środa, 09 maj 2018 21:37

OPERACJI „WROBIĆ POLSKĘ” ETAP KOLEJNY

Napisane przez

Żadne z państw, uczestniczących w II wojnie światowej, nie poniosło strat porównywalnych z polskimi. Żadne, włącznie z pokonanymi sprawcami wojny, nie zostało też przez zwycięzców potraktowane równie okrutnie. Dotycząca Polski polityka każdego ze zwycięskich mocarstw to, z małymi wyjątkami, pasmo nikczemności.

Skala dokonanego na naszej ojczyźnie łajdactwa była tak wielka, że dla jego uzasadnienia elity amerykańskie, brytyjskie, francuskie czy rosyjskie nie znalazły rozwiązania lepszego, jak tylko - zniszczenie wizerunku Polski. Zdradzić bohaterów – to przecież hańba. Zdystansować się od awanturników, szmalcowników, współsprawców Holokaustu – to całkiem co innego. Mistrzom cynizmu z Zachodu i Wschodu wybór nasuwał się więc sam. I taki polityczno - narracyjny kurs nie tylko, w dużej mierze, został utrzymany do dziś. Trwające kilkadziesiąt lat sukcesy kłamstwa jako alibi wiarołomców - stanowią dziś zachętę do kroków jeszcze bardziej bezczelnych.

Logiczne żródła antypolonizmu

Jest takie żydowskie przysłowie: „Jakież dobrodziejstwo ci wyświadczyłem, że mnie aż tak nienawidzisz?”. Nic nie odpowiada mu bardziej od polskiego losu, zapoczątkowanego w 1939 roku, kiedy to Wielka Brytania i Francja nie wywiązały się z zobowiązań sojuszniczych. Pomimo tego już kilka miesięcy później pospiesznie sformowane polskie brygady stanęły w obronie Afryki Północnej i Norwegii a ledwie utworzona polska armia wykrwawiała się w obronie Francji. Po jej klęsce (de facto – w dużej mierze jej przejściu na stronę Hitlera) ocalone i przegrupowane resztki polskich dywizji stały się największą siłą sojuszniczą atakowanej przez III Rzeszę Anglii. Działający na uchodźstwie Rząd Polski wszystkie koszty, związane z utrzymaniem naszych dywizjonów lotniczych, broniących Wielkiej Brytanii, pokrywał z zasobów uratowanego Polskiego Skarbu Narodowego oraz z kredytów. Ostatnią ich ratę, wraz z odsetkami, państwo polskie spłaciło w roku 2008. Rachunki, wystawione przez skrupulatnych Brytyjczyków, uwzględniały nie tylko cenę kupionych samolotów, wypożyczonych okrętów, koszty wiążące się ze stacjonowaniem i walką każdego polskiego żołnierza, ale nawet szczegóły takie, jak opatrunki czy mandaty za wykroczenia drogowe, jakich polscy piloci dopuszczali się, spiesząc do swych jednostek w trybie alarmu. Mandaty przez pilotów niezapłacone, gdyż np.- zginęli w obronie Wielkiej Brytanii. Oddzielne kredyty Rząd Polski zaciągał też m.in. w celu przerzucania pieniędzy do okupowanego kraju, z ich przeznaczeniem na ratowanie Żydów.

Antypolonizm, czyli metoda biznesowa

Zarówno podręczniki biznesu, jak i polityki, roją się od pojęcia: „narracja”. Zdania o „dobrej narracji, prowadzącej do zwycięstwa” powtarzają się w nich setki razy. Polityk musi umieć przekonująco opowiedzieć o celach, za którymi pójdą tłumy a potem jeszcze lepiej opowiedzieć o przyczynach, z których cele te nie mogły być osiągnięte. Dobra opowieść nie tylko usprawiedliwi zbrodnię, ale nawet przekona, że była ona czynem szlachetnym. Anglosascy twórcy „Karty Atlantyckiej” wypełnili ją frazesami o prawach narodów, lecz nie wahali się tymi samymi narodami handlować, skazując miliony na grabież, niewolę, poniewierkę a setki tysięcy na zagładę. Większość Polaków, krwawiących na stokach Monte Cassino, pochodziło z ziem, które pół roku wcześniej, na konferencji w Teheranie, Roosevelt z Churchillem oddali w prezencie Stalinowi. Tak naprawdę oddali oni mu zresztą całą ojczyznę ludzi, którzy w 1939 roku stanęli do samotnej obrony nie tylko przecież swojego kraju. Jak uzasadnić taką polityczną zbrodnię? Jest jeden „znakomity” sposób. Trzeba powiedzieć światu, że po pierwsze – nasz sowiecki sojusznik to nie żaden satrapa, który wcześniej był sojusznikiem Hitlera, ale bohaterski obrońca ludzkości. A po drugie – nie oddało mu się żadnych bohaterów, lecz jakichś tam niepoważnych burzycieli międzynarodowego porządku. Przybić to może samonasuwający się argument, że kiedy tej jakiejś Polski nie było na mapie to Europa miała Belle Epoque – piękną i długą epokę ładu i stabilizacji. No i warto skorzystać z uspokajaczy sumienia, dostarczanych przez NKWD. To dzięki nim wolny świat sam dojdzie przecież do wniosku, że ktoś w końcu nad tymi żądnymi żydowskiej krwi antysemitami musiał zapanować. Przecież pierwszym, za co się zabrali po wyzwoleniu, ofiarowanemu im przez naszego przyjaciela Stalina, było właśnie mordowanie kieleckich Żydów. Czyż warto się upominać o takich?

 

Nowy pomysł: najbardziej nikczemnych można wyjąć spod prawa

W całym świecie cywilizowanym w prawie spadkowym obowiązuje ta sama zasada: mienie pozostawione bez spadkobiercy przechodzi na własność skarbu państwa. Dziś jesteśmy świadkami produkowania odstępstwa od tej zasady. Jakie to okoliczności stoją za złamaniem odwiecznego, praktykowanego od tysiącleci fundamentu prawa rzymskiego? Czyżby cywilizowany świat zamierzał przychylić się do wniosku, iż rozprawić się musi ze zbieraniną tak nikczemną, że w jej konkretnym przypadku najbardziej odwieczne normy nie muszą mieć zastosowania?

Mam zbyt wysoką opinię o amerykańskich filmowcach czy francuskich historykach, by ich „merytoryczne błędy” postrzegać jako przejawy ignorancji. Ich źródeł szybciej szukałbym w podręcznikach, zachwalających skuteczność oręża narracyjnego. Stąd nie wierzę, żeby oddział Wojska Polskiego, rozstrzeliwujący Żydów warszawskiego getta w amerykańskim serialu Holokaust pojawił się w nim w efekcie niedouczenia scenarzystów. Nie przypuszczam też, żeby mapy, wydane na 50. Rocznicę Utworzenia Drugiego Frontu, tylko w wyniku przypadku pomijały szlak bojowy dywizji gen. Maczka, podczas gdy dokładnie przedstawiały trasę marszu np. kompanii Czechów i batalionu Słoweńców. Uważam też, że rację ma prof. Chodakiewicz mówiąc, że wcale się nie przejęzyczył Barack Obama, mówiący o „polskich obozach”. Myślę też, że nie mylę się, nie wyrażając zdziwienia milczeniem w takiej sytuacji kogoś takiego, jak Daniel Rotfeld. Analogicznych przykładów można by wymienić tysiące. I większość z nich, moim zdaniem, też nie jest dziełem przypadku.

Prawda sama się nie obroni

 Od wieków kłamstwo bywało instrumentem polityki i biznesu. Na naszych oczach staje się dziś ono narzędziem łamania norm odwiecznego i powszechnego prawa w jakże niskim celu złupienia ofiary, której przyprawiono maskę kata. W rękach cyników odwieczne prawo jest więc wykluczane z kanonu wyższych wartości. Dla wielu możnych dzisiejszego świata prawo staje się już tylko maczugą i to wyskrobaną nie w jakimkolwiek przyzwoitym celu, lecz do tłuczenia nią i grabienia wielokrotnie słabszych od siebie. Dokąd zdryfuje świat, w którym kłamstwo zwycięża prawdę a najstarsze i najpowszechniejsze prawo jest zmieniane tylko dlatego, że pojawił się pomysł złupienia kogoś, kogo akurat złupić wyjątkowo łatwo?

Źródłem dużej części obecnych kłopotów naszej ojczyzny są sukcesy w upowszechnianiu kłamstwa. Tym efektywniejsze są jego moce napędowe, im bliższe są jego stricte finansowe owoce. Prawda ma małe szanse, jeśli jej zniszczenie leży w interesie wielu potęg – różnorakich i dominujących po różnych stronach barykady. Jak zawsze – sojusznikami kłamstwa, jak każdego innego zła, jest bierność. Prawda, poza oczywistym walorem moralnym, ma jednak tę praktyczną przewagę, że nie wymaga preparowania. Np. niemiecka polityka historyczna musi być kosztowna, gdyż wymaga manipulacyjnej ekwilibrystyki, falsyfikowania faktów, preparowania dokumentów, ryzykownych poszukiwań wspólników w kłamstwie. Załgana narracja serialu Nasze matki, nasi ojcowie utkana jest z licznych pochlebstw kierowanych pod adresem Rosji. Twórcy tego oszczerstwa, wyprodukowanego przez państwową niemiecką telewizję, ewidentnie „puszczają oko”, zupełnie jakby mówili do Rosjan: „tak, łżemy jak psy, ale was w tym filmie stawiamy na piedestale, więc chyba OK, prawda?”. W porównaniu z zadaniami polityk historycznych państw, które mają co ukrywać i mają z czego się tłumaczyć, zadanie polskiej polityki historycznej jest arcyproste. Nam wystarczy mówić prawdę, byle tylko dobrze, dużo i dostatecznie głośno. To, że niczym takim nie były zainteresowane marionetkowe władze PRL ani też postkomunistyczne kliki III RP, łatwo zrozumieć. Bo i od kogo obrony polskiego imienia i polskiego interesu było wtedy oczekiwać? Czas jednak stanąć do walki w obronie prawdy – walki o rozmiarze takim, na jaki obrona tej świętej wartości zasługuje.

Czytany 66 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.