czwartek, 25 styczeń 2018 08:04

„Miri” & „Abou Chaker”. Arabskie klany kryminalne w Republice Federalnej Niemiec zagrożeniem bezpieczeństwa państwa

Napisane przez

W ostatnim okresie dzięki zainteresowaniu mediów obywatele Niemiec mogli zapoznać się z migracyjnym fenomenem. Dziesiątki przybyłych do RFN braci, sióstr, wujków, ciotek i kuzynów, tworzących duże rodziny, zorganizowane jak zgrane klany i żyjące życiem podobnym do mafijnego, rozciąga swoje władztwo na całe niemieckie dzielnice, rządząc poprzez strach i terror, dominując miejscową zorganizowaną scenę przestępczą oraz częściowo wpływając na działania policji, sądownictwa oraz władz lokalnych i mediów.

Dla członków klanu prawo niemieckie nie ma żadnego znaczenia. Honor, duma i solidarność rodzinna są najważniejsze. Pomimo kryminalnej działalności i pogardy dla państwa pobytu nie mogą zostać deportowani, gdyż wielu z nich przed przyjazdem do Niemiec zniszczyło swoje dokumenty i podało fałszywą tożsamość, przez co wyeliminowało możliwość odesłania do kraju pochodzenia czy przybycia – chociaż wiadomo, że większość z nich przybyła z terytorium Libanu czy Turcji.

Zawieszenie w próżni – ze względu na statut tzw. pobytu tolerowanego – prowadzi do zwiększonej, często bardzo brutalnej, aktywności kryminalnej a co za tym idzie, do rozpowszechniania w niemieckiej społeczności stereotypów o arabskich (muzułmańskich) imigrantach. Aktywność tych klanów – bardzo lotna medialnie – jest jedną z przyczyn prawicowej radykalizacji niemieckiego społeczeństwa (uwidocznionej poprzez tzw. „skręcanie środka na prawo”), jak i zwiększającego się poczucia kapitulacji państwa, gwaranta bezpieczeństwa obywateli, przed arabską (muzułmańską) przestępczością.

Miri Clan

„Miri Klan”, zwany także „rodziną Miri”, to niemiecka nazwa części (całość to około trzydziestu rodzin) libańsko-kurdyjskiej społeczności Mhallami Kurden, której obecna działalność w Niemczech, oparta na zorganizowanej przestępczości, umiejscowiona jest głównie w Bremen, jak i W dependencjach w Essen i Berlinie. Członkowie rodziny trudnią się ściąganiem haraczy, handlem narkotykami i bronią oraz „ochroną” dzielnic „czerwonych latarni”.

Pochodzenie klanu i nazwa Mhallamiye nie są jednoznacznie przyjmowane – nawet w obrębie samej grupy etnicznej. W Turcji i Libanie Mhallamiye uważani są zwykle za Arabów. W Bejrucie nazywani są „libańskimi Kurdami”. W Niemczech eksperci określają ich jako „libańskich Kurdów”, a inni, jako „Kurdów z Libanu” lub „Mhallamiye Kurdów” czy „M-Kurdów”. Wielu Mhallamiye uważa się za „libańskich Kurdów” mówiących po arabsku.

Większość grupy etnicznej pochodzi z około 40-50 tureckich wiosek położonych w południowo-wschodniej anatolijskiej prowincji Mardin. Pod koniec lat 20. XX w. wielu z nich w poszukiwaniu lepszych warunków życia (wiązało się to z polityką Atatürka) wyemigrowało do Libanu. Szacuje się, że na świecie żyje około 150 000 Mhallamiye, w tym 60 000 w Turcji, 50 000 w Libanie oraz 40 000 w Europie – w tym 15 000 w Niemczech.

Do RFN przybyli w połowie lat 80. z Libanu jako uchodźcy wojenni. Wielu uważa się za bezpaństwowców i dlatego ich pobyt w Republice Federalnej jest tylko tolerowany (Duldung). Inni natomiast są niemieckimi obywatelami.

Podczas gdy etniczni Kurdowie mówią dialektem Zaza lub Kermanji, Mhallamiye mają własny dialekt.

Populacja rodziny Miri szacowana jest na ok. 3 100 osób. Dokładnej liczby nie można ustalić, gdyż relacje pomiędzy członkami rodzin są zagmatwane, a na przeszkodzie w ich wyjaśnianiu stoi polityka ochrony danych osobowych, ściśle przez owe społeczeństwa/rodziny wykorzystywana.

 1 m

 

Zdj. Klan Miri w Bremen, „Stolze Deutsche Patrioten”, źródło: https://deutschepatriotenseite.wordpress.com/2015/02/12/walrode-hells-angels-vs-miri-clan-endlich-greift-

jemand-gegen-den-miri-clan-durch/, dostęp: 21.02.1015.

Kłopoty w identyfikacji poszczególnych członków, mają swe podstawy również w nazewnictwie. W Turcji Mhallami używają imion arabskich, które nie zawierają nazwisk w europejskim tego słowa znaczeniu. Wprowadzone przez Mustafę Kemal Atatürka nazewnictwo tureckie, używane było przez rodziny, tylko w kontaktach z tureckimi władzami. Również w Libanie (pierwotnie) wykorzystywano tylko imiona arabskie. Zmieniło się to po wprowadzeniu obowiązku używania nazwisk, które prawdopodobnie wybierane były przez wzgląd na męskiego przodka, konkretną tradycyjną pozycję rodziny czy miejsce lub region pochodzenia. Prawdopodobnie stało się to pomiędzy 1925 i 1935 rokiem. Identyczności lub podobieństwa nazwisk nie muszą oznaczać, że rodziny są ze sobą spokrewnione, gdyż nazwiska po przyjeździe do Libanu zostawały dowolnie wybierane – najczęściej orientowane na osiadłą już tam rodzinę lub z powodu sporów rodowych, na nowo przyjmowane. W efekcie, często prowadziło to do powstawania całkowicie nowych, z sobą niepowiązanych klanów.

Kryminalno-mafijna działalność kurdyjsko-arabskich rodzin na terenie RFN doprowadziła do powstania w 2004 roku przy Federalnej Policji Kryminalnej komisji ds. przestępczości zorganizowanej – Kommission Organisierte Kriminalität des Bundeskriminalamts – która zajmuje się ich aktywnością. Komisja wielokrotnie krytykowała brak integracji z niemieckim społeczeństwem członków ww. grup, przy czym zdaniem ekspertów niemiecki system sprawiedliwości poprzez błędne interpretowane zasad tolerancji zasadniczo utrudnił demontaż przestępczych związków bliskowschodniej mafii.

Od 2010 roku, policja – Informationsstelle ethnische Clans ISTEC – gromadzi dane dotyczące przestępstw, popełnianych przez etniczne klany/rodziny arabskie. Informacje dotyczące klanów etnicznych (ISTEC) obejmują każdego członka rodzin, który przynajmniej raz miał konflikt z prawem. Zgodnie z danymi policji w Bremen od 2010 roku (do 2015) zarejestrowano 1371 osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa, czyli więcej niż jedna trzecia wszystkich Mhallamis. Odnotowywane są nawet dzieci w wieku ośmiu lat (często zaczynające swoją aktywność od ściągania haraczy w swoich szkołach) dla „jak najwcześniejszego wykrywania zachowań kryminalnych w celu zapobiegania kariery przestępczej”.

 

[...]

Sławomir Ozdyk

Wyświetlony 1249 razy
Więcej w tej kategorii: « Katalonia. 155: kpina Z czym do Azji? »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.