czwartek, 10 maj 2018 05:15

Bestia, na którą sobie patrzymy

Napisał

Czytelnikowi pozostawiam zagadkę, czy poniższy artykuł należy odczytywać jako kolejną, nadduchową próbę ujawnienia kalamburu Księgi Apokalipsy, powiedzmy, na wzór teksańskich baptystów, czy jedynie jako zabawę formą, potrzebną, aby opisać zastany świat. Tak czy owak, rzeczywistość jawi się jako coraz bardziej apokaliptyczna.

 

Nowy światowy mesjanizm

 

I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów,
a na rogach jej dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze.

Ap 13, 1

Tendencje mondialistyczne na świecie to, jak twierdzi wielu obserwatorów, wynik wzrostu poznania, postępu technicznego i przyrostu naturalnego, których, jako naturalnego procesu, nie da się już zapewne zahamować. Charakter temu kurczeniu się globalnej wioski nadają jednak postoświeceniowe elity, które w globalizacji, z zasady, widzą nową utopijną szansę na realizację kolejnej wizji nowego światowego ładu. Prometeistyczne oświecenie, które pozostaje w tytanicznym sporze ze swoim śmiertelnym wrogiem – Państwem Bożym i jego porządkiem oraz tradycją - pośród krwawych oraz bezkrwawych rewolucji zneutralizowało siłę przeciwnika do upokarzająco reprezentatywnej. Jak owa prometejska kuźnia, stało się pierwszym zarzewiem wszystkich współczesnych pozornie sprzecznych ideologii. Ich wspólną oświeceniową zasadą jest bezgraniczna wiara w człowieka, a zwłaszcza w jego możliwości suwerennego konstytuowania się i emancypacji. Wynika z tego stanu ducha przyzwolenie na wybudowanie od podstaw, na gruzach zastanej lub świadomie pod ten projekt wypalonej ziemi, nowego lepszego świata, opartego na nieograniczonym czy wręcz ubóstwionym ludzkim rozumie.

W tym kontekście możemy wszystkie te systemy – liberalizm, socjalizm, komunizm, a nawet modernistyczny laicki nacjonalizm - potraktować jako osobne koncepcje doprowadzenia świata do lepszego ładu. Ich krzewicieli zaś postrzegać jako mniej lub bardziej radykalnych konkurentów w swoistym wyścigu po laur mesjasza zbawiającego ludzkość.

Jednym z dobitnych przykładów mesjanistycznej konstrukcji tych systemów była próba najechania całego świata przez zniewoloną międzynarodowym bolszewizmem Rosję. Misją ZSRR, zwłaszcza w pierwszych latach po rewolucji, stało się stworzenie globalnego Kraju Rad. Wraz z upadkiem komunizmu, którego wielu egzegetów i specjalistów od eschatologii postrzegało jako ostateczną personifikację biblijnego Antychrysta, świat odetchnął. Francis Fukuyama ogłosił słynny Koniec historii, który pozornie jawił się ludzkości jako powrót do normalności i zdrowego rozsądku. Niewielu było takich, którzy zauważyli, iż proponowany przez powojennych demokratów ład, to nic innego jak tylko kolejna utopia – istna wizja tysiącletniego panowania królestwa Bożego na Ziemi.

Pojęcie królestwa jest tu zresztą wysoce wątpliwe, gdyż należałoby raczej nazwać ów byt demokracją Bożą, bo jak wiadomo system demokratyczny uznano ostatecznie za ustrój jedynie-słuszny. Nikogo nie niepokoił występujący w tej idei, podobnie jak w marksistowskiej, element utopijny, czyli wiara, w to, że doskonały ustrój – demokracja - w magiczny sposób wpłynie na kondycję ludzką, spełni rolę sprawiedliwego łagodnego żandarma i wychowawcy, doprowadzając do wiecznej szczęśliwości cały gatunek. Był to oczywisty mesjanizm. Mimo deklaracji oparcia nowego porządku o naturalne, przyrodzone człowiekowi prawo, w istocie nowy ustrój opiera się na zupełnie pozaracjonalnych przesłankach, utopijnej obietnicy lepszej przyszłości oraz nowych kiepsko definiowanych paradygmatach, będących zawężoną w swoich znaczeniach kontynuacją haseł rewolucji francuskiej i amerykańskiej, takich jak wolność, równość... demokracja.

Pojedynek pomiędzy liberalizmem a komunizmem sprawił, że konserwatyzm (również ten katolicki, czego przejawem były dążenia Soboru Watykańskiego II) siłą rzeczy zaangażował się po jednej ze stron. Ogarnięty jakąś niepojętą amnezją wobec strategicznego sojuszu zawartego przeciw śmiertelnemu zagrożeniu komunizmu, przeszedł gładko do bliskiej przyjaźni z dawnym zaciekłym wrogiem, jakim jest neoprotestancki, mesjanistyczny liberalizm. Strażnikiem budowy liberalnego ładu demokratycznego stało się amerykańskie imperium, które, jak Rzym, niepodzielnie „włada nad morzami, lądami i ludami Ziemi”. Perswazja potęgi, która jest zapleczem miękkiej kulturowej ekspansji i obietnic wolności oraz światowego pokoju perswadowanych wszystkim mieszkańcom planety z niespotykaną dotąd mocą, spowodowała, że, ogromna rzesza ludzi, w tym wielka liczba konserwatywnych katolików, nie kwestionuje już dzisiaj potrzeby zbudowania na ziemi nowego lepszego królestwa, opartego nie o przykazania lecz o prawa człowieka. Nie marząc nawet o jakiejkolwiek krytyce samego ustroju liberalnego, czy broń Boże demokracji, uginają się oni pod ciężarem fukuyamowskiej czy neokonserwatywnej argumentacji o wyborze najmniejszego zła, z dnia na dzień stając się coraz większymi liberałami. Tak w sercach wielu ludzi zasiana została niezłomna wiara w jeszcze lepszy i nowszy świat, którego czasami w oderwaniu od wielu swoich konserwatywnych poglądów na różne kwestie etyczne, stali się gorliwymi misjonarzami. Zapomnieli oni o przeszywającym apokaliptycznym ostrzeżeniu Chrystusa: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych”.

 

Liberalizm godzi narodowych i ideologicznych wrogów.

(...) i dano jej władzę nad każdym szczepem, ludem, językiem i narodem.

Wszyscy mieszkańcy ziemi będą oddawać pokłon władcy,

każdy, którego imię nie jest zapisane od założenia świata w księdze życia zabitego Baranka”.

Ap. 13,7

Założycielskim fundamentem, wspólnym dla wszystkich postoświeceniowych systemów, jest ich bunt przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej i dążenia do gruntownej rekonstrukcji rzeczywistości. Mimo bezwzględnych, ale jednak przypominających rodzinne kłótnie walk toczonych między sobą w przeszłości, wszystkie one wydają się teraz jednoczyć. Liberalizm, który dzięki swojemu centryzmowi oraz wielkiemu politycznemu zwycięstwu (wyparcie idei katolickich i monarchii, zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej, porażka komunizmu) okazuje się też najdoskonalszym spoiwem dla innych współczesnych herezji filozoficznych, poprzez ową kuszącą obietnice tolerancji. Wzorem Jana Jakuba Rousseau, który podjął próbę pogodzenia katolików z Encyklopedystami, wzywa do pojednania wszystkich zwaśnionych stron.

Odnalazły się w tym tyglu środowiska marksistowskie, które po utrąceniu im kręgosłupa, jako jedyną szansę osiągnięcia rewolucyjnych celów uznały kompromis z liberałami, w czym największy udział miała szeroko już omawiana Szkoła Frankfurcka. Podatnymi na uwodzenie „miłością”, jak wykazaliśmy wyżej, jest również konserwatyzm Szczególnie w USA, znajduje on wspólny język z konkurencyjnym lewicowym liberalizmem, dzięki wspólnym fundamentom oświeceniowej rewolucji amerykańskiej. Oba są od podstaw stronnictwami liberalnymi, a więc z natury wrogimi wobec tradycyjnego konserwatyzmu, jednak, co ciekawe, w obu odnaleźć można również jakieś strzępy tradycyjnej etyki konserwatywno-katolickiej. Część republikanów ciągle deklaruje obronę prawa do życia, demokraci, wbrew drapieżnemu anglosaskiemu kapitalizmowi, przejawiają ekonomiczną wrażliwość i zainteresowanie losem ludzi biednych i pokrzywdzonych, co niestety skutecznie wymieszano tu z ideami marksistowskimi. Przeciętny katolik w USA postawiony jest więc tu przed ogłupiającym go wyborem mniejszego zła, przy czym nie wiadomo już, które tak naprawdę jest mniejsze.

Jeśli chodzi o poglądy dotyczące globalizacji, to dawniej uważano, że polegają one głównie na tym, iż jedna z opcji – republikanie – dąży do ofensywy militarnej, podczas, gdy demokraci są rzecznikami utopijnej polityki, opartej o otwarcie granic i multikulturowość. Obecnie rozróżnienie to mocno się zaciera. Wojny z udziałem USA i liczne ingerencje w sprawy międzynarodowe, za prezydentury Clintonów i Obamy pozbawiają złudzeń ich własny elektorat.

Wspólne dążenie do przebudowy świata czyni z USA imperialny agresywny monolit. Nawet gdyby przyjąć za prawdę pokojowe deklaracje demokratów, ów obiecywany pokojowy marsz ku przyszłości jest przecież zwykłą utopią w kipiącym, jak ogromne wzburzone morze narodów świecie, a już samo nowożytne pojęcie „walki o pokój”, wskazuje jednoznacznie, że budowę krainy arkadii musi poprzedzać jakaś forma przemocy – która zresztą wpisana jest w oświeceniowe ideologie i to nie tylko w marksizm (jako dyktatura proletariatu), ale i demokracje liberalne (jako prawo do społecznego sprzeciwu, wobec władzy, która zagraża demokracji, czego owocem była choćby wojna secesyjna[1]).

Cały obecny konstrukt polityczny zachodniego świata, razem z jego lewą i prawą stroną, w niczym nie odbiega od osiemnasto-dziewiętnastowiecznych ideałów i celów wytyczanych sobie przez wojsko oświecenia – masonerię. Można więc snuć podejrzenia, że pojawiające się radykalne różnice ideowe, mimo że są zjawiskiem naturalnym, dla pewnych przebiegłych ideologicznych konstruktorów mogą odgrywać rolę katalizatora, który można świetnie wykorzystywać na drodze do całkowitej zmiany ustroju światowego, jako odpowiednio kontrolowane wahadło, którego impet będzie stopniowo wytracany, a nawet odpowiednio wykorzystywany do tego by pacyfikować lub kompromitować skrajne nastroje.

To wszystko stanowi oczywiście tylko jedną warstwę rzeczywistości, światem polityki, jak powszechnie wiadomo, rządzą oprócz tego mechanizmy nieco bardziej przyziemne: żądza zysku i walka o prymat. Idealiści – demiurdzy, prorocy współczesnej utopii – oddają bowiem, jak to przepowiada Apokalipsa, „całą moc zwierzęciu, to jest współcześnie wykluwającemu się Rzymowi, rozsiadającemu się nad siedmioma wzgórzami”, które do celów tego artykułu zinterpretuje, jako władzę nad siedmioma kontynentami, czyli praktycznie całą ziemią. Ten twór to, wedle księgi Apokalipsy, potęga geopolityczna i ekonomiczna o charakterze międzynarodowym, ale ma ona jednak wyraźną tożsamość i związana jest wyraźnie z jednym rządem (jednym rogiem, królestwem) panującym nad jego wasalami („dziesięć rogów” z księgi Apokalipsy oraz księgi Daniela). Niewątpliwie obrazem bestii naszych czasów (nie do końca oczywiście wiadomo, czy czasów ostatecznych) jest USA (razem z jego zakładnikami w UE) albo potężne przyszłe wszechpaństwo utworzone pod kuratelą amerykańską, do którego powstania dążą współczesne elity.

 

Wrogowie

(...) oto inny mały róg wyrósł między nimi i trzy spośród pierwszych rogów zostały przed nim wyrwane. Miał on oczy podobne do ludzkich oczu i usta, które mówiły wielkie rzeczy.

Dn 7,8

Na geopolitycznej drodze do ustanowienia Nowego Światowego Ładu stają obecnie w poprzek inne „królestwa”. Chodzi oczywiście o Rosję i coraz bardziej konkurencyjne Chiny. Nie brak również pomniejszych, nie całkiem podporządkowanych woli Wielkiego Brata i opornie podchodzących do zainstalowania u siebie wymarzonej demokratycznej Arkadii, że wymienię tylko państwa takie, jak: Iran, Syria, totalitarna Korea i ostatnio – Turcja. O zerwaniu się z amerykańskiego sznurka od lat marzy skrycie Europa, wraz z wybijającymi się na jej czoło Niemcami.

Poszerzanie stref wpływów i zdobywanie kolejnych przyczółków do budowania kolejnych baz wojskowych, rafinerii, placówek, banków, punktów przerzutowych, otwierania nowych szlaków handlowych, czy wymiana rządów na bardziej sojusznicze odbywa się różnymi metodami. Jest równie przebiegła, co wielopoziomowa.

 

Metody

 

I czyni wielkie znaki, tak iż nawet każe ogniowi zstępować z nieba na ziemię na oczach ludzi.
I zwodzi mieszkańców ziemi

Ap 16,13-14

Metodą ekspansji, służącą do kształtowania przedpola, jest eksport amerykańskiej kultury, od której nie jest wolne obecnie najodleglejsze miejsce na naszym globie. Wątpliwe, by amerykańskie, elity oraz służby nie doceniały wartości tej dziedziny. Wypić puszkę Coca Coli, czy obejrzeć kolejną część Gwiezdnych wojen można nawet w afrykańskim buszu. Sprawia to, że tzw. amerykańskie wartości przyswojone zostały w wielu najegzotyczniejszych krajach. Tak mocno wżarły się one w zbiorową mentalność, że każda napaść czy zbrodnicza ingerencja na jakiekolwiek państwo na ziemi, jeśli odbywa się w ramach szerzenia demokracji, uchodzi imperialistom na sucho. Uchodzą na sucho nawet zbrodnie czy ludobójstwa.

Wskutek samych tylko słabo uzasadnionych dwóch wojen w Iraku zginęło setki tysięcy ludzi. Z powodu sankcji, które Clinton nałożył na Irak, według ONZ, umarło około pięciuset siedemdziesięciu sześciu tysięcy irackich dzieci (pół miliona!), na co sekretarz stanu, Madeleine Albright, zapytana w programie telewizyjnym wyemitowanym na żywo o to, czy warto było zapłacić taką cenę; odparła: „Tak, warto było!”, a publiczność nie tylko nie oniemiała, ale nawet nie mrugnęła okiem. Jeśli w ogóle ktoś zauważa w podobnych wypowiedziach jakiś dysonans, reaguje zapewne lekkim, znudzonym niesmakiem. My natomiast podskakujemy w fotelach, bo Putin sprzątnął kolejnego szpiega i zdrajcę swojego kraju w Wielkiej Brytanii. Trudno się dziwić, że światowej sławy reżyser i działacz pokojowy jakim jest Oliver Stone stał się outsiderem, który odcina się obecnie tak od republikanów, jak i demokratów i szuka odpowiedzi o sens prowadzonej przez USA polityki w przedsięwzięciach okrzykniętych ekstremalnymi, czy nawet agenturalnymi. Do takich zaliczono mu arcyciekawy wywiad z okrzykniętym wrogiem publicznym Stanów Zjednoczonych, czyli prezydentem Rosji. Znamienne słowa na temat amerykańskiej polityki usłyszeliśmy od reżysera podczas jednego z przemówień na gali w Hollywood.
”Tym trzynastu wojnom, na które w ciągu trzydziestu lat USA wydało przeszło 14 bilionów dolarów, które kosztowały utratę życia setki tysięcy istnień ludzkich, winien nie jest jeden lider, to system. System republikanów i demokratów. Przemysł wojskowy, pieniądze, media, bezpieczeństwo... kompleksowo – to system, który uzasadniał te wojny, jako prowadzone w imię naszej flagi. Staliśmy się bardziej bogaci, odnieśliśmy sukces, ale to nie może uzasadnić naszego systemu, jako wzoru dla świata, jeśli będziemy kontynuowali wytwarzanie wojny i chaosu.

Wiem, że nie ma tu potrzeby wymieniania wszystkich ofiar, ale my już wiemy, że interweniowano w przeróżny sposób w sprawy wewnętrzne więcej niż stu krajów, tzw. reżimów. Zasiewanie chaosu ekonomicznego, wojny hybrydowe, prowadzenie miękkiej wojny, jakkolwiek chcesz to nazwać, jest to wojna. Taki system prowadzi do śmierci i wyginięcia nas wszystkich. Ta walka z tym systemem, z ludźmi, którzy praktykują tę wojnę, która towarzyszy większości mojego życie, to męcząca gra, za którą otrzymać możesz tylko kopniaka w tyłek”.

Przywołane tu przez Stone'a zbrodnie uchodzą jednak nie tylko w Stanach, ale i krajach takich jak Polska, bez echa. Taka jest siła rażenia wszędobylskiej amerykańskiej propagandy. Trudno się temu dziwić, gdyż nawet w najgłupszym filmie wyprodukowanym w Hollywood zawarte są, co krok, polityczne ładunki, wzmacniane patosem, odpowiednią formą, muzyką, obrazem, którymi Ameryka pacyfikuje umysły niepokornych, a sztukę tę rozwijano od czasów, gdy osiągnięcia brytyjskiego instytutu Tavistock znalazły swoją kontynuacje w badaniach niektórych amerykańskich behawiorystów.

Państwowe zainteresowanie tą dziedziną staje się jeszcze ciekawsze w świetle nowych informacji. W książce Kino bezpieczeństwa narodowego, jej autorzy Matthew Alfford i Tom Secker, korzystając z tysięcy dokumentów uzyskanych dzięki ustawie o wolności informacji, ujawniają, że CIA i Pentagon wzięły udział w powstaniu wielu hollywoodzkich produkcji i setek programów telewizyjnych sieciówek. Nadmierne zafiksowanie niektórych mediów na punkcie propagandy rosyjskiej w tym świetle jawi się jako operacyjne odwrócenie uwagi od tego, co wyrabia druga strona. Bo przecież to oczywiste, że wszystkie strony sporu toczą ze sobą wojnę propagandową i dlatego inteligentny odbiorca musi w całym tym zgiełku zachować odpowiedni dystans. Kreowanie jasnej i ciemnej strony mocy służy zatuszowaniu grzechów własnych, koncentruje zainteresowanie odbiorcy wokół emocji, którymi w łatwy sposób można manipulować.

Niezależnie od zaangażowania instytucji państwowych w Hollywood, jest ono tubą jedynie słusznej ideologii Nowego Porządku i jego moralności. Większość nadawanych produkcji epatuje nas „aksjomatami wiary”, takimi jak niepodważalny dogmat o niezbywalności systemu republikańsko-demokratycznego, prawami człowieka (w których zestawie coraz częściej zawiera się prawo do aborcji, czy prawo do całkowicie dowolnej – (również biseksualnej) ekspresji płciowej, prawo do rebelii i samostanowienia na wzór rewolucji amerykańskiej itp. Zresztą jedna i druga strona sporu jest karmiona odpowiednim kulturowym pokarmem.

Słowem: wszystko to wygląda jak najpotężniejszy w dziejach faryzeizm. Nawet mistrzowie kłamstwa, jakimi byli bez wątpienia bolszewicy, nie dorównują amerykańskiej polityce pacyfikowania nastrojów. Lewicowy filozof i publicysta Noah Chomsky nie wahał się przedstawić tego zjawiska jako „imponującego, a nawet twórczego przypadku wysoce skutecznej hipnozy”.

 

 

Globalizacja poprzez urynkowienie

 

(…) bo winem zapalczywości swojego nierządu napoiła wszystkie narody,
i królowie ziemi dopuścili się z nią nierządu, a kupcy ziemi wzbogacili się ogromem jej przepychu

Ap 18,3

Wszelki podbój opiera się, tak współcześnie, jak i w historii, przede wszystkim, na grabieży, która ma na celu nakarmienie rozrastającej się wszerz i wzdłuż bestii kolonialnego agresora. Karmienie nie może ograniczyć się do sporadycznego posiłku. Najlepiej, gdy do danego żywiciela podłączona zostaje odpowiedniej grubości rura, przez którą odbywają się stałe dostawy pokarmu.

Dlatego tak ważny jest światowy handel. Od czasów Locke'a i kolonializmu brytyjskiego metody tzw. „otwierania rynków” – co dotyczyć miało przede wszystkim państw, które otworzyć się miały na całe spektrum możliwości wejścia w strefę handlowych wpływów i zależności brytyjskich, były nieustannie doskonalone. Wolny rynek jest tutaj swoistym wytrychem, pokonującym bariery zbyt zaryglowanych, za słabych na to, by ich przedsiębiorstwa konkurować mogły z wielkimi korporacjami (takim jak np. Wielka Kompania Wschodnioindyjska) państw. Nikt oczywiście nie przetrwa w całkowitej izolacji, ale słabszym graczom zawsze potrzebny jest jakiś pistolet, którym mogliby się bronić przed zbyt nachalnymi umizgami ekonomicznego gangstera, i szantażem politycznym.

Współczesne instytucje finansowe, banki, jak również rządy i instytucje stojące na straży globalizmu, terroryzują małe państwa, obwarowując otworzenie kolejnych linii kredytowych, dotacji, różnego rodzaju pomocy, wymaganiami otworzenia na oścież drzwi przed takimi właśnie rzezimieszkami. Ostatnio, również polski rząd, prowadzący niezbyt mądrą strategię zagraniczną, tanio sprzedał następną cząstkę naszej suwerenności finansowej, nie tylko wpuszczając do Polski i dofinansowując (!) jeden z największych holdingów finansowych na świecie – JP Morgan Chase & Co. Wszystko dlatego by zachować strategiczny sojusz z omawianym państwem Antychrysta, które przydzieliło nam niewielki oddział wojskowy i trochę już starzejących się rakiet, mających jakoby zabezpieczyć nas przed atakiem wyimaginowanego napastnika. To jednak nie Polska, a właśnie bestia ma interes, by stworzyć u nas przyczółek i wykorzystać nas instrumentalnie do obalenia jednego z dziesięciu rogów, którego, jak podaje wizja proroka, Daniela, Antychryst usiłuje usunąć ze sceny.

 

 

Waluta


A kupcy ziemi płaczą i żalą się nad nią,
bo ich towaru nikt już nie kupuje

Ap 18,10

Plany wymiany waluty na jedną światową na razie ugrzęzły. Na przeszkodzie temu przedsięwzięciu stoi niepoddający się, a nawet rosnący w siłę wielobiegunowy układ sił. Każdy z graczy chciałby w tym projekcie odgrywać pierwszoplanową rolę. Na nic więc starania Georga Sorosa, jednego z największych rzeczników ogólnoświatowego pieniądza, wedłu którego różne waluty są tylko przeszkodą w sprawnym działaniu światowego handlu. Nie tylko o udrożnienie przepływu kapitału chodzi mało zacnemu panu Sorosowi – temu znanemu rzecznikowi tzw. społeczeństwa otwartego.

„Wspólnota walutowa wymaga wspólnoty politycznej” – przyznaje współtwórca euro i laureat Nagrody Nobla Robert A. Mundell. Zastosowanie wspólnej gospodarki nie tylko otwiera nas na potężne korporacje, ale wymusza całkowitą utratą resztek suwerenności. Jest dalszym etapem nieuchronnego już chyba całkowitego połknięcia przez międzynarodową mega-bestię pod dominacją anglosaską, lub inną konkurencyjną, która zwycięży w wyścigu o stanowiska lidera NWO. W zasadzie każda ze stron marzy o tym, by zostać państwem dyktującym warunki w kwestii jednej waluty. Chiny mają swój projekt powstania azjatyckiej unii monetarnej. Projekt budowy jedwabnego szlaku zakłada oczywiście rozszerzenie możliwości rozliczania transakcji w RMB. Prawdopodobnie każda z tych koncepcji, atlantycka czy chińska, prędzej czy później okaże się przejściem do wyższej formy – przekształcenia w jedno globalne państwo – kosmopolitycznego lewiatana, przynajmniej tak to widzą projektodawcy. To, że plany na Zachodzie idą właśnie w tym kierunku, jest wiadome, a podbój ekonomiczny jest tu zaprzęgany, jako najemnik elit spotykających się co jakiś czas na różnych konferencjach, i to zarówno tych nieoficjalnych, podobnych do tych organizowanych pod szyldem Klubu Bilderberga, Banku Rozrachunków Międzynarodowych, jak i publicznych.

Owocem takich obrad są postanowienia, takie jak te płynące z obecnie ujawnionego dokumentu ONZ z 2000 roku, który wskazuje na to, że dzisiejsza imigracja z krajów Bliskiego Wschodu również doskonale się w te dążenia wpisuje. W tekście o tytule Replacement Migration: Is It a Solution to Declining and Ageing Populations? (Migracja wymienna: czy jest rozwiązaniem dla spadku i starzenia się populacji?) wprost wzywa się do wspierania masowej migracji m.in. z Afryki i Azji do Europy. Wątpliwe, by celem tak formułowanej polityki była czysta ekonomia (sprowadzenie sobie nowożytnych niewolników do pracy fizycznej z krajów postkolonialnych), różne doniesienia wskazują na to, że imigranci często stanowią bardzo mierną siłę roboczą. Gołym okiem widać tu wyraźnie ideowe dążenia do wyprodukowania utopijnego, monolitycznego narodu obywateli świata. Cel ideologiczny to kontynuacja myśli, która towarzyszyła ojcom założycielom Ligi Narodów – światowy pokój w wolnym od konfliktów narodowych społeczeństwie (ale o tym za chwilę). Możliwe są też cele czysto pragmatyczne. Społeczeństwo atomizowane może być, według pomysłodawców, plastycznym budulcem, dającym sobą zarządzać w sposób niemal doskonały. Nowy „naród” nie może się zjednoczyć wokół jakichś jednych określonych wartości czy przywiązania do etnicznie i kulturowo definiowanej wspólnoty lokalnej. Czy takie pomysły przyniosą ostatecznie pozytywny wynik? Raczej wątpliwe. Nawet jeśli etniczne pomieszanie rzeczywiście byłoby w stanie wpłynąć na poprawienie kondycji moralnej do tego stopnia, że zabiłoby jakiekolwiek przejawy nienawiści u wszystkich następnych pokoleń, co jest mrzonką, obecny brak danych takiego równania wskazuje na to, że, że mamy tu do czynienia z kolejnym ideologicznym eksperymentem, który znów ma wszelkie predyspozycje, by zakończyć się kolejnym totalitaryzmem. Gdy nowy naród okaże się niezbyt pokorny i w dalszym ciągu skłonny do różnych form przemocy, nie pozostanie utopistom nic poza sięgnięciem po środki przymusu. Wszystko oczywiście dla bezpieczeństwa publicznego.

 

 

Wojna i pożoga

 

I wyszedł inny koń barwy ognia, a siedzącemu na nim dano odebrać ziemi pokój,

by się wzajemnie ludzie zabijali – i dano mu wielki miecz.

Ap 6,4

Takie są globalizacyjne plany. A jakie są realia? Wszystko szło dobrze, dolar był tą walutą, na której opierał się dotychczas prawie cały światowy handel, jego siła jednak słabnie z dnia na dzień. Całkiem niedawno dowiedzieliśmy się o tym, że gospodarka Chin dorównała, a nawet prześcignęła USA, zwłaszcza po zweryfikowaniu sposobu przeliczania PKB, gdy wzięto pod uwagę relatywność cen produktów w różnych krajach. Chiny rezygnują z oparcia w dolarze w handlu ropą z takimi krajami, jak np. Wenezuela. Czy Stany oddadzą w tak łatwy sposób panowanie nad światową gospodarką? Na pewno nie, ale czy nie grozi to konfliktem zbrojnym wszech czasów? Pokojowy sposób na odwrócenie wody wylewającej się z rozerwanej tamy, czyli powstrzymanie rozwoju Chin, wydaje się próbą przysłowiowego zawracania kijem Wisły. Czy przy pomocy podstępu, szantażu czy nawet wojny – hybrydowej lub totalnej – USA obali najmocniejszego konkurenta w walce o prymat nad światem?

Jeżeli, patrząc symbolicznie, spełni się tutaj ten apokaliptyczny obraz (obalania kilku rogów przez tzw. mały róg z Księgi Daniela – co miało się odnosić do Antiocha IV Epifanesa – ale już ojcowie, jak św. Hieronim, czy św. Augustyn widzieli w tej przepowiedni również wizję króla nieprawości, który ma dopiero nadejść), na pewno spełnią się też inne, znacznie gorsze. Niepokoi to zwłaszcza teraz, gdy ze zdziwieniem obserwujemy agresywną postawę nowego prezydenta USA, Trumpa, w którym pokładano nadzieję, że zamknie raz na zawsze rozdział awanturniczej polityki zagranicznej imperium. Prowokacja ze strony USA w uznaniu Jerozolimy stolicą Izraela i przyspieszenie planów przeniesienia tam placówki dyplomatycznej, wypowiedzi świadczące o kontynuowaniu planów obalenia prezydentury Baszara al-Asada w Syrii, które są gwarantem przywrócenia stabilizacji w tym znękanym regionie, radykalizacja postępowania wobec Iranu, co stało się, jak donoszą agencje, powodem zwolnienia ze stanowiska szefa amerykańskiej dyplomacji Rexa Tillersona. Wszystko to sprawia, że nie można uznać polityki nieodpowiedzialnego destabilizowania Bliskiego Wschodu, poprzez wzniecanie przez służby amerykańskie różnych arabsko-afrykańskich wiosen, za temat zamknięty.

Niepokoi też ta apokaliptyczna koincydencja prosyjonistycznych dążeń amerykańskiej administracji. Kolejni, zwłaszcza republikańscy przywódcy zachowują się tak, jakby chcieli pomóc Żydom obsadzić w żydowskim miejscu najświętszym (odbudowanej świątyni żydowskiej, której już sama zapowiedź odbudowy wywołuje wrzenie w tym wrażliwym regionie) zapowiedzianego fałszywego przywódcę lub wywołać ów osławiony Armagedon. Ciekawe, że do takich działań prowadzi ich protestancka prosyjonistyczna ideologia, która zakłada właśnie wysiłek w kierunku literalnego wypełnienia się janowych proroctw.

Wszystko więc wskazuje, że po takich „wiosnach” lata nie będzie. W dobie tzw. „globalnego ocieplenia” mateczce Ziemi, grozi polityczno-militarna zima, ale czy od razu Apokalipsa? Czas pokaże.

 

 

Przynęta

(...) mówiąc beztrosko: "Pokój, pokój,

a tymczasem nie ma pokoju.

Iz 6, 14

Oficjalną intencją liberalnego mesjanizmu był jednak zawsze pokój i wolność. Już protoplasta nowego porządku na świecie, prezydent, Thomas Woodrow Wilson w swoim czternastopunktowym manifeście proklamującym powstanie Ligi Narodów, pierwszej globalnej instytucji, która miała być zalążkiem światowego rządu, jako cel jej utworzenia wskazuje zapobieżenie następnym ewentualnym krwawym konfliktom. Biorąc pod uwagę dążenia zwycięzców do tego, by podzielić łupy po wygranej wojnie, i skorzystać z możliwości umocnienia swojej władzy na lądach i oceanach, można uznać za symptomatyczne iż, w programie pokojowym Wilsona występują takie punkty, jak całkowita wolność żeglugi po morzach czy zniesienie barier gospodarczych.

Cały projekt utworzenia Ligi Narodów, jako jedno z postanowień Traktatu Wersalskiego nie był strategią jednego człowieka tylko dążeń rządów państw panujących na oceanicznych szlakach handlowych, Wielkiej Brytanii (z Lloydem Georgem na czele) i USA. Idealistyczne i poważne traktowanie oficjalnych deklaracji starych wyjadaczy i pragmatyków politycznych, to co najmniej naiwność. Sam Woodrow Wilson jawi się wprawdzie jako słaby, wpływowy człowiek i polityk, ale siły które reprezentował, na pewno takimi nie były. Jak twierdzi wielu historyków ulegał on zwłaszcza wpływowi enigmatycznej postaci niejakiego Edwarda Mandella House'a, zwanego popularnie „pułkownikiem House’em”, zakulisowego politycznego gracza, którego uważa się za „producenta” amerykańskich prezydentów i dzięki którego strategii Wilson doszedł do władzy. Hous'e uchylił, jak się wydaje, rąbka tajemnicy w swojej powieści Administrator Philip Dru, w której tajna organizacja na styku polityki i wielkich finansów doprowadza do wyboru na stanowisko prezydenta wybranego przez siebie człowieka. Czy powieść jest całkowitą fikcją literacką? Trudno dzisiaj wyrokować. Zważywszy jednak na to, jaką rolę odgrywał jej autor podczas prezydentury Wilsona, można podejrzewać, że istnieją kulisy wielkiej polityki, i wielkich przedsięwzięć, takich jak np. utworzenie Ligi Narodów, których cele są bardziej złożone, i bardziej cyniczne, niż położenie podwalin pokoju na świecie, czy wyrównanie szans gospodarczych.

 

Zniewolenie zamiast Armagedonu?

 

(…) i dano jej władzę nad każdym szczepem, ludem, językiem i narodem.

Ap 13,7

Jeśli nie dojdzie do masowej zagłady, rzeczywistość, której zarys widać na horyzoncie, również nie wygląda obiecująco. Nie ma co liczyć na opamiętanie człowieka, które nie nastąpiło mimo tak ogromnego postępu technicznego aż do dzisiaj. Mimo oczekiwań mało realne jest to, by w wyniku liberalnego rozprężenia, ustawicznego rozszerzania praw człowieka poza granice absurdu, odejścia od opresyjnego systemu edukacji, tak jak to postulował np. protoplasta nowoczesnego wychowania hulaka, który oddał pięcioro dzieci do przytułku, Jan Jakub Rousseau, ludzie stali mniej zdolni do popełniania czynów niegodziwych. Wydaje się, że jest wręcz odwrotnie.

Osiągnięcia cywilizacyjne stają się tym samym dla ludzi coraz bardziej nieprzewidywalnymi narzędziami. Dzisiejsze zabawki mogą okazać się narzędziami zniewolenia. Planowana kontrola urodzin i rozwój technologii genetycznych zbliża nas coraz bardziej do czasu, gdy staniemy się zwierzętami hodowlanymi, z których generuje się coraz szlachetniejsze rasowo (ale czy duchowo?) odmiany i gatunki, a eliminuje tzw. zbędne elementy, karmi papką podawaną prosto z korporacyjnych wagonów, zaszczepia na wcześniej wyhodowane choroby. Społeczeństwo, które to akceptuje, przypominać musi wyprane z sumienia mumie, które z zimną „humanitarną” obojętnością oraz biologiczno-matematyczną kalkulacją odnoszą się do życia każdej jednostki ludzkiej. Dzisiaj nowoczesna propaganda w zasadzie już ukształtowała zachodnią opinię w tej kwestii, jutro nikt nie uroni łzy, gdy zgodnie z nowożytnym sumieniem, czyli prawami człowieka, usuwać się będzie już nie tylko tych poczętych, ale także wadliwie urodzonych.

Obecnie koncerny farmaceutyczne odgrywają rolę strażaka i podpalacza zarazem. Ulegając destrukcyjnym mechanizmom polityki wolnorynkowej, wolnej również od zbyt opresyjnej korekty metod konkurencji (jak wiadomo funkcję tą sprawuje enigmatyczna ręka rynku!), stają się producentami lekarstw i chorób w jednym. Coraz częściej też wprost medycyna i farmacja zajmuje się... ograniczaniem populacji, tak jakby to sam człowiek stanowił chorobę. Taki radykalny pogląd jest zresztą z coraz większą butą formułowany całkiem oficjalnie. Według nowożytnych materialistów i ekologów, człowiek to tylko jeden z gatunków zwierząt, któremu nie należy się prymat, więcej, jest on winny ginięcia innych gatunków. Tak rozumiana marksistowska równość rodzajów prowadzi do zadziwiających wniosków i eksterminacja części ludzkości znów znajduje swoje uzasadnienie.

 

Znamię bestii

 

I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy

otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać,

kto nie ma znamienia

Ap 13,16-17

Podobno w każdym projekcie najważniejszy jest jego fundament. Większość głównych współczesnych wynalazków, takich jak Internet czy telefony komórkowe, powstawało w laboratoriach wojskowych i pierwotnym celem ich powstania nie było ubogacenie pokojowo egzystującej populacji. Coraz wygodniejsze narzędzia komunikacji ułatwiają służbom specjalnym inwigilację. Ludzie dobrowolnie dzielą się obecnie wiedzą na swój temat w przeróżnych mediach i forach społecznościowych, ochoczo ujawniając swój rys psychologiczny, upodobania, cechy charakteru czy np. informacje na temat swojego pobytu najrozmaitszym programom i aplikacjom, które dołączone są darmowo do stałego wyposażenia telefonów komórkowych i ipodów i kuszą coraz większym ułatwieniem nam życia.

Jedno urządzenie płatnicze – być może umieszczone lub wytatuowane na ciele, jedna elektroniczna waluta, jedna elektroniczna karta zdrowia, jeden klucz dostępu do wszystkiego i jeden przycisk, żeby to wszystko wyłączyć, gdy tylko panująca władza uzna to za słuszne, gdy jakiś doraźnie zwołany odpowiednik czerezwyczajki uzna, że należy kogoś wyłączyć ze społeczności na podstawie jego zbyt radykalnych poglądów. Na razie totalitaryzm nazwać można pełzającym. A usuwanie człowieka przybiera formę wysyłania go w publiczny niebyt, lub do swoistego rezerwatu przez... napisanie odpowiedniego algorytmu. Nieco odwrócił tę tendencję w ostatnich czasach Internet, który stał się bastionem wymiany myśli, być może przyczyniając się nawet do częściowego zahamowania opisywanych tendencji i chwilowego zmiany układu sił politycznych. Obecnie globalne podmioty wkładają wiele wysiłku, i pieniędzy, by znów to odwrócić. Podczas gdy my straszeni jesteśmy agenturalnym trollingiem i zalewem hejtu, prawdziwe zagrożenie dla wolności w Internecie leży gdzie indziej. Jest nim broń masowego rażenia – monopolizacja usług. Większość podstawowych narzędzi światowej sieci znajduje się w rękach wąskiej grupy zarządców. Kluczowe są tu dwa monopole. Chodzi o Google, właściciela najpopularniejszej wyszukiwarki, która obecnie generuje prawie 80% wyszukań z komputerów PC i 95% z urządzeń mobilnych na całym świecie oraz o medium społecznościowe, którego bezkonkurencyjność przestała być już w ogóle dyskutowana, Facebook. Optymistycznie nastawione różne alternatywne przedsięwzięcia starają się stworzyć konkurencyjne enklawy dla działalności tych molochów. Jednak jakakolwiek próba wysiodłania tych przedsiębiorstw przez niezależne inicjatywy z ich wyłączności i niepodzielności jest mrzonką. Naprzeciw stoją niewyobrażalne wręcz wpływy, pieniądze i przemożna wola polityczna.

Jeśli porównać Internet do morza, to obecnie bez odpowiedniego pozycjonowania w Google strony internetowe, niezależnie jak atrakcyjne, praktycznie znikają z powierzchni wody w głębinach. Odnaleźć je można wyłącznie wtedy, gdy ma się do nich właściwe namiary. Ich skuteczność w docieraniu do szerszej publiczności jest bliska zeru. Ważne jest tzw. ranking, czyli miejsce na którym można je znaleźć podczas wyszukiwania po nazwie lub kluczowych hasłach, tagach. Rankig ten jest często przy pomocy odpowiednich algorytmów, sztucznie podnoszony (np. za opłatą z przyczyn reklamowych) lub zaniżany (z różnych innych powodów). Od 2016 roku takie sztuczne obniżanie rankingu firma Google stosuje wobec stron propagujących cybernetyczne piractwo. Nie wiemy, bo jest to trudne do wyśledzenia, czy zakamuflowane obniżanie rankingu nie odbywa się wobec treści i stron nieprawomyślnych. Wiemy natomiast, że pod koniec ubiegłego roku koncern zapowiedział zwiększenie nadzoru nad treściami zamieszczanymi w prywatnych kanałach Youtube, tłumacząc, że jest to odpowiedź na skargi, dotyczące zamieszczania tam tzw. „mowy nienawiści”, co w dzisiejszym świecie może oznaczać wszystko. Niedawno zrobiło się też głośno w związku ze zwolnieniem z pracy w tej firmie Jamesa Damore'a, który pozwolił sobie na niewinną uwagę, że umiejętności kobiet i mężczyzn różnią ze względu na uwarunkowania biologiczne. Te różnice wyjaśniają czemu kobiety rzadko obejmują stanowiska kierownicze w branży technologicznej. (…) kobiety są mniej zainteresowane kodowaniem, a większą wagę przykładają do rozwijania kontaktów i ogólnej estetyki. Damore ujawnił, że w Google dyskryminuje się osoby wyrażające podobne poglądy.

Coraz więcej konserwatywnych użytkowników zgłasza, że ich profile zostały zablokowane na Facebooku za wypowiedzi, które nie zawierały wulgaryzmów, nie namawiały do nienawiści, jedyną ich cechą, która mogła podpaść Facebookowi był patriotyzm, deklaracja wiary lub krytyka, któregoś z nieformalnie zakazanych zagadnień: feministek, homoseksualizmu, ateizmu, państwa izraelskiego, itd. Znacznie gorsze wulgarne i nienawistne treści uchodzą środowiskom liberalnym i lewicowym, tyle że skierowane są przeciwko patriotom, obrońcom wartości, ludziom wierzącym i przedmiotom kultu,. W ostatnim czasie składano w Polsce w tej sprawie liczne interpelacje, wydawano publikacje i opinie prawne. Facebook jest jednak nie do ruszenia, jest bowiem całkowicie prywatną firmą funkcjonującą według własnego regulaminu, który każdy z użytkowników musi zaakceptować. Monopolizacja przestrzeni przez taki prywatny podmiot uzdalnia go do stawiania warunków graniczących z szantażem wobec użytkowników, którzy nie mają innej konkurencyjnej możliwości zaistnienia w Internecie – czy propagowania treści, które są im bliskie. W dobie dominacji myśli lewicowo liberalnej wychodzi na to, że jedna ze stron politycznego dyskursu ma mniejsze szanse, mimo że żyjemy podobno w systemie demokratycznym, którego ideą jest stwarzanie równych możliwości. Obecnie prywatne firmy stały się państwami w państwie, dzięki swojemu statusowi prywatnych działalności wymykają się prawu, tak poszczególnych krajów, jak i międzynarodowej jurysdykcji. Jak wykazuje praktyka, dotyczy to całej gamy dziedzin, a zwłaszcza sfery finansów i wojskowości.

Inną zagadkową sferę dotyczącą przestrzeni cyfrowej krytykuje Julien Assange, który oświadczył, że tacy giganci, jak Google, Microsoft i Apple mają silne powiązania z amerykańskimi służbami. „Z racji swoich związków z rządem USA [te firmy] nie są w stanie chronić swych użytkowników przed atakami CIA i NSA” – twierdził w jednym z udzielonych wywiadów. Na przełomie lat 2016-2017 Portal Wikileaks opublikował ponad 8,5 tysiąca dokumentów, które zawierają liczne informacje na temat tego, z jakich narzędzia CIA korzystała w latach 2013-2016 (a więc już po aferze Snowdena), by – przynajmniej oficjalnie – „chronić” amerykańskich obywateli. W ich skład wchodziły trojany, wirusy komputerowe i zdolne do ataku na urządzenie dowolnego użytkownika. Wnioski jakie można wysnuć z tych doniesień są proste. Amerykańska agencja wywiadowcza poświeciła dużo czasu i energii, by wynajdować luki w zabezpieczeniach popularnych systemów operacyjnych w celu zapewnienia sobie swobodnego dostępu do komputerów i urządzeń mobilnych ich użytkowników. Na razie nie ma dowodów na to, że nie dotyczy to wyłącznie osób podejrzanych lub ściganych prawem, nie mniej tendencja taka jest niepokojąca.

Wielu niezależnych komentatorów zaczyna podejrzewać, że obywatele są nie tylko inwigilowani w Internecie przez służby, ale CIA traktuje także portale społecznościowe jako wielkie bazy danych. To nic niezwykłego, zważywszy, że od wielu lat działa system Echelon podsłuchujący rozmowy telefoniczne na całym świecie, do czego już nas przyzwyczajono.

 

Ci, którzy powstrzymują

Osobiście uważam, że nie ma w świecie stron jednoznacznie białych i czarnych, jednak artykuł ten koncentruje się wyraźnie na jednej z nich. Ma to nie tylko stanowić przeciwwagę wobec najpowszechniejszej w Polsce narracji, ale wypełnić lukę w niewiedzy na tematy, które dla wielu czytelników pozostają tabu. Rodzi się naturalne pytanie: czy ewentualna zmiana kierunku, albo nawet upadek atlantyckiego hegemona przyniesie światu rzeczywisty oddech? Daleki jestem od wysuwania takich tez i, niestety, ubolewam, że taka manichejska jednostronna optyka towarzyszy zwolennikom którejkolwiek ze stron geopolitycznej partii szachów. Dla Polaka najważniejszy musi być w tym wszystkim interes narodowy. W dobie globalizacji zjawiska takie, jak postęp techniczny, ekonomia oraz polityka mają wymiar powszechny, podobnie dzieje się z kondycją moralną człowieka. Zło i dobro nie potrzebują paszportów. Jednego złego hegemona może zastąpić inny, być może nawet gorszy, gdy tylko poczuje się wolny od zależności. Tym bardziej właśnie docenić trzeba neutralizującą wartość świata złożonego z więcej niż jednego bieguna. Czasami jedne złe tendencje są jedynym katalizatorem dla drugich. Tak jak w epoce zbrojeń nuklearnych broń w posiadaniu konkurencyjnego mocarstwa powstrzymywała przed jej śmiercionośnym zastosowaniem drugiego z graczy. Nie daj więc Boże, żeby „ze sceny zszedł jeden z tych, który powstrzymuje”.

 


[1]    W tym temacie odsyłam czytelników do doskonałej pracy amerykańskiego prawnika Christophera Ferrary: Wolność, bóg, który zawiódł, tom I i II. Wydawnictwo Wektory 2017.

Czytany 402 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.