środa, 26 czerwiec 2019 12:55

Prawa człowieka – tradycja chrześcijańska czy liberalna

Napisał

Kiedy 10 grudnia 1948 roku Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęło i ogłosiło Powszechną Deklarację Praw Człowieka, nikt chyba nie spodziewał się, jakiego typu konflikty i spory będą się toczyły wokół tego dokumentu ledwie kilkadziesiąt lat później.

Gdy ją ogłaszano istniały wątpliwości czy Deklaracja będzie powszechnie przestrzegana, zmartwienie budził też fakt, że od jej poparcia wstrzymało się kilka krajów bloku komunistycznego, a także RPA i Arabia Saudyjska. Dziś zimnowojenny układ sił na świecie jest już historią, Republika Południowej Afryki odrzuciła politykę apartheidu, choć problemy z prawami człowieka w tym kraju pozostały. Mogłoby się wydawać, że największym z kłopotów światowego ruchu praw człowieka będą właśnie kraje arabskie czy Chiny, które trwają w obojętności wobec tej koncepcji. Jednak sprawy w ostatnich czasach przybrały zupełnie inny obrót. Nie chodzi dziś już tylko o przestrzeganie praw człowieka, ale o zasadnicze pytanie, co one oznaczają. Jak je rozumieć?

Genezą powstania Deklaracji było powszechne na świecie w latach czterdziestych XX wieku poczucie, że tragedia II wojny światowej wymaga trwałego ustalenia i zagwarantowania podstawowych praw człowieka. Prawa te, przyjęte przez wszystkie państwa, miały się stać fundamentem nowego ładu światowego i sprawiedliwości. Jak formułuje to Preambuła do Deklaracji: „uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju świata”. Do praw, jakie zostały zawarte w dokumencie, zaliczono między innymi prawo do życia, wolności (w tym wolności słowa, poglądów, wolność religijną) i bezpieczeństwa (artykuł 3), ochronę przed niewolnictwem (4), torturami (5), równość wobec prawa i równego dostępu do ochrony prawnej (7), prawo do ochrony życia prywatnego (12), prawo do zawierania małżeństwa i posiadania rodziny (16). Ponadto artykuł 16 w punkcie 3 stwierdza, że „rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa”.

Genezą powstania Deklaracji było powszechne na świecie w latach czterdziestych XX wieku poczucie, że tragedia II wojny światowej wymaga trwałego ustalenia i zagwarantowania podstawowych praw człowieka.

Prawa człowieka zostały spisane w oparciu o koncepcję prawa naturalnego, która pochodzi niemal bezpośrednio z Dekalogu, a także z takich fundamentów cywilizacji europejskiej, jak myśl Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. Można ją spotkać także w ogólnych zarysach w systemach etycznych innych kultur. Kościół katolicki i szerzej chrześcijanie naciskali na silniejsze osadzenie Deklaracji w tradycji chrześcijańskiej słusznie argumentując, że myślenie o godności osoby jest elementem intelektualnego i nadprzyrodzonego dorobku wiary oraz kultury chrześcijańskiej. Episkopat Amerykański zaproponował wówczas swój projekt deklaracji praw człowieka, który rozpoczynał się nie od listy praw, ale od listy obowiązków w odniesieniu do Stwórcy, do samego człowieka, do rodziny, do współobywateli, do państwa i do społeczności międzynarodowej. Dopiero w obliczu tych obowiązków przechodzili biskupi do zestawu praw. „Człowiek, ażeby mógł spełnić te obowiązki, został obdarzony niezbywalnymi uprawnieniami”, można było przeczytać w projekcie. Zatem katolicki projekt zakładał, że to Bóg – taki jakiego go znamy dzięki tradycji chrześcijańskiej – jest gwarantem praw ludzkich i obowiązków. Tekst ten został złożony w Komisji Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych 1 lutego 1947 roku i jak wiemy nie stał się podstawą dla ostatecznego dokumentu, podobnie jak brazylijska propozycja by określić, że „byty ludzkie są stworzone na obraz i podobieństwo Boże”.

W redakcji tekstu deklaracji brali także udział katolicy. Byli to filozof Jacques Maritain i polityk oraz prawnik Rene Cassin. Ich nastawienie jednak było zupełnie inne niż amerykańskich biskupów i możemy powiedzieć, że dał się wtedy zauważyć brak jedności wewnątrz pozycji katolickich, a szerzej chrześcijańskich. Według Cassina celem zespołu redagującego deklarację było nie tyle pominięcie porządku religijnego, jako punktu odniesienia, lecz o takie sformułowanie tekstu Deklaracji, aby mógł być on zaakceptowany przez przedstawicieli różnych ideologii i światopoglądów. Przyjęcie powyższego stanowiska przez katolickich uczestników prac nie będzie dziwne dla nikogo kto zna choćby w ogólnym zarysie ewolucję poglądów politycznych najbardziej wpływowego filozofa kościelnego dwudziestego, wieku jakim był Maritain. Od lat dwudziestych przesuwał się on coraz wyraźniej – mówiąc w pewnym uproszczeniu – w stronę chrześcijańskiego liberalizmu. Według jego koncepcji porządek świecki powinien rządzić się całkowicie autonomicznymi prawami, zupełnie niezależnymi od fundamentów religijnych, ponieważ rozwój ładu społecznego zapewnią same jego podstawy naturalne, których powszechną akceptację Maritain przyjmował. Można nawet powiedzieć, że Maritain, kształtujący się w świecie zachodnim po wojnie nowy liberalny porządek, uważał za realizację jego idei “nowego chrześcijaństwa” (nouvelle chretiennte), odmiennego od dawnej christianitas. W pewnym sensie wyrazem tej drugiej, co do zasad, była propozycja biskupów amerykańskich z jej wyraźnym odwołaniem do chrześcijańskiej tradycji prawa naturalnego. Maritain nie zauważał wtedy, w latach czterdziestych, w świecie, w którym chrześcijanie byli obecni wszędzie na Zachodzie i ich publiczna aktywność traktowano jako oczywistą, a nawet pożądaną, że odwołanie do Boga i zasad chrześcijańskich lub też brak takiego odwołania nie jest sprawą jedynie marginalną, ale kwestią zasady, wewnętrznego mechanizmu całej koncepcji praw.

W związku z tym jakiego kształtu nabrała ostatecznie Deklaracja nie udzielił jej jednoznacznego poparcia Pius XII. Tak stanowisko papieża wyjaśniał swego czasu ks. prof. Franciszek Mazurek, znawca problematyki praw człowieka z perspektywy Kościoła:

Deklaracja [...] nie mówi o nadprzyrodzonej godności człowieka i nie wiąże praw człowieka z prawem Bożym. Pius XII uważał, że porządek społeczny budowany na zasadach wykluczających religię albo ją pomijających jest błędny. Prawa oddzielone od religii nie mogą służyć pokojowi i nie mogą też stać się czynnikiem jedności świata. Prawa człowieka są według Piusa XII związane z Ewangelią, pochodzą od Stwórcy i stanowią integralną część doktryny Kościoła.

Można zatem uznać, że propozycja biskupów amerykańskich nie powstała bez porozumienia ze Stolicą Apostolską, natomiast świeccy katoliccy eksperci oddali w tej sprawie pole, wierząc w nierealistyczną hiperoptymistyczną antropologię polityczną, wedle której nowy, autonomiczny, ale chrześcijański ład powinien zbudować się sam w oparciu jedynie o dynamikę społecznej natury człowieka, dążącej do dobra. Tak jakby dobro w swojej treści i formie nie wymagało obrony w porządku politycznym, a samo społeczeństwo osadzenia na fundamencie pewnych nienegocjowalnych wartości – używając tu określenia Benedykta XVI – i prymatu rzeczywistości duchowych – mówiąc tytułem jednej z wcześniejszych książek samego Maritaina. Społeczeństwo zawsze skłania się ku pewnej duchowości, która określa formę społeczną dającą ramy pluralizmowi. Przestrzeń publiczna i społeczna porzucona przez stabilizujące ład instytucje o charakterze uniwersalnym, jak Kościół czy państwo chrześcijańskie, zaraz jest zastępowana przez inny reżim, np. ideologię, która ma swoje cele i może je realizować – czego uczy nas historia – przez długi czas nawet w sprzeczności z naturą ludzką.

To, że po doświadczeniu pierwszej połowy XX wieku i dominacji radykalnych i zbrodniczych ideologii nie zauważyli tego tacy ludzie, jak Maritain czy Cassin, a szerzej ruch demokracji chrześcijańskiej, można tłumaczyć w dwojaki sposób. Albo przekonaniem, że szok II wojny światowej dokonał zasadniczej reorientacji natury ludzkiej lub też swoistą potrzebą wyjścia z poczuciem wykluczenia jakiego doświadczali katolicy we Francji. Od rewolucji marginalizowani i pozostający w silnej opozycji do liberalnej republiki szukali dopasowania Kościoła do ówczesnej, jak się dawało bezpiecznej dla chrześcijaństwa sytuacji.

O rewolucji wspominam nieprzypadkowo, ponieważ związek Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela ogłoszonej w sierpniu 1789 roku przez rewolucjonistów w Paryżu, jest niewątpliwy. Już sama formuła tytułów obu dokumentów narzuca się swoim podobieństwem i wskazuje, że to co ustalono w roku 1948 trwało w pewnej intelektualnej ciągłości z tym, co zadekretowano ponad półtora wieku wcześniej. Interesujący zaś jest fakt spotkania się w roku 1948 dwóch tradycji oświeceniowo-liberalnej oraz chrześcijańskiej.

Pomimo zastrzeżeń Piusa XII, papieże św. Paweł VI i św. Jan Paweł II śmiało występowali i nawoływali do przestrzegania praw człowieka, widząc w nich niedoskonałe, ale czasem skuteczne narzędzie budowania sprawiedliwego ładu światowego, a także poszanowania praw narodów, które wynikają z poszanowania praw jednostki.

Pomimo zastrzeżeń Piusa XII, papieże św. Paweł VI i św. Jan Paweł II śmiało występowali i nawoływali do przestrzegania praw człowieka, widząc w nich niedoskonałe, ale czasem skuteczne narzędzie budowania sprawiedliwego ładu światowego, a także poszanowania praw narodów, które wynikają z poszanowania praw jednostki. W przypadku Polski użyteczność Deklaracji jako narzędzia za pomocą, którego można było wywierać presję całego liberalnego świata na blok komunistyczny, a szczególnie rządzących Polską był nieoceniony. Można powiedzieć, że do roku 1989 trwał swoisty sojusz pomiędzy światem liberalnym a Kościołem w sprawie praw człowieka, choć wewnętrznie ulegał on w różnych miejscach erozji. W październiku 1979 roku, w czasach, gdy świat podzielony był zimnowojennym konfliktem, na forum ONZ Jan Paweł II posługiwał się takimi oto słowami:

Pokój to myślenie o innych ludziach, to budowanie sprawiedliwości i podejmowanie prób budowania takiej polityki, która uszanuje każdego człowieka. (…) Pierwszy rodzaj systematycznego zagrożenia praw człowieka wiąże się z rozległą dziedziną podziału dóbr materialnych, który bywa często niesprawiedliwy. (…) Drugi rodzaj zagrożenia to różne formy niesprawiedliwości i krzywdy, wyrządzanej duchowi ludzkiemu. Można bowiem ranić człowieka w jego wewnętrznym stosunku do prawdy, w jego sumieniu, w sferze jego przekonań i światopoglądu, jego wiary religijnej, wreszcie w sferze tzw. swobód obywatelskich, o których stanowi równouprawnienie wszystkich bez dyskryminacji ze względu na pochodzenie, rasę, płeć, przynależność narodową, wyznaniową, przekonania polityczne itp.

Jednak sprawy na kontynencie europejskim miał się coraz gorzej i rzeczywistość tę tylko tłumił konflikt zimnowojenny. Chadecja trzymając się swoich zasad “obrony porządku demokratycznego” – tej nowej głównej zasady tzw. polityki chrześcijańskiej – zaprzepaściła nie tylko dorobek prawny cywilizacji chrześcijańskiej w Europie, jaki wciąż jeszcze w różnych miejscach trwał, wyprzedając go całkowicie za udział we władzy. Razem z tym procesem odchodziły z perspektywy publicznej w pełni chrześcijańskie ujęcia praw człowieka, zakrólowała aborcja, dewastacja praw rodziny, itd. W roku 1995, podczas drugiej wizyty Jana Pawła II w ONZ, można było w wypowiedzi papieża usłyszeć inne już tony. Papież mówił o wolności, która nie może być samowolą, ale musi być uszlachetniana przez prawo moralne zapisane w sercu każdego człowieka. Już wtedy wiele wskazywało na to, że zbliża się załamanie praw człowieka rozumianych w perspektywie Dekalogu i klasycznych ujęć prawa naturalnego. Gdzieś pomiędzy rokiem 1979 a rokiem 1995 okazało się wyraźnie, że to nie chrześcijańskie zasady dysponują władzą interpretowania prawami człowieka. To, co w połowie lat dziewięćdziesiątych było sytuacją napięcia, za czasów pontyfikatu Benedykta XVI stało się sytuacją jawnego konfliktu. Papież oficjalnie zakończył wsparcie Kościoła dla jednej z najbardziej znanych organizacji zajmującej się monitorowaniem sytuacji praw człowieka, czyli Amnesty International w związku z jej lobbingiem na rzecz aborcji.

 

cd w numerze

przycisk

 
 
Wyświetlony 536 razy
Tomasz Rowiński

Historyk idei, redaktor pisma ?Christianitas?

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.