środa, 26 czerwiec 2019 14:11

Ideologii LGBT+ chodzi o zawłaszczanie przestrzeni publicznej

Napisał

– Odgórne narzucanie i wymuszanie równości to jak wywłaszczanie w komunizmie – wszystko ma być wspólne, ale tak naprawdę, to znaczy, że nikt nie ma nic – mówi Beata Wieczorek, autorka wydanej przez Frondę książki Homoseksualizm. Przegląd światowych analiz i badań. Przyczyny, objawy, terapia, aspekty społeczne.

 

Czy edukacja seksualna dzieci w Warszawie to przełom i czy rzeczywiście za wszelką cenę trzeba robić wszystko, by to powstrzymać? Czy jest to wyłącznie indoktrynacja? W końcu ma być realizowana według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia. W czym tkwi największe niebezpieczeństwo?

Presja, jaka jest wywierana tu na rodziców i sferę edukacji sugeruje, że oto w Polsce mamy do czynienia albo z wadliwą edukacją seksualną, albo z jej z kompletnym brakiem oraz, co być może najważniejsze, że edukacja seksualna w takiej formie jest absolutnie niezbędna młodemu człowiekowi, aby wszedł w dorosłość i że bez niej sobie kompletnie w życiu nie poradzi. To wszystko jest dodatkowo podane na tacy rzekomego postępu, a któż nie chciałby być nowoczesny i postępowy. Z pewnością jednak nie jest to postęp, lecz raczej dehumanizacja i prymitywizacja młodych ludzi oraz sprowadzanie ich do roli kopulującego zwierzątka według zasady, którą nazywam zasadą trzech K: kopuluj, konsumuj i uprawiaj kult ego.

Homoseksualizmu czy transseksualizmu nie powinno się diagnozować w wieku rozwojowym, bo wtedy osobowość młodego człowieka dopiero się kształtuje. W okresie tym występuje pod tym względem duża niepewność, a ci, którzy określają się początkowo jako homoseksualni, jak pokazują badania, w większości stają się z czasem heteroseksualni.

Mamy przecież lekcje wychowania do życia w rodzinie, tzw. WDŻ. Program, który funkcjonuje od około 20 lat, ma dość dobrą podstawę programową, która jest wyważeniem zarówno informacji „technicznych”, w tym szczegółowo omawia biologię rozmnażania, wady i zalety wszystkich metod zapobiegania ciąży, jak i przygotowuje do miłości i odpowiedzialności, którą niesie ze sobą rodzina. Reasumując: proponowana w modelu WHO edukacja seksualna jest redukcyjna, dehumanizująca, częściowo pseudonaukowa i jak najbardziej należy ją powstrzymać. Najważniejsze jest jednak to, czego ta rzekoma edukacja tak naprawdę nie mówi. Uważam, że w jej wyniku m.in. zwiększy się liczba przypadków homo- i biseksualizmu, ponieważ nie pokazuje się prawdy na temat tych zaburzeń, nie ostrzega się o ryzyku związanym z wejściem na tę ścieżkę, na przykład o krótszej długości życia, krótkotrwałości związków i rotacji partnerów. A przede wszystkim o tym, że homoseksualizmu czy transseksualizmu nie powinno się diagnozować w wieku rozwojowym, bo wtedy osobowość młodego człowieka dopiero się kształtuje. W okresie tym występuje pod tym względem duża niepewność, a ci, którzy określają się początkowo jako homoseksualni, jak pokazują badania, w większości stają się z czasem heteroseksualni. To naturalna rozwojowa zmienność. Jeśli ktoś wchodzi do szkoły w ten etap rozwojowy z przekazem, że homoseksualizm, którego ktoś, jak się mu wydaje, doświadcza, podkreślam – wydaje się mu – jest porównywalny z heteroseksualizmem, to ukierunkowuje się w ten sposób młodego człowieka z pozycji autorytetu, popycha w tę stronę. Nie zapominajmy, że młodzież lubi przecież eksperymentować, a pierwsze doświadczenia seksualne mogą się z dużą dozą prawdopodobieństwa co najmniej u niektórych osób się utrwalać. Nie mówi się także i tego, że na przykład opóźnianie tzw. coming-outu skutkuje także widocznym w badaniach zmniejszeniem tendencji samobójczych u młodzieży o 20 procent z każdym rokiem. Piszę sporo w swojej książce na temat młodzieży. Także o tym, że z pewnością trzeba spokojnie i rzetelnie zapobiegać jakimkolwiek aktom przemocy, samobójstwom zarówno z powodu nieakceptowania skłonności homoseksualnych, jak i odrzucenia przez otoczenie, mówić o szacunku do każdego człowieka, ostrzegając jednocześnie przed ryzykiem związanym na przykład z homoseksualnym stylem życia. Mamy dane – na przykład pochodzące z dużych naukowych, rządowych programów amerykańskich, brytyjskich – są to na przykład dane CDC [amerykańska agencja Centra Kontroli i Prewencji Chorób – przyp. TC] czy NATSAL [brytyjski ośrodek naukowy Krajowy Ośrodek Badań Postaw Seksualnych i Stylu Życia – przyp. TC] – które pokazują, że w dużej mierze dzięki takim przekazom oraz oddziaływaniom popkultury wzrasta liczba młodzieży identyfikującej się jako nieheteroseksulana. W ciągu około 15 lat podwaja się lub potraja. Na przykład w mieście Nowy Jork odnotowano wzrost nieheteroseksualnej tożsamości u młodzieży aż do poziomu 25,3 procent w 2017 roku – dane CDC („Youth Risk Behavior Surveillance”). Pomijam tu problem erotyzacji bardzo małych dzieci w modelu WHO, który już funkcjonuje w innych krajach. To oczywiste nadużycie, wręcz przemoc wobec dzieci. Znamy sporo szokujących materiałów wideo, „pomocy naukowych” do takiej seksedukacji. Są na przykład dostępne na stronie stop-seksualizacji.pl. Zasadnicze pytanie bowiem brzmi: czy chcemy uczyć dzieci seksu, czy też miłości i cieszenia się pełnią życia? Czy chcemy uczyć dzieci seksu i rozwiązłości (promiskuityzmu) obarczonej negatywnymi skutkami zdrowotnymi, jak na przykład zwiększeniem się liczby chorób wenerycznych? Czy też chcemy kompleksowo przygotowywać do dorosłości, w tym do odpowiedzialnej seksualności, aby cieszyć się spełnionym życiem? To dwa konkurencyjne modele edukacji seksualnej B i A, B – bo liczy się tylko tu i teraz, A od abstynencja – świadoma i czasowa abstynencja w określonych sytuacjach i odpowiedzialne długodystansowe wybory.

Czy zapowiedziany przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego nowy urząd pełnomocnika ds. spraw społeczności LGBT jest potrzebny? Jeśli tak, to komu i do czego?

Tu toczy się swoista wojna kulturowa o to, czy będziemy promować w przestrzeni publicznej rodzinę i życie rodzinne, czy też antagonizować społeczeństwo i rozbijać na małe roszczeniowe podgrupy. I nie chodzi tu wcale o to, aby na przykład nie szanować kobiet czy mężczyzn, które z jakiś względów nie założyły rodzin, tu chodzi o przyszłość Polski i naszych miast, bo rodziny i rodzicielstwo trzeba zwyczajnie promować. Czy chcemy mieć pełnomocników ds. rodziny, czy też pełnomocników ds. LGBT+? W Warszawie, a także w innych miastach czy instytucjach istnieją podobne stanowiska pełnomocników ds. równego traktowania, także na uniwersytetach, w policji, innych służbach mundurowych i w wielu instytucjach publicznych. Za rządów Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku powstało w Warszawie wówczas eksperymentalnie stanowisko pełnomocnika ds. rodziny, które potem zlikwidowano, a za rządów pani Hanny Gronkiewicz-Waltz w 2009 roku powołano stanowisko pełnomocnika ds. równego traktowania, teraz pan Trzaskowski deklaruje jeszcze powołanie na nowe stanowisko pełnomocnika ds. kobiet. Zastępca prezydenta Krakowa Andrzej Kulig, gdzie istnieje już pełnomocnik ds. rodziny, teraz z kolei na konferencji w magistracie „Tęczowy Kraków” wywiesza tęczowe flagi i deklaruje utworzenie stanowiska pełnomocnika ds. równego traktowania. Trwają podobne starania na przykład w Poznaniu i w innych miastach – to realizacja „Programu samorządowego dla LGBT+”. Nie o tolerancję tu chodzi, ale o dodatkowe przywileje. Od spraw faktycznej przemocy jest kodeks karny i policja – i te sprawy są bezdyskusyjne i już wystarczająco uregulowane prawnie.

Toczy się swoista wojna kulturowa o to, czy będziemy promować w przestrzeni publicznej rodzinę i życie rodzinne, czy też antagonizować społeczeństwo i rozbijać na małe roszczeniowe podgrupy.

Warto podkreślić, że działania prezydenta Trzaskowskiego są niezgodne z Konstytucją RP, łamią prawa rodziców i dzieci oraz uprzywilejowaną pozycję rodziny w politykach publicznych. Deklaracja LGBT+ łamie m.in. następujące zapisy prawa: artykuły 18, 48, 32 Konstytucji, a w zakresie swobody gospodarczej – artykuły 20 i 25 ust. 2 Konstytucji oraz artykuł 8 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego – tu cytuję głównie ustalenia Ordo Iuris. Dobrze, że powstają takie kontrinicjatywy, jak Samorządowa Karta Rodziny (Ordo Iuris), które ukierunkowują z powrotem politykę społeczną na tory rodziny. Tzw. mniejszości seksualne naprawdę cieszą się w Polsce pełnią swobód obywatelskich, w swojej książce przejrzałem je dokładnie.

Dr Szymon Czarnik, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, poinformował na Facebooku, że jego żona została pod przymusem wyprowadzona z sali obrad krakowskiej rady miasta, bo śmiała stanąć w obronie Barbary Nowak, małopolskiej kurator oświaty, oskarżonej o rzekome sianie mowy nienawiści wobec osób LGBT. Gdzie wolność słowa? Gdzie wolność religijna? Gdzie wolność sumienia?

O ile wiem, ta sprawa miała jeszcze inny ciekawy kontekst. Pani Magda Czarnik cytowała broszurę o dość pornograficznych treściach powstałą w kręgach ruchu LGBT+ przeznaczoną dla młodzieży i to wywołało chyba największe wzburzenie radnych. Czyli dzieci i młodzież mogą mieć kontakt z takimi treściami, ale dorośli się bulwersują. Taki swoisty paradoks naszych czasów…

 

cd w numerze

przycisk

 
 
Wyświetlony 323 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.