czwartek, 25 styczeń 2018 08:36

Z deszczu pod rynnę [z napisem made in China]? felieton fantastyczno-naukowy

Napisane przez Piotr Plebaniak

Dr Jacek Bartosiak twierdzi w swoich prelekcjach, że Polska, poprzez położenie geograficzne, ma w nadchodzących zmaganiach o zmianę architektury bezpieczeństwa rolę kluczową. Jeśli rzeczywiście tak jest, w najbliższych latach nasz naród i państwo zostaną poddane oddziaływaniu wszystkich sił, które w zmaganiach ponad naszymi głowami realizują swoje istotne interesy – gospodarcze i polityczne.

Z całą pewnością budowa Nowego Jedwabnego Szlaku oznaczani nieuchronną zmianę w układzie władzy i powiązań ekonomicznych. Z punktu widzenia każdego establishmentu, każda zmiana jest zmianą na gorsze. Tym establishmentem są zasadniczo trzej „gracze”: Rosjanie, Niemcy i decydenci Stanów Zjednoczonych. Wszyscy trzej mają swoje działające układy oraz formalne i nieformalne grupy nacisku. Słowem, interes się kręci. Ale teraz do stołu dosiadają Chińczycy, kładąc przed sobą wór pieniędzy. Co zrobią?

Przede wszystkim, jakiekolwiek mieliby plany, muszą mieć na miejscu silną i skuteczną tzw. agenturę wpływu. To brzmi groźnie i spiskowo, więc na razie nazwijmy to jako „lobby dbające o dobro swoich inwestycji”. Ich obecność ekonomiczna siłą rzeczy przekształci się w obecność polityczną i wojskową. Patrzmy na Afrykę, bo podobna sekwencja etapów chińskiej obecności na czarnym lądzie zostanie odegrana w Europie Wschodniej. Ale co innego jest istotą problemu. Istotny jest sposób, w jaki Chińczycy będą podporządkowywać terytorium i decydentów RP swoim celom gospodarczym i politycznym. Przyjrzyjmy się możliwościom.

Chińczycy swoje lobby mogą zbudować od zera, oddolną pracą swoich imigrantów, którzy budując własne prosperity i relacje biznesowo-polityczne staną się głównym nurtem życia ekonomicznego. A są już w połowie drogi do tego, gdyby ktoś nie zauważył. Widać to w sferze importu z Chin. Jeszcze dekadę temu, gdy ja sam zaczynałem pracę w tej branży, na targi jechało się do Kantonu, a kontenery z towarem płynęły na statkach europejskich armatorów. Ale od kilku lat targi branżowe chińskich producentów odbywają się już w Polsce. Zadanie domowe: zobaczmy ile kontenerowców-gigantów przysyła aktualnie chiński armator COSCO do Gdańska. Największym skokiem w tym procesie jest Aliexpress, czyli platforma chińskich sklepów internetowych. Na aktualnym etapie rząd chiński dotuje przesyłkę sprzedawanych tam towarów. Następnym etapem – moim zdaniem – będzie uruchomienie centrów dystrybucyjnych, w których buforowanie towarów umożliwi dostawę do klienta trwającą nie miesiąc, ale 24 godziny.

Może się więc niedługo okazać, że w całym łańcuchu producent->fracht->hurtownik->detalista->końcowy klient, tylko ten ostatni nie będzie miał skośnych oczu… i zatęsknimy za dawnymi dobrymi czasami, gdy Polak był w kraju u siebie, mimo że traciliśmy cukrownie, banki i inne atrybuty gospodarczej niezależności.

Taki przykry scenariusz zrealizuje się prawie na pewno, bo Chińczycy – od prostego obywatela po głównych decydentów KPCh – to mistrzowie tworzenia gospodarczej prosperity za pomocą mrówczej, pełnej wyrzeczeń pracy. Bez gruntownych zmian w mentalności. Na tym polu, nie mamy szans z nimi konkurować. Jest tak choćby przez to, że obywatele Chin mają zapewnioną możność korzystania z owoców swojej pracy. Więcej opowiadam pani Dorocie Niedźwieckiej w wywiadzie [poniżej?].

To „prawie” to miejsce na gorącą wojnę między Chinami i Stanami Zjednoczonymi – taką, jaką opisuje Jacek Bartosiak. To także miejsce na próby obezwładnienia Polski jako państwa i Polaków jako narodu – a w kwestii jedności narodowej i bezpieczeństwa publicznego jest u nas bardzo dobrze. Od zaburzenia tego stanu była niebezpiecznie blisko nieudana na szczęście próba wciśnięcia Polsce na siłę niezweryfikowanych tzw. uciekinierów ze stref wojennych. Mam nadzieję, że do zaistnienia skrajnych wydarzeń, takich jak podzielenie i zaszczucie na siebie części społeczeństwa (wojna domowa) nigdy nie dojdzie.

Zagrożenie powyższymi nieszczęściami to miejsce na decyzję Chińczyków, aby osiągnąć ich cele poprzez zbudowanie, odbudowanie polskiej podmiotowości i siły. A przecież Chińczycy potrzebują bezpiecznej i potrafiącej się obronić platformy do inwestycji długoterminowych, prawda? Gdyby rzeczywiście miało do tego dojść, to może za sto lat nasi potomkowie, siedząc przy stole z Chińczykami i naszymi braćmi w historycznych potrzebach Węgrami i co drugi toast będą wznosić uroczystymi słowami „Polak, Chińczyk, dwa bratanki”.

Tajpej, 19 listopada 2017

Piotr Plebaniak

Czytany 184 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.