środa, 09 maj 2018 22:38

To kultura zmienia prawo

Napisał

O globalizmie struktur unijnych z profesorem Aleksandrem Stępkowskim rozmawia Dorota Niedźwiecka

Związki homoseksualne są prawnie usankcjonowane przez 15 krajów UE, adopcja dzieci przez kilka krajów. Tego typu rozwiązania prawne, o których 20 lat temu obywatelowi się nawet nie śniło, są wprowadzane prawnie za pomocą małych kroków i precedensów. Czy Pana zdaniem uprawniony jest skrót mówiący, że tryby unijnej machiny prawnej miażdżą Europę i Polskę?

- Nie jest łatwo odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Zasadniczo, jak sama Pani wskazała, rozwiązania prawne kwestionujące naturę związku małżeńskiego (zarówno bezpośrednio, tworząc możliwość takiego samego traktowania małżeństw i związków osób tej samej płci, jak i pośrednio, poprzez instytucjonalizację konkubinatów jednopłciowych) są przyjmowane przez kraje członkowskie. Unii brak jest kompetencji w tym obszarze. Z drugiej strony, UE dysponuje wystarczającymi kompetencjami, by ustanawiać reguły prawne, które de facto służą promocji subkultur LGBT i ich równościowej ideologii. Problem polega na tym, że dzieje się to w oparciu o wolności, które leżą u podstaw Unii i które z reguły są doceniane nawet przez eurosceptyków. Jeśli bowiem chcemy móc się swobodnie przemieszczać pomiędzy krajami członkowskimi, to muszą istnieć unormowania zakazujące wprowadzania barier w tej mierze i ułatwiające taką mobilność. Z tej wolności korzystają też środowiska dokonujące samoidentyfikacji w oparciu o podejmowanie praktyk homoseksualnych. Jest to możliwe ze względu na przemiany w naszym kręgu kulturowym, które sprawiły, że praktyki homoseksualne nie są już oficjalnie uznawane za obiektywnie złe. Tym samym odpada przyczyna, dla której można byłoby uznać, że zasada swobodnego przepływu osób może doznawać wyjątków w przypadku związków zinstytucjonalizowanych w którymś z państw członkowskich pod nazwą „małżeństwo”, które określa się niekiedy mianem „sodo-marriage”. Podobnie w przypadku prawa antydyskryminacyjnego. Zasadniczo normy te mają służyć temu, by Polak miał takie same szanse na zatrudnienie w Niemczech jak Niemiec. Ponieważ jednak oficjalnie uznano, że nie ma już nic niewłaściwego w praktykach homoseksualnych, to uznano, że fakt podejmowania takich praktyk nie powinien mieć żadnego wpływu na decyzję o zatrudnieniu. Dzięki temu środowiska zdeterminowane, by szerzyć ideologię i obyczajowość LGBT, w oparciu o unijną zasadę swobodnego przepływu osób mogą destabilizować unormowania prawne tych krajów, w których naturalna tożsamość małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny jest chroniona, a prawo zaledwie toleruje praktyki homoseksualne, nie wymagając traktowania ich jako normalnego sposobu przeżywania płciowości. Unia Europejska, tworząc wspólny obszar społeczno-gospodarczy stanowi zatem, dzięki swobodzie przepływu osób, mechanizmy de facto upowszechniające w jednych krajach UE te zmiany kulturowe, które wystąpiły w innych krajach. Problemem jednak decydującym jest to, że kultura europejska utraciła swą etyczną tożsamość i dokonała zasadniczych przewartościowań moralnych w swoim obrębie.

UE zaczynała swoje funkcjonowanie od stwierdzeń założycieli, że możliwa jest jedynie na podłożu państw narodowych i w oparciu o chrześcijaństwo. „Europa będzie albo chrześcijańska albo nie będzie jej wcale” – mówił Robert Schuman, jej współzałożyciel. Dziś obserwujemy coraz większe tendencje narzucania przez Unię własnego zdania także w tematach, którym decyzyjność prawnie zarezerwowano dla prawa krajowego i oderwanie od chrześcijańskiej interpretacji wartości. Jakie, Pana zdaniem, są tego okołoprawne przyczyny? Błąd w ustaleniu celu, odseparowanej od łacińskiego dziedzictwa, błędy w kolejnych decyzjach prawnych?

Błąd w ustalanie celu miał miejsce, jednak był on jedynie wypadkową determinant zmodernizowanej kultury europejskiej. Innymi słowy, idea zjednoczonej Europy została zinterpretowana przez pryzmat wspólnoty gospodarczej, wspólnego rynku. To już na wstępie pokazało, że u podstaw wspólnej Europy znalazła się filozofia utylitarna. Na początku, owszem, towarzyszyła jej gdzieniegdzie chrześcijańska retoryka, wszak proces integracji był projektem europejskiej chadecji, a Pius XII liczył, że będzie on nośnikiem chrześcijańskich wartości. Jednak instytucje były budowane w oparciu o założenia materialistyczne. Dlatego szybko do tego projektu przekonała się lewica, która początkowo sprzeciwiała się idei integracji europejskiej. Z czasem retoryka chrześcijańska przebrzmiała i została wyparta przez teorię krytyczną, zaś instytucje dające wyraz materialistycznemu patrzeniu na świat funkcjonowały nadal przekształcając również tożsamość europejskiej chadecji. Skutki oglądamy dziś w postaci promowania obyczajowości LGBT przez chadeków.

Duże wrażenie zrobiła na mnie książka dr Gabriele Kuby Globalna rewolucja seksualna. Autorka jasno pokazuje w niej mechanizmy zmian prawnych dotyczących wprowadzania prawa aborcyjnego i prawa wspierającego grupy LGBTI. Przypomnijmy kilka elementów. Np. w 1995 r. podczas IV Światowej Konferencji w sprawie Kobiet, jako jeden z celów strategicznych (punkt A. 4 dokumentu) wskazano propagowanie gender, czyli dekonstruowanie heteroseksualności jako normatywnej i dekonstruowanie tożsamości płciowej. Konferencja była zorganizowana pod egidą ONZ – i uczestniczyło w niej 189 rządów oraz ponad 5 tys. przedstawicieli organizacji pozarządowych.

Po niej, w 2000 r., UE napisała nowy dokument naśladujący Powszechną Deklarację Praw Człowieka – „Kartę praw podstawowych”. W jej w art. 9 rodziny nie definiuje się już jako relacji pomiędzy osobami dwóch płci, a w art. 21 wprowadzono orientację seksualną jako pole dyskryminacji. Ten artykuł zaczął służyć organizacjom LGBTI jako podstawa prawna, by odrzucać lub zaskarżać niejednakowe traktowanie.

Niepokojący jest dokument „Zasady Yogyakarty”, stworzony podczas międzynarodowego seminarium ekspertów praw człowieka i organizacji pozarządowych w 2006 r. Dotyczył zastosowania prawa międzynarodowego ze szczególnym uwzględnieniem międzynarodowych praw człowieka w stosunku do orientacji seksualnych i świadomości genderowej. Zaleca zaradzanie bezpłodności związków jednopłciowych „przez zapewnienie dostępu do adopcji lub wspomaganej prokreacji, w tym sztucznego zapłodnienia (P24-A)”, określając je jako obowiązek państwa.

W kolejnych latach obserwujemy wprowadzanie tych elementów m.in. w unijnym prawie. Dostrzegamy tu swoiste mechanizmy i grupy wpływów. Jak Pan by nazwał te grupy wpływów? Odgórnymi siłami globalizacyjnymi, które wprowadzają odgórnie nowy porządek świata czy raczej formą działań oddolnych, które siłą rzeczy gromadzą się w grupy interesów i wpływów?

To bardzo złożony proces. Z jednej strony daje on wyraz tym filozoficznym determinantom kultury, które zaczęły ją kształtować już od połowy XVII w. jednak uległy od tego czasu daleko idącej radykalizacji. Można zatem mówić o pewnej spontaniczności procesów uruchomionych już dawno temu. Z drugiej strony jednak istnieją bez wątpienia środowiska, którym zależy na możliwie dynamicznym przyspieszaniu tych zmian kulturowych i dokonywaniu kolejnych transgresji w tym obszarze. Pamiętać należy, że to bynajmniej nie prawo wprowadza najważniejsze zmiany. Te kluczowe dokonują się na gruncie kultury i są promowane przez tzw. „kulturę masową”. To zmiany świadomościowe, które propagują filmy z Hollywood mają kluczowe znaczenie w kreowaniu haggady o dobrej jednostce i złym społeczeństwie, o tym jak rodzice (nie dość wykształceni i pełni lęków przed światem) stają na przeszkodzie szczęściu dzieci spragnionych wolności i miłości, albo stateczni obywatele małych miejscowości reagują agresją i nienawiścią na „jakoś odmiennego” lub przełamującego stereotypy, sympatycznego przybysza. Do tego dochodzą obrazy sympatycznego, wrażliwego homoseksualisty i antypatycznego katolika i w ten sposób kształtuje się naszą świadomość. Ludzie, którzy doznają wielu autentycznych wzruszeń i silnych emocji przeżywając takie obrazy, uważają, że spuentowanie tych historii odpowiednimi rozwiązaniami prawnymi jest koniecznym posunięciem. Jesteśmy od dziesięcioleci wychowywani przez takie obrazy filmowe i bynajmniej nie powstają one przypadkowo. Co więcej, często stoją na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Weźmy choćby filmy Disneya. Często rodzice nawet nie wiedzą, jakie treści serwują swoim dzieciom w najlepszej wierze. Przykładowo, znakomicie zrobiony film dla dzieci Zwierzogród (Zootopia) jest subtelną promocją ideologii gender. Czy jesteśmy tego świadomi?

/.../

Czytany 277 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.