×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
wtorek, 11 lipiec 2017 21:25

Od Redakcji

Gigantyczne przedsiębiorstwa  w XXI wieku zyskały nową chwytliwą nazwę: „korporacji transnarodowych”, czy jest ona trafna? Niektóre cechy tych bytów: globalny zasięg działania, nieujawnione, rozproszone prawo własności, wydają się świadczyć na korzyść tego określenia. Problem, jest jednak bardziej złożony i należałoby go rozpatrywać indywidualnie, w odniesieniu do konkretnych przykładów. Wystarczy zauważyć (co w XXI wieku widać już jasno), że nasz świat, mimo usilnej polityki globalizacji tj. tendencji do umiędzynarodowienia wszelkich stosunków społecznych, nadal pozostaje światem wielobiegunowym, w którym występują różne modele gospodarcze. Przekłada się to również na różnorodność form wielkiej przedsiębiorczości.

piątek, 24 marzec 2017 00:20

Od Redakcji

Przyszło nam żyć w ciekawych czasach.
Globalno-liberalny,gmach, chwieje się właśnie w posadach. Ale czemu tu się dziwić? Monumentalne plany, i ich kolektywistyczne realizacje przejawiają wszak nadzwyczajną skłonność do defektów i awarii. Empirycznie doświadczyliśmy tego przecież jeszcze w epoce komunizmu. Zawalenie projektu grozi najczęściej w momencie, gdy budowniczy ulegają nieumiarkowaniu i pożądliwości. Zaćmiewają one wtedy rozum, co może stać się szansą dla oponentów. Tak dzieje się i teraz. Ową kroplą dopełniającą zawartość naczyń połączonych, jest fala uchodźców, którzy pojawili się nagle w wyniku inspirowanych przez Zachód arabskich rewolucji. Bumerang wyrzucony w Azję i Afrykę powrócił i wywołał poczucie zagrożenia w Europie i Ameryce. Demokracja, zawłaszczona dotąd przez liberałów, obraca się właśnie przeciwko nim. W myśl zasady„ jak, trwoga to do Boga” coraz częściej, różnej narodowości elektoraty wybierają zdroworozsądkowych konserwatystów, obiecujących światu stabilność i bezpieczeństwo, do którego jedyną drogą jest odrzucenie kagańca lewicowej poprawności. Małym prekursorem tego co nadchodzi stał się premier niewielkiego europejskiego kraiku – Viktor Orbán. Obecnie rosną notowania polityków konserwatywnych w takich krajach jak Austria, Francja, Holandia. Zwiększają się siły takich partii, jak Alternative für Deutschland w Niemczech. Z oczywistych przyczyn odcięcie od absurdalnej etyki zachodniej deklaruje Rosja. Turcja zmieniła sojusze. Wielka Brytania występuje z Unii. Wraz z wyborem na stanowisko prezydenta najpotężniejszego mocarstwa na Ziemi – deklarującego swój konserwatyzm i antysystemowość – Donalda Trumpa – szala ta jeszcze wyraźnie się przechyla.

sobota, 20 sierpień 2016 14:52

Od Redakcji

Kwestia stosunków polsko-rosyjskich to temat, którego w Polsce obecnie poruszać się nie powinno, na pewno nie należy wysuwać w tej kwestii żadnych wątpliwości. Aksjomaty dotyczące tego wątku zostały raz ustalone. Każda, nawet najbardziej nieśmiała próba dyskusji szybko przestaje przypominać klasyczną wymianę argumentów, kończy się emocjami i wzajemnym oskarżaniem o zdradę oraz agenturalność. Brak miejsca na zdrową debatę musi jednak budzić niepokój w każdym konserwatywnym środowisku, któremu obce są pozamerytoryczne metody prowadzenia politycznego dyskursu.

Obecna sytuacja intelektualnej gorączki w powyższym przedmiocie, co zrozumiałe, wynika z napiętej sytuacji tzw. wyższego rzędu, czyli eskalującego konfliktu interesów głównych światowych potęg, w którym to Polska stanowi tylko jedną z mniejszych lub większych (w zależności jak nam się to akurat wydaje) figur na światowej szachownicy. Sankcje Zachodu wobec Moskwy czy amerykańska polityka konfrontacji pośredniej są, jak się okazuje, doskonałym paliwem do płonącego już od dawna płomienia polskich złych doświadczeń i wynikających z nich sztywnych stereotypów. Prawdziwego politycznego realistę powinna jednak najbardziej interesować przyszłość, a niektóre z apriorycznych założeń wynikających z historii wydają się przesłaniać zastany kształt rzeczywistości. Może to warunkować podejmowanie złych decyzji.

Wraz z ogromnymi napięciami, które wywołują gwałtowne zmiany i zaostrzenie relacji na scenie globalnej, sprawa naszej polityki zagranicznej staje się być może jeszcze bardziej priorytetowa i paląca niż kiedykolwiek w dziejach, a właściwa orientacja staje się kwestią nadzwyczajną. Dlatego w tym numerze, pozostawiając wolność współpracującym z nami autorom, nie bojąc się różnych, często przeciwstawnych opinii, staramy się omówić takie kwestie, jak kurs i doktryna polityczna ministerstw Spraw Zagranicznych i Obrony Narodowej czy ogólniej – Państwa Polskiego. Interesowały nas skutki naszego zamknięcia, lub ewentualnego otwarcia się na wschodniego sąsiada, zwłaszcza w kontekście gospodarczym, ale także w obliczu zagrożeń politycznych oraz wojny ideologicznej wytaczanej nam przez Zachód. Nie pominęliśmy kwestii zmiany biegunów politycznych, a w tym takich współczesnych konkretnych faktów, jak deklarowany zwrot w doktrynie amerykańskiej po ewentualnej wygranej ubiegającego się o fotel prezydencki w USA Donalda Trumpa; kwestia Brexitu czy zagrożenie wojną. Pozostawiliśmy trochę miejsca na ciągle słabo omówione niektóre aspekty historyczne.

Mamy nadzieję, że głos naszych szacownych publicystów, zwłaszcza tych prezentujących alternatywną wizję, wleje przysłowiową łyżkę dziegciu do beczki słodkiego samozadowolenia i wywoła konieczne rewizje, które przyczynią się choćby w minimalnym stopniu do poprawienia i uelastycznienia strategii zagranicznej naszego państwa, co może się tylko przysłużyć dobrze pojętemu interesowi narodowemu.

niedziela, 29 maj 2016 00:03

Od Redakcji

Obiecywano, że długotrwałe reformy po wyjściu naszego kraju z komunizmu, powiązane z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej doprowadzą nasz kraj do stanu stabilnie rozwijającej się gospodarki. Założenia polityki neoliberalnej i związane z nią idee nieskrępowanej globalizacji otworzyły szeroko nasze granice na działania zewnętrzne, nie zabezpieczając tzw. interesu narodowego, którego pojęcie traktowano w ostatnich latach jako przeżytek.

Proces prywatyzacji polskich przedsiębiorstw zakończył się ekonomicznym podbojem przez zachodnie koncerny. Drobna i średnia przedsiębiorczość, która jako jedyna przetrwała zbójecką prywatyzację, duszona jest ustawicznie przez własne państwo, narzucające jej surowe opłaty i traktujące ją w nierówny sposób w stosunku do wielkich zagranicznych konkurentów. Chybione i nienormalnie drogie inwestycje państwowe, uwarunkowane wymogami i obwarowaniami unijnymi, nieuczciwość w szafowaniu pieniędzmi, wpędziły nasz kraj w spiralę zadłużenia zagranicznego.

Wszystkie te wymienione czynniki w powiązaniu z kryzysem w Unii, stały się bezpośrednim powodem powrotu do władzy Prawa i Sprawiedliwości. Wybór tej partii, noszącej miano prawicowej i euro-realistycznej jest wyrazem nadziei polskich wyborców na zmianę. Czy jednak PiS sprosta temu wyzwaniu? Wydaje się, że partia Jarosława Kaczyńskiego już na początku swoich rządów zderzyła się z ustrojową ścianą, siecią powiązań oraz własną niemocą i brakiem pomysłów na gospodarkę.

Podstawowe pytanie, czy nieliczni specjaliści od ekonomii w PiS potrafią nie tylko zaobserwować symptomy choroby, ale również postawić właściwą diagnozę; i co ważniejsze – znaleźć sposób żmudnej kuracji, a także wytrzymać jej reżim. Niepokoi w tym kontekście fakt, że jak dotąd rządzące ugrupowanie zainteresowane było głównie polityką historyczną, a cały swój model geopolityczny opierało na przesłankach sprzed kilkudziesięciu lat. Nowemu Ministrowi Rozwoju – Mateuszowi Morawieckiemu trudno zarzucić brak dobrych intencji. Boryka się on jednak nie tylko gigantycznym rozmiarem opisanych problemów, kłodami rzucanymi pod nogi przez neoliberałów, labiryntem ustrojowych pułapek; ale również z niemocą płynącą z dogmatyki partii. Przesłanką świadczącą o pobożnej życzeniowości sposobu myślenia Ministra Rozwoju może być choćby plan finansowania koniecznej reindustrializacji kraju z kredytów udzielonych Polsce przez Bank Światowy oraz europejskie instytucje. Warunki takich kredytów, stojących w sprzeczności z globalizacyjną polityką tych podmiotów, nie mogą być dla Polski zbyt korzystne, co jest istotnym problemem, biorąc pod uwagę obecne przytłaczające nas zobowiązania.

Odnosimy wrażenie, że jak dotąd w tak poważnej i palącej sytuacji wyraźnie brak rzeczowych dyskusji na ten temat. Media nieprzychylne rządowi, podobnie jak i sprzyjające, zajęte są rozjątrzaniem drugorzędnych problemów aż do awantury, w czym nietrudno domyślić się namacalnego wpływu obcych wywiadów. Opcja na prawo podejmuje próbę nawiązania konstruktywnej dyskusji. Czy istnieją w Polsce komentatorzy i eksperci, którzy potrafią podpowiedzieć rządowi co robić? Czy rząd zechce ich wysłuchać?

niedziela, 21 luty 2016 00:51

Od Redakcji

Cywilizacja zachodnia z dnia na dzień pogrąża się coraz bardziej w oparach absurdu. Od przeszło dwustu lat podbijana przez ideologie liberalne i lewicowe zatraciła obecnie resztki sił żywotnych i zwykłego zdrowego rozsądku, który przez wieki charakteryzował budowaną z takim mozołem europejską kulturę. Stara Europa, zatomizowana i pozbawiona swojej witalności przypatruje się z bierną aprobatą jak jej dziecię z nieprawego łoża – Stany Zjednoczone Ameryki, kierując się wypraną z dawnej chrześcijańskiej wrażliwości etyką, czyli tzw. „prawami człowieka”, narusza posady pokoju na świecie, czyniąc z nadrzędnych wartości fasadę dla realizacji brutalnej polityki interesów.

sobota, 28 listopad 2015 00:13

Od Redakcji

Jak grom z jasnego nieba gruchnęła nagła wieść, że Europa stała się z dnia na dzień ziemią oblężoną. Nigdy niczego nie spodziewające się lewicowo-liberalne media zapoznały nas z obrazami taborów ciemnoskórych Hunów XXI wieku, którzy a to drogą lądową, a to wyłaniając się z morza, poczęły wylewać się na nasz kontynent forsując kolejne granice. Często agresywny tłum, złożony z głównie z młodych mężczyzn, zachowujący się jak szarańcza, która zostawia po sobie pas wyjałowionej ziemi, konsekwentnie podąża do ustalonego punktu zbornego, którym okazała się Republika Federalna Niemiec – kraina mlekiem i miodem (i zasiłkami) płynąca. Media, jakby wstydząc się transmitowanych przez siebie oraz wyciekających przez portale społecznościowe, obrazów, przyjęły narrację powodującą u odbiorców swoisty dysonans poznawczy. Jej powracającym motywem przewodnim stało się oswajanie przeciętnego europejczyka z nowym zjawiskiem, które przedstawia się w coraz to bardziej pastelowych barwach. Zarówno Kowalskich, jak i Schmidtów nakłania się do otwarcia swych serc i domowych pieleszy przed imigrantami. O dziwo, najbardziej skrajne lewicowe media, musztrując swoją publiczność, jak gimnazjalistów, posługują się wyjątkowo chrześcijańskimi odwołaniami i figurami retorycznymi.

Nie ma wątpliwości, że ogromne połacie Bliskiego Wschodu od początku XXI wieku stają się miejscem coraz większego chaosu i tragedii, co zostało zainspirowane (wielokrotnie pisali o tym autorzy Opcji na Prawo) głównie przez państwa tzw. cywilizacji Zachodu z nieocenioną rolą amerykańskiego imperium. Rzesze spokojnych wyznawców Allaha i Jezusa Chrystusa, wiodąc dotąd w miarę spokojny żywot na terenach państw takich jak Syria, Egipt czy Libia, stanęły nagle w obliczu zagrożeń, które zamieniły ich życie w piekło. Wielu z tych ludzi, wyłączonych poza nawias, pozbawionych swojego domu, ziemi, rozpaczliwie poszukuje ratunku za granicami swego państwa a nawet kontynentu. Czy na pewno mamy jednak do czynienia z takimi właśnie uchodźcami? Ile takich biednych ludzi znajduje się w żywiołowym tłumie przemierzającym nasz kontynent? Czy słabe demoliberalne struktury UE potrafią poradzić sobie z ich wyselekcjonowaniem? Powstaje wiele wątpliwości. Dziwnym trafem w pochodzie uciekinierów biorą udział głównie młodzi, silni mężczyźni wyposażeni w telefony komórkowe najnowszej generacji, zdradzający swoje wysokie oczekiwania, bardzo często agresywni wobec swoich nowych gospodarzy. W Europie wraz z falą emigrantów nasiliły się burdy, dochodzą liczne wieści o gwałtach, pobiciach i podpaleniach, walkach między poszczególnymi nacjami przybyszów, jak choćby te z wyspy Lesbos. Wędrówka ludów jest bardzo na rękę radykalnym środowiskom islamskim, co często wyrażają wprost. Nie tak dawno oglądaliśmy obrazki jak policja grecka skonfiskowała idącą w ślad za emigrantami kontrabandę broni.

Fala uchodźców budzi czujność wielu Europejczyków i jest to coraz częściej wyrażane politycznymi wyborami. Nawet w partiach centrowych zaczyna w Europie powoli przeważać stanowisko antyimigracyjne. Wystarczy wspomnieć, że wśród polityków CDU, rodzimej partii głównej winowajczyni polityki otwarcia granic - Angeli Merkel, nasila się ostra krytyka linii przyjętej przez panią kanclerz. Powoli od polityki pro-imigracyjnej odwraca się Austria, która postanowiła wybudować antyimigracyjne płoty na swojej wewnątrzwspólnotowej (!) granicy. Przypomnijmy, że premier Węgier Viktor Orbán, dosłownie chwilę temu, potępiony został za obronę dostępu do zewnętrznych granic Unii Europejskiej! W naszym kraju uległe wobec Niemiec proimigracyjne stanowisko byłego już rządu Ewy Kopacz pogrzebało w znacznej mierze szansę na wygraną Platformy Obywatelskiej w wyborach. Polacy zagłosowali głównie przeciwko przyjęciu imigrantów.

Z atmosfery kampanii wyborczej skorzystały polskojęzyczne media, nie marnując okazji do tego by znacznie ograniczyć informacje o przetaczających się przez Chorwację, Słowenię czy Austrię kolejnych pochodach. Problem jednak nie zniknął. Nasz kraj, nasze władze, a także my sami, musimy dzisiaj precyzyjnie rozpoznać, czym w istocie jest zalew imigrantów. Potokiem ludzi potrzebujących, którym należy po chrześcijańsku udzielić dachu nad głową i gościny, czy też „być albo nie być” naszego kontynentu.

W wydanej już prawie dziesięć lat temu przez wydawnictwo Wektory książce znanego konserwatywnego publicysty – Patrica Buchana „Śmierć Zachodu” autor z ogromną precyzją przepowiedział realizujące się na naszych oczach procesy, między innymi nieodwołalną islamizację Europy. Trudno nie zauważyć, że nowy zalew przedstawicieli skrajnie odmiennej kultury grozi znacznym przyspieszeniem erozji coraz słabszej europejskiej cywilizacji, która cechując się co najmniej piramidalnym brakiem instynktu samozachowawczego, dąży od lat do samozagłady. Chichotem historii jest fakt, że ratunkiem dla jej bezwładu może stać się Rosja, kraj, co do którego obowiązuje (zwłaszcza w Polsce) utarta klisza prominenta na osi zła. Po skutecznym zbombardowaniu placówek buntowniczej armii Państwa Islamskiego, Władimir Putin chwali się sukcesem, który przejawia się deklaracją powrotu ośmiuset tysięcy uchodźców do Syrii.

sobota, 12 wrzesień 2015 13:11

Od Redakcji

Demokracja, jako słaby i skorodowany system okazuje się zawodna. Kadencyjność, sprzeczność interesów poszczególnych grup rządzących, rozbieżność dążeń elektoratu i wybieranej przezeń władzy, wszystko to staje się powodem doskonalenia technik wywierania wpływu na opinię publiczną. Wdrażanie przez tzw. siły postępu kolejnych projektów przemian społecznych, wymaga wsparcia ze strony odpowiedniej agitacji. Tuba propagandy, którą są media, została dobrze wypróbowana w trwającym do niedawna projekcie komunistycznym. Mimo, że komunizm, jako system, został rozmontowany, opisany kierunek wykorzystania gazet i nośników elektronicznych nie uległ znacznej poprawie. W świecie zdominowanym przez idee liberalnej demokracji mamy do czynienia z kolejną rewolucją i jej licznymi przejawami. Postępuje szeroko zakrojone wdrażanie zamysłu zdemontowania reszty tradycyjnych matryc zachowań i stosunków społecznych. Obserwujemy miękki odgórny przewrót moralny i światopoglądowy, dekonstrukcję rodziny i wspólnot narodowych. Świat podbijany jest przez jedynie słuszny model gospodarczy. Trwa instalacja systemu globalistycznego, coraz częściej kojarzonego z neokolonializmem, wzniecane są wojny, które nazywa się sprawiedliwymi. Media głównego nurtu, wzbogacone doświadczeniami i osiągnięciami eksperymentów badawczych całych dwóch ubiegłych stuleci pełnią w tym procesie niewyobrażalnie nadrzędną rolę pasterzy dusz. Ogrom dezinformacji, czy jawnych kłamstw, z którymi mamy obecnie do czynienia, przerasta najśmielsze prognozy. Jeśli chodzi o nasz kraj, trwa spór czy zakłamanie mediów związane jest głównie ze starymi przyzwyczajeniami elit, wyrosłymi z peerelowskiej przeszłości, czy też z wdrażaniem standardów nowego, lepszego (zachodniego) świata. Prawda, wyjątkowo, leży w tym przypadku pośrodku. Pod koniec lat osiemdziesiątych, podobnie jak działo się to kontekście globalnym, dokonano w Polsce pełnego otwarcia. Uchylone zostały na oścież drzwi pomiędzy dwoma obozami – aparatczyków dawnego systemu i zbuntowanej, otwartej na Zachód opozycji. Zdecydowano się na zbudowanie nowego, państwowego projektu, zespalającego doświadczenia obu wymienionych środowisk. W zakresie propagandy przekłada się to na swoiste „przeproszenie się” wschodnich komunistów z lewicą zachodnią oraz z subtelną formą manipulacji wypracowywaną przez lata w behawioralnych instytutach amerykańskich i europejskich. Jej celem jest przeformowanie stosunków społecznych z uniknięciem krwawych przewrotów. Nośnikiem urastającym do rangi symbolu tego przedsięwzięcia stała się „Gazeta Wyborcza” Adama Michnika. Pismo stojące na straży tak zachodniego lewactwa i modernizacji społecznej, jak dawnych układów partyjnych. Nie ustępują jej jednak w tym i inne środki masowego przekazu. Ogromnym problemem związanym z mediami w Polsce jest obecnie sprawa ich własności. Akcje największych polskich gazet i stacji nadawczych są w posiadaniu kapitału zagranicznego (w przeważającej mierze niemieckiego). Trudno w tej sytuacji zaufać, że pozostają one obiektywne oraz, że kształtują opinie milionów Polaków, działając przy tym zgodnie z polskim interesem narodowym. Otwarte pozostaje również pytanie o niezależność mediów tak zwanego drugiego obiegu. Na ile wypracowane w PRL słuszne antyradzieckie schematy stały się później powodem bezkrytycznej optyki w stosunku do Zachodu? Do rozwiązania pozostaje kwestia – kto jest właścicielem części największych gazet i nadawców chlubiących się swoją niezależnością, lub na jakiej orbicie finansowej się one znajdują? Pytania te są szczególnie ważne w czasach tak licznych zagrożeń pojawiających się zwłaszcza od strony okcydentalnej?

sobota, 12 wrzesień 2015 09:18

Od Redakcji

Analitycy globalnej ekonomii od dawna prognozowali, że jeszcze przed nadejściem połowy XXI wieku kilka prężnie rozwijających się krajów wybije się na potęgi gospodarcze. Siła ekonomiczna Chin, Rosji, Indii, Brazylii itd. staje się z dnia na dzień coraz większą konkurencją dla dotychczasowego hegemona – USA, oraz sprzymierzonych z nim krajów europejskich. Dotychczasowy plan globalizacji opartej o ideę świata jednobiegunowego, pod silnym przywództwem atlantyckim, dyktującym warunki i trendy, wydaje chwiać się w podstawach. Grożą mu zwłaszcza różnego typu inicjatywy, mające na celu stworzenie wspólnej konkurencji dla monopolistycznych dotąd zachodnich instytucji finansowych.

środa, 04 luty 2015 00:00

Od Redakcji

Gdy w 1989 roku Polska wychodziła w komunizmu, zachodni kierunek polityki zagranicznej wydawał się jedyny, wręcz bezdyskusyjny. Nie podważała tego większość reprezentacji byłej opozycji, a zaakceptowała ogromna część aparatczyków upadającego systemu. Nieosiągalna kraina za zamkniętą zachodnią granicą stanowiła przez lata niemal synonim Arkadii, a przybywający z niej emisariusze kojarzyli się wyłącznie ze szlachetnymi i mądrymi kuzynami zza oceanu. Wizja ta okazuje się z dnia na dzień ulegać coraz większej erozji, a panujący w umysłach bezkrytycyzm ? okazuje się wirusem, który skrycie złamał nasz narodowy system odpornościowy. Długa izolacja Polski oderwała nas od realiów, ale wydaje się, że podtrzymaniem tego stanu zainteresowane są konkretne siły zewnętrzne. Rzeczywisty obraz świata deformowany jest przez celowo zaszczepianą całym narodom, równie utopijną jak komunizm, wiarę w globalną demokratyzację.

piątek, 07 listopad 2014 00:00

Od Redakcji

Pod koniec września prezydent Iranu Hasan Rowhani, włodarz państwa do niedawana przedstawianego w mediach, jako wiodące prym w tzw. osi zła, wystąpił do narodów zgromadzonych na sesji ONZ z dramatycznym apelem o powołanie sojuszu przeciwko nowo powstałemu państwu islamskiemu ISIS (jeszcze większemu złu?). Sytuacja na Bliskim Wschodzie przypominać zaczęła tym samym już nie tyle szybko zmieniający się kalejdoskop, co raczej poligon doświadczalny po eksperymentalnym wybuchu. Trudno obecnie o orientację kto z kim i dlaczego. Względnie prosperujący w latach 90. Bliski Wschód z dnia na dzień zamienia się w szybko narastający chaos i trudno nie dostrzec w tym procesie złowieszczej wręcz roli dyżurnego demokratora świata ? Stanów Zjednoczonych.

startPoprzedni artykuł123456Następny artykułkoniec
Strona 1 z 6

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.