czwartek, 21 marzec 2019 12:47

Polska lokajem USA w Europie

Napisała

Po fatalnym 2018 roku wydawać by się mogło, że w polityce międzynarodowej gorzej już być nie może. Tymczasem rząd PiS postanowił udowodnić, że pełzanie przed Izraelem, dobicie relacji z Rosją, skłócenie z Unią Europejską i uleganie kaprysom ambasador Georgette Mosbacher – to dopiero rozgrzewka.

W nowym 2019 roku ekipa pod wodzą namiestnika Jarosława Kaczyńskiego wmanewrowała Polskę w konflikt z poważnymi mocarstwami azjatyckimi: Chinami i Iranem. Wuj Sam w nagrodę poklepał po ramieniu, ale państwo polskie tej hańby nie zmyje już nigdy.

W propagandowym przekazie mediów służących opcji rządzącej wszystko wygląda wyśmienicie. Trzymanie sztamy z Waszyngtonem gwarantuje nam „bezpieczeństwo” i „stabilizację” – dudnią komunikaty. W rzeczywistości palimy za sobą geopolityczne mosty, których prędko nie uda się odbudować, o ile w ogóle to będzie możliwie.

Bolesne doświadczenia historyczne nie pozwalają zapomnieć, że geopolityczne położenie Polski – między Niemcami i Rosją (III Rzeszą i ZSRR) – nie raz przysparzało nam trudności i dramatów. Jednak po 1989 roku otrzymaliśmy historyczną szansę, by nasze doświadczenie oraz położenie – między Wschodem i Zachodem – przekuć w wielki atut. Kolejne rządy bardzo się postarały, by tak się jednak nie stało, ale ekipa PiS postanowiła przebić poprzedników i udowodnić, że tamci w tej kwestii zrobili wciąż za mało.

Moskwa-Warszawa, zawalona sprawa

Wielu historyków alarmuje, że tak fatalnych relacji z Rosją jeszcze nie mieliśmy. Oczywiście zrozumiała jest chęć odcięcia się od dyktatu Kremla, wszak przez dziesięciolecia swoje wycierpieliśmy. Niezrozumiałe jest natomiast, że wyrywając się spod jednego buta (Moskwa) natychmiast daliśmy się przydeptać następnemu (Waszyngton). Może ktoś tu cierpi na syndrom sztokholmski? Nie czas jednak na psychologizowanie. Skupmy się na faktach.

Wielu historyków alarmuje, że tak fatalnych relacji z Rosją jeszcze nie mieliśmy. Oczywiście zrozumiała jest chęć odcięcia się od dyktatu Kremla, niezrozumiałe jest natomiast, że wyrywając się spod jednego buta (Moskwa) natychmiast daliśmy się przydeptać następnemu (Waszyngton). Może ktoś tu cierpi na syndrom sztokholmski?

Być może należę do wyjątkowych szczęśliwców, ale jako Polka nie doświadczyłam od Rosjan wrogości. Do Rosji jeżdżę zaledwie od kilku lat, a więc od czasu kiedy w polskojęzycznych mediach rozkręciła się antyrosyjska histeria. W Polsce słyszałam wiele komentarzy, że Rosjanie zawsze będą mieli w stosunku do Polaków poczucie wyższości. W Rosji jakoś tego nie zauważyłam. Owszem, Rosjanie wiedzą, że są częścią potężnego imperium – z czego wydają się być bardzo dumni – ale rozmowach z tamtejszą inteligencją dało się wyraźnie odczuć, że mają oni respekt przed cywilizacją, którą na przestrzeni wieków ukształtowali Polacy. I choćby już na tym fundamencie można było spróbować odbudować relacje na partnerskich zasadach.

Rozmawiając z Rosjanami z pokolenia moich rodziców zdarzyło mi się usłyszeć, że w czasach Związku Radzieckiego Polska była dla nich oknem na Zachód, przepustką do wolnego świata. Pewien Rosjanin – obecnie dyrektor hotelu – gdy usłyszał, że jestem z Polski, z wielkim sentymentem i nieskrywanym wzruszeniem zaczął wspominać lata 90., kiedy mieszkał w Warszawie, gdzie handlował na Stadionie 10-lecia. Z jego opowieści wynikało, że był to najlepszy okres w jego życiu. Dla wielu umęczonych pieriestrojką Rosjan Polska była wtedy jak Eldorado. Z kolei w oczach wielu starszych Rosjanek do dziś polskie kobiety pozostają symbolem elegancji i klasy. W młodszym pokoleniu tylu komplementów już nie usłyszymy. Dla młodych Rosjan staliśmy się totalnie obojętni. Na własne życzenie.

O ile jeszcze ze strony oficjalnej – na przykład z ust dyplomatów – da się usłyszeć zapewnienia o woli do współpracy z Polską, o tyle ze strony polskiej arogancja narasta w takim tempie, że już wkrótce podobnych zapewnień możemy nie usłyszeć. Wystarczy wspomnieć, że 29 listopada 2018 r. w programie telewizyjnym TVP INFO „Minęła dwudziesta” doszło do znieważenia prezydenta Federacji Rosyjskiej, jak i samej Rosji. Scenografia programu, towarzysząca wypowiedziom „ekspertów” (szczujących na Rosję) przedstawiała tło z napisem „Achtung Russia”, z literami stylizowanymi na nazistowskie SS, zaś twarz Władimira Putina ukazano jako trupią czaszkę z piszczelami, na wzór czaszki przyklejanej na puszki z gazem Cyklon B (tym samym, którym hitlerowcy mordowali ofiary obozów koncentracyjnych).

Do dziś nikt nie poniósł konsekwencji, choć Polski Kodeks Karny w Art. 136. mówi: § 2. Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na osobę należącą do personelu dyplomatycznego przedstawicielstwa obcego państwa albo urzędnika konsularnego obcego państwa, w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Zaś § 3 dookreśla: Karze określonej w § 2 podlega, kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej publicznie znieważa osobę określoną w § 1.

Usłużni funkcjonariusze-redaktorzy głupkowato chichoczą na wizji, a polski przedsiębiorca płacze, bo ma ograniczaną możliwość wymiany handlowej z naszym największym sąsiadem. Nie wspominając już o zwykłych Polakach, których każdorazowo boleśnie dotyka podwyżka cen za energię.

 

cd w numerze papierowym

przycisk

Wyświetlony 145 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.