czwartek, 13 grudzień 2018 12:04

Droga do Niepodległości wiedzie przez dystrybucjonizm

Napisała

Był Anglikiem, ale śmiało można powiedzieć, że szczególnie umiłował właśnie nasz kraj. Gilbert Keith Chesterton, bo o nim mowa, bardzo cieszył się z faktu odzyskania przez Polskę Niepodległości. Ten słynny brytyjski pisarz odwiedził Polskę w 1927 roku. W księdze pamiątkowej polskiego PEN Clubu napisał wtedy: „Gdyby Polska nie narodziła się ponownie, umarłyby wszystkie chrześcijańskie narody”. Po sobie pozostawił klucz do drzwi, za którymi kryje się wolność. Czy Polacy zechcą je w końcu otworzyć?

Na świat przyszedł 29 maja 1874 roku. Urodził się i wychował w domu londyńskiego kupca Edwarda Chestertona. W dorosłym życiu świadomie porzucił anglikanizm i przeszedł na katolicyzm. Ogromny wpływ na poglądy Chestertona miała Katolicka Nauka Społeczna, w tym encyklika Rerum Novarum papieża Leona XIII. Kiedy został katolikiem, powiedział, że wszystko, co kochał w wolności, znalazł właśnie w Kościele katolickim. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami, jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa. Uważał, że oba ustroje w równym stopniu krępują indywidualizm i ograniczają własność.

Chesterton był współtwórcą dystrybucjonizmu – doktryny politycznej, której centralnym punktem jest rozpowszechnianie prywatnej własności. Nie ufał żadnej władzy politycznej. Według Chestertona najważniejszym modelem powinna być rodzina, dlatego poprzez dystrybucjonizm próbował obronić ludzki dom i rodzinę.

Październik 2014 roku. W murach Uniwersytetu Warszawskiego zorganizowano konferencję zatytulowaną „Chesterton, Dystrybucjonizm i Polska”. Z niemałym wstydem przyznaję, że nie miałam wcześniej pojęcia kim jest bohater wykładów. Na konferencji znalazłam się przypadkiem. Po odsłuchaniu wielu godzin fascynujących prelekcji, zrozumiałam, że właśnie poznałam system, który – jak żaden inny – daje człowiekowi wolność. Dowiedziałam się także, że według Chestertona Polska reprezentowała ideę tego, czym powinien być naród. Odzyskanie przez Polskę niepodległości było jak wypełnienie jego dystrybucjonistycznego snu. „Był to żywy dowód na to, że ideał, który był niemalże zrealizowany w średniowieczu, teraz mógł być realizowany w jego czasach”.

Jak wygląda ten wyśniony obraz Chestertona? To system, w którym własność jest rozdzielana pomiędzy drobnych właścicieli, a jego podstawę stanowi naród katolicki, wolny i rolniczy.

Jak wygląda ten wyśniony obraz Chestertona? To system, w którym własność jest rozdzielana pomiędzy drobnych właścicieli, a jego podstawę stanowi naród katolicki, wolny i rolniczy.

Politykę dystrybucjonizmu opracował w książce Państwo niewolnicze współtwórca doktryny, Hilaire Belloc. Na jej łamach wykazał, że zarówno socjalizm, jak i państwowy kapitalizm pomagają tworzyć taki sam rodzaj społeczeństwa, w którym władza koncentruje się w rękach małej grupy rządzących. Takie państwo daje jedynie bezpieczeństwo grupie proletariatu, którego pozycja ekonomiczna jest ustalona przez prawo.

Według twórców dystrybucjonizmu jedyną alternatywą tych niewolniczych systemów, jest państwo małej własności rolniczej i cechów rzemieślniczych. Podstawową zasadą dystrybucjonizmu jest to, że życie publiczne istnieje dla życia prywatnego, które to życie ma chronić. Wszelkie działania mają być skierowane na dobro rodziny, która jest podstawową komórką społeczną.

Cudze błędy, lekcja dla nas

Żeby zobrazować zgubne działanie ideologii, które tak bardzo krytykował Chesterton, posłużę się współczesnym przykładem Wenezueli. Kraj ten został najpierw zniszczony przez kapitalistów (a właściwie zmowę tychże), a potem dobity przez socjalistów. Mamy tutaj konkretny model, jak oba systemy, wespół zespół niszczą całe kraje i narody.

Wenezuela ma największe na świecie udokumentowane rezerwy ropy naftowej. Jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku dzięki dochodom z eksportu ropy Wenezuela była państwem stabilnym. U progu kolejnej dekady doszło do pierwszego załamania, kiedy wskutek zwiększenia produkcji ropy naftowej przez Arabię Saudyjską i Stany Zjednoczone, ceny surowca osiągnęły najniższy pułap w historii. W 1980 roku Wenezuela stanęła w obliczu poważnego kryzysu społeczno-gospodarczego. Produkt krajowy brutto (PKB) na jednego mieszkańca kraju zmniejszył się o 20 procent. W ciągu zaledwie kilku lat pensje Wenezuelczyków spadły o dwie trzecie.

I wtedy do akcji wkroczyli kapitaliści. W 1989 roku wybory prezydenckie wygrał Carlos Andrés Pérez z centrowej Akcji Demokratycznej. Jego administracja wprowadziła program reform neoliberalnych inspirowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Doszło do cięć wydatków socjalnych; państwowe przedsiębiorstwa w większości zostały sprywatyzowane; władza zrezygnowała z kontroli cen na wiele towarów; rząd zdecydował się zmniejszyć podatki dla osób najbogatszych, obarczając jednocześnie wyższymi podatkami najuboższych. Zmiany spowodowały niezadowolenie wśród ubogich i klasy robotniczej. Wzrosła dysproporcja między biedną większością a bogatą mniejszością. Zjawiska takie jak głód, prostytucja i przestępczość stawały się coraz powszechniejsze. I wreszcie, dług narodowy Wenezueli, zamiast maleć, ciągle wzrastał.

Zupełnie naturalnym zjawiskiem jest to, że z ogarniętego kryzysem kraju wyłonić się musi przywódca niezadowolonej większości. I wtedy do akcji wkroczyli socjaliści ze swoją boliwariańską wersją rewolucji społecznej. Ruch Hugona Cháveza (późniejszego prezydenta) proponował gruntowną transformację gospodarczą i polityczną oraz zastąpienie kapitalizmu systemem określanym jako „socjalizm XXI wieku”. Chwytliwe hasła podbiły serca większości Wenezuelczyków. Socjaliści zdobyli władzę, a ich rządy w niespełna dwie dekady doprowadziły kraj do totalnej ruiny i chaosu. Wenezuela jest dzisiaj przykładem spektakularnego upadku państwa, którego mieszkańcy szukają pożywienia na śmietnikach.


Rozsądna ilość, zamiast skrajności

 

Zapytałam znaną lewicową dziennikarkę, dlaczego popiera socjalizm. W odpowiedzi usłyszałam, że ludzie w swojej naturze są egoistyczni i nie chcą się dzielić z potrzebującymi, dlatego konieczna jest ingerencja państwa… Z kapitalistami również rozmawiałam… Nienawidzą socjalistów, bo ich zdaniem wykorzystują oni aparat państwowy do okradania przedsiębiorców z owoców ich pracy.


Zapytałam znaną lewicową dziennikarkę, dlaczego popiera socjalizm. W odpowiedzi usłyszałam, że ludzie w swojej naturze są egoistyczni i nie chcą się dzielić z potrzebującymi, dlatego konieczna jest ingerencja państwa. Moja rozmówczyni nienawidzi kapitalistów, bo jej zdaniem wykorzystują oni swoją pozycję i bezwzględnie wyzyskują pracowników. W podobnym duchu wypowiadało się wielu innych socjalistów, których poznałam.

Z kapitalistami również rozmawiałam. Byłam też na rozmaitych konferencjach i spotkaniach organizowanych przez zwolenników wolnego rynku. Nienawidzą socjalistów, bo ich zdaniem wykorzystują oni aparat państwowy do okradania przedsiębiorców z owoców ich pracy. Kapitaliści nie akceptują tego, że państwo pod przymusem – a więc w postaci podatków oraz całej masy przepisów i regulacji – zabiera im ich własne zarobki, a następnie dysponuje tymi środkami według własnego widzimisię.
Obie strony na swój sposób wydają się mieć rację, ale to tylko pozory. Wystarczy spojrzeć na nasze państwo od czasów PRL, przez transformację, aż do współczesności. Socjalizm i kapitalizm są na tyle wadliwymi systemami, że w obu przypadkach w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko grupa uprzywilejowanych. Ten mechanizm tak po prostu działa. I gdybym nie poznała myśli Chestertona i jego dystrybucjonizmu, nie wiedziałabym jak z tego impasu się wydostać.

W 2017 roku na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się kolejna konferencja poświęcona wybitnemu Anglikowi. Z tej okazji do Polski ponownie przyjechali przedstawiciele Instytutu Chestertona z Nowego Jorku. Podczas bezpośredniej rozmowy prezes organizacji ojciec Ian Boyd wyjaśnił mi, dlaczego Chesterton uważał zarówno kapitalizm, jak i socjalizm za formy niewolnictwa. Niewolnicy pierwszego systemu podlegają pod korporacje, a drugiego pod rząd – dlatego wolna osoba musi być wolna od jednego i drugiego. Chesterton nie znosił imperializmu, potężnego rządu i potężnych korporacji, ponieważ jego zdaniem nikt nie nadaje się do tego, aby być panem drugiego człowieka.

Chesterton nie znosił imperializmu, potężnego rządu i potężnych korporacji, ponieważ jego zdaniem nikt nie nadaje się do tego, aby być panem drugiego człowieka.

Zdaniem Chestertona – ci, którzy uważają się za zwolenników wolnego rynku cenią w nim najbardziej to, że nie jest on wolny. Marzeniem kapitalistów nie jest bowiem to, aby było więcej rywalizacji, ale to, aby było mniej konkurencji. Ostatecznym celem jest monopol, a nie wolna przedsiębiorczość. W tym kontekście wystarczy sobie przypomnieć, co się u nas stało po okresie transformacji. Wiele polskich fabryk zostało przejętych przez zachodnie koncerny; sieci supermarketów z Zachodu wyparły z rynku mniejsze sklepy prowadzone przez Polaków; wskutek zmowy cenowej polscy rolnicy są zmuszani przez potężnego dostawcę do sprzedawania owoców swojej pracy za grosze; itd., itp.

 

(...)

 

Wyświetlony 116 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.