozstanie się z pewnymi częściami swego ciała – czy wówczas małżeństwo, które stanie się jednopłciowym „małżeństwem” powinno się rozwieść? Nie – odpowiedział TK w 2008 roku, gdyż małżeństwo jest dobrem chronionym, a przypisywanie transseksualistom chęci do rozwodu byłoby dla nich obelgą całkowicie nie do przyjęcia.

Dla wyjaśnienia – osoby transgenderowe to ludzie, którzy czują się zamknięci w fałszywym ciele i próbują dopomóc swemu rozczepieniu tożsamości poprzez „cross-dressing” aż po terapię hormonalną włącznie wraz z poddawaniem się zabiegom chirurgicznym z kategorii „gender-reassignment”. Istnieje zaledwie kilka tysięcy ludzi, którzy zmagają się z tym problemem. Według klasyfikacji chorób WHO (ICD10) do dzisiaj znajduje się on w kategorii zaburzeń psychicznych. Badania naukowe wykazują zgodnie, że odsetek prób samobójczych wśród osób z tym zaburzeniem wynosi ponad 40%, a zmiana płci niezmiernie rzadko przynosi im ulgę. Osoby takie potrzebują fachowej pomocy lekarza.

Dzieje się jednak coś zupełnie odwrotnego. Od momentu, gdy Sąd Najwyższy wydał małżeństwo na pastwę dowolnych definicji, podróż w kierunku krainy jednostek bez tożsamości przybrała zawrotne tempo. Wiodące państwo tej ziemi prowadzi zawziętą walkę o kwestię niezwykłej wagi, a mianowicie – czy ludzie twierdzący, że posiadają inną płeć niż biologiczną, mogą korzystać z toalet i przebieralni płci, którą sobie wybrali. 13 maja 2016 roku rząd Obamy wydał rozporządzenie, że uczniowie transgenderowi mogą dokładnie w taki sposób postępować. Chłopiec, który twierdzi, że jest dziewczynką, może brać prysznic u dziewcząt. Minister Sprawiedliwości Loretta Lynch wydała uzasadnienie, w którym czytamy: „W naszych szkołach nie ma miejsca na dyskryminację pod żadną postacią, także na dyskryminowanie uczniów transgenderowych”. Nauczyciele muszą zwracać się do uczniów, posługując się takimi imionami, jakich życzą sobie uczniowie, bez wymagania od nich diagnozy z badania lekarskiego ani dokumentów potwierdzających zmianę imienia. Rozporządzeniu rządu towarzyszą podjęte środki wspierające, jak kampania znanych osobistości i jednomyślne wsparcie wielkich przedsiębiorstw. Listopad został ogłoszony „miesiącem świadomości genderowej” połączonym z odpowiednimi akcjami w szkołach.

Rozporządzenie jest realizowane poprzez finansowe przykręcanie kurka: jeśli stany lub szkoły będą się wzbraniać przed wcielaniem w życie nowych wytycznych, będą musiały pożegnać się z subwencją federalną. Dwanaście stanów zaskarżyło rozporządzenie prezydenta i zarzuciło rządowi „przekształcanie miejsca pracy i instytucji wychowawczych w laboratoria służące eksperymentom społecznym na szeroką skalę”.

Natomiast organizacje LGBT wiwatują z radości na cześć „wytycznych przełamujących bariery, które jasno stwierdzają, że każdy uczeń zasługuje na traktowanie fair przez nauczyciela i na jego wsparcie”. Rzeczywiście każdy uczeń na to zasługuje, także 99,99% uczniów, którzy nie chcą zmieniać swojej płci powinni być chronieni przed seksualnym molestowaniem.

Szkoły zmagają się z potężnymi problemami: agresja kończąca się nawet strzelaniną w amoku, niechęć do nauki, krnąbrność, brak dyscypliny, seksualizacja na dzień dobry poprzez swobodny dostęp do pornografii i obowiązkowe zajęcia z seks-edukacji, słabe wyniki w nauce itp. Wysoki odsetek uczniów opuszcza szkołę bez nabycia wystarczająco dobrej umiejętności pisania, czytania i liczenia (w Niemczech 10-15%). W każdej klasie znajduje się kilkoro uczniów, którzy wywierają destrukcyjny wpływ na resztę. Nauczyciele są często bezradni. W takiej sytuacji pojawia się dla takich uczniów nowa alternatywa: Jacek twierdzi, że jest dziewczynką i domaga się od nauczycieli i uczniów, żeby zwracali się do niego zaimkiem „she”. Słychać szyderczy chichot. Nauczyciel, a najczęściej nauczycielka musi się do niego zwracać w ten sposób, gdyż w innym przypadku uczeń ów mógłby złożyć na nią doniesienie, a wtedy powinna spodziewać się wyrzucenia z pracy, gdyż szkoła obawiać się musi utraty subwencji federalnej. Za każdym razem kiedy do Jacka zwraca się jak do dziewczynki – czuje się poniżona, gdyż robi ukłon w stronę rozporządzenia, które ją zmusza do zaprzeczania rzeczywistości na oczach swych uczniów. W ten sposób traci w ich oczach autorytet. Jak w takich warunkach miałby nauczyciel nauczyć uczniów rozróżniania między prawdą fałszem? Czy 2 plus 2 to rzeczywiście 4?

Dlaczego rząd Obamy (pars pro toto) naraża swój naród na podziały ze względu na problem, którego rozmiary są tak znikome, że prawie nieistniejące? Faktem jest, że w ten sposób w przestrzeni publicznej pojawia się temat „wolnego wyboru płci”. Nie jest wcale łatwo przekonać społeczeństwo, że każdy ma do tego „prawo” i że jest to wyraz wolności człowieka. Manipulacja świadomością mas zaczyna się od wywołania w narodzie kontrowersji wspieranych medialnymi kampaniami, wymuszanych finansową presją i zagrożeniem ekonomicznych podstaw egzystencji, aż w końcu zostaje prawnie usankcjonowana.

Wojna o toalety nie jest jedynym frontem, na którym forsuje się nowy model człowieka. 30 czerwca 2016 Pentagon oświadczył, że po dopuszczeniu gejów, lesbijek i biseksualistów do służby wojskowej również dopuszczone zostaną osoby transgenderowe – ze skutkiem natychmiastowym! Czy ktoś mógłby wykazać, że w ten sposób wzmocniony zostanie potencjał militarny oddziałów najpotężniejszej armii świata?

Nowojorski City Human Rights Law uznaje każde odmienne potraktowanie płci za dyskryminację. Pracodawca jest zobowiązany do stosowania zażyczonego sobie sposobu zwracania się i zażyczonego zaimka, jak również np. nierozróżniania pomiędzy męskim i żeńskim „dresscode” (czyli sposobem ubierania się: obcasy i cienie do powiek dla wszystkich albo dla nikogo!). Wystarczy już sama próba pracodawcy zapytania o to, czy ktoś z jego pracowników zamierza dokonać zmiany płci, aby oskarżyć go dyskryminację! Biada temu, który dostrzega jakiekolwiek różnice: 125 $ za lekkie przypadki i 250 $, gdy dojdzie do „celowego i złośliwego zachowania dyskryminującego”. W ten sposób otwierają się nowe możliwości przed mężczyznami, a mianowicie – wkładajcie, panowie, spódnice i ubiegajcie się o stanowiska kierownicze tam, gdzie zarządzono parytety dla kobiet!

Jaki jest cel tego ataku na tożsamość płciową człowieka? Aktywista – transgenderysta Ricki Wilchnis mówi otwarcie: „Make the binary burn!”, czyli „Zniszczmy dwubiegunowość płci! Obsesja naszej kultury rozróżniania tego co męskie i żeńskie musi zostać przezwyciężona, to będzie nasze zbawienie!”.

Można zrozumieć, że mężczyzna transgenderowy zdąża do takiego celu. Ale dlaczego elity władzy tego świata przyjmują takie cele za własne? Dlaczego postępują tak rządy poszczególnych państw, z USA na czele? Ponadto Kanada, Wielka Brytania, wszystkie korporacje o globalnym zasięgu, fundacje o miliardowych budżetach, ONZ i UE? Rząd USA dla realizacji tego celu utworzył specjalny Global Equity Fund, daje swoim ambasadorom „toolkits” (wskazówki, instrukcje) i finansowe środki do wykorzystania na rzecz dokonania przewrotu kultury krajów, do których sięga, uzależnia uzyskanie pomocy gospodarczej od zgody na forsowanie „praw osób LGBT”, przeprowadza poprzez USAID tysiące szkoleń w ponad 30 krajach i wysyła Randyiego Berry’ego jako specjalnego posłańca rządu Obamy na rzecz praw osób LGBT dookoła świata. Komisja Praw Człowieka ONZ w odpowiedzi na ataki terrorystyczne w gejowskim klubie w Orlando powołuje nowe stanowisko „niezależnego eksperta” pilnującego realizacji „praw osób LGBT”.

Po co to wszystko? Jaki jest prawdziwy cel ? Cui bono? Dokąd zmierza ta podróż? Dlaczego możni i najbogatsi tego świata chcą stworzyć nowego człowieka, który nie będzie już pewny, czy jest mężczyzną, czy kobietą? Czy człowiek może dysponować niczym nieograniczoną wolnością? Czy może sam projektować siebie? Czyż nie jest to raczej szatańskie pojęcie wolności, które nie ściągnie na człowieka nic innego jak tylko chaos i zniszczenie?

Takich pytań nikt nie stawia. Z jednej strony dlatego, że świadomość mas poddawana jest programowi reedukacji, w którym zmiana języka i nadawanie fałszywego znaczenia pojęciom, takim jak wolność, prawa człowieka i dyskryminacja odgrywają szczególną rolę; z drugiej strony dlatego, że każdy rodzaj oporu – wszystko jedno, czy opartego na badaniach naukowych, czy na mocnych argumentach – niesie ze sobą wykluczenie z życia publicznego, agresywne kampanie, tzw. shitstorms, utratę prawa do wykonywania zawodu, aż po postępowania karne.

Rewolucja, która się toczy, nie rozgrywa się wcale o prawa mniejszości, chodzi o likwidację płci jako fundamentalnej matrycy ludzkiej egzystencji. Konsekwencją będzie likwidacja międzyludzkich relacji, kluczowych dla egzystencji człowieka. Zniknąć mają pojęcia męża i żony, ojca i matki, brata i siostry. Jest to atak na korzenie struktur rodzinnych i wszelkich innych społecznych struktur, które wyrastają w oparciu o nie. W efekcie otrzymamy jednostki oderwane od swych korzeni, podatne na manipulację, niezdolne do oporu.

Ponieważ ideologia gender zaprzecza rzeczywistości, musi stać się totalitarna i już taka jest. Podstawowe prawa człowieka, które zawdzięczamy chrześcijańskiej koncepcji nienaruszalności godności ludzkiej, zostają pozbawione sensu i złożone jak ofiara na ołtarzu nowej ideologii: wolność religijna, wolność sumienia, prawo rodziców do wychowywania swoich dzieci, wolność wyrażania opinii, wolność słowa, wolność gospodarcza.

Nie ma już obszarów, do których nie sięgałaby ta ideologia. Każdy sam musi zdecydować, czy da się porwać w nurt mainstreamu, czy stanie w obronie rzeczywistości i prawdy o człowieku.

 

Gabriele Kuby

Czytany 291 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.