czwartek, 25 styczeń 2018 09:10

Uczmy się od Chin

Napisane przez

Współczesne dzieje Polski i Chin rozpoczęły się tego samego dnia. 4 czerwca 1989 roku w Polsce odbyły się wybory kontraktowe, które otwierały opozycji drogę do władzy, a w Pekinie na Placu Tien’anmen (Niebiańskiego Spokoju) komuniści chińscy krwawo zdławili protesty prozachodnich studentów.

Od tego czasu Chiny osiągnęły sukces zapierający dech w piersiach. W ciągu 30 lat wydźwignęły się z pozycji jednego z najbiedniejszych państw świata na drugie miejsce w globalnej gospodarce i polityce. Z państwa-pariasa stały się wyzwaniem dla hegemonii USA. Wydobyły z nędzy ponad pół miliarda swoich obywateli, dając im pracę, mieszkania w miastach i coraz wyższe wynagrodzenia. Żadnemu innemu państwu nie udało się tego dokonać.

Jakie metody zastosowali Chińczycy, by osiągnąć wyznaczony sobie cel? Spróbujmy przedstawić je choćby w ogólnych zarysach.

Wejście w światowy porządek

Aby otworzyć się na świat, należało przystąpić do międzynarodowych organizacji. Pekin nie chciał zgodzić się na warunki oferowane przez USA, które w tym okresie zdominowały politykę światową. Proces ten, spowalniany przez wieloletnie, niejednokrotnie przedłużane negocjacje, trwał kilka dziesiątków lat. Chińczycy wiedzieli, że reguły gry stanowią o sukcesie bądź porażce. Nam tej świadomości zabrakło, tak przy włączaniu się do światowego systemu, jak i przy wchodzeniu do Unii Europejskiej.

Aby przystąpić do globalnej konkurencji, trzeba rozpoznać teren, rozgryźć reguły, zrozumieć działania najbardziej wpływowych aktorów. I Chińczycy to robią na wielu poziomach – od publicystyki (czego przykładem jest „Wojna o pieniądz” Song Hongbinga, wydana przez wydawnictwo Wektory) po analizy w centrach wojskowych, które zajmują się także rozszyfrowaniem specyfiki rządzenia za pomocą dolara. Czasami mamy dostęp do takich materiałów, np. analiza generała Qiao Liang, w której przedstawił on, w jaki sposób decyzje FED i globalna geopolityka Waszyngtonu są skoordynowane, jakie odnoszą korzyści z obecności dolara w świecie i jak je wzmacniają wzniecając kryzysy w różnych częściach świata. Jeszcze przed krachem chińskiej giełdy twierdził, że teraz przyszła kolej na Chiny. USA nie udało się bowiem wywołać kryzysu morskiego, konfliktów o wyspy czy wieże wiertnicze. Ruch Occupy Central w Hong Kongu też poniósł porażkę i nie powtórzył sukcesu kijowskiego Majdanu.

Chińczycy opanowali więc reguły globalnej gry, mechanizmy światowego pieniądza i gospodarki i wiedzą, jak się w tych ramach poruszać.

Władza suwerenna

Deng Xiaoping w grudniu 1978 r., przeprowadzając reformy i modernizację, wprowadził kraj na nową ścieżkę rozwoju. Późniejsi liderzy dokonywali kolejnych kroków, z których najważniejsze było wprowadzenie Chin do Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO). Partia zapewniła stabilność przejścia od gospodarki komunistycznej do bardzo specyficznej konstrukcji, gdzie państwowe kolosy odgrywają rolę liderów rynku, rozwoju technologii i ekspansji zagranicznej, prywatne przedsiębiorstwa zaś zagospodarowują pozostałą przestrzeń gospodarczą. A wszystko to w systemie jednopartyjnej władzy politycznej, która uchroniła struktury państwa przed rozdrobnieniem i dezorganizacją, jakiej uległo państwo polskie. Chinami wciąż bowiem – od 1 października 1949 r. – rządzi partia komunistyczna. To ogromna ogólnonarodowa organizacja – liczy 89 milionów członków, choć realna władza wykonawcza skupiona jest w siedmioosobowym Komitecie Politbiura.

Władza Chin opiera się na wielowiekowej tradycji, na merytokracji aparatu państwowego i partyjnego. To właśnie biurokracja kieruje państwem, to ona musi rozpoznać trendy, wyznaczyć strategię, a później nadzorować jej realizację. Zintegrowana władza, nazywana „autorytarną”, może zmusić przedsiębiorstwa do zachowywania się zgodnie z logiką i w interesie całej gospodarki, a nie tylko własnym. W przeciwieństwie do często chaotycznej i nieprzewidywalnej demokracji – Chiny są stabilne i przewidywalne.

Państwo liberalne, niesprawne przez system rozproszenia władzy („checks & balances”), jest niewydolne nawet w stabilnych warunkach, ale zapewnia różnym grupom elit równowagę sił. Ustrój taki wprowadzony w państwie słabym i podporządkowanym obcym wpływom, gwarantuje że kraj nie będzie się rozwijał. Jednym słowem będzie łatwym łupem dla wielkich tego świata. Chińska Partia Komunistyczna nie oddała władzy, utrzymała ośrodek dowodzenia, który potrafi rozeznać sytuację, zgromadzić wiedzę i zaplanować drogę rozwoju, a także zmobilizować do tego środki i zapewnić wsparcie w razie pojawieniu się przeszkód.

Gospodarka – walczyć o wartość dodaną

Wzrost PKB Chin jest niewiarygodnie szybki i od długiego czasu – od 2000 roku Chiny rozwijają się z najwyższym na świecie średnim rocznym wzrostem PKB, aż 9,6%, podczas gdy strefa Euro osiąga 1,0%, a USA 1,9%. W dynamice wszyscy oczywiście ustępują Chinom, ale w wartościach realnych jest to wciąż biedny kraj – PKB na mieszkańca wynosi 8,1 tys. dolarów, gdy w USA – ponad 57 tysięcy. To ciągle przepaść, jednak już nie taka jak na początku drogi w 1989 r., gdy w Stanach na mieszkańca PKB wynosił 23 tysiące $, a w Chinach zaledwie 300 $.

Gospodarka chińska była centralnie sterowaną, pozbawioną prywatnej własności gospodarką komunistyczną, zdewastowaną przez wojny i rewolucje. Toteż zacząć trzeba było od fundamentów, na początku wprowadzając reformę rolnictwa, prywatyzując je i osiągając wysoką wydajność dzięki drobnej prywatnej własności. Był to pierwszy krok do sukcesu. Zapewniał dostatek żywności i uwolnił rzesze ludności wiejskiej do budowy przemysłu. To właśnie industrializacja była najważniejszym krokiem w rozwoju państwa. Podobnie jak Japonia, Tajwan, Korea Płd. – Chiny zastosowały strategię skoncentrowaną na rozwoju eksportu, chroniąc swoje rozwijające się gałęzie („infant industries”) taryfami importowymi, regulacjami i zamówieniami publicznymi. Etap ten rozpoczynała rozbudowa hutnictwa i przemysłu metalowego. Japonia od 1954, a Chiny od 1992 r. rozwinęły na wielką skalę produkcję stali i metali takich jak aluminium czy miedź.

Polityka przemysłowa jest kluczowa – pozwala konkurować na rynkach światowych i tworzy dużą ilość miejsc pracy. Chiny zbudowały swoją potęgę na eksporcie jako mechanizmie rozwoju, wykorzystującym tanią siłę roboczą i nakręcającym rozwój gospodarczy. Jego rola była ogromna – po wstąpieniu do WTO w 2001 r. eksport stanowił w 2006 r. 37% produktu narodowego. W późniejszych latach Chiny uniezależniły się jednak od światowego rynku, opierając rozwój na krajowym popycie. Dzisiaj eksport stanowi jedynie 20% PKB, nieznacznie więcej niż w gospodarce amerykańskiej (12,5%), nieporównywalnie zaś mniej niż w niemieckiej (46%), nie mówiąc już o polskiej (52%). Chiny nie miały też deficytu handlowego, wypracowując cały czas nadwyżki, zwiększały swoje bogactwo, akumulując kapitał, umożliwiający inwestycje tak w kraju, jak i za granicą. Dzięki temu stały się zasobnym krajem, który jest w stanie przetrwać największe kryzysy.

Historycznie patrząc – to nic nowego, to powtórzenie wzorców rozwoju Wielkiej Brytanii z czasów imperium, Niemiec z XIX wieku, opierających się na ideach Friedricha Lista, ekspansji Japonii ery Meiji czy w końcu Stanów Zjednoczonych z XIX i XX wieku. System oparty na protekcjonizmie wobec zagranicy, intensywnym ściąganiu zasobów i konkurencji wewnętrznej. Kraje te „zapomniały” o własnej historii i promują model, który blokuje pojawienie się nowych konkurentów, a w którym same nie mogłyby się rozwinąć. Polityka chińska sprzyja rozwojowi gospodarki własnego kraju, nie kierując się radami ani nie ulegając presji Zachodu.

Istotna jest także własność przemysłu, w halach montażowych stawianych w Azji Południowej, jak i w Polsce, trudno nauczyć się nowych technologii, które pozostają we władzy globalnych korporacji i nie generują realnego rozwoju gospodarczego. Po zamknięciu takich montowni pozostaje jedynie zdewastowany rynek pracy. Własność decyduje o miejscu akumulacji dochodów wypracowanych przez przedsiębiorstwo, a dominacja zagranicznego kapitału to drenowanie z kraju wypracowanych nadwyżek, osłabianie gospodarki z powodu wypływu dochodów i w efekcie – ubożenie kraju.

Strategia ta jest sprzeczna z tym, co zaleca Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i rozwinięte kraje Zachodu, czyli oddawanie międzynarodowej konkurencji kolejnych gałęzi własnej gospodarki – tak w przemyśle, jak i usługach, szczególnie finansowych. A wszystko to pod hasłami wolnego rynku.

Chińczycy zapobiegli takiemu scenariuszowi, wspierając własne państwowe i prywatne przedsiębiorstwa w dziedzinach umożliwiających rozwój kraju. Zasilając je tanimi kredytami, nie pozwalając wypchnąć ich z dochodowych gałęzi gospodarki. Chiński biznes działał w uprzywilejowanych warunkach w kraju, a konkurował na rynkach światowych. I tak „narodowi czempioni” wchodzili na rynki zagraniczne, a dzięki eksportowi stawali się potęgą światową. Jeśli tam sobie radzili, to znaczy, że były konkurencyjne, jeśli nie – zaprzestawano ich wpierania.

[...]

Andrzej Szczęśniak

Czytany 870 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.