środa, 24 styczeń 2018 22:42

Kościół, Europa, Dziedziniec Dialogu A.D. 2017

Napisał

W ramach organizowanego przez Archidiecezję Warszawską i Centrum Myśli Jana Pawła II Dziedzińca Dialogu, miałem okazję w październiku uczestniczyć w debacie, która odbyła się w siedzibie Fundacji im. Stefana Batorego. Fundacja była także formalnym inicjatorem tej dyskusji. Jej temat stanowił „Stosunek do Europy. Rola Polski i polskiego Kościoła”.

„Dziedziniec dialogu” to idea, której autorem jest papież Benedykt XVI, choć sama jego propozycja mówiła o „Dziedzińcu pogan”. W liście do organizatorów i uczestników tegorocznego warszawskiego „Dziedzińca” Papież-senior przypomniał istotę swojej inicjatywy:

Kult świątyni jako taki należy tylko do narodu wybranego Izraela. Równocześnie Izrael zawsze miał świadomość, że jego Bóg to Bóg wszystkich narodów – nie tylko jeden spośród wielu bogów, lecz także jedyny prawdziwy Bóg, stwórca nieba i ziemi. I dlatego też musi istnieć dziedziniec, na którym będą mogli się modlić wszyscy ludzie, którzy poszukują Boga.

Również dziś jest tak, że do świętej Eucharystii, w której Pan, Bóg żywy, daruje nam samego siebie i naucza nas prawdziwej adoracji Boga jedynego, mają dostęp tylko ci, których Pan sam obdarzył łaską wiary. I dlatego Kościół potrzebuje także wielkich dziedzińców, na których wszyscy poszukujący i pytający będą mogli przedstawić swoje poszukiwania Bogu jedynemu i w dialogu z wierzącymi dążyć do prawdy”.

Czy Dziedziniec Dialogu spełnia kryteria postawione przez Benedykta XVI, polegające z grubsza na rozmowie w cieniu świątyni, zatem rozmowie pomiędzy chrześcijanami a pobożnymi poganami skłaniającymi się ku Kościołowi i chrześcijaństwu. Może to komuś wydać się dzieleniem włosa na cztery, chciałbym jednak przywołać fragment tekstu Pawła Grada, który dobrze pokazuje, jak niewielkie z pozoru przesunięcia dynamiki wydarzenia zmieniają jej efekty.

„W takim rozumieniu sytuacją zastaną nie jest asymetryczna relacja między wyznawcami prawdziwego Boga a poganami, a symetryczna relacja między wieloma grupami partykularnych tożsamości i interesów, z których żadna – z perspektywy projektowanego porządku «dialogu» – nie jest w uprzywilejowanej pozycji względem prawdy. «Dialog» ma służyć tutaj wypracowaniu pragmatycznego modus vivendi, który chroniłby spluralizowaną wspólnotę przed eskalacją przemocy. Przemoc ta miałaby rzekomo wynikać z wysunięcia przez którąś z grup roszczenia do szczególnego dostępu do prawdy – na przykład takiego, jaki mieli Izraelici oddający cześć prawdziwemu Bogu we wnętrzu Jego Świątyni. Kilka lat temu Zygmunt Bauman w rozmowie ze Stanisławem Obirkiem stwierdzał, że «monoteizm» – oparty na pojęciu jedynej prawdy – prowadzi ostatecznie do «wojny na wyniszczenie» między «różnymi sposobami bycia człowiekiem», po czym dodawał: «’Prawda’ jest u siebie w domu w słownictwie monoteizmu – a w ostatecznym rachunku monologu…». Z logiki tej wynikałoby, że świat monoteizmu – świat, z którego zaczerpnięty jest obraz Dziedzińca Pogan – jest po prostu światem przemocy, sprzecznym ze światem politeizmu i dialogu” (Paweł Grad, Dwa modele dialogu, christianitas.org, 21.01.2017).

Co ciekawe, niepewność co do roli, jaką w wydarzeniu zajęła Fundacja im. Stefana Batorego, wyraził na samym początku spotkania sam jej prezes, czyli Aleksander Smolar. Do problemu samej inicjatywy Dziedzińca Dialogi chciałbym jeszcze wrócić na końcu tekstu, teraz jednak zajmijmy się tematem dyskusji. Tezy do debaty przygotowane przez Aleksandra Smolara kończyły się serią pytań: „Jak Kościół oraz środowiska z nim związane postrzegają współczesną Europę i miejsce Polski w Europie? Jak definiują europejskość? Do jakich idei, wzorów postaw się odwołują? Jaki wpływ na postrzeganie Europy odgrywają środowiska prawicowe czy też konserwatywne związane z Kościołem?”. Mniej lub bardziej odnieśli się do nich pozostali paneliści, czyli Dominika Kozłowska, redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, Piotr Buras, ekspert ds. europejskich, publicysta, dyrektor warszawskiego biura ECFR oraz Michał Szułdrzyński, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”. Mnie jednak ciekawsze wydały się dwa wcześniejsze akapity „Tez”, w którym mogliśmy przeczytać:

Polityka Prawa i Sprawiedliwości wobec Unii Europejskiej, a nawet szerzej, Europy, jest radykalnie odmienna od tego, co znaliśmy za rządów poprzednich, nawet w stosunku do całego 25-lecia. Chociaż PiS deklaruje, że w żadnym razie nie myśli o wyprowadzaniu Polski z Unii, sposób, w jaki opisuje akceptowalną dla siebie Unię, daleko odbiega od rzeczywistości UE i od jej ewolucji (praktycznie od Traktatu Rzymskiego).

Jak się wydaje, nie jest to wyłącznie problem polityczny: koncepcji suwerenności narodowej. Za wyobrażeniami pożądanej przez PiS Unii Europejskiej kryje się głęboka niezgoda kulturowa – żeby nie powiedzieć cywilizacyjna – na współczesną Unię czy w ogóle na współczesny kształt polityczny i kulturowy Zachodu. Wydaje się, iż zrozumienie postawy obecnych władz wobec UE wymaga refleksji nad głębszymi tendencjami ideowymi (intelektualnymi), które występują w Kościele, oraz w środowiskach intelektualnych, które można utożsamiać z obozem obecnie rządzącym Polską”.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor też – przynajmniej widziany z perspektywy powyższego tekstu – patrzy na politykę PiS jako na reprezentację jakiegoś stanowiska Kościoła będącego rodzajem politycznego komitetu polskiego życia społecznego. W konsekwencji, że to Kościół ponosi też odpowiedzialność polityczną, a przynajmniej intelektualną za konflikty pomiędzy Polską a klasą rządzącą w Brukseli i części przynajmniej europejskich stolic. Wydaje się jednak, że taka diagnoza wynika z dość powierzchownego rozpoznania sytuacji i dynamiki, z jaką mamy do czynienia po stronie z jednej strony obozu władzy, a z drugiej Kościoła. Trzeba, co więcej, powiedzieć, że uznawanie Kościoła i PiS za jeden obóz jest rodzajem złudzenia optycznego. I nie chodzi tylko o to, że są duchowni i świeccy, którym bliżej jest w poglądach politycznych do dzisiejszej opozycji, ale o bardziej zasadnicze napięcia. Dopiero przybliżenie do zasad może nam pomóc w rozpoznaniu intelektualnych źródeł europejskiej polityki PiS.

Należałoby wyjść od nieco szkolnego i politologicznego zdefiniowania przedmiotu wypowiedzi. Zwykle Prawo i Sprawiedliwość określa się mianem prawicy, i to o zabarwieniu katolickim lub nacjonalistycznym. Historyk idei od razu rozpozna nietrafność takiej identyfikacji. Po pierwsze, biografia Jarosława Kaczyńskiego nie wiąże go z polityczną tradycją katolicką czy narodową, a raczej dość zdecydowanie z lewicą patriotyczną, którą moglibyśmy umieścić w rewirze dziedzictwa PPS i Piłsudskiego. Także obecność Kaczyńskich w Polsce Okrągłego Stołu oraz w polityce III RP jako obóz centrum (Porozumienie Centrum) wskazuje na inne źródła myślenia niż to, które byśmy określili mianem narodowo-katolickiego. Szczególnie osoba Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego zdecydowane zdystansowanie do postulatów agendy katolickiej, takich jak ochrona życia, będąca w katolickiej tradycji politycznej fundamentem wszelkiej sprawiedliwości społecznej, powinny nas skłaniać do przekonania, że PiS w swoim intelektualnym rdzeniu jest partią lewicową. Skąd zatem wziął się ten „PiS katolicki”? Okrągły Stół był bezprecedensowym politycznym wykluczeniem katolickiej reprezentacji katolickiego narodu ze spraw publicznych. Można powiedzieć, że zwycięsko rok 1989 przeszli jedynie koncesjonowani katolicy zbliżający się w swoich stanowiskach do chadecji, czyli realnie akceptujący porządek liberalny jako jedyny akceptowalny w nowej Polsce. Ktokolwiek – także ze środowisk okrągłostołowych – chciał wejść w realną polityczną rywalizację w Polsce po 1989 roku, musiał odwołać się do tego milczącego elektoratu łączącego katolików, osoby klasowo wykluczone z dystrybucji renty transformacyjnej, a także tę część elit solidarnościowych wyłączonych nie tylko z władzy, ale i z debaty publicznej. Zatem mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju przypadłością historyczną, której zwornikiem jest konflikt w obozie Okrągłego Stołu, ale także patriotyzm rozmaitych i różniących się mocno środowisk, w tym mających dostęp do sceny politycznej braci Kaczyńskich. Zamykając to politologiczne porządkowanie, trzeba by określić PiS mianem lewicy suwerenistycznej, która jeśli chciała politycznie istnieć, była zmuszona przechwycić elektorat katolicki.

 

[...]

Tomasz Rowiński

Czytany 640 razy
Tomasz Rowiński

Historyk idei, redaktor pisma ?Christianitas?

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.