czwartek, 21 marzec 2019 15:11

Od hegemonii do poligemonii

Napisał

Istniejący od wielu dekad ład międzynarodowy był kształtowany przez państwa zachodnie, zwłaszcza przez Stany Zjednoczone. Począwszy od czasów kolonialnych, po koniec „zimnej wojny” rozmaite wzory ładu normatywnego, aksjologicznego i instytucjonalnego były narzucane przez Zachód tzw. Reszcie Świata (przez presję, imitację, ale także absorpcję), co oznaczało ich uniwersalizację w skali globu.

Euforia związana ze zburzeniem muru berlińskiego i rozpadem Związku Radzieckiego spowodowała swoisty triumfalizm Ameryki, który znalazł wyraz w głoszeniu absurdalnych z dzisiejszej perspektywy haseł o „unipolarnym momencie”, czy też „końcu historii”. Nie brakowało wizjonerów, uważających, że liberalne wartości Zachodu (demokracja, wolny rynek i prawa człowieka) zdominują trwale system międzynarodowy. Przeczyło to rzeczywistemu rozwojowi sytuacji. Wkrótce bowiem okazało się, że wbrew rozmaitym wizjonerom nastąpił rychły powrót do starych reguł geopolityki.

Cywilizacyjne wzorce Zachodu nie wszędzie były przyjmowane z entuzjazmem. Dynamika systemu międzynarodowego pokazała, że wiele działań państw zachodnich, w tym USA, jest nie do przyjęcia przez inne państwa, na przykład Rosję czy Chiny, którym dość szybko zaczęto z tego powodu przypisywać tendencje rewizjonistyczne. Zwłaszcza Chiny, ze względu na swój wyraźny wzrost potęgi, zaczęły być postrzegane jako wyzwanie dla dominacji Zachodu, a hegemonii Ameryki w szczególności. Rosji natomiast tradycyjnie, ze względu na jej determinację w obronie stanu posiadania i mocarstwowego statusu, zaczęto przypisywać role agresywne i destrukcyjne. Nie było ważne, że wiele zachowań Rosjan było odpowiedzią na prowokacje amerykańskie.

            W okresie pozimnowojennym kilka dramatycznych zdarzeń przesądziło o utracie wiarygodności Zachodu, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, w obronie istniejących standardów ładu międzynarodowego. W latach 1998-1999 w Kosowie i w 2003 roku przeciwko Irakowi najpierw NATO, a potem USA i Wielka Brytania użyły sił zbrojnych bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wywołało to powszechną dyskusję, na ile w świetle prawa międzynarodowego możliwe jest podejmowanie jednostronnych interwencji humanitarnych, które pod przykrywką działań w obronie praw człowieka doprowadziły – jak w Iraku – do jeszcze większych katastrof humanitarnych. W ocenie Rosji i Chin Zachód zaczął stosować „podwójne standardy” w rozumieniu prawa międzynarodowego i respektowaniu decyzji organów międzynarodowych, w zależności od tego, czy odpowiadało to jego interesom, czy nie. Szczególnie powracano do tej argumentacji w Rosji po aneksji Krymu, a w Chinach w kontekście sporów wokół Morza Południowochińskiego.

 W ocenie Rosji i Chin Zachód zaczął stosować „podwójne standardy” w rozumieniu prawa międzynarodowego i respektowaniu decyzji organów międzynarodowych, w zależności od tego, czy odpowiadało to jego interesom, czy nie. Szczególnie powracano do tej argumentacji w Rosji po aneksji Krymu, a w Chinach w kontekście sporów wokół Morza Południowochińskiego.

            W żadnym z państw zachodnich nie przeprowadzono dogłębnej analizy na poziomie rządowym, w wyniku której przyznano by, że wiele katastrof humanitarnych, zwłaszcza w Iraku, w Libii czy w Syrii było spowodowanych błędnymi decyzjami politycznymi. Eskalacja terroryzmu islamistycznego także nie spotkała się z głębszą refleksją na temat współodpowiedzialności państw zachodnich, zwłaszcza USA, za jego narodziny i konsekwencje. Napisano wprawdzie wiele książek i opublikowano setki artykułów, które odważnie odsłaniają rzeczywiste przyczyny katastrof humanitarnych, jednakże mają one słabą siłę przebicia, aby oddziaływać na rządy i opinię publiczną. Powoduje to brak przewartościowań w dotychczasowych strategiach interwencjonizmu, za którymi stoją rozmaite siły korporacyjno-militarystyczne, lobbujące na rzecz swoich egoistycznych interesów, a nie utrzymania stabilnego ładu międzynarodowego. Z tych względów w różnych miejscach globu rosną nastroje antyzachodnie i antyamerykańskie.

            W tym samym czasie odnotowano spadek potęgi ekonomicznej Zachodu, a kryzys 2008 roku obnażył słabość systemu kapitalistycznego i podważył zaufanie do amerykańskiej waluty. Systemowi petrodolarowemu, zdominowanemu przez Stany Zjednoczone, wyzwanie rzuciły nowe „wschodzące” potęgi. W 2009 roku państwa BRICS – Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, a później także Republika Południowej Afryki, podjęły próbę zbudowania wspólnego frontu przeciwko narzucaniu woli przez USA i Europę Zachodnią większości świata, mimo spadającego ich potencjału demograficznego i gospodarczego. Na pozycję najgroźniejszego konkurenta Ameryki wysunęły się Chiny, których wzrost gospodarczy staje się atutem w grze geopolitycznej. „Wschodzące potęgi” pretendują do większej reprezentacji w instytucjach międzynarodowych, co skłania Zachód do pewnego „przegrupowania sił” w ciałach koordynacyjnych (na przykład przesuwanie akcentu z G7 na G 20). Tworzenie przez Chiny nowych instytucji, jak choćby Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych z udziałem Australii czy Zjednoczonego Królestwa świadczy o podziałach w ramach Zachodu i słabnięciu dyplomatycznych oddziaływań Waszyngtonu.

            Niemożność negocjowania wielostronnych porozumień handlowych na forum Światowej Organizacji Handlu kierowała uwagę Stanów Zjednoczonych w stronę porozumień o partnerstwie z Europą (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji – TTIP) oraz państwami Azji i Pacyfiku (Partnerstwo Transpacyficzne – TPP). Każde z nich pomijało państwa BRICS, które podjęły próbę wynegocjowania konkurencyjnego partnerstwa w gronie państw Azji Południowo-Wschodniej (Regionalne Kompleksowe Partnerstwo Gospodarcze – RCEP). Ostatecznie, zgodnie z obietnicami przedwyborczymi i wizją D. Trumpa na temat relacji handlowych Ameryki, los obu partnerstw został przesądzony ze względu na ich niekorzystne skutki dla amerykańskich interesów.

            Na tym tle warto zauważyć rosnącą determinację Ameryki, aby utrzymać swoją pozycję hegemona, za cenę niszczenia wszystkich dotychczasowych standardów, które były korzystne dla całego świata zachodniego, i dla Ameryki przede wszystkim. Prezydentura Donalda Trumpa obrazuje okres przejściowy, w którym podważa się dotychczasowe wartości, normy i instytucje, ale w zamian niewiele się oferuje. Dezorientacja ideowa prowadzi do zaburzeń w pojmowaniu kryteriów oceny interesów własnych i cudzych. Budowanie strategii opartej na odnoszeniu zwycięstw w wojnach handlowych i przeliczaniu każdej transakcji na zysk skutkuje odwracaniem się od dotychczasowych sojuszników i partnerów. Narzekanie na „brutalność” Unii Europejskiej i „niewdzięczność” sojuszników z NATO za ich ochronę „pod parasolem Ameryki” dowodzi radykalnej zmiany priorytetów. Zakłócenia w postrzeganiu realiów pozwalają nazywać największych satrapów „wielkimi osobowościami” (jak w przypadku Kim Dzong Una). Górę biorą postawy nacjonalistyczne i ksenofobiczne, szukanie kozłów ofiarnych i demonizacja arbitralnie wyznaczanych wrogów.

 

 

cd w numerze papierowym

https://wydawnictwowektory.pl/pl/p/OPCJA-NA-PRAWO-Nr-1154%2C-marzec-2019-r.-/164

Wyświetlony 50 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.