środa, 12 wrzesień 2018 20:21

Reżyserzy, aktorzy i chór

Napisane przez Robert Tumski

Jednym z podstawowych błędów, który nie pozwala Polakom zrozumieć ich fatalnej sytuacji, jest przekonanie o istnieniu zasadniczych podziałów w polityce wewnętrznej oraz w polityce międzynarodowej. Zarówno zwykli ludzie, jak i uznani analitycy oraz komentatorzy przyjmują i rozpowszechniają obraz przedstawiający polską politykę jako walkę dwóch sił, zaś politykę światową dotyczącą naszego kraju jako konflikt mocarstw. Obraz ten jest nie jednak tylko błędny, ale jako taki również szkodliwy, mistyfikując realne problemy i tłumiąc skutecznie instynkt samozachowawczy. Zamiast zdrowego sceptycyzmu i nieufności Polacy, niezależnie od politycznych sympatii, raz za razem wiążą nadzieję z tym czy innym lokalnym ugrupowaniem bądź globalnym mocarstwem, wierząc w rychłe przesilenie i wsparcie, podczas gdy zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym od dawna są już w sytuacji beznadziejnej.

Aby jasno przedstawić stan, w jakim znalazła się obecnie Polska i jej mieszkańcy, zacznijmy od pewnych ogólnych uwag dotyczących sposobu, w jaki jesteśmy nadzorowani i korygowani.

Ferma hodowlana

System demokratyczny, który od mniej więcej wieku zapanował w krajach cywilizacji łacińskiej, nie jest, wbrew temu co się mówi, ustrojem politycznym, lecz raczej technicznym sposobem zarządzania masami, analogicznym do sposobów zarządzania fermą hodowlaną. Znamy go co najmniej w dwóch wersjach, które można określić jako „socjalistyczną”, popularną na wschodzie i „liberalną”, rozpowszechnioną na Zachodzie, pamiętając, że różnica między nimi polega jedynie na typie i sposobach użycia środków nadzoru i dyscypliny. Teoretyczne spory toczone przez filozofów, ekonomistów czy publicystów, agitujących za jednym bądź drugim stanowiskiem są w istocie bez znaczenia.

Struktura systemu demokratycznego jest bardzo prosta i opiera się na trzech trybach, które pełnią określone funkcje, zapewniające mu stabilność i trwanie. Używając pewnej metafory, można tryby te określić jako Chór, Aktorów oraz Reżyserów i Producentów.

 

Struktura systemu demokratycznego jest bardzo prosta i opiera się na trzech trybach, które pełnią określone funkcje, zapewniające mu stabilność i trwanie. Używając pewnej metafory, można tryby te określić jako Chór, Aktorów oraz Reżyserów i Producentów. Reżyserzy i Producenci to faktyczne ośrodki władzy, zwyczajowo ukryte przez demosem, podejmujące kluczowe decyzje, posiadające zarówno środki na ich realizacje, jak i narzędzia ich egzekwowania, w tym również przemoc. Aktorzy to politycy i urzędnicy, których zadaniem jest tworzyć akcję, budować napięcie, odgrywać rozmaite scenariusze, zgodnie z wytycznymi faktycznej władzy. Aktorzy są całkowicie podlegli Reżyserom i Producentom i istnieją na scenie jedynie dzięki nim, do ich roli należy jednak odgrywanie samodzielności, co najłatwiej czynić, pozorując spory i konflikty. Natomiast Chór tworzony jest przez media, ludzi kultury, artystów, uczonych, wszystkich tych, którzy zajmują się tworzeniem dekoracji i parawanu, transmitując odgrywaną przez Aktorów akcję, podkręcając emocje, wzmacniając spory etc. Podobnie jak Aktorzy, Chór jest całkowicie podległy władzy Reżyserów i również umiejętnie odgrywa rolę niezależnego. W przeciwieństwie do tych pierwszych jednak nie ma zazwyczaj żadnego kontaktu z realnymi ośrodkami władzy, wykonując jedynie polecenia przekazywane przez Aktorów.

Istotą tego systemu jest doprowadzenie do jak najgłębszego zaangażowanie się jednostek w zainscenizowane przedstawienie, związanie z nim ich myśli, emocji i decyzji, dzięki czemu będzie możliwe ich pełne użycie we własnym celu. Jednostki mają wartość materialną – jako siła robocza, jako armia, jako źródła organów – a także wartość duchową – jako źródła pomysłów i wynalazków, krzewiciele idei etc. Energia, jakiej są w stanie dostarczyć, jest cenna i o nią toczy się faktyczna walka.

Należy uświadomić sobie, że każde istniejące państwo, zarówno w czasach historycznych, jak i obecnie, było i jest de facto państwem niewolniczym. Podstawowy mechanizm ludzkich relacji opiera się na tym, że jedni chcą wykorzystać drugich, a mogą to czynić w sposób nieformalny bądź sformalizowany, instytucjonalny.

Należy uświadomić sobie, że każde istniejące państwo, zarówno w czasach historycznych, jak i obecnie, było i jest de facto państwem niewolniczym. Podstawowy mechanizm ludzkich relacji opiera się na tym, że jedni chcą wykorzystać drugich, a mogą to czynić w sposób nieformalny bądź sformalizowany, instytucjonalny. Twierdzenie to nie ma charakteru oceny, ale opisu faktów: ludzie dążą do władzy po to, aby móc korzystać z energii innych dla siebie, zwłaszcza z energii skumulowanej, ta bowiem pozwala osiągnąć efekty dalece przewyższające możliwości każdej jednostki.

Naturalną koleją rzeczy, ze względu na różnice w talentach, inteligencji, sprycie, a także z uwagi na przypadkowe koleje losu, jedni ludzie stają się niewolnikami innych. Czasem niewolnictwo to jest zupełnie jawne, zazwyczaj jednak pozostaje starannie ukryte przed zainteresowanymi, najskuteczniejsza bowiem forma wykorzystania innych polega na tym, aby robić to nie tylko bez ich wiedzy, ale również za ich przyzwoleniem. Istnieje wiele technik temu służących, doskonalonych przez lata i testowanych na żywych organizmach, nie miejsce tu jednak, aby je szczegółowo analizować.

Triada Reżyserzy/Producenci-Aktorzy-Chór opisuje relacje wewnątrz systemu demokratycznego danego państwa. Jeśli zaś chodzi o relacje między państwami, zasadnicza różnica polega na tym, czy państwo ma własnych Reżyserów i Producentów, czy też odgrywany w nim spektakl reżyseruje i finansuje ktoś spoza niego. Różnica ta odpowiada podziałowi na państwa suwerenne i państwa podległe, które można określić jako kolonie tych pierwszych bądź quasi-państwa. Wśród państw suwerennych te zaś, które potrafią reżyserować działania innych, można nazwać mocarstwami. Należy przy tym dodać, że ośrodki reżyserskie i producenckie mogą być umiejscowione poza konwencjonalnymi organizmami państwowymi i nie jest to bynajmniej cecha nowa, wynikająca z globalizacji, ale stały element globalnego porządku: istnieją grupy ludzi, których interesy mają inną podstawę niż przynależność państwowa (może być to przynależność narodowa, rasowa, religijna, korporacyjna itd.).

Opisany tu system zarządzania, nadzoru i dyscyplinowania działa wyjątkowo sprawnie i jest w zasadzie niemożliwy do wywrócenia, ponieważ akceptują go mocarstwa, zarówno u siebie, jak też w koloniach. Może go zniszczyć globalny konflikt zbrojny, który, w zależności od czasu i rozległości, może doprowadzić do powstania nowej formy państwa niewolniczego, o której formie trudno teraz spekulować.

Trwałość demokratycznego niewolnictwa wiąże się również z czynnikami psychologicznymi, które sprawiają, że ludzie sami skutecznie oszukują się co do swej faktycznej sytuacji. W pewnym sensie podstawowe demokratyczne psychozy to mechanizm iluzji i zaprzeczeń odraz syndrom sztokholmski. Pierwszy, typowy dla uzależnień, skutecznie uzasadnia konieczność trwania przez jednostkę w sytuacji, która jawnie jej szkodzi, drugi, wywołując poczucie winy w stosunku do oprawców, blokuje możliwość przeciwstawienia się im. Mechanizmy te są jednym z powodów akceptacji systemu, inne wiążą się z typowym dla współczesnych społeczeństw samozadowoleniem, ignorancją czy wręcz umysłową ociężałością. Przeciętny człowiek, przyglądając się politycznym Aktorom, którzy celowo dobierani są tak, aby nie wpędzać go w intelektualne kompleksy, dochodzi do przekonania, że otaczające go błędy i wypaczenia są efektem ich głupoty i zaniedbań, z lekceważeniem odrzucając alternatywne wyjaśnienia jako „teorie spiskowe”. Fakty jednak są takie, że poruszający Aktorami i Chórem decydenci są dużo bystrzejsi i wyrafinowani niż zadowoleni z siebie przedstawiciele demosu są w stanie sobie wyobrazić. Ci ostatni mogą uwierzyć w pojedyncze oszustwa i manipulacje, ale ich pycha nie pozwoli im wyobrazić sobie, że oszustwo i manipulacja dokonuje się na poziomie globalnym. Na tym właśnie polega specyfika współczesnego systemu niewolniczego i jego doskonałość: doprowadza o sytuacji, w której niewolnicy nie są nawet w stanie wyobrazić sobie, że nie są wolni.

Gdyby jednak nawet system nie był powszechnie akceptowany, gdyby ludzie nagle dostrzegli, kto jaką odgrywa rolę, niewiele by to zmieniło, gdyż Producenci i Reżyserzy dysponują wystarczającą siłą, aby w razie potrzeby działać nią bezpośrednio, zamiast stosować miękkie środki – co widoczne było doskonale w socjalistycznych formach demokracji, zwłaszcza w chwili ich instalowania w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Sytuacja ta może wydawać się beznadziejna, ale tylko wówczas, kiedy przyjmiemy oświeceniową perspektywę, w której kontrolę nad prawami przyrody i prawami społecznymi, a w konsekwencji emancypację, uznaje się za możliwy do realizacji cel. W istocie nasza kontrola jest bardzo ograniczona, a nasz los z grubsza jednoznacznie określony. W takiej sytuacji liczenie na jakąś globalną zmianę jest waleniem głową w mur – można zmienić w najlepszym wypadku kolor figur, ale nie reguły gry. Przeznaczenie swojej energii na walkę z systemem nie przynosi człowiekowi wolności, gdyż nadal, choć w inny sposób, wspiera on ów system, wiążąc się z nim trwałą relacją. Rozsądniej jest zachować dystans, co pozwoli oszacować realne, a więc doczesne i transcendentne zyski oraz straty. Postawa taka nie musi zakładać akceptacji systemu, ale w obliczu nieuchronności pewnych mechanizmów pozwala na szukanie indywidualnej niszy, choćby miała to być emigracja wewnętrzna.

Przeznaczenie energii na walkę z systemem nie przynosi człowiekowi wolności, gdyż nadal, choć w inny sposób, wspiera on ów system, wiążąc się z nim trwałą relacją. Rozsądniej jest zachować dystans, co pozwoli oszacować realne, a więc doczesne i transcendentne zyski oraz straty.

Platforma sprawiedliwych

Po tych ogólnych uwagach można przejść do konkretów, czyli sytuacji w Polsce. Pod względem sposobu zarządzania demosem polski folwark nie odbiega od innych tego typu organizmów. Mamy więc Chór, mamy Aktorów i oczywiście mamy Reżyserów oraz Producentów.

Zacznijmy od Aktorów. Z punktu widzenia skuteczności systemu najbardziej optymalne jest stworzenie czegoś, co określa się jako obrotową scenę polityczną, na której rozgrywa się polityczny dramat czy raczej sitcom, o walce dobra ze złem, policjantów ze złodziejami etc. Biorąc pod uwagę kulturę danego kraju nietrudno przeprowadzić linię dzielącą społeczeństwo na dwie opozycyjne grupy różniące się w kwestiach na tyle fundamentalnych, a zarazem nierozstrzygalnych, gdyż opartych na gustach i przesądach, że nie istnieje możliwość ich pogodzenia ze sobą. Kryterium podziału jest dziś w większości krajów podobne i wiąże się z opozycją tradycja-postęp, religia-sekularyzm, wolność-równość, indywidualizm-kolektywizm etc. Wszystkie te pojęcia nie mają charakteru opisowego, lecz wyrażają pewne stany emocjonalne jednostek i ich nastawienie do życia, świata, kwestii ostatecznych, moralności. Istnieje pewność, że wykorzystując w politycznym scenariuszu te hasła, skutecznie pozwoli się Aktorom zagospodarować uwagę i uczucia jednostek, których głównym instynktem jest szukanie tych, z którymi można się utożsamić i dzielić emocje.

Nietrudno dostrzec, że politycznym wyrazem tego fundamentalnego sporu jest podział na lewicę i prawicę funkcjonujący od czasów rewolucji francuskiej. Casting na politycznych Aktorów prowadzony jest więc tak, aby stworzyć docelowo dwie podstawowe grupy dość wyrazistych postaci, z którymi będzie mogła identyfikować się maksymalnie duża liczba jednostek, dla pozostałych zaś tworząc marginalne ugrupowania antysystemowe. W ten sposób wszystkie emocje, zarówno złość, rozczarowanie, frustracja, jak i radość, nadzieja i wiara będą skutecznie zagospodarowane. Aktorzy odgrywając przypisane im na początku role będą mieli dość swobody na improwizację pod warunkiem, że nie złamią podstawowej zasady, jaką jest podtrzymywanie obrazu walki sił dobra ze złem, postępu z reakcją, światła i ciemności. Dlatego też każdy Aktor musi być na tyle sprawny, aby dla jednej grupy odkrywać rolę anioła i zbawcy, dla drugiej zaś demona i złoczyńcy. Żeby rola wypadła przekonująco, do gry dołącza się medialny Chór, który wzmacnia pewne wypowiedzi i zachowania, szczuje jedynych na drugich, fantazjuje, przesadza i w zależności od sytuacji złorzeczy, lamentuje bądź wyśpiewuje hymny pochwalne.

Jak odbywa się casting na politycznych Aktorów? W przypadku tych państw, które w trakcie dłuższego okresu czasu zachowały ciągłość instytucji i terytorium zazwyczaj proces ten przebiega organicznie. Aktorów werbuje się stopniowo, doskonaląc ich, wymieniając, wzmacniając i motywując, tworząc ostatecznie aktorskie dynastie i kasty – przykładem może być Wielka Brytania, Francja czy Stany Zjednoczone. W przypadku zerwania ciągłości, nabór dokonywany jest w krótkim czasie i grupowo, co skutkuje niższą jakością i pewną przypadkowością wybranych osób, wśród których sporą część stanowią amatorzy, czasem trudni do kontrolowania. Z punktu widzenia analizy tego procesu zaletą tej sytuacji jest to, że można obserwować to, co określa się – całkiem zasadnie – mianem sceny politycznej In statu nascendi. Tak właśnie było w przypadku Polski.

Casting na politycznych Aktorów kraju, który miał przyjąć nazwę III RP, odbywał się już od początku lat 80., kiedy kreślono główne ramy scenariusza. Już wtedy Producenci i Reżyserzy dokonywali wstępnego przeglądu kadr, szukając osób zdolnych odegrać powierzone im role. Przegląd obejmował wszystkie środowiska, pracowników fizycznych i inteligencję, urzędników i służby mundurowe, oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem osób, które już zostały wciągnięte na scenę w postaci tajnych współpracowników oraz funkcjonariuszy istniejącej formy demokracji – demokracji socjalistycznej.

Właściwe rozdanie ról nastąpiło w latach 1988-1990, kiedy lokalni Reżyserzy i Producenci, tacy jak Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak (pomińmy na razie rolę zewnętrznych Reżyserów i Producentów), zapełnili obrotową scenę polityczną wybranymi postaciami. Biorą pod uwagę istniejące preferencje światopoglądowe dominujące w polskim społeczeństwie, zdecydowano się kontynuować wcześniej istniejący już – zarówno w PZPR, jak i w opozycji – podział na postępowców i konserwatystów, który można również opisać jako podział na internacjonalistów i patriotów, „Żydów” i „Chamów”, ludzi z ROPCiO i KOR, umiarkowanych i ekstremę, pozytywistów i romantyków etc. Doświadczenia ubiegłych lat pokazały, że taka polaryzacja najlepiej pozwala skanalizować uczucia Polaków, którzy w jej ramach są w stanie bez końca toczyć jałowe spory bez szansy na jakiekolwiek wspólne działanie w szerzej pojętym interesie narodowym.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy bez trudu można dostrzec, jak dokonywany był podział ról, który stał się kamieniem węgielnym wiszącym u szyi III RP. Po jednej stronie, nazwijmy ją lewicowo-liberalno-postępowej ustawiono grupę, którą możemy nazwać Trupą Michnika, po drugiej, prawicowo-wspólnotowo-patriotycznej stanęła Trupa Kaczyńskiego (albo Kaczyńskich). Każda z nich wystawiła sztandarowego lidera (z jednej strony Mazowiecki, z drugiej Wałęsa), korzystała z przywileju posiadania własnego głosu w Chórze (z jednej strony „Gazeta Wyborcza”, z drugiej „Tygodnik Solidarność”), miała swoich zaufanych biznesmenów, duchownych, artystów oraz naukowców i – po rozmaitych mutacjach, zmianach masek, makijaży i strojów, gra na polskiej scenie do dziś, przy niesłabnącej popularności wśród starych i nowych fanów oraz przy niesłabnącym wtórze mediów.

Na polskiej scenie politycznej odgrywany jest więc standardowy spektakl walki dwóch sił, z których każda prezentuje się swoim zwolennikom jako odpowiedzialna, mądra, rozsądna, moralna i zdolna zaspokoić ich potrzeby, w przeciwieństwie do drugiej, przedstawianej jako podła, głupia, szkodliwa i amoralna. W istocie jednak to wszystko jest grą, przedstawieniem na użytek demos, a konflikt ma jedynie charakter werbalny i medialny, poza tą zasłoną zaś istnieje wspólne źródło obu pozornie zwaśnionych stron, wspólni Reżyserzy i Producenci, którym aktorskie trupy zawdzięczają swoje istnienie. Demokratyczna polityka nie jest niczym więcej niż serialem, w którym zły Bruner ściga dobrego Klossa, dobry Bond walczy ze złym Doktorem No. Człowiek emocjonalnie zaangażowany w serial może kibicować jednej bądź drugiej stronie, podobnie jak może kibicować w czasie ustawionego meczu, jego szczere emocje a nawet wiara w autentyczność oglądanej sceny nie zmieniają jednak faktu, że skłócone role zostały napisane, a mecz ustawiony.

 

[...]

Robert Tumski

Czytany 36 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.