czwartek, 25 styczeń 2018 08:32

Chiński sposób myślenia - wywiad z Piotrem Plebaniakiem

Napisane przez

„Na krótki dystans jako Polska możemy zyskać ekonomicznie, na dłuższy dystans będziemy przyczółkiem ekspansji Chin na Europę. A to mało pozytywne” – przestrzegał pan na jednym z ostatnich wykładów przed skutkami kolejnych działań ekonomicznych Chin, np. budową Nowego Jedwabnego Szlaku. Wielu ekonomistów wręcz przeciwnie: jest wobec tego nastawiona optymistycznie. Skąd u pana taka interpretacja?

Wynika to ze znajomości chińskiego sposobu myślenia i nabytej umiejętności oddzielenia emocji od myślenia pragmatycznego. A Chińczycy to bardzo pragmatyczny naród. Jego decydenci dobierają sposób działania tak, by w najbardziej zoptymalizowany sposób osiągnąć swoje cele. A celem ich współpracy z Polską nie jest ani zapewnienie nam dobrobytu ani zbudowanie relacji partnerskich i podarowanie nam podmiotowości. To tylko głośno reklamowane środki do osiągnięcia ich celu – przejęcia przez Chiny światowego prymatu gospodarczego. Swoim kapitałem Chiny najprawdopodobniej umożliwią nam wydostanie się z uzależnienia ekonomicznego od Zachodu. Jeśli więc uwolnimy się od gospodarczego neokolonializmu (np. drenażu kapitału), to zyskamy wolność tylko na tyle, na ile pozwoli nam na to decyzja Pekinu i tylko na zasadzie przygodnej zbieżności interesów. Gdy karty polecą na stół, może się okazać, że odzyskana podmiotowość była tylko narzędziem osiągnięcia pewnego etapu chińskiej ekspansji. A ponieważ znacznie bardziej niż teraz będziemy uzależnieni od chińskiego kapitału, z łatwością będą nam mogli naszą podmiotowość zabrać, by realizować kolejne kroki w drodze do swojego celu.

Opowiada pan o tym tak, jakby Chiny miały opracowany na szeroką skalę plan strategiczny.

Na pewno taki plan mają i go realizują. Mogę jedynie spekulować, jakie są jego wytyczne, jakie elementy konieczne. Jakie są jego warianty… i co może wpłynąć na ich uruchomienie. A to ostatnie dlatego, że każdy dobry plan jest elastyczny, a więc możliwa jest jego modyfikacja w obliczu nowych zdarzeń i okoliczności.

Od 15 lat zajmuje się pan myślą chińską i strategiami skutecznego działania w tej mentalności. Prześledźmy więc te mechanizmy, o których pan mówi, krok po kroku.

Rozmawiamy o planach zdobycia przez Chiny władzy ekonomicznej, za którą będzie szła władza polityczna, a więc siłą rzeczy także militarna. Musimy więc odwołać się do tzw. głębi historycznej, która kształtuje logikę decyzji podejmowanych w Pekinie oraz aspiracje geopolityczne decydentów. Fundamentem w sferze geopolityki jest dla Chińczyków m.in. powstały w VI w. p.n.e. traktat „Sztuka wojny”. Traktat ten jest wtórnym opracowaniem idei pochodzących z bardziej pierwotnego źródła – „Księgi przemian”. Księga ta to w swojej najbardziej pierwotnej formie zbiór aforyzmów, które instruują, jak dostroić swoje zamiary i działania do rytmu wszechświata. Przywołuję to nie jako dygresję i ciekawostkę kulturoznawczą. To historyczne i filozoficzne dziedzictwo determinuje sposób, w jaki Chińczycy patrzą na świat. A zrozumienie tego jest niezbędne do rozumienia myśli strategicznej decydentów Jedwabnego Szlaku.

Kluczowe koncepcje samej „Księgi przemian” formowały się jeszcze w czasach neolitycznych. Ich symbolem rozpoznawczym jest czarno-biały symbol Yin i Yang, znany większości z nas z mniej szlachetnych miejsc, takich jak salony chińskiego masażu lub tak nobliwych jak flaga Korei Południowej. Symbol dwóch sił oscylujących i transformujących swoją tożsamość jedna w drugą to kosmologiczna podstawa tego, jak Chińczycy postrzegają związki przyczynowo-skutkowe wszechświata i wszelkich ludzkich interakcji. Wedle wykładni księgi każde zjawisko oscyluje od swojego największego do najmniejszego nasilenia – osiąga apogeum, aby nieuchronnie przesilić się i transformować w przeciwieństwo. Dwie kontrastujące kropki wskazują, że nawet w swoim maksimum zjawisko ma w sobie zaczątek nieuchronnego przesilenia. Może to być arogancja triumfującego zwycięzcy, niosąca mu zgubę w następnej bitwie. Sam zwycięski generał, choć jego czyn chwilowo utrwali potęgę imperium, może już skrycie dokonać przewrotu i wywołać tym upadek całego państwa.

 

I idąc dalej: koncepcja wuwei, która w taoizmie nazywa się doktryną niedziałania, polega na tym, by dostosowywać swój rytm działania do tych pulsacji przemian: natężenia i osłabienia. W kontekście zarządzania konfliktem – na czym koncentruje się „Sztuka wojny” – decydent powinien tak dostroić działania i pokierować przeciwnikiem, by moment decydującej rozgrywki, niekoniecznie zbrojnej, nastąpił w chwili, gdy stosunek sił jest dla niego najkorzystniejszy.

Mówi pan o „rozgrywce niezbrojnej”. Jak pan je rozumie?

W filozofii i cywilizacji chińskiej wykształciło się zupełnie inne rozumienie wojny, a szerzej – konfliktu. Jeden z historyków amerykańskich, John Keegan definiuje wojnę jako „kolektywne zabijanie dla kolektywnych celów”. Na Zachodzie kulturowe uwarunkowania sprawiły, że scenariusz konfliktu przybiera formę ostentacyjnej konfrontacji – np. zdobycie stolicy wroga czy inny spektakularny wyczyn, jak decydująca bitwa potężnych armii. Kształt prawa międzynarodowego dawniej i dziś jest wypadkową rozmaitych procesów występujących w Europie: prawne rozgraniczenie wojny i pokoju, konwencje o traktowaniu jeńców… to wszystko wpływa na nas i na postępki rządów i generałów dowodzących – czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.

Na chińskich decydentów wpływa zupełnie inny agregat uwarunkowań. Dla nich starcie frontalne, „rycerskie” jest objawem tego, że konflikt wymknął się spod kontroli. Podobnie myślimy i na Zachodzie, ale Chińczycy uzasadniają sprawę inaczej. Absolutną podstawą jest dla nich prowadzenie konfliktu skrycie i wygranie go, zanim konieczne będzie użycie wojska. Albo – najlepiej – zanim przeciwnik zorientuje się, co jest na rzeczy i zbuduje adekwatną do zagrożenia kontrsiłę. Taka wojna współcześnie nazywana jest wojną hybrydową, a jej głównym elementem jest tzw. wojna informacyjna – obiektem oddziaływania są społeczeństwa nieświadome celów wywieranego na nie wpływu.

Traktat „Sztuka wojny” wprost definiuje zwycięstwo jako zdolność do dyrygowania ruchami przeciwnika z taką swobodą jak własnymi. W tak rozumianym konflikcie nie potrzeba rytualnie upokarzać przegranego, by przypieczętować i oznajmić wszem i wobec swoje zwycięstwo czy potęgę. Zamiast pokazowej eskalacji użytej siły Chińczycy raczej będą próbowali ją zminimalizować. Co najciekawsze, będą moderować użytą siłę, jak i ograniczać osiągnięte zdobycze.

 

[...]

Dorota Niedźwiecka

Wyświetlony 467 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.